Czekałam na ten wyjazd tak, jak się czeka na coś, co ma wszystko zmienić. Może to było naiwne, ale wierzyłam, że kilka dni w górach, bez telefonów, bez pracy, bez znajomych wokoło, pomoże nam wreszcie powiedzieć sobie na głos to, co siedziało między nami od miesięcy. Nie chciałam kolejnej niedokończonej rozmowy przy kolacji, przerwanej telefonem albo zmęczeniem. Chciałam czasu tylko dla nas dwojga.

WIDEO

player placeholder

Mieliśmy być tylko we dwoje

Pakowałam plecak trzy razy. Naprawdę. Najpierw wsadziłam ten czerwony sweter, potem wyjęłam, bo pomyślałam, że będzie za ciepło, potem wsadziłam znowu, bo w górach nigdy nie wiadomo. Kupiłam nawet nowy termos, taki ładny, granatowy, żeby mieć w czym zabrać herbatę na szlak. Marek powiedział, że jedziemy tylko we dwoje, do chaty jego wujka, że będziemy zbierać jagody, gotować sobie kolację na małej kuchence i w końcu, po dwóch latach bycia razem, spokojnie pogadać o tym, co dalej.

Bo właśnie o to chodziło. Mieliśmy sobie w końcu powiedzieć, co z naszą przyszłością. Czy chcemy zamieszkać razem, czy w ogóle mamy podobne plany na życie, czy on w końcu przestanie się śmiać, kiedy mówię o ślubie, jakby to był żart. Umówiliśmy się, że w górach, z dala od telefonów i znajomych, w końcu to ogarniemy.

Zobacz także:

Jechałam w tę sobotę autem cała podekscytowana. Włączyłam sobie playlistę, którą zrobiłam specjalnie na tę okazję, wyobrażałam sobie, jak siedzimy wieczorem na tarasie, otoczeni górami, i on mówi mi coś, co od dawna chciałam usłyszeć. Kiedy zaparkowałam przed chatą, usłyszałam muzykę. Głośną, basową muzykę, dobiegającą z otwartych okien.

Co to ma być? – zapytałam sama siebie, jeszcze siedząc w samochodzie.

Czułam ogromny zawód

Wyszedł do mnie Marek, uśmiechnięty od ucha do ucha, z puszką w ręku.

– Patrycja! Nareszcie! – krzyknął, jakbym przyjechała na jakąś imprezę, nie na romantyczny weekend.

– Marek, co się dzieje? Kto tu jest?

– No, chłopaki wpadli. Tomek, Kuba, Radek z dziewczyną. Pomyślałem, że będzie fajniej w większej grupie, no wiesz, jagody się lepiej zbiera, jak jest więcej rąk.

Stałam z plecakiem na ramieniu i czułam, jak twarz mi płonie, ale nie od słońca.

– Mówiłeś, że jedziemy sami.

– No jedziemy, tylko z ekipą – powiedział, jakby to było oczywiste, jakby to nie miało żadnego znaczenia. – Chodź, wejdź, oni już się rozpakowali.

Weszłam do środka. Na stole stały już otwarte butelki, ktoś grillował na tarasie, muzyka dudniła z głośnika bluetooth, który ktoś przyniósł. Tomek machnął do mnie ręką, Kuba coś krzyknął w moją stronę, jakiś żart, którego nawet nie zrozumiałam. Dziewczyna Radka, którą widziałam pierwszy raz w życiu, uśmiechnęła się do mnie niepewnie, jakby wiedziała, że coś tu nie gra.

Stanęłam w kuchni i patrzyłam na to wszystko, czując, jak coś we mnie się kurczy.

Miałam ochotę się rozpłakać

Usiadłam na tarasie, bo nie chciałam robić scen. Wzięłam sobie puszkę z napojem i próbowałam się śmiać z żartów, których w połowie nie rozumiałam, bo to były jakieś wewnętrzne dowcipy z pracy Marka.

– Patrycja, ty to jesteś spokojna dziewczyna – powiedział Tomek, klepiąc mnie po ramieniu. – Marek mówił, że lubisz ciszę, spokój, takie tam.

– No lubię – odpowiedziałam, uśmiechając się z wysiłkiem.

– To chyba kiepsko trafiłaś, bo u nas nigdy nie jest cicho – zaśmiał się i odszedł do grilla.

Marek siedział przy stole, opowiadał jakąś historię z pracy, gestykulując szeroko, w ogóle nie patrząc w moją stronę. Kiedyś, jak byliśmy sami, zawsze siedział blisko mnie, obejmował mnie w pasie, całował w czoło od czasu do czasu. Teraz siedział po drugiej stronie stołu, z puszką w ręku, pochłonięty tym, jak zabawnie wypada przed swoimi kolegami.

Wieczorem, kiedy próbowałam z nim zamienić chociaż parę słów w kuchni, przerwał mi w pół słowa, bo Kuba zawołał go, żeby pomógł przestawić głośniki.

– Zaraz wracam, dobra? – powiedział i wybiegł, zostawiając mnie samą przy zlewie.

Stałam tam z talerzami w rękach i czułam, jak łzy napływają mi do oczu. Nie chciałam płakać przed nimi wszystkimi, więc wyszłam na dwór, niby po drewno na ognisko, a naprawdę po to, żeby się uspokoić.

Czułam rosnącą złość

Następnego dnia rano wybraliśmy się na jagody, tak jak planowaliśmy, tylko że zamiast we dwoje, poszliśmy w siedem osób, z głośnikiem, który Kuba i tak zabrał ze sobą, mimo protestów. Szłam kawałek za grupą, zbierając jagody do wiaderka, które przywiozłam specjalnie na tę okazję. Marek szedł z chłopakami przodem, śmiali się głośno, rzucali sobie jagodami, zupełnie nie zwracając uwagi na to, że idę sama, z tyłu.

Dziewczyna Radka, Ola, dogoniła mnie w pewnym momencie.

– Wszystko w porządku? – zapytała, patrząc na mnie z troską.

– Tak, tak, po prostu... myślałam, że to będzie inny weekend – powiedziałam, próbując się uśmiechnąć.

– Wiesz, ja też się zdziwiłam, jak przyjechaliśmy i zobaczyłam, że jesteś tu ty. Radek mówił, że to męski wyjazd z Markiem, a potem w ostatniej chwili dopisał, że jego dziewczyna też jedzie z nim.

Zatrzymałam się. Poczułam, jakby coś we mnie pękło.

– Czyli to był plan Marka od początku? Nie jakaś przypadkowa zmiana?

– No... wygląda na to, że tak – powiedziała Ola niepewnie, widząc moją reakcję. – Przepraszam, może nie powinnam mówić.

Stałam z wiaderkiem jagód, patrząc, jak Marek śmieje się głośno gdzieś przed nami i czułam rosnąc złość. To nie była pomyłka. To był jego wybór. Wybrał głośną kompanię kolegów zamiast rozmowy, na którą czekałam tygodniami.

Jego milczenie mnie bolało

Wieczorem, kiedy wszyscy siedzieli przy ognisku, poprosiłam Marka, żeby poszedł ze mną na chwilę do lasu, niby po chrust.

– Co jest? – zapytał, idąc za mną niechętnie.

– Wiedziałeś, że przyjedzie cała ta grupa, kiedy mówiłeś mi, że jedziemy tylko my dwoje?

Zamilkł na chwilę, patrząc gdzieś w bok.

– No... w sumie wiedziałem – powiedział wreszcie. – Ale pomyślałem, że będzie fajniej.

– Dla kogo fajniej, Marek? Bo ja czekałam na ten weekend, żeby z tobą porozmawiać. Miałam ci powiedzieć rzeczy, które są dla mnie ważne. A ty zaprosiłeś połowę swoich znajomych, żeby nie musieć ze mną rozmawiać w cztery oczy.

– To nie tak – odpowiedział, ale głos mu się załamał, jakby sam nie do końca wierzył w to, co mówi.

– To dlaczego czuję się tak, jakbym w ogóle nie była dla ciebie ważna na tym wyjeździe?

Stał tam, w ciemności, z rękami w kieszeniach, i nie potrafił mi odpowiedzieć. To milczenie bolało bardziej niż jakakolwiek odpowiedź.

Wciąż czułam żal

Wróciliśmy do domu w niedzielę wieczorem, w ciszy, bo w aucie nie mieliśmy o czym rozmawiać. Marek próbował raz czy dwa zacząć jakąś rozmowę, ale ja patrzyłam przez okno, obserwując, jak góry oddalają się za nami, i myślałam o tym, jak inaczej sobie to wyobrażałam. Miałam nadzieję na ciszę, na spokojne rozmowy przy ognisku, na to, że w końcu poczuję, że jestem dla niego ważna. Zamiast tego dostałam głośnik, siedem osób i głupie żarty.

Przez następny tydzień nie rozmawialiśmy o tym więcej. Marek pisał do mnie wiadomości, jakby nic się nie stało, pytał, co robię, proponował, żebyśmy poszli do kina. Odpisywałam krótko, bez zaangażowania, bo wciąż czułam ten ciężar w środku. W piątek wieczorem przyszedł do mnie z kwiatami, co u niego nigdy się nie zdarzało.

– Przepraszam za tamten weekend – powiedział, siadając na skraju kanapy. – Naprawdę. Bałem się tej rozmowy, o której mówiłaś. I pomyślałem, że jak będzie więcej ludzi, to jakoś... unikniemy tego tematu.

– To gorsze, niż jakbyś po prostu powiedział, że nie chcesz rozmawiać – odpowiedziałam, patrząc mu w oczy.

– Wiem. Wiem, że to było głupie.

Siedzieliśmy tak przez chwilę w ciszy, on z kwiatami, które trzymał, jakby nie wiedział, co zrobić z rękoma, a ja z tym pytaniem, na które wciąż nie miałam odpowiedzi: czy on w ogóle chce tego, czego chcę ja.

Próbujemy to naprawić

Nie dokończyliśmy tamtej rozmowy. Wciąż nie wiem, czy będziemy dalej razem, czy to był początek końca, czy tylko kryzys, który jakoś przetrwamy. Ale wiem jedno: następny wyjazd, jeśli w ogóle będzie, zaplanuję sama. I nikogo więcej nie zabiorę.

Minęło kilka tygodni od tamtego wyjazdu. Marek stara się bardziej, to widzę – pyta, słucha, nie ucieka już od trudnych tematów tak jak wcześniej. Ale wciąż czuję ten cień w sobie, ten moment, kiedy zrozumiałam, że wybrał głośnik i żarty z kolegami, zamiast rozmowy ze mną. Nie wiem, czy to się kiedyś całkiem zabliźni.

Umówiliśmy się na kolejny wyjazd, tym razem naprawdę tylko we dwoje. Sama zarezerwowałam nocleg, sama zaplanowałam trasę. Nie wiem, co z tego wyjdzie, ale przynajmniej tym razem nie będę czekać na coś, co ktoś inny może mi odebrać jednym telefonem do kolegów. Jeśli mamy iść dalej razem, musimy nauczyć się rozmawiać, zanim znowu zabrzmi muzyka, która wszystko zagłuszy.

Patrycja, 27 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych wydarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także: