Reklama

Kiedy człowiek przekroczy siedemdziesiątkę, zaczyna patrzeć na życie jak na kredens pełen starych filiżanek – każda ma swoją historię, ale coraz trudniej z nich pić. Ja już nie piję – ja tylko trzymam. Tylko czasem wyciągnę jedną, przetrę z kurzu i popatrzę. A potem chowam z powrotem. Tak właśnie czuję się z moimi wspomnieniami.

Mam sporą rodzinę

Mieszkam sama, w tym samym trzypokojowym mieszkaniu, które dzieliłam z Władkiem. Władek był twardy jak cegła – i podobnie jak cegła, spadł z rusztowania. To było dwadzieścia lat temu. Zostałam wdową z trójką dorosłych już dzieci i głową pełną rachunków, które na szczęście szybko przestały przychodzić. Od tego czasu dzieci odwiedzały mnie rzadziej.

Ale nie narzekam. Teresa, najstarsza, zawsze była „ta ogarnięta”. Prowadzi dom jak firmę. Mąż, trójka dzieci, grafiki, zakupy z kalendarzem. Wnuczka Marta – jej najstarsza – jako jedyna dzwoni do mnie bez okazji.

Marek... Marek to zupełnie inna bajka. Spokojny, zamknięty, jakby bał się, że świat mu coś zabierze, jeśli się otworzy. Po śmierci żony sam wychowuje Anię. Dziewczyna jest... no cóż, jest. Niby wnuczka, ale jakoś tak zawsze z dystansem.

No i Iwonka. Najmłodsza. Artystka. Wiecznie z głową w chmurach, związków miała więcej niż ja wypiekłam serników. Bezdzietna, rozwiedziona, ale z jakąś siłą w oczach, której czasem jej zazdroszczę.

Zbliżał się Dzień Babci. Postanowiłam zrobić coś wyjątkowego – nie tylko zaprosić wszystkich na obiad, ale też ogłosić coś ważnego. Coś, co odkładałam z roku na rok. Chciałam jeszcze za życia uporządkować sprawy majątkowe. Mieszkanie, oszczędności, trochę biżuterii. Myślałam, że to dobry moment. Że pokażę im, że nie chcę, by się potem kłócili. Że to z miłości. Głupia ja.

Liczyłam na miłą atmosferę

– Ależ pachnie! – rzuciła Marta, całując mnie w policzek. – Babciu, zrobiłaś swoje słynne roladki?

– Jak święto, to święto – uśmiechnęłam się, chociaż ręce drżały mi od zdenerwowania bardziej niż od starości.

Reszta wchodziła, jakby to było zebranie, a nie rodzinny obiad. Teresa od progu rozdzielała polecenia, Marek przywitał się cicho, Ania siedziała przy stole, gapiąc się w telefon. Iwona, jak zwykle ostatnia, z rozwianym szalikiem i błyskiem w oku, rzuciła:

– Mam nadzieję, że masz coś wegetariańskiego, mamo. Od dwóch dni jem tylko warzywa.

Zaczęło się spokojnie. Na stole pojawiły się zupy, ziemniaki, kompot z wiśni. Kilka uśmiechów, kilka kurtuazyjnych żartów.

– A co z mieszkaniem, mamo? – rzuciła Teresa niby w żartach, ale z tym swoim tonem, który znałam aż za dobrze. – Może powinnaś pomyśleć, żeby to uregulować, póki jesteś z nami.

Zamarło mi serce.

Właśnie o tym chciałam porozmawiać – zaczęłam, czując, jak spływa ze mnie cały apetyt. – Postanowiłam... uporządkować sprawy. Jeszcze za życia.

Zapadła cisza. Zupa stygła, a ja widziałam, jak w oczach moich dzieci nie błyszczy wzruszenie – tylko kalkulacja.

Zaczęli się kłócić

– A co to znaczy „uporządkować sprawy”? – zapytała Iwona, opierając łokcie o stół. – Przepiszesz wszystko Teresie, bo najczęściej do ciebie dzwoni?

– Ja tylko pytam – obruszyła się Teresa. – Bo jak przyjdzie co do czego, to potem zaczynają się spory. A ja po prostu... chcę wiedzieć, na czym stoimy.

– Ty chcesz mieć, nie wiedzieć – rzuciła Iwona z uśmiechem, który bardziej kąsał, niż śmieszył.

– A ty? Co ty w ogóle wnosisz do życia mamy? Tylko zjawiasz się, jak ci wygodnie. Mama nie potrzebuje kolorowych szali i opowieści o medytacji w Bieszczadach, tylko pomocy – Teresa grzmiała, zaciskając dłonie na widelcu.

– Iwona przyjeżdża, jak może – odezwał się cicho Marek. – Każdy z nas pomaga po swojemu...

– Ty to się lepiej nie odzywaj – przerwała mu Teresa. – Nic nie robisz, a pewnie myślisz, że należy ci się po równo.

Marek spuścił wzrok. Ania nawet nie podniosła głowy znad telefonu. Marta patrzyła na mnie, jakby prosiła oczami: „Zrób coś, babciu.”

– Przestańcie – powiedziałam cicho, ale nikt nie słyszał.

Wrzeszczeli już wszyscy. Rzucali oskarżeniami, zarzutami, wspomnieniami z przeszłości, które powinny zostać zakopane.

