„Nie spodziewałam się, że w Dzień Babci zaleję się łzami. Pytania o testament padły szybciej niż życzenia”
„– Serio? – odezwała się Natalia. – W Dzień Babci pytacie o testament? Spojrzałam na nich wszystkich. Patrzyli na mnie jak na skarbonkę, nie jak na człowieka. A Natalia... tylko ona miała w oczach coś więcej niż chciwość”.

Nie chcę narzekać, ale starość to ciche rozczarowanie. Nikt nie uprzedza, że człowiek zostanie sam nawet wtedy, gdy ma dzieci. Życie tak się poukładało, że więcej było obowiązków niż czułości, więcej ciszy niż śmiechu. Teraz mam 79 lat i stół na sześć osób, przy którym najczęściej jem sama. Czasem w radiu słyszę, że "babcie to skarb", ale chyba nie każda. Moje dzieci, Marta i Rafał, dzwonią głównie wtedy, gdy czegoś potrzebują – albo gdy zbliża się Dzień Babci. Tego dnia jestem im potrzebna, bo wypada.
Tylko Natalia, wnuczka, przychodzi, bo chce. Bez pustych słów, bez pretensji. Gdyby nie ona, pewnie dawno bym się całkiem zapadła w tej samotności.
Tego roku wszyscy zapowiedzieli, że przyjdą. Miałam nadzieję – głupią, starczą – że może tym razem będzie inaczej. Że po prostu posiedzimy, pośmiejemy się. Ale kiedy ustawiałam filiżanki na stole, czułam coś dziwnego. Nie radość. Nie wzruszenie. Raczej ciężar w żołądku i myśl, której nie potrafiłam wyrzucić z głowy, że nie wiem, czy ja chcę, żeby oni tu dziś byli.
A miało być miło
Siedzieliśmy przy stole. Kwiaty w wazonie już lekko przyklapły, herbata stygła w filiżankach. Natalia, jak zwykle punktualna, pomogła mi z podaniem ciasta. Marta wpadła jak burza, pachnąca drogimi perfumami, z uśmiechem, który nie sięgał oczu. Rafał przyszedł spóźniony, z Mają u boku – dziewczyna ledwie mnie pocałowała w policzek, zaraz wbiła wzrok w telefon.
– No to wszystkiego najlepszego babciu w dniu twojego święta – rzuciła Natalia. – Dobrze wyglądasz, jak na swój wiek.
– Dziękuję – odparłam sucho, bo zabrzmiało to bardziej jak diagnoza niż komplement.
Rafał już grzebał widelczykiem w serniku, nie patrząc mi w oczy.
– Mamo… a właściwie... zrobiłaś już testament? – zapytała Marta.
Ot tak, mimochodem, między jednym kęsem ciasta a drugim. Niby spokojnie, ale ton miała znaczący.
– No właśnie – Rafał podchwycił natychmiast. – Warto to uregulować, żeby potem nie było nieporozumień.
Zapadła cisza. Nawet Maja przestała stukać w ekran.
– Serio? – odezwała się Natalia. – W Dzień Babci pytacie o testament?
Spojrzałam na nich wszystkich. Patrzyli na mnie jak na skarbonkę, nie jak na człowieka. A Natalia... tylko ona miała w oczach coś więcej niż chciwość. Wzięłam łyk herbaty. Ręce lekko mi się trzęsły. W tej chwili coś we mnie pękło – ale też coś się zaczęło klarować. Może właśnie teraz zrozumiałam, że to, co im się "należy", nie musi być tym, co im dam.
Wnuczka była dobra
Zawsze wiedziałam, kiedy Natalia chce porozmawiać. Miała ten swój cichy sposób, żeby podejść – bez narzucania się, bez pośpiechu. Gdy tylko Marta zaczęła wykładać Rafałowi teorię sprawiedliwego podziału majątku, Natalia odłożyła łyżeczkę i wstała.
– Pomóc ci z herbatą, babciu?
– Chodź – skinęłam głową.
Uciekłyśmy do kuchni. W tle słychać było stłumione rozmowy i szuranie krzeseł. Czajnik zaczął syczeć. Stuknęłam filiżankami o blat, może trochę zbyt nerwowo.
– Babciu – zaczęła cicho – ja niczego nie chcę. Wiesz o tym, prawda?
– Wiem. Ale i tak mnie pytasz – uśmiechnęłam się krzywo.
– Bo... boję się, że dadzą ci spokój dopiero, jak coś im obiecasz. A wtedy może już nie być odwrotu.
Odwróciłam się do niej i spojrzałam uważnie.
– To nie dziś się zaczęło, Natalio. Oni zawsze brali, zanim zdążyłam coś dać. Marta uważa, że jej się wszystko należy, bo była "ta grzeczna". Rafał – bo miał ciężko. A ja? Ja chyba po prostu byłam głupia, że chciałam ich wszystkim zadowolić.
– A może lepiej nic nie dawać? – zapytała cicho.
– Myślałam, że testament to forma spokoju – westchnęłam. – Ale zaczynam mieć wątpliwości. Chyba zaczynam myśleć inaczej.
W milczeniu dolała mi herbaty. Poczułam, że rozumie mnie lepiej niż ktokolwiek.
– Z tobą – powiedziałam nagle – czuję się jak człowiek. Nie jak źródełko z kasą.
Czekali na moją decyzję
Zabrali się wszyscy do ciasta, więc wyszłam z kuchni. Natalia została jeszcze chwilę, żeby odnieść talerze. W salonie Rafał siedział na moim fotelu, jakby był u siebie. Marta coś pisała w notatniku, może listę rzeczy „do podziału” – kto ją tam wie.
– Mamo, możemy chwilę? – zapytał Rafał, zerkając nerwowo na drzwi.
Pokiwałam głową i usiadłam naprzeciwko.
– Wiesz, nie chodzi mi o pieniądze – zaczął, zbyt szybko. – Ale po śmierci ojca... nic mi się nie należało. Wszystko wzięła Marta. Nawet jego zegarek.
– Ty wtedy tylko przyszedłeś po klucze do piwnicy – przypomniałam. – Żeby zabrać swoje pudła i zniknąć. Nie pytałeś o zegarek.
Rafał skrzywił się.
– Bo nie chciałem się szarpać. Ale teraz... teraz też nie możesz wszystkiego zapisać jednej osobie, np. Natalii. To byłoby niesprawiedliwe.
Parsknęłam gorzko.
– Sprawiedliwość? Ty mi teraz o sprawiedliwości mówisz? Gdzie byłeś przez ostatnie dziesięć lat, kiedy trzeba mi było pomóc?
– Mamo, ja nie chcę się kłócić. Chcę tylko, żebyś pomyślała.
Drzwi skrzypnęły. Natalia weszła powoli, z talerzykiem w rękach.
– Wszystko słyszałam – powiedziała spokojnie.
Rafał zerknął na mnie, potem na nią. Przez chwilę nikt się nie odezwał. Tylko zegar w kuchni tykał nieprzyjemnie głośno. Czułam, jak we mnie wrze, ale nie byłam pewna, czy to gniew, czy żal. Może jedno i drugie.
Nie miałam wątpliwości
Wieczór cicho osiadał na firankach. Marta z Mają już wyszły – Maja rzuciła tylko „do zobaczenia”, bez spojrzenia. Rafał stał przy oknie, udając, że coś tam ogląda, a potem rzucił: „Zadzwonię” i zamknął za sobą drzwi. Zostałyśmy tylko we dwie z Natalią. Posprzątała stół, nie pytając o nic. A ja nie miałam już siły milczeć.
– Chodź – powiedziałam – siądź ze mną.
Usiadła. Zmęczona, ale obecna. Wzięłam głęboki oddech.
– Spisałam testament – zaczęłam. – Nie rozdzieliłam wszystkiego po równo. I wiem, że jak to wyjdzie na jaw, będzie awantura.
Natalia nie powiedziała nic. Czekała.
– Nie jestem święta – dodałam. – Dużo rzeczy zawaliłam. Z dziećmi bywałam surowa, zimna. Myślałam, że jak będę twarda, to ich przygotuję do życia. Ale chyba tylko nauczyłam ich brać, nie dawać.
– A jednak wciąż tu jesteś – powiedziała cicho.
– Bo z tobą czuję się dobrze – spojrzałam jej w oczy. – Jesteś jedyną osobą, która mnie odwiedza bez powodu. I dlatego... to do ciebie trafi to mieszkanie.
Wstrzymała oddech. Przez chwilę myślałam, że się rozpłacze.
– Babciu, ja naprawdę niczego nie chciałam – powiedziała drżącym głosem. – Ale dziękuję, że mi ufasz. I że mówisz mi to teraz. Nie po fakcie. Nie za plecami.
– Ufam ci – powtórzyłam. – I chcę, żebyś wiedziała. To nie za to, że jesteś miła. To dlatego, że jesteś obecna.
Tak już zostanie
Dom znowu był cichy. Natalia pomachała mi z podwórka, wychodząc. Otworzyłam okno, żeby jeszcze raz poczuć zimowe powietrze. Pachniało śniegiem i czymś dziwnie znajomym – może spokojem?
Usiadłam przy stole. Tylko jedno krzesło było jeszcze ciepłe – to, na którym siedziała Natalia. Pomyślałam, że mogłabym je zostawić nieposprzątane, na pamiątkę. Głupia myśl, ale nie taka znowu najgorsza.
Sięgnęłam do szuflady. Wyciągnęłam kopertę. Testament. Starannie napisany, podpisany u notariusza. Z nazwiskiem Natalii. Przesunęłam palcami po papierze, jakby to miało coś zmienić.
– Może lepiej byłoby to spalić – powiedziałam na głos. – Dać im wszystko coś. Niech się kłócą, jak muszą.
Ale wiedziałam, że to nieprawda. Gdyby nie ten papier, rzuciliby się na siebie zaraz po moim pogrzebie. Testament to może i nie rozwiązanie, ale przynajmniej opóźnienie katastrofy. Nie zmienię go.
Barbara, 79 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Bardziej czekam na tłusty czwartek 2026 niż na Dzień Babci. Zjem pączka i będę szczęśliwa jak nigdy”
- „W Dzień Babci zakręciłam kurek z kasą i przestałam być ukochaną babunią. Teraz będę mieć święty spokój”
- „W Dzień Babci 2026 wyjechałam do SPA. Wolałam święty spokój niż wizytę wrzeszczących wnuków”

