Od dwóch miesięcy żyłam właściwie tylko od poniedziałku do piątku. Praca w biurze nigdy nie była moim powołaniem, ale od kiedy w naszym dziale pojawił się Michał, nagle poranne wstawanie przestało być problemem.

WIDEO

player placeholder

Zgodził się jechać ze mną

Miał uśmiech, który rozbrajał mnie w sekundę, i niesamowite poczucie humoru. Szybko złapaliśmy świetny kontakt. Przesiadywaliśmy w kuchni, pijąc kawę, rzucaliśmy sobie porozumiewawcze spojrzenia podczas nudnych zebrań, a czasem zostawaliśmy dłużej w pracy, żeby dokończyć jakiś projekt. Kiedy w czwartek wspomniałam, że uwielbiam zbierać grzyby i planuję w sobotę pojechać do lasu za miasto, spojrzał na mnie z błyskiem w oku.

– Poważnie? – zapytał, opierając się o moje biurko. – Wiesz, że od lat nie byłem na grzybach? A strasznie brakuje mi takiego prawdziwego, leśnego powietrza.

Zobacz także:

Moje serce zabiło mocniej.

– No to zapraszam – rzuciłam swobodnie. – Znam świetne miejsca na kurki.

– Zgoda. Będę twoim szoferem. O której mam po ciebie podjechać?

Zgodził się. Tak po prostu. Cały piątek spędziłam jak w transie. Wieczorem przymierzałam różne warianty „luźnego, ale uroczego stroju do lasu”. Wybrałam dżinsy, ciepły, beżowy sweter i kalosze w drobną kratkę. Chciałam wyglądać naturalnie, ale jednocześnie na tyle dobrze, żeby ten wyjazd stał się czymś więcej niż tylko koleżeńską wyprawą. Miałam nadzieję, że z dala od biurowych plotek, faksów i dzwoniących telefonów, w końcu coś między nami iskrzy na dobre.

Byłam podekscytowana

Michał podjechał punktualnie o ósmej rano. Kiedy wsiadłam do samochodu, pachniał tak dobrze, że aż zakręciło mi się w głowie.

– Gotowa na wielkie łowy? – zapytał z uśmiechem, wrzucając bieg.

– Zawsze. Ale ostrzegam, jestem bezlitosna dla konkurencji. Jeśli zobaczę pięknego borowika, to mój.

Śmiał się z moich żartów, a ja czułam, że to będzie idealny dzień. Pogoda dopisywała. Słońce przebijało się przez korony drzew, a w lesie panowała niesamowita, uspokajająca cisza. Chodziliśmy po mchu, rozmawiając o wszystkim i o niczym. O naszych rodzinach, o ulubionych filmach, o irytujących nawykach naszej szefowej. Czułam się tak, jakbyśmy znali się od lat, a nie od kilku miesięcy.

Z każdym krokiem robiło się coraz bardziej intymnie. Czasem przypadkiem ocieraliśmy się o siebie ramionami, a kiedy pomagał mi przejść przez zwalony pień, jego dłoń na mojej talii wydawała się zatrzymać o ułamek sekundy za długo.

– Masz oko do tych kurek – powiedział w pewnym momencie, patrząc do mojego w połowie pełnego koszyka. – Ja znalazłem tylko kilka, i to takich mizernych.

– Trzeba wiedzieć, gdzie patrzeć – odparłam zadowolona z siebie. – One lubią chować się w mchu, trzeba delikatnie rozgarniać igliwie.

Czekałam na to

Przykucnęliśmy obok siebie, żeby zebrać małą rodzinkę kurek. Nasze twarze były tak blisko. Spojrzał mi w oczy, a ja przestałam oddychać. To był ten moment. Czułam to w powietrzu. Przez głowę przemknęła mi myśl, że zaraz mnie pocałuje. Zamknęłam oczy, czekając. Ale pocałunek nie nadszedł. Zamiast tego Michał odchrząknął, odwrócił wzrok i skupił się na wyciąganiu grzyba z ziemi.

– Wiesz, Karolina… – zaczął dziwnym, lekko napiętym głosem. – Dobrze, że tu dziś pojechaliśmy. Chciałem z tobą porozmawiać na spokojnie.

Moje serce znowu przyspieszyło, ale tym razem z innej przyczyny. Jego ton nie zapowiadał wyznania miłosnego.

– O czym? – zapytałam ostrożnie, podnosząc się z kolan.

Michał też wstał, otrzepując ręce z ziemi. Nie patrzył mi w oczy.

– Nie mówiłem nikomu w biurze, żeby uniknąć tych wszystkich pożegnalnych ceregieli i zbędnych pytań… Ale jutro się wyprowadzam na drugi koniec Polski. Dostałem propozycję pracy w Gdańsku, w dużej korporacji. O wiele lepsze warunki. Złożyłem wypowiedzenie już dawno, a w poniedziałek mnie już nie będzie.

Nie mogłam uwierzyć

Słowa docierały do mnie jak zza grubej szyby. Patrzyłam na niego, nie rozumiejąc.

– Co? Jak to? – wydukałam w końcu. – Wyprowadzasz się? Jutro?

– Tak. Mam już spakowane rzeczy. Po prostu… no, stwierdziłem, że ten spacer to fajna okazja, żeby się pożegnać. Naprawdę super mi się z tobą pracowało. Jesteś świetną kumpelą.

„Kumpelą”. To słowo zabolało bardziej niż sama informacja o wyjeździe.

– Kumpelą… – powtórzyłam cicho, czując, jak gardło zaciska mi się z żalu. – Czyli to dlatego ze mną pojechałeś? Żeby mi powiedzieć, że wyjeżdżasz, tak żeby nikt w pracy się nie dowiedział?

Michał wyglądał na zmieszanego.

– Karolina, nie odbieraj tego w ten sposób. Ja po prostu… no, lubię cię. Chciałem spędzić z tobą trochę czasu przed wyjazdem. Ale wiesz, nie chciałem robić sceny w biurze. Nie lubię takich sytuacji.

Poczułam się naiwna

Zupełnie przestałam zwracać uwagę na grzyby. Mój koszyk wydawał mi się teraz absurdalnie ciężki, a cała ta wycieczka – żałosnym nieporozumieniem. Zbudowałam w głowie romantyczny scenariusz, podczas gdy dla niego byłam tylko sympatyczną koleżanką, z którą wygodnie było się pożegnać z dala od wścibskich oczu.

– Rozumiem – powiedziałam w końcu, starając się opanować drżenie głosu. – Szkoda, że nic nie powiedziałeś wcześniej. Moglibyśmy zrobić ci pożegnanie z prawdziwego zdarzenia.

– Właśnie tego chciałem uniknąć – zaśmiał się nerwowo, ale widział, że ja się nie śmieję.

Reszta spaceru upłynęła w gęstej, niezręcznej ciszy. Michał próbował kilka razy zagadywać, komentował drzewa, pytał o jakieś bzdury z pracy, ale odpowiadałam tylko półsłówkami. Nie potrafiłam udawać, że wszystko jest w porządku. Czułam się oszukana, naiwna i głupia. Kiedy doszliśmy do samochodu, wrzuciłam swój koszyk do bagażnika bez słowa. Droga powrotna dłużyła się niemiłosiernie. W radiu leciały jakieś wesołe piosenki, które tylko potęgowały moje rozdrażnienie. Pod moim blokiem samochód się zatrzymał.

– Karolina… – zaczął Michał, odpinając pasy. – Naprawdę miło było cię poznać. Mam nadzieję, że nie jesteś zła, że tak wyszło z tym moim wyjazdem.

– Nie jestem zła – skłamałam, patrząc przed siebie. – Powodzenia w nowej pracy.

Było mi głupio

Wysiadłam z auta, wzięłam swoje grzyby i bez oglądania się za siebie ruszyłam do klatki schodowej. Słyszałam, jak silnik jego samochodu odpala i jak odjeżdża. Nie obejrzałam się. Weszłam do pustego mieszkania i postawiłam koszyk na blacie w kuchni. Usiadłam na krześle, nie zdejmując nawet kurtki. Złote, piękne kurki, które jeszcze kilka godzin temu miały być dodatkiem do romantycznej kolacji, teraz wyglądały po prostu smutno.

Wpatrywałam się w nie, analizując każdy gest Michała z ostatnich dwóch miesięcy. Każdy uśmiech, każdą kawę, każdą dłuższą rozmowę. Zastanawiałam się, czy naprawdę byłam aż tak zaślepiona własnymi pragnieniami, że nie zauważyłam, że dla niego to była tylko biurowa znajomość.

Jutro będzie niedziela. A w poniedziałek pójdę do biura i będę musiała udawać zaskoczenie przed resztą zespołu, kiedy szefowa ogłosi, że Michał odszedł. Będę słuchać plotek i snuć domysły razem z nimi, uśmiechając się krzywo i pijąc kawę sama.

Karolina, 29 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także: