Reklama

Długo bałam się wejść w relację, poważną i zobowiązującą do czegokolwiek. Tak żyłam przez lata, przyzwyczaiłam się. Nie wyszłam za mąż, miałam tylko przelotne związki. Wreszcie mnie to zmęczyło. Poznałam Michała, starszego o 20 lat rozwodnika z dorosłym już synem. Nie powiem, że się w Michale zakochałam, raczej znalazłam w jego ramionach spokój i wyciszenie, a tego było mi najbardziej potrzeba. Przy nim zawsze czułam się młoda. To dość komfortowa sytuacja – bycie młodszą, i to na tyle, że jeszcze młodsza właściwie nie wchodzi w grę. Bezpieczny układ. Tak sądziłam, dopóki nie pojawiła się ona.

Poznałam sąsiadkę

Pamiętam moment, gdy ją pierwszy raz zobaczyłam. Wracaliśmy ze spaceru z psem. Siedziała na ławeczce i rozmawiała przez telefon, a jej pies biegał bez smyczy i na nasz widok rzucił się w stronę Zuli. Przestraszyłam się, ale Zula zareagowała radośnie, po chwili obie suki ganiały się i wesoło baraszkowały.

– To Julia, nasza nowa sąsiadka, jej Figa zaprzyjaźniła się z Zulą, jak sama widzisz.

– Dzień dobry – skłoniłam głowę w stronę czarnowłosej, bardzo krótko ostrzyżonej kobiety.

Skończyła rozmowę i schowała telefon do torebki.

– Dzień dobry. Popatrzcie tylko – czy to nie wariatki? Co one wyprawiają?

Zaniosła się niskim, gardłowym śmiechem. Nie spuszczała oczu z Michała, chyba mnie w ogóle nie zauważyła. Typowe. Już od dłuższego czasu czułam się, jakbym była przezroczysta. Pomijam, że nie dostrzegają mnie mężczyźni, rozumiem, że przestałam być dla nich interesującym obiektem seksualnym. Ale nie widzą mnie również kobiety, a najbardziej te młode. Zdarzało mi się już czmychać na boki chodnika, bo niezrobienie tego groziło zadeptaniem: tu idzie młodość. Teraz znalazłam się w identycznej sytuacji. Nasza nowa sąsiadka wpatrywała się w Michała jak w obrazek, a on tokował i zachowywał się jak na scenie. Teatr jednego aktora z jednoosobową widownią, bo przecież ja się tu nie liczyłam.

Nie podobała mi się ta relacja

Mój kobiecy radar wyczuł, że myśliwy rusza na łowy. Jak się okazało, mamy do czynienia z łowczynią cierpliwą, wytrwałą, tropiącą zwierzynę konsekwentnie. Choć może czasem sama nie wie, po co to robi, ale jednak to robi, jestem przekonana. Nic i nikt tego przekonania nie zmieni. Nie wydaje mi się, żeby mieli z Michałem romans. Zaprzyjaźnili się jedynie. Choć – jak twierdzi mój mąż – i to nie.

Po prostu kumplujemy się, to wesoła, sympatyczna, mądra dziewczyna.

Kumplostwo polega na tym, że gdy wyjdę już do pracy, Michał wyprowadza Zulę, a Julia Figę. Co prawda jest jeszcze kilka innych pań spacerujących z pieskami, spotykają się wszyscy w pobliskim lesie, ale po spacerze Julia przychodzi do naszej kuchni na kawę. Jak najbardziej zaproszona, rzecz jasna. To zdaje się już rytuał, państwo mają do omówienia plany na dzień i cały szereg innych spraw. Jak to kumple. Michał wcale tego przede mną nie ukrywa.

– Słuchaj, a czy ona nie mogłaby wpaść, gdy już ja jestem w domu?

– Nie, bo popołudniami pracuje.

– To może w weekend?

– Weekendy poświęca wyłącznie rodzinie. Grażynko, ona ma dwie nastoletnie córki, które w tygodniu widuje tylko wieczorami, taką ma robotę. A czy ty wiesz, ile czasu trzeba poświęcić, żeby wychować pannice w tym wieku?

– Nie wiem. Nie mam dzieci. W żadnym wieku, jak dobrze wiesz.

– No właśnie. A ja mam, jak też dobrze wiesz. Więc jest o czym z Julią pogadać.

Byłam zazdrosna

Tematów widać wcale nie brakuje, skoro starcza na codzienne wizyty. Kiedy zdarzy nam się spotkać w sobotę albo w niedzielę z rodziną Julii i jej psem w lesie, tych dwoje zachowuje się, jakby nie potrafili się od siebie oderwać. A ja i pan mąż – Mirek mu na imię, raczej mrukowaty i mało sympatyczny gość – czekamy, przestępując z nogi na nogę i nawołując rozszalałe psy. Tak jak ostatnim razem:

– Zula, ciasteczko – zaryczała Julia, a moja ukochana suczka mało nie staranowała mnie w biegu, by grzecznie przysiąść u jej nóg, merdając ogonkiem.

– Czy będzie u ciebie w tym tygodniu Jacek, bo miał mi pożyczyć tę książkę, wiesz, co obiecał mi ją przywieźć?

– Tak, spotykamy się we wtorek, zadzwonię, przypomnę mu.

– Słuchaj, skąd ona zna Jacka? – zapytałam, gdy już się z nimi pożegnaliśmy.

– Jak to skąd? No przecież Jacek czasem do mnie rano przyjeżdża, wiesz o tym. Pijemy kawę i sobie gadamy, dwaj starsi panowie...

– No wiem, ale czy ta Julia też wtedy przychodzi?

– Jasne! Oni się bardzo ze sobą zaprzyjaźnili, Jacek ją uwielbia. Powiedziałbym nawet, że teraz to przyjeżdża bardziej po to, by się z nią spotkać niż ze mną. Dzięki temu częściej się widzimy, ha, ha.

– Skoro tak przypadli sobie do gustu, to dlaczego nie spotykają się u niej? Czyżby panu Mirkowi się to nie podobało?

– On nie jest takim zazdrośnikiem jak ty! Rozumie sytuację, nie czepia się. Ale w końcu Jacek to mój przyjaciel i to do mnie przyjeżdża, tak było, jest i – mam nadzieję – będzie. Julia tylko wpada na trochę, przynosi jakieś ciasto albo inny smakołyk, posiedzi, pogada i leci dalej. Ona jest zawsze w pędzie, bardzo energiczna dziewczyna. Naprawdę trudno jej nie lubić!

– Zauważyłam, że ci trudno.

– Nie bądź kąśliwa. Julia przyjaźni się ze wszystkimi sąsiadami. Tu wpadnie, tam zajrzy, pogada, pośmieje się. Takie osoby są bezcenne na osiedlach, jak nasze. Konsolidują sąsiadów. Gdyby nie Julia, w ogóle byśmy się tu nie znali.

– Nie czuję się skonsolidowana.

– Bo jesteś jeżem, wyciągasz kolce. Spróbuj się inaczej zachowywać, a sama poczujesz się lepiej. Ta twoja zazdrość jest nieznośna, a przede wszystkim totalnie bezzasadna. Nic mnie z Julią nie łączy poza przyjaźnią. Daj sobie spokój, kobieto. Wyluzuj.

Tak bym chciała, żeby to zrozumiał! Żeby pojął – moja zazdrość ma sens. Ta kobieta na niego dybie. Niech jej na to dłużej nie pozwala! Niech stworzy dystans, niech ją chociaż trochę odsunie. Mała szansa. Czułam pełzającą po plecach bezradność. Będzie, co będzie, i jedyne, co mi pozostaje, to się z tym pogodzić. Odgonić złe myśli. Stawić czoła. Udawać, że jest wszystko w porządku. Bo pewnie jest i pewnie będzie, tylko jak w to uwierzyć?

Grażyna, 48 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych wydarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama
Loading...