Kiedyś buszowanie w szafie mamy często kończyło się reprymendą, dziś – to moje najbardziej elitarne źródło modowych inspiracji. W dobie fast fashion, gdzie trendy żyją zaledwie kilka tygodni, a jakość materiałów nierzadko pozostawia wiele do życzenia, prawdziwy luksus definiuję na nowo. Dla mnie to ubrania z duszą, perfekcyjnie skrojone, z historią wplecioną w każdy, najdrobniejszy szew. Kiedyś, jako nastolatka, patrzyłam na te rzeczy z przymrużeniem oka, uważając je za "zbyt dorosłe" lub zbyt zachowawcze. Dziś to właśnie one ratują mnie z największych modowych opresji, budują mój charakter i udowadniają, że to, co naprawdę dobre, nigdy się nie starzeje.

WIDEO…

player placeholder

Krawiecki majstersztyk: wełniany żakiet marki Leda

Żakiet Leda
mat. własne

Zanim na polskim rynku zdominowały nas zagraniczne koncerny, Warszawa miała swoje własne, modowe imperia. Jednym z nich, obok kultowej Mody Polskiej, były Zakłady Przemysłu Odzieżowego "Leda". W czasach PRL-u ta marka była synonimem absolutnego luksusu i doskonałego, rzemieślniczego krawiectwa. To, co odróżniało Ledę od innych państwowych gigantów PRL-u, to niezwykły powiew nowoczesności, za którym stała Helena Bohle-Szacka, nazywana w środowisku artystycznym „Lilką”. Ta wybitna projektantka o polsko-niemiecko-żydowskich korzeniach, ocalała z obozów koncentracyjnych w Ravensbrück i Helmbrechts, wniosła do polskiej mody awangardę i odwagę. Jako kierowniczka artystyczna Ledy, Lilka sprawiła, że marka stała się dynamiczna, nowoczesna i jako pierwsza w tamtych czasach pokazała swoją kolekcję w Berlinie Zachodnim, udowadniając, że moda zza żelaznej kurtyny może zachwycać wielki świat.

Zobacz także:

Żakiet mojej mamy z tamtych lat to hołd dla tego niezwykłego krawiectwa – dwurzędowy model o lekko oversize'owym kroju, uszyty z genialnej jakości wełny. Jego wzór to ponadczasowa kratka, która w genialny sposób łączy ciepłe odcienie brązu i beżu z akcentami zgaszonego błękitu. Te kolory są na tyle uniwersalne, że pasują absolutnie do wszystkiego, a sam żakiet wczesną jesienią z powodzeniem zastępuje mi kurtkę.

Żakiet z metką Ledy to był powód do dumy, a tamtejsze konstruktorki doskonale wiedziały, jak rzeźbić kobiecą sylwetkę za pomocą szlachetnej wełny.Mój egzemplarz to klasyczny, dwurzędowy model w ponadczasową kratkę, łączącą odcienie brązu, beżu i zgaszonego błękitu. Te kolory są tak uniwersalne, że pasują absolutnie do wszystkiego – od prostego białego t-shirtu po elegancki golf.

Dzięki doskonałej jakości wełnie, wczesną jesienią ten żakiet z powodzeniem zastępuje mi kurtkę. Ma w sobie ten genialny, lekko nonszalancki sznyt, którego współczesnym marynarkom często po prostu brakuje.  

Wieczorowy pewniak: czarna marynarka smokingowa

Smokingowa marynarka
mat. własne

Każda z nas zna ten moment frustracji przed wielkim wyjściem: szafa pęka w szwach, a my znów "nie mamy się w co ubrać". W takich chwilach zawsze pada na nią – czarną marynarkę smokingową mojej mamy z pięknym, szalowym kołnierzem wykonanym z gładkiego jedwabiu. Jej sekret tkwi w konstrukcji: mocno watowane ramiona nadają sylwetce siły, wpisując się w najlepsze tradycje power dressingu.

To ubranie-kameleon. Zestawiam ją z szerokimi, lejącymi spodniami typu palazzo, narzucam na jedwabną, bieliźnianą spódnicę, a czasem noszę po prostu do ulubionych, spranych dżinsów. Za każdym razem efekt jest ten sam: ponadczasowa klasa i niewymuszona elegancja. Czuję się w niej jak milion dolarów. Na wieczorne wyjścia często w ogóle rezygnuję z biżuterii – wystarczy, że zawiążę na szyi jedwabny szalik, który idealnie koresponduje z połyskiem klap marynarki.

Kawałek historii: jedwabna apaszka z NRD

Apaszka jedwabna
mat. własne

Rodzinna legenda głosi, że ten jedwabny cud w ciepłym, orzechowym odcieniu w drobne, jasne wzory, przyjechał z mamą z NRD w latach 80. Choć brzmi to jak anegdota z innej epoki, ta chustka to kwintesencja luksusu. Została wykonana ze 100% jedwabiu, ale to, co czyni ją prawdziwym unikatem, to wykończenie: jej brzegi zostały precyzyjnie, ręcznie zrolowane i obszyte. Dlaczego to tak ważne? Ręcznie rolowany brzeg (tzw. rulonik) to do dziś najważniejszy wyznacznik jakości i luksusu w świecie apaszek (z tego rzemiosła słynie m.in. dom mody Hermès). Wymaga niezwykłej wprawy, cierpliwości i precyzji rzemieślnika. Maszynowe obszycie sprawia, że materiał staje się płaski i sztywny, podczas gdy ręczny szew pozwala jedwabiowi pięknie, miękko się układać, a sama chustka służy przez dekady, nie tracąc swojego fasonu.

Codzienny kompromis idealny: czarne zamszowe czółenka

Czółenka czarne
mat. własne

Znalezienie butów, które są jednocześnie eleganckie i nie przyprawiają o ból stóp po dwóch godzinach noszenia, to jak poszukiwanie Świętego Graala. Ja swój znalazłam w pudełku z napisem "lata 90.". To czarne, zamszowe czółenka, które urzekły mnie swoim nietypowym, głęboko wyciętym w szpic przodem z charakterystycznym przeszyciem.   Mają obcas absolutnie idealny – wystarczająco wysoki, by zmysłowo wydłużyć nogę i nadać sylwetce elegancji, ale na tyle stabilny, bym mogła komfortowo przebiegać w nich całe miasto. Głęboka czerń zamszu i szpiczasty nosek sprawiają, że wyglądają obłędnie zarówno do cygaretek, jak i do podwiniętych nogawek mom jeans.

Błysk w stylu retro: miedziane sandałki T-bar

Sandałki T-Bar
mat. własne

Ostatni, ale za to jakże spektakularny element to buty, które wyglądają, jakby zostały wyjęte prosto z garderoby profesjonalnej tancerki tanga. Miedziane, vintage'owe sandałki z zapięciem typu T-bar i fascynującą, delikatnie tłoczoną fakturą. Mają szalenie stabilny i wygodny obcas oraz przepięknie wykrojony przód.  Ich wyjątkowy, metaliczny kolor to mistrzostwo świata – odbija światło, działając jak biżuteria dla stóp, a jednocześnie jest na tyle neutralny, że nie gryzie się z resztą stylizacji. Są moim absolutnym hitem na letnie wieczory. Uwielbiam łączyć je ze zwiewnymi sukienkami midi, przełamywać nimi surowość dżinsowych spódnic, a nawet zestawiać z bardzo szerokimi spodniami. Kocham je miłością bezgraniczną – za ich urok retro i za to, że dzięki nim każda, nawet najprostsza stylizacja nabiera niepowtarzalnego charakteru. 


Zobacz także:
Nie tylko Zara. Jak szukać perełek na Vinted i jakie marki warto sprawdzać?