Od rana krzątałam się po kuchni. Kupiłam polędwiczki, przygotowałam ulubiony sos Jacka, a w piekarniku piekła się tarta z malinami. To miał być wyjątkowy wieczór. Od tygodni zbierałam ulotki od deweloperów, analizowałam oferty kredytowe, sprawdzałam dojazdy. Zbliżaliśmy się do trzydziestki, od trzech lat mieszkaliśmy w wynajmowanej kawalerce, a Jacek sam wielokrotnie powtarzał, że czas w końcu iść na swoje.
WIDEO…
Nie oderwał wzroku od ekranu
— Jacek, kolacja prawie gotowa! — krzyknęłam w stronę pokoju, układając sztućce na stole.
Brak odpowiedzi. Tylko basowy ryk wirtualnego silnika wibrujący przez ścianę. Jacek znów miał na głowie słuchawki wielkości garnków i był w swoim świecie. W świecie wyścigów, gdzie zdobywał kolejne poziomy, podczas gdy w naszym prawdziwym życiu wciąż tkwiliśmy w punkcie wyjścia. Westchnęłam, podeszłam do drzwi i lekko w nie zapukałam, zanim weszłam. Ekran monitora mienił się kolorami toru wyścigowego.
— Kochanie, jedzenie stygnie. Możesz zapauzować? — zapytałam, stając obok niego.
Nie oderwał wzroku od ekranu. Jego palce nerwowo zaciskały się na padzie.
— Zaraz, Sylwia. Jeszcze dwa okrążenia. Nie mogę teraz wyjść z serwera, bo stracę punkty rankingowe — mruknął, pochylając się do przodu.
— Prosiłam cię rano, żebyś zarezerwował sobie ten wieczór. Mieliśmy porozmawiać o czymś ważnym.
— Pamiętam, pamiętam. Daj mi pięć minut.
Westchnął ciężko
Pięć minut zamieniło się w dwadzieścia. Kiedy w końcu pojawił się w kuchni, polędwiczki były już letnie, a mój entuzjazm całkowicie wyparował. Usiadł przy stole, chwycił widelec i zaczął jeść w pośpiechu, co chwilę zerkając na telefon leżący obok talerza.
— No, to o czym chciałaś rozmawiać? — zapytał z pełnymi ustami.
Położyłam na stole czerwoną teczkę, w której zgromadziłam wszystkie dokumenty.
— O naszym mieszkaniu, Jacku. A właściwie o domu. Znalazłam świetną ofertę na obrzeżach. Mały segment, cena bardzo przystępna. Mam wyliczenia rat kredytu. Jeśli zdecydujemy się teraz, za rok moglibyśmy się wprowadzać.
Jacek przeżuł kęs, spojrzał na teczkę, ale jej nie dotknął.
— Dom? Sylwia, przecież tu nam dobrze. Po co pchać się w kredyt na trzydzieści lat?
— Tu nam dobrze? Jacek, gnieździmy się na trzydziestu metrach. Nie mamy nawet gdzie postawić porządnej szafy, a ty trzymasz zimowe opony na balkonie. Sam mówiłeś przed świętami, że musimy zacząć szukać czegoś własnego.
— Mówiłem to tak ogólnie. Że kiedyś. Nie, że jutro.
— Nie jutro, ale za rok! — Mój głos stawał się coraz wyższy, choć bardzo starałam się panować nad emocjami. — Musimy zacząć działać. Zobaczysz teczkę?
Jacek westchnął ciężko, przesunął palcem po ekranie telefonu i podniósł wzrok.
— Sylwia, ja teraz nie mam głowy do takich decyzji. W pracy mam kocioł, a ten segment to pewnie kupa roboty. Trzeba będzie urządzać, meblować... Nie mam na to siły.
Zrobiło mi się gorąco
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, rozległ się dzwonek do drzwi. Zmarszczyłam brwi, bo nikogo się nie spodziewaliśmy. Jacek wzruszył ramionami i poszedł otworzyć. Po chwili usłyszałam w przedpokoju radosne okrzyki. To byli jego rodzice. Teściowa, Krystyna, wkroczyła do kuchni z ciastem w ręku, a za nią podążał teść, Ryszard.
— Niespodzianka! Przejeżdżaliśmy obok i pomyśleliśmy, że wpadniemy na chwilę — zaszczebiotała Krystyna, kładąc blachę na blacie. Omiotła wzrokiem stół, dostrzegając czerwoną teczkę i niedojedzoną kolację. — O, przeszkodziliśmy wam w czymś?
— Nie, mamo. Właśnie kończyliśmy — rzucił szybko Jacek, wyraźnie zadowolony z przerwania naszej niewygodnej rozmowy.
Zaparzyłam herbatę, próbując ukryć irytację. Usiedliśmy wszyscy przy stole. Teść od razu zagadnął Jacka o jakiś nowy model samochodu, a teściowa zwróciła się do mnie:
— A co to za dokumenty, Sylwia? W pracy dużo zadane? — zapytała, wskazując na teczkę.
— Nie, to... — zaczęłam, ale Jacek mi przerwał.
— Sylwia wymyśliła sobie, że będziemy kupować dom. Z kredytem na całe życie.
Krystyna zamarła z filiżanką w połowie drogi do ust. Spojrzała na syna, potem na mnie, a w jej oczach pojawiło się pobłażanie.
— Dom? Wy? Przecież Jacek dopiero co kupił ten nowy komputer za krocie, żeby mieć do grania. Rysiek, słyszałeś? — zaśmiała się nerwowo. — Jacek, przecież mówiłeś nam w niedzielę, że za rok planujecie jechać do Japonii, a nie brać jakieś kredyty. Mówiłeś, że mieszkanie tutaj jest super, bo tanie i nie trzeba się martwić remontami.
Zrobiło mi się gorąco. Spojrzałam na Jacka. Jego twarz lekko poczerwieniała, ale unikał mojego wzroku. Wpatrywał się intensywnie w fusy na dnie swojego kubka.
— Jaka Japonia? — zapytałam cicho, czując, jak serce zaczyna mi mocniej bić.
— No, Jacek nam opowiadał w niedzielę na obiedzie, że odkłada na wycieczkę życia do Tokio — wtrącił Ryszard. — Myślałem, że razem planujecie.
Czerwona teczka pełna złudzeń
Siedziałam tam, słuchając, jak teściowie z uśmiechem opowiadają o rzekomych planach mojego narzeczonego, o których ja nie miałam zielonego pojęcia. Moje wyliczenia kredytowe, rzuty mieszkań, plany na przyszłość — to wszystko leżało w czerwonej teczce, bezwartościowe. Jacek nawet nie traktował naszych rozmów o przyszłości poważnie. Mówił to, co chciałam usłyszeć, by mieć święty spokój, a za moimi plecami planował własne życie, w którym ja byłam najwyżej dodatkiem.
Po godzinie, która dłużyła mi się w nieskończoność, rodzice Jacka wreszcie się pożegnali. Zamknęłam za nimi drzwi i odwróciłam się do niego. Stał w przedpokoju, z rękami w kieszeniach.
— Japonia? — zapytałam, starając się, by mój głos nie drżał.
— Sylwia, to luźny pomysł. Marzenie. Przecież wiesz, że zawsze chciałem tam pojechać.
— Dlaczego mi nie powiedziałeś? Dlaczego udawałeś, że chcesz szukać domu, skoro opowiadasz rodzicom, że tu jest tanio i wygodnie, a pieniądze wolisz wydać na wycieczki i komputery?
— Bo ty ciągle ciśniesz z tym domem! — wybuchnął nagle, a w jego głosie zabrzmiała złość. — Ciągle tylko plany, zobowiązania, dorosłość. Ja chcę jeszcze pożyć, a nie uwiązać się do banku na trzydzieści lat. Nie jestem na to gotowy.
— To trzeba było mi to powiedzieć, a nie zwodzić mnie od miesięcy! — krzyknęłam. — Zmarnowałam czas na szukanie, liczenie, robienie z siebie idiotki. A ty w tym czasie grałeś w te swoje głupie wyścigi, zagłuszając to, co do ciebie mówię.
Jacek prychnął i odwrócił się na pięcie.
— Jesteś niemożliwa. Ja idę pograć. Pogadamy, jak się uspokoisz.
Wszedł do pokoju i po chwili usłyszałam znajomy ryk silników. Zostałam sama w kuchni z zimną tartą malinową i czerwoną teczką pełną złudzeń. Usiadłam przy stole i patrzyłam na dokumenty. Zrozumiałam, że Jacek nigdy nie wyjdzie z tego wirtualnego świata. A ja nie chciałam już czekać, aż dorośnie.
Sylwia, 27 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych wydarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Dałem synowi na wesele wszystkie moje oszczędności. Zamiast słowa podziękowania usłyszałem, że jestem z innej epoki”
- „Byłam głupia, bo myślałam, że starość u boku córki to mój szczyt marzeń. Wolę nudę w domu starców, niż harówę u egoistów”
- „Dałam teściowej słoik marynowanych maślaków, żeby wreszcie dała mi święty spokój. Tego samego dnia zrobiła aferę roku”



