I nagle dotarło do mnie: nie chodziło o mnie. Chodziło o to, co po mnie zostanie.

Byli pazerni

Nie pamiętam, jak się skończył ten obiad. Kto pierwszy wstał, kto trzaskał drzwiami. Zostałam przy stole, wśród niedojedzonych kotletów i rozlanego kompotu, jak generał po przegranej bitwie. I było mi przykro.

Wstałam, żeby pozbierać talerze. Gdy weszłam do kuchni, usłyszałam głosy na korytarzu. Drzwi były przymknięte, ale nie domknięte.

– Jeśli mama nie podzieli tego sensownie, to po jej śmierci i tak to załatwimy po swojemu – powiedziała Teresa chłodnym, zdecydowanym głosem.

– Teresa, nie możesz tak mówić – odparł Marek. – To nadal nasza mama...

– Ale nie będzie wiecznie żyć! – syknęła. – A mieszkanie na warszawskim Mokotowie nie powinno się zmarnować na kogoś, kto się ledwo odzywa i mieszka w bloku z wielkiej płyty.

Zamarłam. Podeszłam do drzwi i otworzyłam je bezszelestnie.

– Słyszałam wszystko – powiedziałam cicho, choć w środku we mnie wrzało.

Teresa zbladła. Marek cofnął się, jakby ktoś go uderzył w twarz.

– Mamo... to nie tak...

Kiedy przestaliście być rodziną? – zapytałam. – Kiedy moje dzieci zaczęły rozmawiać o mnie jak o problemie do rozwiązania?

Teresa zamilkła. Marek spuścił wzrok. A ja zamknęłam drzwi. Nie miałam już siły słuchać.

Porozmawiałam szczerze z wnuczką

Wieczorem, kiedy zmywałam naczynia z pustym wzrokiem, usłyszałam ciche pukanie do drzwi kuchni. Odwróciłam się i zobaczyłam Martę. Stała niepewnie.

– Wróciłaś?

– Mogę? – zapytała szeptem.

– Chodź, dziecko – westchnęłam i wskazałam krzesło przy stole.

Usiadła, zawinęła ręce w rękawy swetra, jakby szukała w nim ciepła, którego zabrakło podczas obiadu.

– Wszyscy już poszli? – spytałam, chociaż znałam odpowiedź.

– Tak. Ale ja... nie mogłam tak po prostu wyjść. Babciu, to, co się dzisiaj stało... To było okropne.

Pokręciłam głową.

– Myślałam, że jak wszystko powiem, jak się z nimi podzielę, to coś naprawię. A tylko rozbiłam coś, co i tak było kruche.

– To nie twoja wina – powiedziała Marta z zaciśniętą szczęką. – To ich chciwość. I ich własne urazy.

Popatrzyłam na nią. Była taka młoda, a mówiła z bólem, który powinna znać kobieta po przejściach, nie dwudziestolatka.

– Ja chciałam tylko spokoju – powiedziałam. – Przez całe życie pracowałam, oszczędzałam. Żeby dzieciom było lżej. Żebyście wy, wnuki, mieli trochę lepiej. A teraz? Czuję się jak głupia staruszka, której nikt nie kocha.

– Babciu – Marta ujęła moją dłoń – ja cię kocham. I nie chcę ani twojego mieszkania, ani pieniędzy. Chcę tylko, żebyś była spokojna. I żebyś wiedziała, że nie jesteś sama.

A ja... ja po raz pierwszy od lat się rozpłakałam.

Byłam stanowcza

Dwa dni później zadzwoniłam do każdego z nich. Głos miałam spokojny, może nawet zbyt spokojny.

– Chciałabym, żebyście przyszli. Musimy dokończyć rozmowę – powiedziałam każdemu z osobna.

Nie prosiłam. Stwierdziłam. Zjawili się, choć nie było ciepłych powitań. Teresa usiadła wyprostowana jak na radzie nadzorczej, Marek zajął skraj krzesła, jakby zaraz miał uciekać, a Iwona ziewnęła demonstracyjnie i powiedziała:

– To co, znowu będziemy gadać o podziale majątku?

Zignorowałam to. Usiadłam przy stole i spojrzałam im prosto w oczy.

– Przemyślałam wszystko – zaczęłam. – I zdecydowałam, że nic nie przepiszę teraz. Mieszkanie, oszczędności, wszystko podzielę w testamencie. I nie zamierzam o tym więcej dyskutować.

Zapadła cisza.

– Jak to? – zapytała Teresa. – Myślałam, że...

– Właśnie – przerwałam jej. – Myślałaś. Ale nie zapytałaś, co czuję. Nikt z was nie zapytał.

Iwona wzruszyła ramionami, Marek spuścił wzrok. Teresa wstała, z trudem powstrzymując grymas.

– Skoro tak, to nie mam po co tu siedzieć. Do widzenia.

Wyszła, nie obejrzawszy się. Iwona podniosła brwi, uśmiechnęła się bez słowa i też wyszła. Marek został chwilę dłużej.

– Przepraszam, mamo – powiedział cicho. – Nie wiedziałem, że... tak się potoczy.

Pokiwałam głową, ale nie odpowiedziałam. Patrzyłam tylko, jak zamykają się za nim drzwi. Po raz pierwszy czułam, że zrobiłam dobrze.

Jadwiga, 76 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama