Przez ostatnie pięć lat mieszkałem sam. Moje mieszkanie to mój azyl. Cisza, spokój, dwa monitory na biurku, kod na ekranie i ekspres do kawy w kuchni. To był mój mały, poukładany świat. Nie potrzebowałem współlokatorów, nie szukałem towarzystwa. Wszystko zmieniło się, gdy na horyzoncie pojawiła się Edyta.
WIDEO…
Spotykaliśmy się tylko w kuchni
Edyta była kuzynką mojego dobrego kumpla, Maćka. Maciek zadzwonił do mnie pewnego wtorkowego popołudnia, kiedy akurat walczyłem z wyjątkowo opornym błędem w aplikacji.
— Słuchaj, stary, mam sprawę — zaczął, a ja już wiedziałem, że to nie będzie zwykła pogawędka. — Moja kuzynka, Edyta, pisze pracę dyplomową. W akademiku ma istny sajgon, nie może się skupić, a termin goni. Nie wynająłbyś jej tego wolnego pokoju na dwa, może trzy miesiące? Tylko na czas pisania. Ona jest cicha jak mysz pod miotłą, nawet nie zauważysz, że tam jest.
Zgodziłem się. Głównie dlatego, że Maciek wielokrotnie mi w życiu pomógł, a poza tym dodatkowa gotówka za wynajem piechotą nie chodzi. Edyta wprowadziła się w weekend. Miała ze sobą jedną dużą walizkę i laptopa. Wydawała się miła, trochę zagubiona. Pomyślałem, że faktycznie potrzebuje spokoju.
— Bardzo ci dziękuję, Kamil — powiedziała, rozpakowując swoje rzeczy. — Obiecuję, że nie będę ci przeszkadzać. Muszę tylko napisać tę pracę i znikam.
— Nie ma sprawy — odpowiedziałem, wracając do swojego pokoju. — Czuj się jak u siebie.
Przez pierwszy tydzień faktycznie było cicho. Edyta siedziała w swoim pokoju, ja pracowałem u siebie. Spotykaliśmy się tylko w kuchni, wymieniając uprzejme uśmiechy. Ale w drugi piątek coś się zmieniło. Około dwudziestej usłyszałem dzwonek do drzwi. Zdziwiłem się, bo nikogo nie zapraszałem. Zanim zdążyłem wstać, Edyta już otwierała. Do przedpokoju wparowały trzy roześmiane dziewczyny.
— O, to jest ten twój współlokator? — zapytała jedna z nich, mierząc mnie wzrokiem, kiedy wyszedłem z pokoju.
— Tak, to Kamil – powiedziała Edyta, uśmiechając się szeroko. – Dziewczyny wpadły na chwilę, mam nadzieję, że to nie problem?
— Nie, jasne — mruknąłem, choć wcale mi się to nie podobało. Wróciłem do siebie, zamknąłem drzwi i założyłem słuchawki. Niestety, śmiechy i głośna muzyka przebijały się przez izolację. Impreza trwała do pierwszej w nocy.
Następnego dnia rano spotkałem Edytę w kuchni. Robiła sobie herbatę, wyglądała na zmęczoną, ale zadowoloną.
— Słuchaj, Edyta — zacząłem ostrożnie. — Wiesz, że pracuję w domu i potrzebuję spokoju. Wczoraj było trochę za głośno.
— Oj, przepraszam cię, Kamil — odpowiedziała, robiąc minę zbitego psa. — To było tylko takie małe spotkanie. Dziewczyny chciały zobaczyć, gdzie mieszkam. Obiecuję, że to się nie powtórzy.
Uciekłem do swojego pokoju
Jej obietnice okazały się nic nie warte. Spotkania towarzyskie stały się normą. Dwa, trzy razy w tygodniu moje mieszkanie zamieniało się w lokalny klub dyskusyjny dla koleżanek Edyty. Zamiast stukotu klawiatury i szelestu notatek, słyszałem głośne śmiechy, brzęk kieliszków i dudniącą muzykę. Próbowałem z nią rozmawiać, tłumaczyć, że to moje miejsce pracy, że potrzebuję ciszy. Za każdym razem kiwała głową, przepraszała i obiecywała poprawę. A potem, kilka dni później, sytuacja się powtarzała.
Najgorsze było to, że Edyta zaczęła wtrącać się w moje życie prywatne. Kiedyś, gdy wyszedłem do kuchni po wodę, zastałem ją z jedną z jej koleżanek, wysoką brunetką o imieniu Ania.
