„Wziąłem ślub tylko dlatego, że zasiałem nasionko. Szybko zrozumiałem, że popełniłem największy błąd w życiu”
„– Kobieto, czego ty chcesz? Setki kobiet chciałyby być na twoim miejscu, siedzieć w domu, zajmować się dzieckiem, z kasą płynącą na miesiąc na wspólne konto... A ty jeszcze narzekasz?”.

Nigdy nie byłem rodzinnym typem. Jakoś nie marzyłem o tym, żeby mieć ukochaną żonkę, dom z ogrodem i samochód kombi do wożenia krzyczących dzieciaków i śmierdzącego psa. Nie, to po prostu nie dla mnie. Jestem młody, jeszcze nie zdążyłem się wyszaleć. Chciałem przygód, podróży, może kilku lat spędzonych w jakimś egzotycznym zakątku.. Los miał jednak dla mnie inne plany.
To matka kazała mi się oświadczyć
Pewnie wyjdę tu na maminsynka, ale uwierzcie mi — chociaż na co dzień twardo stąpam po ziemi, jestem samodzielny, a na obiad do mamy wpadam raz w miesiącu, żeby z nią pogadać i spędzić trochę czasu, w tej rozmowie nie miałem szans.
Wszystko przez to, że Agata, moja dziewczyna, zaszła w ciążę. Na początku pomyślałem — ok, może to nie jest mój wymarzony scenariusz, ale jakoś damy sobie radę. Miałem całkiem dobrą pracę w dobrze opłacanej branży i 3-pokojowe mieszkanie na kredyt. Swoje plany podróżnicze mogłem odłożyć na później.
Jej nie wystarczało bycie, tylko moją dziewczyną. Poskarżyła się mojej mamie, że dziecko w drodze, a pierścionka na palcu ani widać, ani słychać. Awanturę, którą zrobiła mi matka, musiała słyszeć cała dzielnica. Niezbyt zadowolony zabrałem Agatę do jubilera, by wybrała sobie pierścionek. Oświadczyłem się jeszcze tego samego dnia.
Myślałem, że nasze narzeczeństwo zaspokoi, póki co żądzę Agaty i mamy, ale nie. Gdy tylko pochwaliła się jej pierścionkiem, od razu zaczęły się pytania. A kiedy? A ilu gości? A wujka Jurka zaprosisz? Jego córka zaprosiła ciebie!
Gdy odparłem, że ze ślubem może poczekalibyśmy, aż dziecko zacznie chodzić, obie na mnie naskoczyły.
— Ale jak to?! To przecież będzie skandal! Żeby tak do ślubu z takim dużym dzieckiem?! — krzyczała mama.— I co ja będę mówić koleżankom? Że mam dziecko, chociaż nie mam męża? Ty chyba na łeb upadłeś! — wtórowała jej Agata.
Co miałem zrobić? Ugiąłem się. Postanowiłem jednak, że to ostatni raz, kiedy nie stawiam na swoim.
Ślub mieliśmy ładny
Agata prezentowała się przepięknie, a dzięki dobrze skrojonej sukience nawet nie było widać już widocznego brzuszka. Nie byłem zachwycony swoim szybkim ożenkiem, ale nie mogłem narzekać. Miałem wszystkie warunki. Kochałem Agatę, ona mnie, dziecko było w drodze... Jedynie czas się nie zgadzał z tym, co sobie zaplanowałem.
Dwa miesiące po ślubie Agata przeszła na urlop macierzyński. Wtedy umówiliśmy się, że zostanie w domu tak długo, jak będzie to potrzebne, a ja będę zarabiał na nasze utrzymanie. Ja rozumiałem to tak — ona zajmuje się domem i dzieckiem, ja pracuję i mam wolne po pracy. Ona rozumiała to nieco inaczej.
Agata po urodzeniu Tośki co rusz zaczęła robić mi awantury, że nie pomagam jej w domu, nie pomagam przy dziecku, nie sprzątam, nie gotuję, nie prasuję, nie piorę... Kiedyś w końcu nie wytrzymałem.
— Kobieto, czego ty chcesz? Setki kobiet chciałyby być na twoim miejscu, siedzieć w domu, zajmować się dzieckiem, z kasą płynącą na miesiąc na wspólne konto... A ty jeszcze narzekasz? Poszedłem wam na rękę z tym ślubem, bo mi wcale on nie był potrzebny. Pracuję 40 godzin tygodniowo. Czego ty jeszcze ode mnie chcesz?! — Wyrzuciłem z siebie wszystko, co siedziało we mnie przez te wszystkie miesiące.
Ona nie powiedziała nic, zamknęła się w sypialni. Ja spojrzałem na Tosię, Tosia — na mnie. Była taka mała, taka słodka... Czy też wyrośnie na taką jędzę jak jej matka? A może, co gorsza, jak moja matka?
Marcel, 33 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Na Wielkanoc zamykam dom na cztery spusty. Nie mam zamiaru kolejny raz zostać z górą talerzy i złamanym sercem”
- „Nie było nas stać na remont domu, więc go sprzedaliśmy. A dzięki wnukowi zarobiliśmy jeszcze dodatkowo”
- „5 lat temu moja córka wyszła z domu i nie wróciła. Ciągle gotuję pomidorówkę, bo wierzę, że zapuka do drzwi”

