„Po rozwodzie były mąż udawał, że nasz syn nie istnieje. Nie szukałam nowego tatusia, ale sam stanął w naszych drzwiach”
„Pomyślałam jednak, że warto spróbować. Wprawdzie mój syn nie był zachwycony pomysłem, nie chciał mieć w domu jakiegoś faceta, który będzie mu wprowadzał zakazy i nakazy, ale ja twardo stałam przy swoim”.

Były mąż nie chciał małego ani odwiedzać, ani zabierać na weekendy. Założył nową rodzinę, a jego druga żona nie życzyła sobie obcego dziecka w swoim pięknym domu. Nie użalałam się nad sobą.
Nasze małżeństwo już od trzech lat było fikcją. Mąż często i na długo wyjeżdżał w teren z ekipami filmowymi. Pracował jako scenograf i najczęściej poza Warszawą. Nigdy też nie przejawiał jakichś głębszych uczuć wobec naszego syna. Był oschły i zasadniczy. Ale był… A teraz Czarek został sam. Jego koledzy grali ze swoimi ojcami w piłkę na pobliskim boisku, a on tylko smętnie pytał, czy tata do niego wróci. „Nigdy już nie wróci! – chciało mi się krzyczeć. – To łobuz i drań!”.
Byłam samotną matką
Nie mogłam jednak jeszcze bardziej go dołować. Przecież nie był niczemu winien. Pocieszałam więc synka, chociaż szczerze nie wierzyłam, że będzie mu dany jakiś „tatuś”. Zbliżałam się do czterdziestki i po trzech nieudanych związkach miałam dość płci przeciwnej. Wolałam bez reszty poświecić się Czarkowi.
Kończyłam pracę o godz. 15.30. Odbierałam go ze świetlicy, robiliśmy zakupy, potem podwieczorek, lekcje, zabawa z kolegami i sen – tak upływały nam ostatnie miesiące. Teraz jednak sytuacja miała się zmienić, bo dostałam propozycję posady w banku. Ze znacznie wyższą pensją, ale i dłuższym czasem pracy.
Oczywiście mogłam z tej propozycji zrezygnować, lecz dla samotnej matki pieniędzy nigdy dość. Postanowiłam więc poszukać opiekunki. Chciałam, żeby nie tylko go pilnowała, ale również odrabiała z Czarkiem lekcje.
Zaangażowałam w to wszystkich swoich znajomych, bo nie chciałam, żeby moim synem zajmował się byle kto. Niby trzecia klasa to nie uniwersytet, lecz emerytka może sobie nie poradzić. Po kilku dniach kolega z pracy powiedział:
– Chyba kogoś dla ciebie mam. Wydaje mi się, że to będzie idealna osoba.
– Jakaś twoja znajoma? – zainteresowałam się. – Starsza osoba czy siksa?
– Ani jedno, ani drugie. To mój brat.
– Co takiego? Ten Damian?
– Nie mam innego brata. Sam stwierdził, że chętnie by się podjął opieki. Jest w biurze administratorem sieci. Wieczorami ma sporo czasu, więc mógłby się zajmować twoim chłopcem.
– No wiesz co?! Nie brałam pod uwagę takiej opcji – nie kryłam zaskoczenia.
Pomyślałam jednak, że warto spróbować. Wprawdzie mój syn nie był zachwycony pomysłem, nie chciał mieć w domu jakiegoś faceta, który będzie mu wprowadzał zakazy i nakazy, ale ja twardo stałam przy swoim.
Przypadli sobie do gustu
Zaprosiłam Damiana do nas na niedzielne popołudnie, jeszcze gdy trwał rok szkolny. Chciałam, żeby panowie poznali się w mojej obecności. Gdy zadzwonił, syn poszedł otworzyć z nadąsaną miną. Zobaczył szczupłego i wysokiego faceta, któremu sięgał do pasa: zrobiło to na nim nie małe wrażenie. „Jeden zero dla Damiana” – pomyślałam, gdy usiedliśmy w fotelach.
