Zaczęło się dość niewinnie. Paweł, mój mąż, od zawsze interesował się sportem. Kiedyś grał w piłkę z kolegami, potem przerzucił się na oglądanie meczów w telewizji. Nie miałam nic przeciwko. Każdy potrzebuje jakiejś odskoczni po pracy. Jednak od kilku miesięcy jego pasja przybrała zupełnie nowy wymiar. Odkrył wirtualną ligę. Początkowo to było tylko kilka minut dziennie na telefonie, żeby sprawdzić wyniki. Potem te minuty zamieniły się w godziny.
WIDEO…
Myślałam naiwnie
Zauważyłam, że Paweł coraz rzadziej patrzy mi w oczy, kiedy rozmawiamy. Zawsze miał wzrok wbity w ekran. Nawet przy kolacji. Nawet kiedy opowiadałam mu o problemach w pracy, potakiwał mechanicznie, jednocześnie przesuwając palcem po ekranie smartfona.
— Słuchasz mnie w ogóle? — zapytałam go pewnego wieczoru, gdy próbowałam opowiedzieć mu o trudnym spotkaniu z szefem.
— Jasne, kochanie. Szef znów się czepiał — mruknął, nie odrywając wzroku od telefonu. – Kurczę, ten Lewandowski znowu nie strzelił. Moja drużyna traci punkty.
Wtedy po raz pierwszy poczułam ukłucie irytacji. Moje problemy były dla niego mniej ważne niż wirtualne punkty jakiegoś zawodnika. Ale zignorowałam to. Przecież to tylko hobby, myślałam naiwnie.
Nasza córka, Zosia, miała wkrótce wystąpić w szkolnym przedstawieniu. Bardzo się denerwowała. Miała zagrać główną rolę w baśni o Królewnie Śnieżce. Przez kilka tygodni ćwiczyła swoje kwestie w domu, a Paweł obiecał jej, że będzie siedział w pierwszym rzędzie i trzymał za nią kciuki. Nadszedł dzień przedstawienia. Sala gimnastyczna była pełna dumnych rodziców. Usiedliśmy z Pawłem w trzecim rzędzie, bo miejsca z przodu były już zajęte. Zosia pojawiła się na scenie, uśmiechnięta, choć widać było, że jest zestresowana. Zaczęła mówić swoją pierwszą kwestię.
Zerknęłam na Pawła. Zamiast patrzeć na córkę, miał spuszczoną głowę. Ekran jego telefonu świecił mu prosto w twarz.
— Paweł, schowaj to — syknęłam, szturchając go łokciem.
— Zaraz, zaraz, muszę tylko sprawdzić transfery. Dzisiaj zamykają okienko w mojej lidze — odpowiedział szeptem, nie podnosząc wzroku.
— Zosia na ciebie patrzy!
Rzeczywiście, Zosia na chwilę zacięła się w swojej roli i spojrzała w naszą stronę. Jej wzrok padł na ojca, który był całkowicie pochłonięty swoim telefonem. Widziałam, jak jej uśmiech nieco przygasa, ale na szczęście szybko wróciła do swojej roli. Byłam wściekła. Jak mógł być tak zapatrzony w te swoje statystyki, żeby zignorować własną córkę w tak ważnym dla niej momencie?
Nie potrafiłam tego wytłumaczyć
Po powrocie do domu postanowiłam z nim o tym porozmawiać. Czekałam, aż Zosia pójdzie spać, a potem usiadłam na kanapie obok Pawła, który – jakżeby inaczej – znowu miał nos w telefonie.
— Możesz to na chwilę odłożyć? — zapytałam ostrzej, niż zamierzałam.
Spojrzał na mnie z zaskoczeniem, jakby dopiero teraz zauważył, że jestem w pokoju.
— Co się stało? — zapytał, ale telefonu z rąk nie wypuścił.
— Zosia była dzisiaj bardzo smutna. Zauważyła, że zamiast oglądać jej przedstawienie, gapiłeś się w telefon. Obiecałeś jej, że będziesz na nią patrzył.
Paweł westchnął i odłożył telefon na stolik. Ale jego dłoń wciąż nerwowo drżała, jakby za chwilę miał po niego sięgnąć.
— Przestań przesadzać, Ewa. Oglądałem ją. Tylko na chwilę zerknąłem na wyniki. To była ważna kolejka.
— Ważniejsza niż twoja córka? — zapytałam, czując, jak łzy napływają mi do oczu.
— Nie manipuluj faktami. Wiesz, że Zosia jest dla mnie najważniejsza. Ale to moja jedyna rozrywka. Ty masz swoje książki, ja mam to.
Nie potrafiłam mu wytłumaczyć, że czytanie książki nie sprawia, że ignoruję świat dookoła. Kiedy czytam, jestem w stanie odłożyć lekturę, żeby porozmawiać z rodziną. On zachowywał się jak ktoś uzależniony.
Zapomniana obietnica
Kilka dni później miała być nasza rocznica ślubu. Umówiliśmy się, że pojedziemy do tej samej włoskiej restauracji, w której byliśmy na pierwszej randce. Paweł miał zarezerwować stolik. Przypominałam mu o tym kilka razy. W dniu rocznicy wróciłam z pracy wcześniej. Zosia nocowała u mojej mamy, więc mieliśmy cały wieczór dla siebie. Ubrałam się w moją ulubioną czerwoną sukienkę, zrobiłam makijaż i zeszłam do salonu. Paweł siedział na kanapie, znowu z telefonem w ręku.
— Gotowy? — zapytałam z uśmiechem.
Spojrzał na mnie nieprzytomnym wzrokiem.
— Na co?
Moje serce zamarło.
— Na naszą kolację rocznicową. Zarezerwowałeś stolik, prawda?
Widziałam, jak krew odpływa mu z twarzy. Przez chwilę panowała absolutna cisza, przerywana tylko cichym dźwiękiem powiadomień z jego telefonu.
— Ewa... ja... przepraszam. Wyleciało mi to z głowy. Wczoraj był ten duży transfer i musiałem przemeblować całą drużynę, żeby zmieścić się w budżecie... — zaczął się tłumaczyć, ale każde jego słowo brzmiało jak policzek.
— Przemeblować drużynę? — powtórzyłam cicho. — Zapomniałeś o naszej rocznicy, bo bawiłeś się w wirtualnego menedżera?
— Zaraz tam zadzwonię, może jeszcze mają wolne miejsca! — rzucił w panice, chwytając za telefon, ale ja już nie chciałam tego słuchać.
Straciłam męża
Nie poszliśmy do restauracji. Zrobiłam sobie herbatę, zmyłam makijaż i przebrałam się w dres. Paweł próbował mnie przepraszać, próbował zrzucić winę na zmęczenie w pracy, ale oboje wiedzieliśmy, jaka jest prawda. Jego wirtualny świat był dla niego ważniejszy niż nasza rzeczywistość. Od tamtego wieczoru minęły dwa tygodnie. Nasze relacje stały się chłodne i oficjalne. Paweł próbuje nadrabiać, częściej bawi się z Zosią, rzadziej sięga po telefon w mojej obecności. Ale widzę, jak walczy ze sobą. Widzę, jak jego wzrok wędruje w stronę leżącego na stole smartfona, kiedy myśli, że nie patrzę.
Nie wiem, co będzie dalej. Kocham go, ale czuję, że straciłam męża na rzecz tabel i statystyk, których nawet nie rozumiem. Zastanawiam się, czy przyjdzie taki moment, kiedy on znowu spojrzy mi w oczy na dłużej niż kilka sekund, nie myśląc o tym, ile punktów zdobył jego wirtualny kapitan.
Ewa, 38 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych wydarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Płaciłam na wnuki, choć ledwie starczało mi od pierwszego do pierwszego. Gdy odmówiłam, synowa wyrzuciła mnie za drzwi”
- „Zamiast do koleżanki, wysłałam złośliwego maila szefowi. Już pogodziłam się z wypowiedzeniem, gdy dostałam propozycję”
- „Po rozwodzie miałam wszystkich facetów za drani. Nie przypuszczałam tylko, że jeden z nich będzie taki uparty”



























