Nasza działka za miastem miała być miejscem relaksu, ucieczką od zgiełku i spalin. Kupiliśmy ją trzy lata temu, kawałek ziemi z małym drewnianym domkiem, wymagającym trochę pracy, ale z ogromnym potencjałem. Na początku jeździliśmy tam oboje, sadziliśmy krzewy, malowaliśmy płot, planowaliśmy, gdzie postawimy huśtawkę. Ale z czasem mój zapał osłabł. Praca, dom, obowiązki – w weekendy wolałam zostać w mieście, pójść na kawę z przyjaciółką albo po prostu poleżeć na kanapie z książką.
WIDEO…
Za to mój mąż, Tomek, całkowicie przepadł. Wiosną zaczął jeździć na działkę w każdy weekend, potem dołożył do tego popołudnia po pracy. Twierdził, że trawnik wymaga regularnego koszenia, że trzeba podlewać pomidory, które uparł się posadzić, i że musi dokończyć izolację dachu w domku. Na początku mnie to cieszyło. Miał pasję, ruch na świeżym powietrzu mu służył, wracał zadowolony, opalony i pełen energii.
Męża ciągle nie było w domu
Zaczęłam jednak zauważać, że te jego wyjazdy stają się coraz dłuższe. Wracał późno, czasem już po zmroku. Tłumaczył, że się zasiedział, że naprawiał kosiarkę, że rozmawiał z sąsiadem z naprzeciwka o nawozach.
– Tomek, ty spędzasz tam więcej czasu niż w domu – rzuciłam pewnego wieczoru, gdy wszedł do mieszkania tuż przed dwudziestą drugą, pachnąc dymem z ogniska.
– Jola, przecież wiesz, ile tam jest roboty – westchnął, zdejmując buty. – Zresztą, sama chciałaś mieć ładny trawnik. A to samo się nie zrobi.
Niby miał rację, ale coś mi nie pasowało. Zawsze miał wymówkę. A to rynna ciekła, a to trzeba było przyciąć gałęzie, a to ktoś musiał przypilnować schnącej farby. Zaczęłam się zastanawiać, ile właściwie można kosić ten kawałek trawy.
Moje wątpliwości urosły, gdy zauważyłam zmianę w jego zachowaniu. Przed wyjazdem na działkę zaczął staranniej dobierać ubrania. Zamiast starych, poplamionych dresów, zakładał nowsze koszulki, a raz nawet zauważyłam, że przed wyjściem użył perfum. Na działkę? Do koszenia trawy?
– Po co się tak stroisz? – zapytałam, patrząc jak przegląda się w lustrze w przedpokoju.
– Co ty opowiadasz, jakie stroisz? – zaśmiał się nerwowo. – Zwykła koszulka. Stara mi się podarła, to wziąłem tę.
Nie uwierzyłam mu. Kobiety mają szósty zmysł do takich rzeczy. Zaczęłam go dyskretnie obserwować. Kiedy dzwoniłam do niego, gdy był na działce, często nie odbierał, a potem oddzwaniał z dziwnym opóźnieniem, tłumacząc, że nie słyszał telefonu przez hałas kosiarki albo że zostawił go w domku.
Chciałam zrobić niespodziankę
Decyzję podjęłam pod wpływem impulsu. Był ciepły, czerwcowy czwartek. Tomek pojechał na działkę zaraz po pracy, twierdząc, że musi opryskać drzewka, bo zauważył mszyce. Wróciłam do pustego mieszkania i poczułam nagłą potrzebę, żeby sprawdzić, co on tam właściwie robi.
Zapakowałam do samochodu trochę jedzenia, które kupiłam po drodze – pomyślałam, że zrobimy sobie niespodziewaną kolację na świeżym powietrzu. Jeśli kosi trawę, na pewno ucieszy się z mojego widoku i ciepłego posiłku. A jeśli nie...
Serce biło mi szybciej, gdy zbliżałam się do naszej działki. Zaparkowałam samochód kawałek dalej, za rogiem, żeby nie usłyszał silnika. Chciałam podejść po cichu. Podeszłam do furtki. Była uchylona.
Weszłam na teren działki. Nie słyszałam kosiarki. Nie widziałam Tomka przy drzewkach. Domek był otwarty, a na tarasie... na tarasie siedział mój mąż. Nie był sam. Naprzeciwko niego, w wygodnym leżaku, siedziała kobieta. Rozpoznałam ją od razu. To była Sylwia, sąsiadka z działki obok. Kobieta około trzydziestki, zawsze zadbana, często widywałam ją opalającą się w skąpym bikini, kiedy przyjeżdżaliśmy tam na początku. Teraz miała na sobie lekką, letnią sukienkę, a w ręku trzymała szklankę z mrożoną herbatą.
Tomek siedział pochylony w jej stronę, uśmiechał się szeroko i coś do niej mówił. Ona śmiała się głośno, odrzucając włosy do tyłu. Na stoliku między nimi stały przekąski. Wyglądali, jakby to był ich stały rytuał. Stanęłam jak wryta, czując, jak krew odpływa mi z twarzy. Torba z jedzeniem nagle ciążyła mi w ręce jak kamień. Nie mogłam wykrztusić z siebie słowa.
Tego nikt się nie spodziewał
– O, proszę, kogo my tu mamy! – usłyszałam radosny głos Sylwii. Zauważyła mnie pierwsza.
Tomek odwrócił głowę, a uśmiech natychmiast zniknął z jego twarzy. Zastąpił go wyraz szoku, a potem... paniki.
– Jola? – wyjąkał, zrywając się z krzesła. – Co ty tu robisz?
– Przyjechałam zobaczyć, jak ci idzie opryskiwanie drzewek – powiedziałam chłodno, starając się opanować drżenie głosu. – Ale widzę, że masz ważniejsze zajęcia.
– Kochanie, to nie tak jak myślisz – zaczął gorączkowo, podchodząc do mnie. – Sylwia po prostu wpadła pożyczyć sekator i jakoś tak zgadaliśmy się...
– Zgadaliście na przekąski? – przerwałam mu, patrząc wymownie na stolik. – I perfumowałeś się też dla niej?
Sylwia podniosła się powoli, poprawiając sukienkę. Nie wyglądała na zawstydzoną, raczej na lekko znudzoną całą sytuacją.
– Dobra, Tomek, ja będę lecieć – powiedziała, rzucając mi przeciągłe spojrzenie. – Dzięki za... pomoc. Do zobaczenia.
Powolnym krokiem ruszyła w stronę swojej działki, zostawiając nas samych w gęstniejącej atmosferze.
– Jola, posłuchaj mnie – Tomek próbował złapać mnie za rękę, ale cofnęłam się o krok. – To naprawdę nic takiego. Po prostu czasem gadamy, jak jesteśmy tu sami. Zrobiło mi się głupio, że tak cały czas sama siedzi, to ją zaprosiłem na chwilę...
– Na chwilę? – parsknęłam śmiechem. – Tomek, ty tu spędzasz każdą wolną chwilę! Oszukiwałeś mnie, wymyślałeś jakieś bzdurne powody, żeby tylko tu przyjechać. Do niej!
– Nie do niej! – podniósł głos, wyraźnie sfrustrowany. – Przyjeżdżałem tu, bo lubię to miejsce! A że ona tu była... to po prostu miłe towarzystwo. Przecież nic nie zrobiliśmy!
Patrzyłam na niego i nie mogłam uwierzyć, że mówi to tak lekko. Nie widział problemu w tym, że okłamywał żonę, żeby spędzać czas z inną kobietą.
– Miłe towarzystwo? – powtórzyłam. – A ja czym jestem? Niemiłą przeszkodą, którą trzeba zbyć bajką o mszycach?
Czułam się oszukana
Odwróciłam się na pięcie. Nie chciałam słuchać jego dalszych tłumaczeń. Zostawiłam torbę z jedzeniem na trawie i ruszyłam w stronę furtki.
– Jola, zaczekaj! Gdzie idziesz? – krzyknął za mną, ale nie zatrzymałam się.
Wsiadłam do samochodu, zatrzasnęłam drzwi i odpaliłam silnik. Łzy wreszcie popłynęły mi po policzkach. Czułam się oszukana, upokorzona i strasznie naiwna. Mój mąż zbudował sobie drugi, równoległy świat, w którym nie było dla mnie miejsca. Świat z zielonym trawnikiem i atrakcyjną sąsiadką.
Wróciłam do mieszkania, które nagle wydało mi się bardzo obce. Zaparzyłam sobie herbatę, ale nie mogłam przełknąć ani łyka. Siedziałam na kanapie, wpatrując się w ciemny ekran telewizora, i analizowałam każdy jego wyjazd na działkę z ostatnich miesięcy. Każde kłamstwo, każde wymijające spojrzenie.
Tomek wrócił po dwóch godzinach. Był cichy, skruszony. Próbował rozmawiać, tłumaczyć, przepraszać. Zarzekał się, że to był tylko flirt, głupia zabawa, że nigdy do niczego nie doszło.
– To nie ma znaczenia, czy do czegoś doszło – powiedziałam cicho, nie patrząc na niego. – Znaczenie ma to, że wolałeś spędzać czas z nią, ukrywając to przede mną. Zbudowałeś mur z kłamstw, a teraz dziwisz się, że nie potrafię przez niego przejść.
Nie wiem, czy zaufam mężowi
Minęło kilka tygodni od tamtego wieczoru. Nasze relacje są chłodne, pełne napięcia i niedopowiedzeń. Tomek przestał jeździć na działkę tak często. Próbuje naprawić to, co zepsuł, przynosi kwiaty, proponuje wspólne wyjścia.
Ale ja nie potrafię zapomnieć tego widoku na tarasie. Tego uśmiechu, który rezerwował dla niej, a którego ja nie widziałam od dawna. Zaufanie to krucha rzecz. Raz nadszarpnięte, trudno odbudować.
Codziennie budzę się z tym samym uczuciem pustki i niepewności. Zastanawiam się, czy damy radę to przetrwać, czy może to początek końca naszego małżeństwa. A najgorsze jest to, że nie wiem, czy w ogóle chcę jeszcze o to walczyć. Działka, która miała być naszym rajem, stała się miejscem, które zniszczyło nasz spokój.
Jolanta, 34 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych wydarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Mąż odkładał każdą premię na naszą przyszłość. Po 10 latach dowiedziałam się, co naprawdę miał na myśli”
- „Dałam siostrzeńcowi dach nad głową, a on myślał, że to hotel all inclusive. Straciłam spokój i pieniądze”
- „Żona pomagała nowemu sąsiadowi w remoncie. Wkrótce odkryłem, że ta przysługa wymknęła się spod kontroli”



























