Na samym początku uważałam, że Marek jest idealny. Mieliśmy wspólne zainteresowania, kochał podróże, był mądrym i śmiałym człowiekiem. Miał wielkie serce. To że był przystojny to oczywiście dodatek do całości. U jego boku czułam się wyjątkowo i bezpiecznie. Traktował mnie jak księżniczkę. Urastałam w piórka, gdy koleżanki zachwycały się moim facetem.

WIDEO

player placeholder

Sądziłam, że tak będzie już zawsze

Oczywiście Marek miał swoje wady, przecież nie ma ludzi idealnych. To, co lubił w życiu najbardziej to dostatek i pieniądze. Lubił otaczać się luksusowymi przedmiotami, perfumami, kupował sobie drogie zegarki. Ja byłam z zupełnie drugiej strony barykady. Szkoda mi kasy na ciuchy, lubię chodzić do lumpeksów i kupować ubrania z drugiej ręki. Nie potrzebuję drogich bajerów do szczęścia. Nie wiem, czy to dlatego, że zarabiam mniej od niego, a może przez to, że wychowałam się w domu, w którym się nie przelewało i 2 razy oglądam każdą złotówkę. Może też dlatego, że kasa nie jest dla mnie najważniejsza w życiu. 

Nie poruszałam tematu pieniędzy przy ukochanym. Nie chciałam znów odbębniać tej samej rozmowy, bo wiedziałam, że po prostu się nie zrozumiemy. Mamy inne podejście i to też jest okej. A przynajmniej na tamten moment było. Mieszkaliśmy osobno, więc gdy widzielismy się u mnie, ja przygotowywałam posiłki, często proste i domowe, on wtedy dbał o napoje.

Zobacz także:

Gdy jednak spotykalismy się w jego mieszkaniu, wszystko musiało być wykwintne i zazwyczaj jedlismy na mieście. Każde takie wyjście do restauracji wiązało się z rachunkiem na kilka stówek, wykwintnymi daniami, których nazw często nie potrafiłam wymówic. O fast foodach mogłam zapomnieć

– A daj spokój, po co mam to jeść? Przecież to sam tłuszcz i chemia – mówił za każdym razem, gdy proponowałam wyjście na pizzę. 

Pierwszy zgrzyt pojawił się po około roku

Zaprosiłam go standardowo na obiad. Zarzucił mi wtedy, że na nim oszczędzam, bo zamiast drogiej szynki parmeńskiej kupiłam tańszą polędwicę. 

– Zośka, nie jest ci wstyd? Dajesz mi takie coś? Przecież w tych marketowych szynkach jest wszystko. Chcesz nas karmić takim syfem? Nie możesz kupować w jakimś porządniejszym sklepie? Obok mnie jest taka elegancka masarnia – prawił swoje kazania. 

– Nie, nie mogę – odparłam opryskliwie. 

– Niby dlaczego? – zapytał autentycznie zdziwiony. 

– Bo w przeciwieństwie do ciebie, mnie na to nie stać! – odpowiedziałam całkowicie upokorzona

– Gdybyś nauczyła się oszczędzania i nie wydawała na bzdury, to może byłoby cię stać. 

– Co? Na jakie niby bzdury?

A na te wyjście z koleżaneczkami. Kilka kaw na mieście mniej i już mogłabys sobie pozwolić na jedzenie lepszej jakości. Twoja siostra tez powinna się już usamodzielnić. Dajesz jej kieszonkowe jak jakiejś małolacie.

– Ty chyba oszalałeś? Nie masz prawa rozliczać mnie z mojej kasy! Sama na to zarabiam, więc będę wydawała na to, na co mam ochotę. A od mojej siostry i tego, co jej daje masz się raz na zawsze odczepić, jasne? Daję z siebie wszystko. Gotuję ci obiady, choć nie zawsze mam na to ochotę i kasę, ale robię to, bo cię kocham i nigdy nie zaserwowałam ci syfu na talerzu! Może moje schabowe to nie są krewetki i homar z francuskiej restauracji, ale robię to prosto z serca. 

Widac było, że moja tyrada do niego dotarła i zrozumiał, że nie powinien tak do mnie mowić. Przepraszał, próbował sie tłumaczyć, że przecież jestesmy tym, co jemy. 

Nie miałam zamiaru wdawać się w dalsza dyskusję

Było mi strasznie przykro, bo naprawdę dawałam z siebie wszystko w tej relacji, dbałam o niego bardziej niż o siebie, a on bezczelnie zarzucił mi, że karmię go beznadziejnym jedzeniem. Całe życie sądziłam, że jeśli dwójka ludzi się kocha, to żadna kasa nie jest w stanie ich poróżnić. 

Nie mogłam przez to zasnąć. Czułam się zraniona. Leżeliśmy do siebie plecami, bo miałam poczucie, jakbym leżała koło obcej mi osoby. Złapałam się nawet na tym, że przez moją głowę przelatywały myśli o tym, co mam królewiczowi przygotować na kolejny obiad, by znów nie obrazić jego podniebienia. W końcu mimo natłoku myśli i tego chaosu udało mi się zasnąć. 

Sen z powiek zrzucił mi zapach kawy. Marek przyniósł mi ją prosto do łóżka i oznajmił, że jak już skończę delektować się napojem, to mam wyskakiwać z łózka i ubrać się, bo porywa mnie na niespodziankę. 

Szczerze? Myślałam, że ruszyło go sumienie i planuje zrekompensować się za wczorajszy wybryk. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, w jak wielkim błędzie jestem. Szczęka opadła mi do podłogi, gdy zobaczyłam, że Marek zaparkował samochód przed jednym z droższych sklepów ze zdrową i ekologiczną żywnością. To jeden z takich żywieniowych butików dla najbogatszych, w którym można spotkać influencerów i bogaczy z całego miasta. 

Weszlismy do środka, a Markowi zapaliły się oczy z podekscytowania. Pokazywał palcem a to na ekologiczne jajka, to na bezglutenową mąkę. Zachwycał sie wypucowanymi na błysk zielonymi jabłkami, które świeciły jak bombki choinkowe w Boże Narodzenie. Ciągnął za sobą koszyk zakupowy, do którego wrzucał raz po raz kolejne produkty, zapewniając mnie, że tego właśnie potrzebuję. Z każdą minutą robiło mi się coraz bardziej słabo, bo nie nadążałam z liczeniem. Wiedziałam, że przy kasie czeka mnie srogie upokorzenie. 

Dotarliśmy do kasjerki, która ochoczo skanowała i pakowała moje zakupy. Oczywiście do ekologicznej torby z siatki z recyklingu, którą doliczyła mi do rachunku. 

– Widzisz, słońce? Czasem lepiej zjeść mniej, a zdrowiej. Zobacz tylko na te wszystkie wspaniałe produkty. Twoje ciało ci za to podziękuję! 

Gdy zobaczyłam rachunek, złapałam się za głowe

W 2 siatkach zmieściły się zakupy za taką samą kwotę, jaką przeznaczam na miesięczne zapełnienie lodówki po brzegi w dyskoncie. Chciało mi się płakać, a Marek prawie skakał z wrażenie. Był taki dumny z siebie, jakby osiągnął wielki sukces. Jedyne, co udało mu się zrobić, to doprowadzić mnie do myśli, że nasz związek to jedna wielka porażka. Jednak za bardzo go kochałam, żeby odpuścić. 

Wtedy narodził się w mojej głowie pewien plan. Marek udawał konesera o delikatnym podniebieniu, a ja postanowiłam go poddać próbie. Bo skoro tak bardzo zależy mu na jedzeniu dobrej jakości to powinien potrafić je rozróżnić, prawda? No właśnie. 

Gdy tylko nasz eko, super, hiper dżem za 20 zł się skończył, przełożyłam do wnętrza słoika dyskontową marmoladę. Z innymi produktami zrobiłam to samo. Opakowanie po ekologicznych jajkach wypełniłam zwykłymi z dyskontu, nawet w papierek od masła wrzuciłam to z popularnej sieciówki. Wynik mojego testu był oczywisty od samego początku. Marek wciąż zachwycał się jakością produktów, nawet się nie zorientował, że coś jest nie tak. 

Wiem, że to oszustwo, ale czuję się z nim serio szczęśliwa. Nie chciałabym rezygnować z tak pięknego związku tylko przez pieniądze. To, co teraz robię to dziecinada i wiem, że kiedyś wpadnę, ale liczę, że to zamiłowanie w luksusie mu kiedyś przejdzie i dorośnie do tego, że pieniądze szczęścia nie dają.

A do tego czasu wciąż będę zawijać szynkę z dyskontu w papierek z drogiej wędliny z masarni. Jeśli dzięki temu mam uniknąć kazań o oszczędzaniu i rozrzutności, to trudno. Miłość wymaga poświęceń. 

Zosia, 31 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także: