Przez ostatnie pół roku każda moja podróż do biura miała jeden cel: zobaczyć Martę. To ona sprawiała, że nawet w najbardziej szary, deszczowy poranek chciało mi się podnieść z łóżka. Kiedy się uśmiechała, miałem wrażenie, że cały ten korporacyjny absurd nagle nabiera sensu.
WIDEO…
Wpadła mi w oko
Była inna niż pozostałe dziewczyny z marketingu: nie plotkowała przy ekspresie do kawy, nie obnosiła się z nowymi torebkami i miała ten niesamowity, lekko sarkastyczny humor, który uwielbiałem. Często wyobrażałem sobie, jakby wyglądało nasze życie poza biurem.
– Znowu zaciął się papier? – zapytała, widząc, jak szarpię się z podajnikiem drukarki na korytarzu.
– Ta maszyna mnie nienawidzi – westchnąłem, wycierając pot z czoła. – Przysięgam, że robi to celowo, kiedy tylko szef prosi o raport na wczoraj.
Marta podeszła bliżej. Pachniała czymś w rodzaju wanilii i pomarańczy. Poczułem lekki dreszcz, gdy pochyliła się nade mną.
– Daj, pokażę ci. Trzeba z nią łagodnie – powiedziała, delikatnie otwierając boczną klapę i wyciągając zmiętą kartkę. – Widzisz? Czysta magia.
– Jesteś moją wybawicielką – uśmiechnąłem się, starając się nie patrzeć zbyt długo w jej brązowe oczy. – Będę musiał się jakoś odwdzięczyć. Może kawa po pracy?
Dogadywaliśmy się
Przez ułamek sekundy wydawało mi się, że w jej spojrzeniu mignęło wahanie.
– Jasne, czemu nie – odpowiedziała w końcu, poprawiając kosmyk włosów. – Ale w tym tygodniu mam urwanie głowy. Może w przyszłym?
– Trzymam cię za słowo – rzuciłem z udawaną pewnością siebie, chociaż w środku cały drżałem z radości.
Byłem przekonany, że to początek czegoś wyjątkowego. Zaczęliśmy częściej rozmawiać na firmowym komunikatorze. Wysyłaliśmy sobie memy o szefie, narzekaliśmy na bezsensowne spotkania i planowaliśmy, dokąd uciekniemy, jeśli firma kiedykolwiek zbankrutuje. Marta zawsze odpisywała szybko, często rzucając błyskotliwe riposty. Miałem wrażenie, że nadajemy na tych samych falach.
Wkrótce nasze rozmowy zaczęły zbaczać na tematy prywatne: wakacje, filmy, ulubione potrawy. Czułem, że zbliżamy się do siebie coraz bardziej. Planowałem zaprosić ją na prawdziwą kolację. Znalazłem już nawet fajną, małą włoską knajpkę. Chciałem, żeby to było idealnie. Nie za sztywno, ale też nie zbyt casualowo. Zanim jednak odważyłem się to zrobić, zacząłem zauważać pewne drobne, irytujące szczegóły.
Niepokoiło mnie to
Czasami, gdy staliśmy na korytarzu i rozmawialiśmy, Marta nagle urywała w pół zdania, gdy tylko w pobliżu pojawiał się nasz dyrektor, Michał. Michał był typowym korporacyjnym rekinem: zawsze w idealnie skrojonym garniturze, z perfekcyjnie ułożonymi włosami i aurą człowieka, który wie, że zarabia więcej niż my wszyscy razem wzięci. W jego obecności Marta natychmiast sztywniała, spuszczała wzrok i nagle stawała się niezwykle zajęta przeglądaniem jakichś papierów albo sprawdzaniem telefonu.
– Wszystko w porządku? – zapytałem ją kiedyś, gdy Michał minął nas bez słowa, zostawiając za sobą chmurę drogich perfum.
– Tak, jasne – odpowiedziała szybko, unikając mojego wzroku. – Po prostu przypomniałam sobie, że muszę wysłać maila do księgowości.
Nie drążyłem tematu. Pomyślałem, że po prostu się go boi. W końcu Michał słynął z tego, że potrafił zwolnić człowieka za krzywe spojrzenie. Jednak tych sytuacji zaczęło być coraz więcej. Za każdym razem, kiedy pojawiał się Michał, rozmowa się urywała, a Marta znikała. Czasem miałem wrażenie, że mnie unika.
Nie rozumiałem sygnałów
Mimo tych sygnałów postanowiłem próbować dalej. Zależało mi na Marcie. Wysyłałem jej śmieszne zdjęcia, czasem nawet pisałem wieczorami. Odpowiadała chętnie, ale zawsze z dystansem. Raz nawet zapytałem wprost:
– Może wyskoczymy gdzieś na kolację? Tak po prostu, żeby pogadać bez tych wszystkich korporacyjnych głupot.
Od razu zobaczyłem, jak jej twarz lekko blednie.
– Teraz naprawdę nie mam głowy do takich rzeczy… Może za jakiś czas, dobrze?
Poczułem się dziwnie. Wydawało mi się, że wszystko idzie w dobrą stronę, a tu nagle taki mur. Zacząłem się zastanawiać, czy nie przesadziłem z interpretowaniem jej sygnałów. Może to tylko moja nadzieja podpowiadała mi, że jest między nami coś więcej? Pewnego dnia usłyszałem, jak dziewczyny z działu HR plotkują w kuchni:
– Podobno ktoś z marketingu ma bliskie relacje z Michałem… – szepnęła jedna z nich.
– No, ciekawe kto. Ale wiesz, jak to jest, zawsze coś się dzieje za zamkniętymi drzwiami.
Poczułem ukłucie zazdrości
Od razu przyszedł mi do głowy jeden scenariusz, choć starałem się go od siebie odsuwać. Marta? Nie, to niemożliwe. Przecież sama mówiła, że Michała się boi. Ale im częściej widziałem ich razem – nawet na zebraniach – tym bardziej zaczynałem mieć wątpliwości. Mimo wszystko nie miałem żadnych dowodów.
Przyszedł piątek. W biurze panowała luźniejsza atmosfera. Ludzie powoli zbierali się do wyjścia. Postanowiłem, że to jest ten dzień. Zaproszę Martę na tę włoską kolację. Zbliżała się 17, więc poszedłem w stronę jej biurka. Nie było jej. Zapytałem dziewczyny z sąsiedniego działu, czy jej nie widziały, ale wzruszyły tylko ramionami.
Pomyślałem, że może poszła do kuchni po wodę. Skierowałem się w tamtą stronę. Nasza firmowa kuchnia znajdowała się na końcu długiego korytarza, za ciężkimi szklanymi drzwiami. Zbliżając się do drzwi, usłyszałem przyciszone głosy. Zrobiłem krok do przodu i zajrzałem przez szybę. To, co zobaczyłem, sprawiło, że poczułem się, jakby ktoś uderzył mnie w brzuch. Marta stała oparta o blat kuchenny. Naprzeciwko niej, bardzo blisko, stał Michał.
Zobaczyłem ich
W jej oczach nie było strachu ani szacunku dla przełożonego. Była tam tylko czysta, nieskrywana fascynacja.
– Mówiłem ci, żebyś była ostrożna – usłyszałem jego głos, gdy lekko uchyliłem drzwi.
– Wiem, wiem – szepnęła Marta, gładząc klapy jego marynarki. – Ale to takie trudne, gdy widzę cię przez cały dzień.
– Jeszcze trochę i dostaniesz ten awans. Będziemy mogli się wtedy spotykać bez tajemnic – powiedział, po czym pocałował ją.
Szybko wróciłem do swojego biurka, wziąłem kurtkę i wybiegłem z budynku, nie żegnając się z nikim. Czułem się jak totalny idiota. Przez pół roku budowałem sobie w głowie obraz naszej wspólnej przyszłości, interpretowałem każdy jej uśmiech i każdą wiadomość jako dowód na to, że coś do mnie czuje. A ona w tym czasie miała romans z naszym szefem.
Weekend minął mi na analizowaniu każdego naszego spotkania. Przypomniałem sobie te wszystkie wymówki, te „urwania głowy”, to nagłe sztywnienie w obecności Michała. Teraz wszystko układało się w logiczną całość. Nie bała się go. Bała się, że ktoś ich nakryje. A te nasze żarty o firmie? Może to była tylko jej zasłona dymna?
Było mi głupio
W poniedziałek rano, gdy tylko wszedłem do biura, zobaczyłem ją przy ekspresie do kawy.
– Cześć! – zawołała. – Jak minął weekend? Słuchaj, co do tej kawy…
Spojrzałem na nią.
– Wiesz co? – przerwałem jej, starając się, by mój głos brzmiał obojętnie. – Mam straszne urwanie głowy. Może innym razem.
Jej uśmiech lekko zbladł. W oczach pojawiło się zdziwienie, a potem coś, co wyglądało jak ulga. Odwróciłem się i poszedłem do swojego biurka. Nie zamierzałem być niczyim planem B ani zabawką, którą można się zająć, gdy szef akurat nie ma czasu.
Od tamtej pory nasze kontakty ograniczyły się do minimum. Marta dostała awans i przeniosła się do innego działu. Czasem widuję ich razem z Michałem na korytarzu. Zachowują dystans, ale ja wiem swoje. Zastanawiam się tylko, jak długo uda im się utrzymać to w tajemnicy i kto kogo zniszczy, gdy to wszystko wyjdzie na jaw. Bo w korporacji nic nie pozostaje w ukryciu na zawsze.
Tomasz, 29 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Wszyscy mieli się zajmować dzieckiem mojej córki, tylko nie ona sama. Dziś wnuczka nie wie, do kogo ma mówić >>mamo<<”
- „Jesteśmy 5 lat po ślubie, a żona kontroluje każde moje wyjście. Nie mam siły jej tłumaczyć, że siłownia to nie zdrada”
- „Moje dzieci nauczyły się mnie okłamywać, żeby chronić sekrety babci. Teściowa nie widziała w tym nic złego”



