— Kamil, poznaj Anię — powiedziała Edyta, mrugając do mnie znacząco. — Ania też jest singielką i uwielbia filmy science fiction. Pomyślałam, że moglibyście mieć wiele wspólnego.
Zamurowało mnie. Nie miałem ochoty na żadne swatki, zwłaszcza w moim własnym domu.
— Miło mi cię poznać, Aniu — powiedziałem chłodno. — Ale muszę wracać do pracy.
Uciekłem do swojego pokoju, czując, jak narasta we mnie frustracja. Edyta traktowała moje mieszkanie jak darmowy hostel i bazę wypadową, a mnie jak darmową rozrywkę dla swoich znajomych.
Spojrzała na mnie
Miarka przebrała się w środę, w środku tygodnia. Miałem ważne spotkanie online z klientem zza oceanu. Uprzedzałem Edytę, żeby tego wieczoru zachowała ciszę. Zapewniała, że będzie siedzieć cicho jak myszka. Około dwudziestej pierwszej, w samym środku trudnych negocjacji, usłyszałem dzwonek do drzwi. Potem głośne powitania, śmiechy i muzykę. Klient spojrzał na mnie z niesmakiem.
— Czy u pana trwa jakaś impreza? — zapytał.
– Bardzo przepraszam, to współlokatorka. Zaraz to załatwię – odpowiedziałem, czując, jak krew gotuje mi się w żyłach.
Przeprosiłem klienta, wyłączyłem kamerę i mikrofon, i wpadłem do salonu. Było tam pięć osób, w tym Edyta, która właśnie nalewała coś do kieliszków.
— Co wy tu robicie?! — krzyknąłem, nie panując nad głosem. — Prosiłem cię o ciszę!
Edyta spojrzała na mnie, wzruszając ramionami.
— Oj, Kamil, wyluzuj — powiedziała z uśmiechem. — To tylko małe spotkanie. Przecież nie będę siedzieć sama jak palec.
— Miałaś pisać pracę! — wrzasnąłem. — Miało być cicho! Miałaś tu tylko mieszkać, a nie robić z mojego domu imprezowni!
Jej znajomi patrzyli na mnie zszokowani. Edyta zrobiła obrażoną minę.
— Jesteś strasznie sztywny — stwierdziła. — Chciałam cię trochę rozruszać, a ty się rzucasz jak o kawałek mięsa.
Teraz znowu mieszkam sam
Wtedy do mnie dotarło. Ona nigdy nie miała zamiaru pisać tu żadnej pracy. Potrzebowała po prostu darmowego lokum z dala od akademickich zasad, gdzie mogłaby prowadzić takie życie, o jakim marzyła. A ja, jak naiwniak, dałem się wrobić w jej grę.
— Wyprowadzasz się — powiedziałem cicho, ale stanowczo. — Jutro rano. Nie chcę cię tu więcej widzieć.
— Ale... — zaczęła, próbując mnie zmiękczyć.
— Nie ma żadnego „ale” — przerwałem jej. — Jutro do południa ma cię tu nie być. A teraz wynoście się z mojego domu.
Wyrzuciłem ich, przeprosiłem klienta i jakoś dokończyłem spotkanie. Resztę nocy spędziłem na kanapie, nie mogąc zasnąć z wściekłości na samego siebie. Edyta wyprowadziła się następnego dnia rano. Nie pożegnaliśmy się. Maciek dzwonił kilka dni później, przepraszając za kuzynkę. Podobno opowiedziała mu, jakim to jestem tyranem. Wyjaśniłem mu, jak było naprawdę, a on przyznał mi rację. Teraz znowu mieszkam sam. Cisza wróciła do mojego mieszkania, ale jakoś trudniej mi się nią cieszyć. Cały czas mam z tyłu głowy to uczucie, że zostałem wykorzystany. I że moja własna dobroduszność obróciła się przeciwko mnie.
Kamil, 28 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych wydarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Przyjaciółka straciła pracę, więc załatwiłam jej posadę u siebie. Nie spodziewałam się, co zrobi w ramach wdzięczności”
- „Koledzy mają duże ambicje, a ja marzyłem o byciu utrzymankiem. Śmieją się z mojego życia, ale po cichu mi zazdroszczą”
- „Naszą 11. rocznicę ślubu świętowałam sama, bo mąż zapomniał przyjść. Towarzystwa dotrzymywał mi przystojny kelner”



























