„Złapałam się za głowę, gdy zobaczyłam listę prezentów na komunię siostrzeńca. Siostra myśli, że mam miliony na koncie”
„Kiedy sprawdziłam w wyszukiwarce ceny tych propozycji, zdębiałam. To były kwoty rzędu tysięcy złotych. Nie było mnie stać na taki wydatek, a biorąc pod uwagę moje relacje z siostrą, nie miałam ochoty na takie kosztowny zakupy”.

- Listy do redakcji
Nigdy nie miałam wzorowych relacji z siostrą. Gdy została matką, dystans między nami tylko się zwiększył. Zawsze uważała, że jest oczkiem w głowie i swojego syna traktowała tak samo. To oczywiste, że matka pragnie dla swojego dziecka tego, co najlepsze, ale w przypadku Agaty ta postawa przybrała skrajną formę. Nie sądziłam jednak, że będzie tak chciwa.
Z siostrą nie było mi po drodze
Gdy dostałam od siostry zaproszenie na komunię Maksa, tylko westchnęłam. Wiedziałam, że Agata wykorzysta tę okazję do robienia z siebie gwiazdy i zrobi wszystko, żeby dać gościom odczuć, w jakim luksusie pławi się na co dzień.
Dziękowałam w duchu, że chrzestną Maksa jest szwagierka Agaty, a nie ja. Pomyślałam, że dzięki temu przynajmniej trochę zaoszczędzę na wydatkach i kopercie. Tak mi się przynajmniej wydawało, do momentu, gdy siostra nie zadzwoniła, by potwierdzić moją obecność na przyjęciu.
– Hej Kinga, dostałaś już zaproszenie? – zapytała bez zwłoki Agata.
– Tak, dziękuję. Potwierdzam obecność – odpowiedziałam niechętnie.
– Maks się ucieszy, przecież wiesz, jak cię uwielbia.
Właściwie to nie wiedziałam. Nie miałyśmy z siostrą zażyłych kontaktów, a z Maksem widywałam się głównie przy okazji świąt i ważniejszych uroczystości w rodzinie. Jego harmonogram był przeładowany zajęciami dodatkowymi i treningami, a kiedy już udawało nam się wygospodarować kilka chwil, by wspólnie spędzić czas, chłopiec zdecydowanie preferował towarzystwo ekranów, a nie moje.
– Aha… to bardzo miłe – odpowiedziałam niepewnie.
– No to wszystko ustalone. Jeszcze tylko prześlę ci mailem listę prezentów.
– Słucham? – powiedziałam, nie kryjąc zaskoczenia.
– Oj Kinga, tak się teraz robi – odpowiedziała wywyższającym się tonem. – Na liście zaznaczasz, co chcesz podarować i dzięki temu prezenty się nie dublują. Szkoda, żeby Maks dostał powtarzające się rzeczy. Albo coś, czego nie lubi. To chyba praktyczne rozwiązanie, prawda?
– Tak, bardzo praktyczne… – odpowiedziałam cicho.
Prawdę mówiąc, wydawało mi się, że listy prezentów tworzy się na wesela, a nie na sakrament pierwszej komunii, ale co ja tam wiedziałam. To przecież moja siostra zawsze była tą bardziej „światową”.
– Dobrze, to jeśli wszystko mamy już ustalone, wysyłam listę. Pamiętaj, żeby zaznaczyć, na co się zdecydowałaś. To cześć! – rzuciła na pożegnanie i rozłączyła się.
Po jej telefonie jeszcze chwilę siedziałam w miejscu, próbując zrozumieć to całe komunijne szaleństwo.
Zdębiałam na widok kwot
Mail z listą prezentów dotarł na moją skrzynkę chwilę po nasze rozmowie, ale nie miałam ochoty otwierać pliku. Dopiero wieczorem, relaksując się w fotelu, sięgnęłam po telefon i od razu tego pożałowałam.
Lista była wykonana z charakterystyczną dla Agaty precyzją. Każda pozycja była szczegółowo opisana, a do tego dołączone zostały zdjęcia. Moją uwagę przykuły w pierwszej kolejności marki. To byli sami renomowani producenci sprzętu elektronicznego, obuwia, a nawet… biura podróży. Tak, jedną z propozycji była wycieczka do Grecji.
Oprócz tego na liście znajdował się komputer, laptop i fotel gamingowy, jakiś nowoczesny sprzęt o enigmatycznej nazwie „hoverboard”, która niewiele mi mówiła. Był tam także voucher do ekskluzywnego parki rozrywki znajdującego się na drugim końcu Polski, a także komplet mebli wypoczynkowych.
Miałam wrażenie, że część tych prezentów została wybrana przez Agatę, a nie przez Maksa. Kiedy sprawdziłam w wyszukiwarce ceny tych propozycji, zdębiałam. To były kwoty rzędu tysięcy złotych. Nie było mnie stać na taki wydatek, a biorąc pod uwagę moje relacje z siostrą, nie miałam ochoty na takie kosztowny zakupy.
Zastanawiałam się, czy to w porządku, ze osoba, która przy każdej okazji epatuje swoim bogactwem i stale się wywyższa, wymaga od innych sponsorowania najdroższych gadżetów dla swojego dziecka. Wiedziałam, że z mojej pensji bibliotekarki zakup takiego sprzętu, będzie nie lada wyzwaniem, ale okazało się, że nie tylko ja mam z tym problem.
Jeszcze tego samego wieczoru zadzwoniła do mnie oburzona kuzynka, Monika, z którą byłam bliżej niż z własną siostrą.
– Kinga, mam trójkę dzieci, pracuję na dwie zmiany i ciężko mi wydać kilka tysięcy na jedną komunię – mówiła tak, jakby chciała się przede mną tłumaczyć. – Za każdym razem, gdy się z nią spotykam, przechwala się, czego to jej syn już nie ma. A teraz chce zrobić z nas bankomat, nie rozumiem tego. Maks dostanie ode mnie to, na co mnie stać.
– Znasz Agatę, pewnie się obrazi… – odpowiedziałam z rezygnacją w głosie.
– Mam to gdzieś, naprawdę. Nie będę się zapożyczała, żeby zrobić na kimś dobre wrażenie. Mój budżet domowy nie jest z gumy, a czy ona to zrozumie, to już jej problem.
– Może to i fakt, lepiej nie dać się wciągnąć w to szaleństwo – powiedziałam zgodnie z tym, co czułam w sercu.
Postanowiłam być nieugięta
Po kilku dniach zadzwoniła do mnie Agata.
– Część Kinga, wybrałaś już prezent dla Maksa? Widzę, że wciąż nie zaznaczyłaś niczego z listy.
– Hej, no tak… – odpowiedziałam niepewnie. – Kupię mu coś innego.
W słuchawce zapadła cisza.
– Nie rozumiem, przecież to są propozycje, z których Maks by się ucieszył.
– To są propozycje, które albo są dla mnie za drogie, albo niezbyt odpowiednie dla dziewięciolatka. Wolę podarować mu coś, na co mnie stać i co ucieszy Maksa.
– No dobrze. Zrobisz jak uważasz – odpowiedziała obrażonym tonem i rozłączyła się.
Wiedziałam, że Agata nie będzie zadowolona i na pewno da mi to odczuć przy komunijnym stole. Byłam przygotowana na niewybredne komentarze i oceniające spojrzenia ze strony siostry oraz jej męża.
Zastanawiałam się nad rezygnacją z uczestnictwa w całym tym spektaklu. Nie chciałam patrzeć na obrażoną twarz siostry, ale z drugiej strony Maks nie był winien zachowania swojej matki, a ja nie chciałam go zawieść. Poza tym kultura wymagała, bym wzięła udział w ważnej dla mojego siostrzeńca uroczystości.
Postanowiłam jednak, że w kwestii prezentu się nie ugnę i dam Maksowi to, co uważam. Zdecydowałam się na bilet do pobliskiego parku rozrywki, chociaż zdecydowanie nie tak luksusowego, jak ten z listy. Chciałam móc spędzić trochę czasu z siostrzeńcem.
Warto inwestować w tę relację
Nadszedł dzień przyjęcia. Przed kościołem nie mogłam liczyć na ciepłe powitanie przez siostrę. Rzuciła mi jedynie chłodne spojrzenie, ale starałam się tym nie przejmować. Uroczystość w świątyni była naprawdę wzruszająca i nie żałowałam, że przyszłam. Chciałam wręczyć prezent i złożyć życzenia po mszy, odpuszczając uczestnictwo w obiedzie dla rodziny, ale wtedy Maks nieoczekiwanie podbiegł do mnie.
– Ciociu, widziałaś jak śpiewałem? – zapytał wyraźnie podekscytowany.
– Oczywiście, świetnie ci poszło – przyznałam z uśmiechem.
Już miałam wręczyć mu torebkę prezentową i kopertę z życzeniami, gdy zadał kolejne pytanie.
– Usiądziesz obok mnie w restauracji? Będą najlepsze lody i fontanna z czekoladą.
Byłam zaskoczona jego bezpośredniością. Może on naprawdę zasługiwał na więcej uwagi, a ja, zaślepiona niesnaskami z siostrą, nie zauważyłam, jak do mnie lgnie?
– Jeśli będą truskawkowe lody, to z największą chęcią – odpowiedziałam.
Nie miałam serca go zawieść, dlatego pojechałam do restauracji. Właściwie to nie była zwykła restauracja tylko elegancki dworek z wielką oranżerią. Po obiedzie podeszliśmy z Maksem do wózka z lodami i jedliśmy je tak szybko, że oboje mieliśmy na twarzy kolorowe „wąsy”. Śmialiśmy się wtedy do łez.
Nadeszła pora na wręczenie prezentów i życzeń. Pierwsza była oczywiście Agata z ogromnym pudłem, w którym znajdowała się najnowsza konsola. Następnie chrzestni, którzy kupili młodzieżowe meble i zagraniczną wycieczkę. Kolejni goście wręczali grube koperty z pieniędzmi. Zauważyłam, że Monika, moja kuzynka, podaje Maksowi skromną torebkę prezentową ze słodyczami i książką o kosmosie. Maks był wyraźnie zadowolony, przeglądając pięknie ilustrowany album.
W końcu przyszła moja kolej. Widziałam lodowate spojrzenie Agaty, ale nie stchórzyłam. Wręczyłam Maksowi bilet do lunaparku i od razu powiedziałam, że pojadę tam razem z nim. Chłopiec ucieszył się z prezentu.
Spędziliśmy w parku rozrywki cały dzień we dwójkę, a Maks nawet nie dopytywał się, czy może skorzystać z telefonu lub tabletu. Na koniec zapytał, czy jeszcze kiedyś zabiorę go w takie miejsce. A ja już wiedziałam, że chociaż z siostrą pewnie nigdy nie będzie nam po drodze, to warto inwestować w relację z siostrzeńcem. Może niekoniecznie pieniądze, ale na pewno czas.
Kinga, 30 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Po śmierci mamy ojciec sprzedał dom i wyprowadził się do ukochanej z internetu. W jednej chwili zostałem bez spadku”
- „Zostawiłam nauczyciela dla dyrektora, bo chciałam się pławić w luksusie. Moja bajka nie nie skończyła się szczęśliwie”
- „Kupiłem ruderę na wsi do remontu. Nie przyznałem się nowym sąsiadom, że jestem bogaty, bo chciałem, by mnie polubili”

