„Dzień Dziadka to interes. Wnuczka daje mi prezent, a ja jej pełną kopertę. Tak się teraz świętuje”
„Dzień Dziadka kiedyś był świętem. Teraz to bardziej wizyta u sponsora. Zamiast wspomnień – szybka herbata. Zamiast uścisku – szybka kasa w kopercie. I chociaż serce mówi: daj, bo to wnuczka… to coś mnie boli, coraz bardziej”.

Zima w tym roku łagodna, jakby nie miała już siły straszyć mrozem. Śnieg leży tylko na reklamach w telewizji, a dzieciaki wolą siedzieć z nosami w ekranach niż lepić bałwany. Moja wnuczka Kasia dziś potrafi rozmawiać ze mną jak z nauczycielem, którego trzeba „ogarnąć i mieć z głowy”.
Siedzę sam. Czwarty rok, odkąd Basia odeszła. Żona. Moja kobieta. Cisza po niej nie ucichła, tylko się rozlała po mieszkaniu i osiadła na fotelach, zdjęciach i pustym łóżku. Alicja, moja córka, dzwoni co tydzień. Czasem co dwa. Czasem tylko sms: „Tato, Kasia zarobiona. Damy znać, kiedy wpadnie”. I ja wiem, że wpadnie. Z kubkiem „Najlepszy Dziadek”. Z uśmiechem i wzrokiem wbitym w kopertę.
Dzień Dziadka kiedyś był świętem. Teraz to bardziej wizyta u sponsora. Zamiast wspomnień – szybka herbata. Zamiast uścisku – szybka kasa w kopercie. I chociaż serce mówi: daj, bo to wnuczka… to coś mnie boli, coraz bardziej. Bo nie wiem, czy Kasia przychodzi do mnie – czy do tych pięciuset złotych, które leżą już przygotowane w szufladzie. Ale w tym roku postanowiłem coś zmienić.
Wnuczka wpadła na chwilę
– Cześć, dziadku – Kasia stanęła w progu, jakby ktoś ją tu przywiało z przystanku.
Bez czapki, z rozwianymi włosami i torebką przewieszoną przez ramię. W ręce paczka eleganckich czekoladek. Podaje je ze sztucznym uśmiechem, jakby wręczała panu od fizyki kawę na zgodę.
– Z tej nowej cukierni. Podobno dobre i idealne na Dzień Dziadka – rzuciła krótko.
– A dziękuję, Kasiu. Usiądź. Herbaty? – spytałem, już wiedząc, że nie zostanie długo.
– Tylko na chwilę, mam zaraz korepetycje – usiadła na brzegu fotela, zerkając w telefon.
Z kuchni przyniosłem herbatę i talerzyk. Usiedliśmy. Opowiadałem coś o sąsiedzie spod piątki, który znów stłukł butelkę na klatce. Kasia kiwała głową, nie podnosząc wzroku znad ekranu. Palce stukały o szybkę. Zerkałem na nią ukradkiem. Dziecko? Już nie. Kobieta? Jeszcze nie. I tak sobie siedzieliśmy, każdy osobno.
Po chwili odłożyła telefon.
– Dziadku, nie chcę, żeby to źle zabrzmiało, ale… wiesz, teraz zbieram na nowy telefon. Stary już ledwo zipie.
Zamilkła. Cisza. Nawet nie udawała zaskoczenia tym, co właśnie powiedziała. Westchnąłem, wstałem. Sięgnąłem do szuflady po kopertę.
– Dzięki, dziadku, serio. Jesteś najlepszy – rzuciła szybko i znów się uśmiechnęła, tym razem szczerze, ale tylko przez moment.
Kilka minut później była już w progu.
– Lecę! Dzięki za wszystko! Zadzwonię.
Zamknąłem za nią drzwi. Czekoladki stały nietknięte na stole. Popatrzyłem na nie chwilę, potem odłożyłem je do szafki.
– Prezent? – mruknąłem sam do siebie. – Chyba transakcja wymienna.
Jeśli chcesz, mogę pomóc rozwinąć tę scenę w większą opowieść. Chcesz?
Dla córki to było normalne
Zadzwoniłem wieczorem. Nie po to, żeby się poskarżyć. Chciałem po prostu pogadać.
– Tato? – Alicja odebrała po trzecim sygnale. W tle słyszałem jakieś klikanie, może komputer, może tablet. – Coś się stało?
– Nie... tylko chciałem usłyszeć twoj głos. Kasia była dziś u mnie.
– No tak, przecież Dzień Dziadka – mruknęła jakby z ulgą. – Mam nadzieję, że coś ci przyniosła?
– Czekoladki – odpowiedziałem.
– O, to miło – rzuciła automatycznie, jakby odhaczała w głowie listę zadań.
– Alicja... powiedz mi szczerze. Czy ja jeszcze w ogóle jestem dla was ważny? Czy liczy się tylko moja kasa?
Zamilkła. Przez chwilę było słychać tylko jakieś dźwięki w tle. Wreszcie odezwała się cicho:
– Tato, proszę cię, nie zaczynaj…
– To nie jest zaczynanie. To jest pytanie. Czy ja się jeszcze w tym układzie liczę jako człowiek?
– Tato, przecież Kasia cię kocha, ale jest młoda, ma swoje potrzeby, plany. Teraz taki czas. Poza tym... trochę się spodziewałam, że jej coś dasz.
– Spodziewałaś się?
– No… zawsze tak robisz. Nie widzę w tym nic złego. W końcu to twój prezent. Nikt cię nie zmusza.
– A gdybym nie dał, byłby tylko czekoladki? – spytałem gorzko.
– Tato, nie dramatyzuj – westchnęła. – Czasy są ciężkie.
– Cięższe niż wtedy, kiedy miałem dwie prace, żebyś mogła skończyć studia?
Cisza. Długa.
– Muszę kończyć. Mam wideokonferencję. Nie przejmuj się, dobrze?
Rozłączyła się. Siedziałem chwilę w ciszy. A potem podszedłem do okna i długo patrzyłem w ciemność.
Nie jestem bankomatem
Kasia wpadła tylko na chwilę – „bo i tak jestem w okolicy, to ci te ciastka zostawię, dziadku” – i poszła do łazienki poprawić makijaż. Wtedy usłyszałem, jak z kimś rozmawia.
– No i co, ogarnęłaś już kasę? – zapytała jakaś dziewczyna.
– Jasne, stary numer – odpowiedziała Kasia z łazienki, nawet nieświadoma, że słyszę każde słowo. – Czekoladki, uśmiech, dwa zdania o telefonie i bach – koperta. On zawsze daje. Tak jak mówiłam – Dzień Dziadka, to i kasa musi być.
Ścisnęło mnie w środku. Dosłownie fizycznie – jakby ktoś mi wsadził rękę do klatki piersiowej i ścisnął serce. Nie byłem już zły. Byłem pusty.
Kiedy wyszła z łazienki, stałem przy stole. Telefon wciąż leżał na komodzie, ekran zgasł.
– Dziadku, wszystko okej? – zapytała, widząc moją minę.
– Dziś nic nie dostaniesz – powiedziałem spokojnie, patrząc jej prosto w oczy.
Zamarła.
– O co ci chodzi, dziadku?
– O to, że nie jestem twoim bankomatem. A tym się właśnie stałem. Zresztą... sama to przed chwilą powiedziałaś.
Zbladła. Spojrzała na komodę. W końcu zrozumiała.
– To nie tak... To tylko głupia gadka z koleżanką... Ja tak nie myślę naprawdę...
– To właśnie było naprawdę. – Usiałem powoli w fotelu. – A wszystko inne – twoje słowa, uśmiechy, czekoladki – to był teatr. Dobry. Ale teraz już widzę kurtynę.
Wyszła bez słowa. Nawet drzwi nie domknęła.
Poczułem się samotny
Tego wieczoru nie zapaliłem światła. Siedziałem w ciemności, tylko lampka nad zlewem rzucała ciepły cień na ścianę. Kot wskoczył na parapet, zwinął się w kłębek i nawet nie spojrzał na mnie. Może wyczuwał, że dziś lepiej milczeć.
Sięgnąłem po album. Ten stary, z żółknącymi stronami i zdjęciami włożonymi w przezroczyste kieszonki. Kasia jako kilkulatka w moich ramionach. Basia obok, śmiejąca się do obiektywu. Alicja, jeszcze młoda, jeszcze z błyskiem w oku. Przewracałem strony powoli, każda ciążyła jak kamień. Gdzie się to wszystko pogubiło?
W którym momencie przestałem być ojcem, a stałem się „opcją finansową”? Może to moja wina. Może za dużo dawałem, a za mało wymagałem. Może nauczyłem ich, że miłość można zamknąć w kopercie.
Na telefonie kilka nieodebranych połączeń. Nie oddzwoniłem. Nie miałem siły słuchać tłumaczeń, przeprosin, półprawd. Wieczorem napisałem sms-a o tym, co naprawdę czuję.
„Kasiu, jeśli kiedyś chcesz być blisko mnie, to przyjdź bez prezentu. Przyjdź bez oczekiwań”
Wnuczka mnie przeprosiła
Przyszła trzy dni później. Bez zapowiedzi. Stała w drzwiach z gołymi rękami – pierwszy raz od lat bez prezentu, bez torby z ciastkami czy symbolicznym drobiazgiem.
– Mogę wejść? – zapytała cicho.
Kiwnąłem głową. Weszła powoli. Usiadła na tym samym fotelu co zawsze. Przez chwilę milczeliśmy.
– Przeczytałam kilka razy twojego sms-a – powiedziała. – Nie wiedziałam, że tak cię to boli. Myślałam, że… że tak się po prostu robi. Wszyscy tak robią.
– Wszyscy – powtórzyłem cicho. – Ale czy ty chcesz być jak wszyscy?
Zamilkła. Oczy jej się zaszkliły. Po raz pierwszy od dawna zobaczyłem w niej tę małą Kasię, która tuliła się do mojej nogi, gdy bała się burzy.
– Przepraszam… ja naprawdę cię kocham – wyszeptała.
– To okaż to – powiedziałem. – Ale wtedy, kiedy nie mam nic do dania. Kiedy nie ma koperty, prezentu, okazji.
– Nie wiem jak... – spojrzała na mnie bezradnie.
– To się dowiedz.
Nie rzuciła mi się w ramiona. Nie było łzawego pojednania. Wyszła powoli, z nietęgą miną, ale tym razem drzwi zamknęła cicho. Nie wiem, kiedy wróci i czy zrobi to po prostu z miłości.
Edward, 75 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Bardziej czekam na tłusty czwartek 2026 niż na Dzień Babci. Zjem pączka i będę szczęśliwa jak nigdy”
- „W Dzień Babci zakręciłam kurek z kasą i przestałam być ukochaną babunią. Teraz będę mieć święty spokój”
- „W Dzień Babci 2026 wyjechałam do SPA. Wolałam święty spokój niż wizytę wrzeszczących wnuków”

