Wrzesień zbliżał się wielkimi krokami, a ja z każdym dniem coraz mocniej czułam ten charakterystyczny ucisk w żołądku. Wyprawka szkolna – niby zwykłe słowo, a dla samotnej matki budziło grozę.

WIDEO

player placeholder

Liczyłam każdy grosz

Jeszcze kilka lat temu pierwszy dzwonek kojarzył mi się z ekscytacją, zapachem nowych zeszytów, kolorowymi kredkami i tym szczególnym dreszczykiem, gdy wspólnie z Kubą wybieraliśmy plecak na pierwszy dzień szkoły. Teraz lista rzeczy do kupienia wydawała się nie mieć końca, a mój budżet był przerażająco krótki. Liczyłam każdą złotówkę, bo po opłaceniu rachunków i zakupach spożywczych z alimentów i pensji zostawało nam tyle, co nic.

Wieczorami siadałam przy stole, przeglądając gazetki promocyjne i planując, co mogę kupić z drugiej ręki, a z czego zrezygnować. Próbowałam wymyślić, jak z niczego zrobić coś – byle tylko Kuba nie poczuł się gorszy od innych dzieci.

Zobacz także:

– Mamo, a kupisz mi ten plecak z superbohaterem? – zapytał, pokazując mi reklamę z gazetki ze sklepu. – Wszystkie chłopaki w klasie takie mają.

Spojrzałam na niego z czułością. Wiedziałam, jak bardzo mu na tym zależy, ale wiedziałam też, że taki plecak kosztuje więcej, niż mogłam sobie pozwolić w tym miesiącu.

– Zobaczymy, kochanie. Może znajdziemy coś równie fajnego, ale trochę tańszego? – odpowiedziałam, starając się brzmieć optymistycznie, choć w środku czułam się jak najgorsza matka na świecie.

Było mi przykro

– Ale ja nie chcę innego! – skrzyżował ramiona i naburmuszył się. – W zeszłym roku też mi nie kupiłaś tego, co chciałem.

Poczułam smutek. Starałam się za wszelką cenę, by niczego mu nie brakowało, ale po rozwodzie z Maćkiem naprawdę było ciężko. Alimenty ledwo starczały na podstawowe potrzeby, a moja pensja w urzędzie nie pozwalała na szaleństwa. Każda złotówka musiała być oglądana z dwóch stron.

– Kuba, proszę cię. Rozmawialiśmy o tym. Musimy oszczędzać.

– Tata by mi kupił! – wykrzyknął i wybiegł z pokoju.

Te słowa bolały. Oczywiście, tata zawsze był tym dobrym policjantem – zabierał Kubę na weekendy do kina, na lody, kupował drogie zabawki i pozwalał jeść słodycze przed obiadem. Ja byłam tą złą, która pilnowała lekcji, sprzątania i serwowała kanapki z serem, bo na wędlinę nie było nas już stać.

Zapomniał o synu

Nie tak wyobrażałam sobie życie po rozwodzie. Myślałam, że przynajmniej w kwestii opieki nad Kubą Maciek będzie odpowiedzialny i zaangażowany. Na początku próbował – przywoził synowi drobiazgi, zabierał go na wycieczki. Z czasem jednak coraz rzadziej interesował się jego codziennością.

Alimenty płacił regularnie, ale były to niewielkie kwoty, a o podwyżce nie chciał słyszeć. Za każdym razem, gdy rozmawialiśmy o pieniądzach, powtarzał mi, że „sam ledwo wiąże koniec z końcem”. Z czasem pojawiła się u niego nowa kobieta – Sylwia, młodsza ode mnie o dziesięć lat, z własną córką, którą szybko zaczął traktować jak rodzinę.

Dla Kuby to był szok. Początkowo cieszył się, że będzie miał „prawie siostrę”, ale im więcej czasu Maciek poświęcał nowej partnerce i jej dziecku, tym bardziej mój syn czuł się odsunięty na dalszy plan. W ostatnich tygodniach Kuba coraz częściej wracał od ojca rozczarowany, milczący, a ja nie potrafiłam z niego wydusić, o co chodzi. Widziałam, jak bardzo się stara, by być dzielny, ale przecież to tylko dziecko.

Poszliśmy na zakupy

W sobotę rano postanowiłam, że choćby nie wiem co, musimy kupić wyprawkę. Pojechaliśmy do centrum handlowego – sklepy były pełne rodziców i dzieci, wszyscy z listami zakupów, koszykami, reklamówkami. Trzymałam Kubę za rękę, bojąc się, że zginie w tłumie. W papierniczym próbowałam wybierać najtańsze zeszyty. Kuba patrzył na mnie z wyrzutem, za każdym razem, gdy mijał regał z zeszytami w kolorowych okładkach.

– Mamo, proszę, jeden z tym smokiem? – poprosił cicho.

Przez chwilę walczyłam ze sobą, ale w końcu włożyłam do koszyka jeden „lepszy” zeszyt. Uśmiechnął się, choć w jego oczach dostrzegłam cień smutku. Wiedział, że i tak nie dostanie wszystkiego, o czym marzy. W drodze do kasy minęliśmy dział z elektroniką. Chciałam go ominąć szerokim łukiem, ale Kuba zatrzymał się przy laptopach i tabletach.

– Zobacz, mamo, Mikołaj z klasy ma taki tablet! – zawołał. – Tato mówił, że może kiedyś też będę miał…

Zobaczyłam ich

Westchnęłam. Wiedziałam, że „kiedyś” to dla Marka pojęcie bardzo względne. I wtedy ich zobaczyłam. Na dziale ze sprzętem elektronicznym stali Maciek, Sylwia i jej córka. Wyglądali jak z reklamy: Maciek w eleganckiej koszuli, Sylwia w sukience, mała dziewczynka w różowej sukience podskakiwała z radości. Maciek trzymał w ręku tablet, a Sylwia zachwycona przytulała swoją córkę.

– Jesteś niesamowity! – usłyszałam piskliwy głos Sylwii. – Maja będzie wniebowzięta! Taki sprzęt na pewno pomoże jej w nauce czytania.

Maciek uśmiechnął się dumnie i pocałował ją w policzek.

– Dla moich dziewczyn wszystko, co najlepsze – powiedział głośno, wyciągając portfel.

Zatkało mnie. Stałam jak wryta, w ręku trzymając najtańsze zeszyty za kilka złotych. Mój były mąż, ten sam, który narzekał, że nie stać go na podwyższenie alimentów, kupował właśnie najdroższy tablet córce swojej partnerki. Poczułam, jak robi mi się słabo.

Kupował tablet

Kuba też ich zauważył.

– Tata! – krzyknął i ruszył w ich kierunku.

Maciek zauważył nas dopiero, gdy Kuba dosłownie wpadł mu w ramiona. Jego uśmiech na moment zniknął, ale zaraz znów przykleił go do twarzy.

– Cześć, młody! Co ty tu robisz? – zapytał, mierzwiąc mu włosy.

– Jesteśmy z mamą na zakupach. Kupujemy rzeczy do szkoły – Kuba spojrzał na tablet w rękach ojca. – A ty co kupujesz?

– A, to… – Maciek zerknął na mnie. Dopiero teraz mnie zauważył. Jego spojrzenie było pełne zażenowania, ale nie trwało to długo. Szybko odzyskał rezon. – To prezent dla Mai. Zaczyna zerówkę, wiesz? Trzeba ją trochę zachęcić do nauki.

– Cześć – powiedziałam. – Widzę, że zakupy udane.

– Tak, wpadliśmy po kilka rzeczy – odpowiedział, unikając mojego wzroku.

Sylwia uśmiechnęła się do mnie, jakby chciała mi coś udowodnić.

– Maciek jest taki kochany. Zawsze dba o to, żeby Mai niczego nie brakowało.

Był zawiedziony

Zerknęłam na Kubę – patrzył na ojca z podziwem i żalem. W jego oczach widziałam pytanie: „Dlaczego ona, a nie ja?”.

– Szkoda, że nie masz tyle samo zapału, jeśli chodzi o własnego syna – wyrzuciłam z siebie, zanim zdążyłam się powstrzymać.

Marek spochmurniał.

– O czym ty mówisz? Przecież płacę alimenty.

– Tak, płacisz. Całe tysiąc złotych. Wiesz, ile kosztuje wyprawka dla czwartoklasisty? Wiesz, że Kuba chciał nowy plecak, ale nie mogę mu go kupić, bo nas na to nie stać? Ale na tablet dla obcego dziecka cię stać, tak?

Ludzie w sklepie zaczęli się na nas oglądać, ale nie dbałam o to. Musiałam wyrzucić z siebie to, co nosiłam od miesięcy.

– Nie przesadzaj. Kuba ma wszystko, czego potrzebuje. A Maja to teraz moja rodzina – powiedział Maciek.

– A Kuba to kto? Twój syn to już nie jest rodzina?

Kuba stał między nami z opuszczoną głową. W jego oczach pojawiły się łzy.

– Chodźmy stąd, mamo – wyszeptał, łapiąc mnie za rękę.

Odeszłam, nie oglądając się za siebie. Czułam na plecach spojrzenie Maćka.

Zamknął się w sobie

W domu Kuba zamknął się w swoim pokoju. Ja usiadłam w kuchni i wypakowałam zakupy. Patrzyłam na tanie zeszyty, ołówki, farby i miałam ochotę wyrzucić je przez okno. Wieczorem usłyszałam cichy płacz. Weszłam do pokoju syna. Leżał w łóżku, skulony pod kołdrą.

– Kuba, co się stało? – spytałam, siadając obok niego.

– Tato już mnie chyba nie chce – wyszeptał. – Maja jest ważniejsza.

Objęłam go mocno. Szukałam słów, ale żadne nie wydawały się wystarczające.

– Kochanie, tata cię kocha, tylko czasem dorośli robią głupie rzeczy. Ale ja cię zawsze będę kochać najbardziej na świecie.

Nie odpowiedział. Po chwili zasnął, tuląc się do mnie jak małe dziecko. Następne dni były trudne. Kuba chodził przygaszony, nie chciał rozmawiać o ojcu. Zaczęłam szukać dodatkowej pracy – sprzątania, cokolwiek, co pozwoliłoby mi dorobić choćby kilkaset złotych. Chciałam mu kupić ten plecak z superbohaterem, choćby miało mnie to kosztować nieprzespane noce.

Podjęłam drugą pracę

Próbowałam porozmawiać z Maćkiem, ale był nieustępliwy. Twierdził, że robi, co może i że nie rozumiem jego sytuacji. Nie chciałam się z nim kłócić, nie chciałam, by Kuba był świadkiem kolejnych awantur. Postanowiłam, że przestanę się łudzić – nie mogę liczyć na Maćka, muszę liczyć na siebie.

Udało mi się znaleźć dodatkowe zlecenie – sprzątanie biur dwa razy w tygodniu. Byłam zmęczona, bolały mnie plecy, ale z pierwszej wypłaty kupiłam Kubie wymarzony plecak. Kiedy wręczyłam mu go wieczorem, oczy rozbłysły mu radością.

– Mamo, serio? – nie wierzył własnym oczom.

– Serio. Zasłużyłeś.

Rzucił mi się na szyję, śmiejąc się przez łzy.

– Jesteś najlepszą mamą na świecie.

Poczułam dumę. Może nie jestem w stanie kupić mu wszystkiego, czego zapragnie. Może nie mam pieniędzy na drogie gadżety. Ale mam coś, czego nie kupi się za żadną kwotę – miłość, czułość, obecność. I to, że mój syn zawsze może na mnie liczyć.

Aneta, 38 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także: