Wszystko zaczęło się kilka miesięcy temu. Sebastian, mój mąż, od zawsze był pracowity. Zawsze miał dużo na głowie, ale ostatnio jego praca zaczęła pochłaniać każdą wolną chwilę. Kiedyś wracał do domu o rozsądnej porze, jedliśmy razem kolację, oglądaliśmy film.

WIDEO

player placeholder

Mijaliśmy się

Teraz coraz częściej słyszałam to samo zdanie:

– Kochanie, przepraszam, ale muszę zostać dłużej. Mamy nowy, pilny projekt, a moja nowa asystentka Klaudia jeszcze nie do końca wszystko ogarnia.

Zobacz także:

Na początku to rozumiałam. Praca to praca. Ale z biegiem czasu zaczęło mnie to drażnić. Klaudia to, Klaudia tamto. Zawsze musiała o coś zapytać, zawsze potrzebowała jego pomocy. A on, jak ten rycerz na białym koniu, ratował ją z każdej opresji. Któregoś wieczoru zadzwonił do mnie telefon. To był Sebastian.

– Beata, nie gniewaj się, ale dzisiaj chyba znowu wrócę bardzo późno. Mamy kryzys z projektem.

Westchnęłam ciężko.

– Znowu? Przecież mówiłeś, że to potrwa tylko kilka dni.

– Wiem, wiem, ale Klaudia pomyliła jakieś dane i musimy to wszystko odkręcić.

Pomagał jej

Znowu Klaudia. Moja cierpliwość zaczynała się kończyć. Czy ta dziewczyna nie potrafiła niczego zrobić dobrze? A może po prostu podobało jej się spędzanie czasu z moim mężem? Starałam się odepchnąć te myśli. Sebastian by mi tego nie zrobił. Jesteśmy małżeństwem od dziesięciu lat, ufam mu. Kolejne tygodnie mijały pod znakiem nadgodzin Sebastiana. Coraz rzadziej ze sobą rozmawialiśmy, coraz rzadziej się widywaliśmy.

Nasze życie ograniczyło się do zdawkowych wymian zdań rano i wieczorem, kiedy oboje byliśmy już zbyt zmęczeni na cokolwiek więcej. Zaczęłam zwracać uwagę na szczegóły. Na to, że Sebastian uśmiechał się do telefonu, czytając wiadomości. Że starannie dobierał krawat rano. Że pachniał nowymi perfumami, których wcześniej nie używał.

– Z kim tak piszesz? – zapytałam kiedyś.

Podskoczył lekko, jakby złapany na gorącym uczynku.

– Z nikim, to tylko Klaudia z biura. Pyta o jakieś raporty.

Jasne. Raporty.

Miałam podejrzenia

Wszystko skumulowało się w dniu naszej dziesiątej rocznicy ślubu. Od tygodni planowałam ten wieczór. Kupiłam nową sukienkę, zamówiłam do domu jedzenie z naszej ulubionej restauracji, upiekłam jego ulubione ciasto. Chciałam, żebyśmy przypomnieli sobie, jacy byliśmy szczęśliwi. Czekałam na niego w domu. Była szósta wieczorem. Potem siódma. Ósma. Zadzwoniłam do niego, ale nie odbierał. Wysłałam wiadomość. Nic.

Siedziałam przy stole, w pełnym makijażu i nowej sukience, patrząc, jak świece powoli się wypalają. Moje serce biło jak szalone. Czy coś mu się stało? A może po prostu… zapomniał? O dziewiątej usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Sebastian wszedł do mieszkania, rzucił teczkę na podłogę i zaczął zdejmować buty.

– Cześć, kochanie. Przepraszam, że tak późno, ale znowu mieliśmy z Klaudią urwanie głowy – powiedział, nie patrząc nawet na mnie.

Wtedy spojrzał. Zobaczył mnie w sukience, zobaczył nakryty stół, świece.

– O Boże… Beata… ja… zapomniałem.

Zapomniał o rocznicy

Słowa uwięzły mi w gardle. Nie potrafiłam nic powiedzieć. Czułam tylko, jak łzy napływają mi do oczu. Zapomniał o naszej dziesiątej rocznicy. O dniu, który miał być dla nas tak ważny.

– Jak mogłeś? – wykrztusiłam w końcu.

– Beata, przepraszam cię z całego serca. Naprawdę. Miałem tak dużo na głowie… Ten projekt…

– Znowu ten projekt! Znowu ta Klaudia! – krzyknęłam, nie mogąc już powstrzymać emocji. – Czy ty w ogóle pamiętasz, że masz żonę?! Że masz dom?! Że masz swoje własne życie poza biurem?!

Próbował do mnie podejść, próbował mnie przytulić, ale odepchnęłam go.

– Nie dotykaj mnie. Chcę być sama.

Poszłam do sypialni i zamknęłam za sobą drzwi. Płakałam przez pół nocy. Zastanawiałam się, co się z nami stało. Kiedy przestaliśmy być dla siebie najważniejsi? Rano obudziłam się z ciężką głową i pustką w sercu. Sebastian już wyszedł do pracy. Na stole w kuchni zostawił bukiet róż i kartkę z przeprosinami. Ale to nie wystarczyło. Czułam, że coś pękło.

Pojechałam do niego

Przez cały dzień nie mogłam się skupić na pracy. Moje myśli krążyły wokół Sebastiana i tej całej Klaudii. Musiałam dowiedzieć się, co się tam naprawdę dzieje. Musiałam zobaczyć to na własne oczy. Wieczorem, kiedy Sebastian znowu napisał, że zostanie dłużej, podjęłam decyzję. Pojadę do jego biura bez zapowiedzi. Chciałam zobaczyć, jak wygląda ten jego wielki kryzys i czy rzeczywiście pracuje.

Zaparkowałam samochód przed biurowcem i weszłam do środka. Serce waliło mi jak młotem. Wszędzie było ciemno, tylko z jego pokoju dobiegało światło. Podeszłam bliżej na palcach, starając się nie robić hałasu. Drzwi były lekko uchylone. Usłyszałam śmiech. Jej śmiech. A potem jego głos. Cichy, niski, intymny.

Zajrzałam przez szparę. Siedzieli obok siebie przy jego biurku. Bardzo blisko. Ona pokazywała mu coś na ekranie komputera, a on patrzył nie na ekran, ale na nią. Na jej usta, na jej dekolt. Jego ręka leżała na oparciu jej krzesła, tuż za jej plecami.

– Jesteś niesamowita, wiesz? – powiedział Sebastian.

Wszystko zobaczyłam

Klaudia zachichotała i odgarnęła włosy z twarzy.

– Oj, przestań. Bez ciebie bym sobie nie poradziła.

– Zawsze możesz na mnie liczyć.

Patrzyli na siebie w sposób, w jaki on nie patrzył na mnie od lat. Z fascynacją. Zrobiło mi się niedobrze. Poczułam, jak ziemia usuwa mi się spod nóg. To nie była tylko praca. To nie był tylko projekt. To było coś więcej. Nie mogłam tam dłużej zostać. Nie mogłam znieść tego widoku. Odwróciłam się na pięcie i wybiegłam z biura. Zbiegłam po schodach, nie patrząc za siebie.

Wpadłam do samochodu i wybuchnęłam płaczem. Płakałam z bezsilności, z gniewu, z rozpaczy. Zostałam zdradzona. Mój mąż wolał spędzać czas z inną kobietą niż ze mną. Wolał ją adorować, niż pamiętać o naszej rocznicy. Siedziałam w samochodzie przez dobrą godzinę, zanim w końcu ruszyłam do domu. Nie wiedziałam, co robić. Nie wiedziałam, co mu powiem, kiedy wróci. Kiedy w końcu wszedł do mieszkania, była północ. Zobaczył mnie siedzącą w ciemnym salonie.

– Beata? Co ty tu robisz po ciemku? Wszystko w porządku?

Miałam tego dosyć

Spojrzałam na niego. Był zmęczony, ale na jego twarzy wciąż malował się ten głupkowaty uśmiech.

– Gdzie byłeś? – zapytałam spokojnie, choć w środku się gotowałam.

– Przecież wiesz, w biurze. Mówiłem ci.

– Z Klaudią?

– Tak, z Klaudią. Musieliśmy dokończyć te raporty.

Wstałam z kanapy i podeszłam do niego.

– Widziałam was.

Jego twarz natychmiast spoważniała. Uśmiech zniknął.

– Słucham? Co widziałaś?

– Byłam w biurze. Widziałam, jak siedzicie razem. Słyszałam, jak do niej mówisz. Jak na nią patrzysz.

Zapadła cisza. Ciężka, gęsta cisza.

– Beata, to nie tak, jak myślisz… My tylko… to tylko praca.

– Nie kłam! – krzyknęłam. – Widziałam to! Widziałam, jak ją podrywasz! Zapominasz o mnie, o nas, dla jakiejś nowej asystentki!

To był koniec

Próbował mnie objąć, ale odsunęłam się gwałtownie.

– To był błąd, że pojechałam tam dzisiaj. Ale cieszę się, że to zrobiłam. Przynajmniej wiem, na czym stoję.

– Beata, proszę cię. Między nami nic nie ma. To tylko niewinny flirt. Nic dla mnie nie znaczy. Ty jesteś moją żoną. Kocham cię.

– Flirt? Niewinny flirt? – zaśmiałam się gorzko. – Zapomniałeś o naszej rocznicy z powodu tego „niewinnego flirtu”. Przestałeś ze mną rozmawiać. Oddaliłeś się ode mnie. I ty mówisz, że to nic nie znaczy?

Nie wiedział, co powiedzieć. Stał tam, ze spuszczoną głową, jak zbity pies.

– Muszę to przemyśleć. Wszystko. Nasze małżeństwo, ciebie, siebie. Nie wiem, czy potrafię ci jeszcze zaufać.

Zabrałam poduszkę i koc z kanapy i poszłam do sypialni gościnnej. Zamknęłam drzwi na klucz. Nie wiem, czy nasze małżeństwo przetrwa tę próbę. Nie wiem, czy kiedykolwiek będę w stanie zapomnieć ten obraz z biura. Jedno jest pewne: nic już nie będzie takie samo.

Beata, 37 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także: