Na Vinted można kupić jedwabną koszulę kosztującą mniej niż nowa, poliestrowa bluzka z sieciówki, ale równie dobrze można się naciąć i zapłacić za sfatygowaną torebkę znanej marki więcej niż za ten sam model na wyprzedaży.
WIDEO…
Sam fakt, że coś pochodzi z drugiej ręki, nie musi wcale oznaczać świetnej okazji.
Zasada pierwsza: nie każdy wie, co sprzedaje
Najlepsze okazje zaczynają się raczej od zmiany sposobu szukania. Sklep internetowy zatrudnia ludzi, którzy dbają, żebyśmy znalazły towar. Na Vinted opis zależy od sprzedającego, który może znać nazwę kolekcji i fasonu, ale równie dobrze może ograniczyć się do "ładna spódnica", więc przeszukiwanie Vinted w poszukiwaniu "plisowanej wełnianej spódnicy w kolorze khaki" może nie przynieść pożądanych efektów.
Warto zadać sobie pytanie, co mogła napisać osoba wystawiająca dany ciuch pomiędzy obiadem a spacerem z psem.
By szukać skutecznie, najlepiej pobawić się filtrami - najpierw zawęzić wyniki według marki, rozmiaru i materiału, a potem poluzować jedno z kryteriów. Marynarka mogła w końcu wylądować wśród kurtek, a rozmiar zostać przepisany z zagranicznej metki bez przeliczenia. O tym, czy rzecz pasuje najwięcej powiedzą nam wymiary - porównujemy je nie z własnym ciałem, ale z podobnym ubraniem z własnej szafy.
Na blogach krąży również patent na celowe wpisywanie literówek w nazwach marek. Można spróbować, ale sukcesu nie gwarantuję, tym bardziej, że strona Vinted nieustannie się doskonali i toleruje już margines błędu - podobnie jak Google "domyśla się", o co chodzi pytającemu.
Zasada druga: nie wiesz, czego szukasz? Szukaj składu
Skutecznym sposobem jest wyszukiwanie ubrań po składzie, a nie trzymanie się kurczowo marek. Tym bardziej, że jedwabna koszula czy sweter z wełny merino będzie z założenia porządniejszym ubraniem niż rzecz z taniej sieciówki.
W ten sposób można też poznać marki, których nie znamy, albo takie na których ubrania prosto ze sklepu nie mogłybyśmy sobie pozwolić. Kolejne wyszukiwanie można już zawęzić do połączenia marki z materiałem.
Należy uważać na określenia w rodzaju "satynowy", który wcale nie oznacza, że mamy do czynienia ze szlachetnym materiałem, ale opisuje rodzaj połyskującego splotu. Z kolei "wełniany" bywa potocznym określeniem wszystkiego, co wygląda jak sweter. Dlatego, jeśli zależy nam na ubraniu z naturalnego włókna, warto prosić o zdjęcie metki.
Marki, których nie znasz - kierunek Skandynawia i okolice
Warto też wyjść poza marki, które znamy z centrów handlowych. Przykładowo niemiecka marka luksusowa Bogner, słynąca z wełnianych płaszczy i puchówek, których ceny sięgają kilku tysięcy złotych (i to raczej czterech niż dwóch) - na Vinted można znaleźć ich ubrania za 200 czy 300 złotych.
Inną marką wartą uwagi jest Jaeger specjalizujący się w eleganckich ubraniach dla kobiet. Dla miłośniczek vintage - Basler. To raczej lista tropów dla kogoś, kto szuka porządnego płaszcza, dzianiny czy marynarki, a niekoniecznie marki, którą rozpoznają koleżanki.
A z takich, które mogą rozpoznać i w których przypadku nie trzeba przebijać się przez kroje sprzed 10 lat: Arket, COS, Samsøe Samsøe czy Marimekko. Dwie pierwsze marki mają co prawda kilka sklepów w Polsce, ale to sieciówki premium, w których by ubrać się od stóp do głów (i mowa o jednej stylizacji) trzeba by zostawić pół wypłaty.
Marki: torebki i buty
Szukając porządnej, skórzanej torebki warto dać szansę małym polskim markom i wpisać hasła takie jak: Balagan, Fabiola, Batycki, Cholewiński czy Chylak. Jeśli chodzi o buty, warto sprawdzać produkowane w Europie produkty francuskiej marki Jonak, hiszpańskiego Campera i szwedzką markę Vagabond.
Sprytne poszukiwania to często też świadome podchodzenie do tego, co widzimy na zdjęciach: pognieciona koszula na drzwiach szafy ma mniejsze szanse na przyciągnięcie uwagi niż wyprasowana, sfotografowana z biżuterią i pasującymi spodniami. A przecież kupujemy ciuch. Brzydkie zdjęcie warto potraktować jako powód, żeby zajrzeć do ogłoszenia i ewentualnie poprosić o lepsze.
Najlepiej pytać konkretnie: o zdjęcie kołnierzyka i pach koszuli, mankietów swetra, narożników torebki. Ogólne "czy wszystko z nią okej?" może przynieść równie ogólną odpowiedź. Warto też nie wierzyć na ślepo w stan deklarowany przez sprzedających, bo "bardzo dobry" jest często wskaźnikiem bardzo naciąganym.
Samo oglądanie nowości również można usprawnić. Warto zapisać kilka wyszukiwań odpowiadających rzeczom, których rzeczywiście szukamy, i sprawdzać je z sortowaniem od najnowszych. Wtedy oglądamy świeżo dodane oferty, zamiast za każdym razem zaczynać od strony głównej. Krótkie, konkretne poszukiwania dają przynajmniej szansę zauważyć to, po co weszłyśmy do aplikacji, zanim zainteresuje nas siedemnasta rzecz, której wcześniej nie potrzebowałyśmy.
Zasada trzecia: algorytm Vinted to sprzymierzeniec
Łowy usprawnia też poświęcenie odrobiny czasu, by po prostu pooglądać wszystkie rzeczy i dodatki - algorytm Vinted bierze pod uwagę, jakim ubraniom zostawiłyśmy serduszko i w jakie ogłoszenia wchodziłyśmy. Łączy też ze sobą marki o podobnej stylistyce czy półce cenowej. Po kilku tygodniach intensywnego przeglądania, można się zdziwić konstatacją, że aplikacja zna nasz gust lepiej niż my same (trzeba tylko pamiętać, żeby robić to będąc zalogowaną).
Nowości nowościami, ale starszych ofert nie należy skreślać, bo przy nich często zmienia się tryb negocjacji. Jeśli płaszcz od dawna nie znalazł nabywczyni, warto proponować cenę niższą od pierwotnej nie o 10, ale i 25 proc. - są bardzo duże szanse, że osoba, której nie udało się go sprzedać od roku, pozbędzie się go z szafy z pocałowaniem ręki. Przy świeżo wystawionej rzeczy, targowanie się o pięć złotych może skończyć się utratą zakupu.
Koleżanki z Vinted i Google Lens
Po udanym zakupie warto zajrzeć i na profil sprzedającej. Może się okazać, że łączy nas z nią coś więcej poza rozmiarem - może ma podobny gust, albo mieszka w kraju, gdzie są dostępne marki w Polsce nieobecne czy po prostu tańsze niż u nas. Vinted powiadamia o nowych ogłoszeniach obserwowanych osób.
Do szafy sprzedającej warto zajrzeć również przed płatnością. Zakup kilku rzeczy w zestawie pozwala oszczędzić na wysyłce, a część osób ustawia dodatkowe rabaty.
Zdjęcie z ogłoszenia da się też sprawdzić w Google Lens, który pomaga znajdować identyczne lub podobne rzeczy. To sposób na ustalenie modelu i porównanie ofert. Do tego można w ten sposób wychwycić sytuację, w której ktoś chce za używaną sukienkę niemal tyle, ile za nową.
Wreszcie pozostaje kalendarz. Najbardziej opłaca się kupowanie poza sezonem: letnich sukienek można szukać zimą, a ciepłych ubrań wtedy, gdy inne osoby rozglądają się za kostiumami kąpielowymi. W praktyce warto rozglądać się za rzeczą, zanim stanie się pilnie potrzebna, bo jeśli kurtka ma dość przed wyjazdem za tydzień, trudno spokojnie porównywać oferty i czekać na odpowiedź w sprawie wymiarów.
Na tym chyba polega największa różnica między tanim zakupem a udanym polowaniem. Często to cena przekonuje nas, że coś by się przydało. Udane polowanie to raczej znalezienie taniej porządnej rzeczy, która naprawdę się nam podoba i której brakuje w szafie. Najlepszy deal poznaje się po tym, że nosimy daną rzeczy równie chętnie, jak chwaliłyśmy się świetną okazją z Vinted.
Czytaj także: