„Moja mama po 50-tce przeżywa drugą młodość. Zamiast zająć się wnuczką, robi takie rzeczy, że mi wstyd”
„– Nie bądź pępkiem świata, Eliza – mąż jak zwykle był beznadziejnie gruboskórny. – Żeby moja chciała tak mieć mnie gdzieś! – żachnął się. – Nie przesadzaj, dobrze?”.

Kiedy byłam mała, w poniedziałkowe poranki w szkole wszyscy omawiali w klasie urodziny u babci, wesele kuzynki czy wypad do wesołego miasteczka. Ja stałam z boku. Miałam się przyznać, że moi rodzice tolerowali tylko ryzykowne rozrywki na świeżym powietrzu?
Czułam się inna
Nawet dyskusje na temat programów telewizyjnych nas omijały. Gdy dziewczyny w podstawówce pasjonowały się „Dynastią”, siedziałam jak kloc i liczyłam wróble na parapecie albo od razu czmychałam do ubikacji, zanim sobie ktoś przypomni, że Kownaccy – normalnie ale jaja! – nie mają telewizora.
– Nie jest potrzebny nam ten pożeracz czasu – rodzice jak zwykle byli zgodni. – Jeśli będziecie chcieli obejrzeć coś konkretnego, możemy pójść do kina.
Trele-morele! Może ze dwa razy udało się przeforsować wyjście, bo według moich starszych żaden film nie był wart siedzenia w dusznym pomieszczeniu przez bite dwie godziny! Najpierw stosowałam bierny opór, potem się awanturowałam, następnie ochoczo łapałam wszelkie możliwe kontuzje. Wszystko na nic. I tak lato najczęściej spędzałam na jakimś dzikim akwenie pełnym węgorzy, komarów i innego plugastwa, a zimy na stoku, kurczowo uczepiona wyciągu, zawsze na granicy histerii.
– Patrz na Leszka – mama próbowała odwoływać się do mojej ambicji. – Jest młodszy i się nie boi!
Wyzwoliłam się jakoś pod koniec liceum, brat kilka lat później, ale za to skutecznie, bo wyjechał na stałe do Kanady, skąd przysyłał rodzicom czasem zdjęcia, rozpalające ich do czerwoności.
– Uprawia ice climbing – tata powiększał fotę na monitorze, żebym załapała istotę sprawy. – Szkoda, że u nas nie ma zamarzających wodospadów!
Raz im przysłał fotorelację z jakiejś sportowej imprezy. Ileż mieli radości. Jak dzieci normalnie. Ja tymczasem wyszłam za mąż i po raz pierwszy zaczęłam prowadzić życie rodzinne, o jakim zawsze marzyłam.
Chciałam, by było zwyczajnie
Z telewizorem, komputerem i wszystkimi zdobyczami cywilizacji. A na wakacje wybieraliśmy zawsze all inclusive. Nigdy więcej spania pod namiotem! Teoretycznie się odcięłam, ale w praktyce zaczęłam się martwić. Czy oni w ogóle potrafią realnie ocenić swoje siły? Czy widzą, że się starzeją i nie mogą szaleć? Zapalenie płuc po wylądowaniu w rzece to dla pięćdziesięciolatków już nie są przelewki!
– Na coś trzeba umrzeć – tata z godnością uciął moje napominania.
– Lepiej spłonąć szybko, niż tlić się powoli – dodała mama.
Za każdym razem, gdy gdzieś wyjeżdżali, czekałam na telefon, zawiadamiający o tragedii. A że wyjeżdżali często, byłam kłębkiem nerwów. Nigdy bym nie przypuszczała, że tata umrze bardziej prozaicznie wskutek wypadku.
– Mówiłem ci, że demonizujesz ich wyczyny – odparł mąż, kiedy tato leżał jeszcze w szpitalu i wydawało się, że z tego wyjdzie. – Ja byłbym dumny z takich rodziców, przynajmniej mają własne życie, a nie wiszą na dzieciach!
Niestety trzy dni po wypadku ojciec zmarł i moja mama została wdową. I znowu miałam powód, by się martwić i pewnie całkiem by nerwy mnie zjadły, ale brat był tak miły, że zabrał mamę do siebie, gdy tylko się dowiedział, że jestem w ciąży. A kiedy po kilku miesiącach wróciła z Kanady, była już kimś zupełnie innym – mamą, o jakiej zawsze marzyłam. Interesowała się moim zdrowiem, znalazła doskonałą położną, wydziergała ubranko dla dziecka, gdy już było wiadomo, że powinno być w kolorze różowym.
– Nie wydaje ci się, że twoja mama dziwnie się zachowuje? – zapytał któregoś dnia mąż. – Zrobiła się zupełnie do siebie niepodobna. Jakaś taka zgaszona i bez energii…
– Po prostu się zestarzała – wzruszyłam ramionami. – Ja tam się cieszę. Jako matka pozostawiała wiele do życzenia, może sprawdzi się jako babcia.
Darek miał swoje koncepcje i wciąż próbował teściowej coś organizować. Zapraszał ją na imprezy rodzinne, latem jeździła z nami do domku nad jeziorem. Mnie to było na rękę.
Mama przeżywała drugą młodość
Tego całego Mariana poznała u moich teściów. Jakiś pociotek z Pomorza odwiedził ich niespodziewanie akurat tuż przed koralowymi godami i nie wypadało go nie zaprosić na imprezę. W porównaniu z nieżyjącym tatusiem - nic ciekawego. Ani przystojny, ani za mądry, niemniej ku mojemu zdziwieniu, zaczęli się spotykać. Nie tak od razu się zorientowałam, że wyjazdy mamy mają coś wspólnego z Marianem.
– To dobry człowiek, Eliza – pacyfikował mnie mąż, gdy już dodałam dwa do dwóch i wyszło mi, że rodzicielka ma romans. – Nie ma startu do twojego ojca, ale popatrz, ona znów rozkwitła!
Wkurzał mnie ten Daruś. Znalazł się dobrodziej ludzkości. I co to znaczy „rozkwitła”? Wyglądała jak zawsze, ale przychodziła rzadziej, częściej się zamyślała i Malwinka musiała ją szturchać, by dalej opowiadała bajkę lub bawiła się lalką. Jednym słowem wracaliśmy w czasy, gdy matka miała mnie gdzieś.
– Nie bądź pępkiem świata, Eliza – mąż jak zwykle był beznadziejnie gruboskórny. – Żeby moja chciała tak mieć mnie gdzieś! – żachnął się. – Nie przesadzaj, dobrze?
– Ja przesadzam? Znowu robi jakąś fetę w następny weekend i będziemy tam służyć jako dekoracja…
Nie przepadam za tym, ale cóż, wolałabym mieć za dużo rodzicielskiej uwagi niż za mało. Tylko czy taki wychuchany jedynak jak Darek może mieć o tym jakiekolwiek pojęcie? I potrzebne mi jego pocieszenia jak kadzidło umarłemu, że teraz przynajmniej mama skończyła z ryzykownymi sportami, a przecież to mnie zawsze przerażało najbardziej.
– Już zapomniałaś? – zdziwił się.
– Jezu, mama ma pięćdziesiąt pięć lat, nie sądzę, by rezygnacja z tych głupot była dla niej wielkim wyrzeczeniem!
Teraz się martwiłam, że będzie chciała wyprowadzić się do tego całego Mariana na Pomorze. W końcu zamiłowanie do dzikiego życia wciąż pewnie jej zostało, a tam podobno było jakieś nieprawdopodobne zadupie. Na razie odwiedzali się nawzajem i miałam nadzieję, że odległość pokona tę „miłość” i wszystko wróci do normy.
Byliśmy w szoku
W niedzielę po południu siedzieliśmy sobie przy telewizji i oglądaliśmy jeden z wielu programów telewizyjnych. Największe wydarzenia, największe porażki, nowe trendy, powrót do starych, prognozy i zapowiedzi… Takie tam, niby głupoty, ale zawsze miło oko niezobowiązująco zawiesić. Zatem siedzimy sobie z Darkiem, pijemy kawkę, trochę gadamy, trochę oglądamy, Malwinka jakieś klocki układa na podłodze. I nagle:
– Babcia tam jest! Babcia!
Patrzę, a to chyba faktycznie moja matka, bo obok niej Marianek nie do pomylenia w swojej seledynowej kurteczce. Dookoła trochę ludzi, głównie w ich wieku, na jakimś punkcie widokowym czy coś. Może jak w sanatorium była, to skręcili materiał? Sięgnęłam po pilota i zrobiłam głośniej. Niby „aktywizacja seniorów”, znak nowoczesności…
– To kursy motolotniarstwa, nie widzisz? – Darek beztrosko wbił mi nóż w serce, poprawiając Malwince kapcie.
Nie, no nie wierzę… Moja matka na motolotni z instruktorem, na następnej Marianek, a reszta roztrzęsionych staruszków czeka na swoją kolejkę!
– Babcia fruwa – córka gapiła się z otwartymi ustami. – Jest aniołkiem?
– Jeszcze nie, ale jak tak dalej pójdzie, to niedługo będzie! – ryknęłam i złapałam za telefon. – Ktoś musi mieć w tej rodzinie rozum.
Włączyła mi się poczta głosowa.
– Uspokój się, Elizka – Darek wyjął mi z ręki komórkę. – To dorosła osoba.
– To dlaczego się nie przyznała?
– Też bym się nie przyznał – mąż wzruszył ramionami. – Reagujesz nieadekwatnie – dodał.
Ciekawe, jak wygląda adekwatna reakcja na widok starej matki bujającej w obłokach. No jak?
Eliza, 30 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Mąż wygrał w totolotka i został milionerem. Myślałam, że polecimy do Grecji, ale on żałował kasy nawet na Bałtyk”
- „Po śmierci babci znalazłam w jej Biblii kopertę z kasą. Zrobiłam remont kuchni i nie pisnęłam ani słowa rodzinie”
- „Szykowałam dla męża niespodziankę, ale to on mnie zaskoczył. Nigdy nie zapomnę, co zobaczyłam na balkonie u sąsiadki”

