„Nigdy nie miałam wsparcia w mężu. Jego rodzina może prawić mi kazania, a on tylko potulnie kiwa głową”
„Zamilkłam. Czułam, jak gorąco we mnie wzbiera, jak łzy mieszają się z wściekłością. Michał nie powiedział nic. A ja patrzyłam na niego i czułam się obca. Jakby to nie był mój mąż. Jakbym była gościem w życiu, które miało być wspólne. W głowie miałam jedno pytanie: czy on mnie w ogóle jeszcze kocha?”.

Nie wiem, kiedy dokładnie zaczęłam czuć się jak intruz we własnym domu. Może wtedy, gdy Justyna kolejny raz rzuciła złośliwy komentarz przy obiedzie, a Michał tylko się zaśmiał, jakby właśnie usłyszał świetny żart. A może jeszcze wcześniej — w dniu naszego ślubu, kiedy jego siostra usiadła z obrażoną miną w ostatnim rzędzie i nie powiedziała mi ani słowa przez całą uroczystość. Próbowałam tłumaczyć to sobie stresem, zazdrością, jakąś niezrozumiałą lojalnością między nimi. Ale z czasem przestałam. Bo to już nie miało sensu.
Każde spotkanie z Justyną było dla mnie próbą cierpliwości. Ona zawsze wiedziała, gdzie uderzyć. A Michał? On się śmiał. Zawstydzony, zakłopotany, ale się śmiał. Nigdy nie powiedział: „Dość”, nigdy nie stanął po mojej stronie. Miałam wrażenie, że cokolwiek się wydarzy, on zawsze najpierw spojrzy na nią — siostrę, jedyną, najważniejszą, a potem dopiero na mnie. Kiedyś miałam nadzieję, że się to zmieni. Teraz coraz częściej zastanawiam się, czy to ma jeszcze sens.
Ostatnia kolacja? Justyna przyszła bez zaproszenia i usiadła jak królowa. Zjadła, skomentowała, rzuciła kąśliwość, a Michał jak zwykle, z uśmiechem i błaganiem w oczach, poprosił o „święty spokój”. Tylko że we mnie od dawna już nie było spokoju.
Nie powiedział nic
— Natalia, podaj może sól, bo to znowu bez smaku — rzuciła Justyna, sięgając po widelec z udawaną gracją. — Albo wiesz co, może jednak ja doprawię. Ty zawsze robisz te rzeczy takie… delikatne.
— Justyna... — mruknął Michał, ale tonem, którym bardziej prosił o ciszę, niż kogokolwiek upominał.
— No co? Przecież nie powiedziałam nic złego — odpowiedziała, robiąc wielkie oczy. — Wiem, że Natalia się stara, ale nie każda musi być dobrą kucharką. Ty to zawsze mówiłeś: „moja siostra to złote ręce w kuchni”, pamiętasz?
Zamarłam. A Michał? Michał się uśmiechnął. Z zakłopotaniem. Nerwowo. Ale się uśmiechnął.
— Może przestaniemy? — próbował załagodzić. — Zjedzmy w spokoju, okej?
— W spokoju?! — wybuchłam, wstając od stołu. — Ona mnie właśnie upokarza po raz setny, a ty znowu nic! Jak zwykle.
— Przesadzasz… — westchnął Michał. — Nie rób scen.
— Przesadzam? — powtórzyłam cicho. — Serio? Ona mnie obraża, a ty się śmiejesz. Nawet nie masz odwagi mnie obronić.
— Natalia, błagam cię… — zaczął, ale wtedy wtrąciła się Justyna.
— Zawsze byłaś przewrażliwiona. Może po prostu nie pasujesz do naszej rodziny?
Zamilkłam. Czułam, jak gorąco we mnie wzbiera, jak łzy mieszają się z wściekłością. Michał nie powiedział nic. A ja patrzyłam na niego i czułam się obca. Jakby to nie był mój mąż. Jakbym była gościem w życiu, które miało być wspólne. W głowie miałam jedno pytanie: czy on mnie w ogóle jeszcze kocha?
W oczach stanęły mi łzy
Po kolacji weszłam do sypialni bez słowa. Zdjęłam sweter, powoli, metodycznie, jakbym potrzebowała chwili, żeby nie wybuchnąć. Michał przyszedł chwilę później, zamknął drzwi i oparł się o framugę.
— Możemy pogadać? — zapytał, jakby był niepewny, czy ma do tego prawo.
Odwróciłam się do niego.
— Jasne. Pogadajmy. Może powiesz mi wreszcie, dlaczego nigdy nie stajesz po mojej stronie?
— Natalia… — zaczął ostrożnie. — Wiesz, że nie chcę konfliktów. Chcę, żeby było spokojnie.
— Spokojnie? — prychnęłam. — Czyli lepiej, żebym to ja milczała i znosiła wszystko z uśmiechem, tak? Bo święty spokój jest ważniejszy niż moje uczucia?
— Nie to miałem na myśli. Po prostu… ona jest moją siostrą.
— A ja jestem twoją żoną. — Spojrzałam mu prosto w oczy. — I czuję się przy niej jak wróg. Jakbym musiała walczyć o miejsce przy własnym stole.
— Przesadzasz. Justyna ma specyficzny charakter, ale…
— Nie — przerwałam mu. — Ona mnie nienawidzi. A ty pozwalasz jej mnie niszczyć. Nie widzisz tego?
Zamilkł. Jakby nie wiedział, co odpowiedzieć. Albo nie chciał.
— Michał — powiedziałam już ciszej. — Wolisz być bardziej lojalny wobec niej niż wobec mnie. I wiesz co? Po raz pierwszy w życiu… naprawdę pomyślałam, że chyba nie dam już rady.
W oczach stanęły mi łzy, ale ich nie otarłam. Pozwoliłam, by spłynęły, nie odwracając wzroku. Bo choć ta myśl mnie przerażała, czułam też coś innego. Ulgę. Jakby ta jedna myślo była jak uchylenie okna w dusznym pokoju.
Trzasnęłam drzwiami
Była sobota. Michał robił kawę, Justyna znowu przyszła bez zapowiedzi. Miałam ochotę zniknąć. Zamknęłam się w sypialni pod pretekstem bólu głowy, choć tak naprawdę nie mogłam już znieść ich wspólnego śmiechu. Ale potem zauważyłam, że drzwi do salonu nie zostały domknięte. I właśnie wtedy to się wydarzyło.
— Widzisz? Mówiłam ci, że ona nie pasuje do naszej rodziny — syknęła Justyna. — Zawsze taka... inna.
— Wiem… — odpowiedział Michał cicho. — Ale nie chcę jej sprawiać przykrości. Staram się to jakoś pogodzić.
W jednej sekundzie wszystko się we mnie zatrzymało. Ich głosy przestały być tylko dźwiękiem. Stały się dowodem. Wyszłam z sypialni powoli, cicho. Weszłam do salonu. Justyna siedziała z założonymi nogami, Michał stał tyłem. Gdy mnie zobaczył, zbladł.
— Nie musisz — powiedziałam spokojnie.
— Natalia, to nie tak…
— Wszystko słyszałam — przerwałam mu.
Justyna wzruszyła ramionami.
— Może lepiej, że usłyszała. I tak by długo nie wytrzymała. Taka jak ona? To nie na całe życie.
Nie odpowiedziałam. Patrzyłam na Michała. Stał jak słup soli, z oczami błagającymi o litość. Ale we mnie nie było już litości. Była tylko cisza, która bolała mocniej niż krzyk. Odwróciłam się i wyszłam. Trzasnęłam drzwiami. A potem długo stałam w windzie, próbując powstrzymać łzy, które nie pytały, czy mogą spłynąć.
Ten sam brak odwagi
Nie pamiętam drogi na dworzec. Pamiętam tylko, że ręce mi się trzęsły, a telefon w kieszeni wibrował co chwilę, jakby Michał chciał mnie tym dotykiem zatrzymać. Nie odebrałam ani razu. Wsiadłam w pierwszy pociąg do mojego rodzinnego miasta, z walizką spakowaną w pośpiechu i sercem, które biło jak oszalałe. U mamy pachniało tak samo jak zawsze — herbatą i cynamonem. Gdy otworzyła drzwi, spojrzała na mnie tylko raz i od razu wiedziała.
— Natalia… co się stało? — zapytała cicho.
A ja zamiast odpowiedzieć, po prostu weszłam do środka i rozpłakałam się jak dziecko. Tak mocno, że aż mnie zabolało gardło. Usiadłyśmy w kuchni. Mama podała mi kubek, ale nie byłam w stanie go utrzymać. Po chwili zaczęłam mówić. O Justynie, o tych komentarzach, o tym, że Michał zawsze stał po jej stronie, nawet kiedy mnie miażdżyła.
— A ja myślałam, że to ze mną jest coś nie tak… — wyszeptałam. — Że przesadzam. Że jestem zbyt wrażliwa.
Mama oparła łokcie na stole, spojrzała na mnie zmęczonym wzrokiem.
— Wiesz… ja też kiedyś tak myślałam — powiedziała. — Twój ojciec nigdy mnie nie bronił. Zawsze mówił: „nie rób scen”. A jego matka mogła mi mówić, co chciała.
Zamarłam. Bo nagle zobaczyłam ten sam schemat. Tę samą ciszę zamiast obrony. Ten sam brak odwagi.
— Miłość to za mało — dodała mama po chwili. — Potrzeba jeszcze odwagi, żeby o nią walczyć.
Poczułam, jak coś we mnie pęka.
— A jeśli ta odwaga ma być jednostronna? — zapytałam z drżącym głosem.
Mama nie odpowiedziała od razu. Tylko ścisnęła moją dłoń. I wtedy, pierwszy raz od lat, naprawdę dopuściłam do siebie myśl o rozwodzie. Nie jako groźbę. Jako ratunek.
Nie próbował mnie zatrzymać
Wróciłam w poniedziałek rano. Michał nie wiedział, że przyjadę. Miałam klucze, więc po prostu otworzyłam drzwi. W mieszkaniu panowała cisza. Zupełnie inna niż wcześniej — nie ciężka, pełna napięcia, ale martwa, jakby ktoś wyciągnął z niej życie. Siedział w kuchni, blady, z trzydniowym zarostem. Spojrzał na mnie, jakby zobaczył ducha.
— Natalia… — powiedział cicho, jakby się bał, że jeśli powie głośniej, zniknę.
Usiadłam naprzeciwko niego. Bez histerii, bez łez. Byłam już za tym.
— Musimy porozmawiać — powiedziałam. — Tak naprawdę.
Skinął głową.
— Michał… ja przez te wszystkie lata czułam się jak tło. Jakbyś był ze mną, ale nie dla mnie. Bo dla mnie trzeba czasem powiedzieć „dość”, trzeba czasem stanąć między mną a tym, co mnie rani.
— Wiem. Wiem, że cię zawiodłem — powiedział. — Przepraszam. Nie chciałem. Myślałem, że to… że jakoś się ułoży. Że nie muszę wybierać.
— Ale musiałeś — przerwałam mu. — I zawsze wybierałeś ją. Nawet kiedy milczałeś, to był wybór.
Milczał. Widziałam, że to do niego dociera. Ale za późno.
— Nie chcę być tą drugą w twoim życiu — powiedziałam cicho.
— Ale Natalia, ona jest moją siostrą…
— A ja miałam być twoją przyszłością — odpowiedziałam.
Zapadła cisza. Michał spuścił wzrok. Już się nie tłumaczył.
— Ja… muszę odejść — powiedziałam. — Dla siebie. Bo jeśli zostanę, to zniknę całkiem. I nie chcę zniknąć, Michał.
Wstałam. Nie próbował mnie zatrzymać. I chyba właśnie dlatego wiedziałam, że dobrze robię.
Natalia, 34 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Mojemu partnerowi znudziłam się jak znoszona koszulka. Walentynki to dla mnie żałoba po naszej miłości”
- „Moje małżeństwo zbrzydło mi jak czerstwe pączki. Chciałem skosztować słodkiej wolności przy byłej, ale się przejadłem”
- „Rzuciłam nieprzemyślanym żartem i wszystko zepsułam. Teraz siostra wie, jak bardzo czuję się przegrana”

