Czy śpi z nami dziecko?

Prędzej czy później nadejdzie dzień, gdy weźmiemy dziecko do swojego łóżka – albo by uciszyć je w nocy, albo w czasie choroby, ząbkowania, albo też na poranne baraszkowanie. W niektórych rodzinach bywają to sporadyczne okazje, w innych maleństwo spędza całe noce z rodzicami. Czy jest jakaś rozsądna recepta na dzielenie łóżka?
/ 29.02.2008 23:51
Prędzej czy później nadejdzie dzień, gdy weźmiemy dziecko do swojego łóżka – albo by uciszyć je w nocy, albo w czasie choroby, ząbkowania, albo też na poranne baraszkowanie. W niektórych rodzinach bywają to sporadyczne okazje, w innych maleństwo spędza całe noce z rodzicami. Czy jest jakaś rozsądna recepta na dzielenie łóżka?

Zasadniczo lekarze uważają, że dziecko powinno mieć swój własny pokój sypialny – swoje terytorium, w które nikt nie będzie interweniował. Takie spanie jest bardziej higieniczne i zapobiega problemom w przyszłości związanym z odzwyczajaniem dziecka od spędzania nocy z rodzicami. To samo zaleca się z punktu widzenia rodziców – w końcu seksualność jest ważnym elementem zdrowego związku, a łóżeczko w sypialni małżeńskiej, nie mówiąc o dziecku śpiącym w jednym łóżku z mamą i tatą, zdecydowanie nie sprzyja romantyzmowi. Czy śpi z nami dziecko?

Dzieci jednak bardzo często same domagają się wspólnego spania. Specjaliści tłumaczą to obawą przed nocą, samotnością, niezrozumieniem zjawiska gaśnięcia całego świata. Wiele maluchów cierpi na koszmary, a ciemne kąty jednoosobowego pokoju tylko karmią wybujałą wyobraźnię. Oczywiście, wszystko zależy od charakteru dziecka – te bardziej niespokojne i ekstrawertyczne będą częściej przydreptywać do naszej sypialni nocą.

Okazuje się, że wszędzie poza Europą i Stanami Zjednoczonymi, praktyka spania razem z dzieckiem jest bardzo naturalna i rozpowszechniona. W Azji, Ameryce Południowej, Australii i Afryce bliskość matki jest postrzegana jako warunek konieczny rozwoju i zdrowego snu maleństwa. Tymczasem, w naszej kulturze powszechne jest przekonianie, że branie dziecka na ręce, kiedy tylko zapłacze i kładzenie go do łóżka rodziców przynosi skutki w postaci rozkapryszenia i nadużywania szantażu łzami. Faktycznie, nie reagowanie na każdy szloch i pozostawianie dziecka samego z jego niepokojem po jakimś czasie przyniesie samodzielne uspokojenie. Tyle tylko, że niekoniczenie jest to najlepszy sposób na uczenie maleństwa radzenia sobie ze strachem i samotnością – dziecko cichnie, bo nie widzi reakcji, ale negatywne uczucia pozostają.
Wydaje się zatem, że przesada w obie strony jest wysoce niewskazana. Dziecko powinno wiedzieć, gdzie jest jego własne miejsce snu i czuć się tam dobrze, ale w okazjonalnych chwilach niepokoju i bólu ukojenie go w sypialni rodziców na pewno nie stanowi żadnego zagrożenia, wręcz przeciwnie, daje naszej pociesze dodatkową gwarancję bezpieczeństwa w domu. Ważne żeby tych okazji nie powtarzać zbyt często.

Agata Chabierska