Od razu powiedziałam, czego oczekuję, i Damian to zaakceptował.
– Wieczorem będę robić obiadokolację – powiedziałam uspokajająco, pomna wstrętu mojego byłego do tych prac.
– Umiem gotować, mogę coś upichcić od czasu do czasu.
„Ideał jakiś mi się trafił” – stwierdziłam, gdy Damian poszedł z Czarkiem do jego pokoju. Gdy po godzinie wywołałam ich na podwieczorek, Czarek śmiał się od ucha do ucha. Damian też.
– No i co, dogadasz się z panem Damianem? – spytałam syna.
– Spoko – odparł zwięźle.
Parsknęliśmy śmiechem. Pomyślałam, że męskie towarzystwo Czarkowi dobrze zrobi. Dojrzewający chłopak nie powinien mieć tylko mamy i dziadków.
Syn się przywiązał
Odtąd Damian odbierał mojego syna ze świetlicy, grał z nim na boisku w piłkę, zabierał na basen, odrabiał lekcje, uczył obsługi komputera i wprowadzał w tajniki internetu. Wspólnie przygotowywali pizzę i koktajle mleczno-owocowe, a mój syn niejadek rozsmakował się w pomidorach i rybach. Razem oglądali wszystkie mecze z udziałem reprezentacji Polski. Któregoś dnia syn zaczął marudzić, że w weekendy nudzi się bez swojego opiekuna.
– Wiesz co, synku? Ja chyba też – powiedziałam mu całkiem szczerze.
– To dlaczego on nie może zostać u nas na stałe? – zapytał.
Jak wytłumaczyć małemu chłopcu, że trudno mi zaproponować obcemu facetowi wspólne życie?! Mężczyzna, którego wpuściłam do domu na kilka godzin dziennie, tak „zagospodarował” nam życie w ciągu dwóch miesięcy, że trudno było i mojemu synowi, i mnie wyobrazić sobie choć jeden dzień bez niego… Widziałam, że Damian chętnie zostawał na kolacji, że mimo starań z obu stron coraz trudniej było nam zachować pozory poprawności. Wyczuwałam, że mu się podobam, ale czy to oznaczało coś więcej?
W wyznaniu uczuć pomógł mu mój niezastąpiony syn. Następnego dnia po naszej rozmowie, gdy Czarek poszedł do kolegi pochwalić się nowym zestawem lego, Damian przemówił:
– Wiesz, Madziu, Czarek powiedział mi, że strasznie za mną tęsknisz i bardzo byś chciała, żebym z wami zamieszkał.
– Co takiego?! – krzyknęłam zaskoczona. – A to smarkacz! Wcale tak nie mówiłam! To znaczy… Nie do końca tak.
– Zaprzeczasz tak sugestywnie, że aż mi głupio. Bo ja tak właśnie czuję… Myślałem, że ty również. Zadurzyłem się w tobie i nic na to nie poradzę – uśmiechnął się łobuzersko.
Potem podszedł do mnie, objął i mocno do siebie przytulił. A ja, mimo deklaracji sprzed pół minuty, nagle nabrałam granitowej pewności, że chcę mieć przy sobie kogoś takiego jak on. Może tym razem mi się uda? Może stworzymy nową rodzinę? Ja, Czarek i administrator sieci, który się nami tak dobrze zaopiekował.
Magda, 41 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Od lat rywalizuję z siostrą o najlepszy żurek na Wielkanoc. Przez gar zupy omal nie zepsułyśmy rodzinnych świąt”
- „Rodzina zostawiła mnie samą na Wielkanoc. Przybiegli dopiero, gdy wygrałam na loterii, ale nie dam im złamanego grosza”
- „Mąż skąpi mi każdej złotówki. Nie przeszkadza mu nawet, że w wielkanocne śniadanie położę na stole kiełbasę z dyskontu”

