„W telefonie żony znalazłem gorące SMS-y. Zamiast robić sceny, przygotowałem zemstę zimną jak wiosenne przymrozki”
„Od tamtej chwili zacząłem się zmieniać. Stopniowo, powoli. Nie angażowałem się w nasze rozmowy. Gdy Magda opowiadała o swoim dniu, kiwałem głową, ale nie zadawałem pytań. Przestałem inicjować dotyk, nie przytulałem jej, nie całowałem na dobranoc. Byłem, ale tak naprawdę już mnie nie było”.

- Redakcja
To miał być zwykły dzień. Wracałem z zakupów, słuchając radia i myśląc, czy Magda znów będzie marudzić, że kupiłem złe mleko. Jej rytuały były jak w zegarku – śniadanie zawsze to samo, narzekanie na szefa, wieczorne przeglądanie telefonu na kanapie. Znałem je na pamięć, tak samo jak sądziłem, że znam ją.
Zaparkowałem pod blokiem i sięgnąłem po torby z tylnego siedzenia. Wtedy go zauważyłem – mały, czarny telefon, wciśnięty między siedzenie a drzwi. Nie był mój. Podniosłem go i przez chwilę przyglądałem się uważnie. Magda nigdy nie miała dwóch telefonów, przynajmniej tak mi się wydawało. Odblokowałem ekran, wpisując jej standardowe hasło. Zadziałało.
To był moment, w którym świat się zatrzymał
Na ekranie pojawiły się wiadomości – setki, może i nawet tysiące. Wszystkie do jednego kontaktu: „K.”. Przewijałem w dół, a przed oczami migotały słowa, które Magda powtarzała kiedyś mnie. Tęsknię. Nie mogę się doczekać. Kocham cię. Serce biło mi mocniej, a ręce ścisnęły telefon tak, jakbym mógł go roztrzaskać samą siłą myśli.
W jednej z ostatnich wiadomości napisała: „Muszę tylko znaleźć dobry moment, żeby powiedzieć Pawłowi”. To jedno zdanie, tylko tyle wystarczyło, żebym zrozumiał, że od tej chwili nic już nie będzie takie samo.
Kiedy wróciłem do mieszkania, Magda siedziała przy stole, przeglądając coś na laptopie. Zerknęła na mnie tylko na chwilę, jak zawsze, gdy byłem dla niej jedynie elementem tła.
– Kupiłeś mleko? – zapytała bez emocji.
Postawiłem siatki na blacie, przyglądając się jej uważnie. Widziałem ją teraz inaczej. Każdy jej gest wydawał mi się podejrzany, każde słowo brzmiało jak kłamstwo. Była przy mnie, ale myślami gdzie indziej. U niego.
– Kupiłem – odpowiedziałem spokojnie i wyjąłem z torby karton. – I jeszcze coś ciekawego.
Podniosła wzrok znad ekranu, ale nie było w nim zainteresowania, raczej mechaniczna reakcja.
– Co takiego?
Wyciągnąłem z kieszeni jej drugi telefon i położyłem go na blacie. Na sekundę zamarła, ale szybko się opanowała. To mi wystarczyło.
– Skąd go masz? – zapytała tonem, który miał zabrzmieć naturalnie, ale nie do końca się udało.
Wzruszyłem ramionami.
– Znalazłem w samochodzie. Ciekawe, że nigdy go nie widziałem.
Chciałem zobaczyć panikę w jej oczach, ale ona była dobra. Za dobra. Sięgnęła po telefon i schowała go do kieszeni.
– A, to stary służbowy. Myślałam, że go zgubiłam.
Nie drgnęła jej nawet powieka. Uśmiechnęła się lekko i wróciła do laptopa. Jakby nic się nie stało.
Przez chwilę miałem ochotę rzucić jej w twarz wszystko, co przeczytałem. Pokazać jej, że wiem, że niczego przede mną nie ukryje. Ale wtedy zobaczyłaby, że mnie zraniła. A ja nie miałem zamiaru dawać jej tej satysfakcji.
– No tak – powiedziałem lekko, jakby to rzeczywiście była błahostka. – Dobrze, że się znalazł.
Obserwowałem ją uważnie, ale nie zauważyłem żadnej zmiany w zachowaniu. Może lekki cień niepokoju, który natychmiast przykryła rutynowym uśmiechem.
Wieczorem leżałem obok niej w łóżku, czując każdy milimetr dzielącej nas przestrzeni. Kiedyś ta odległość mnie bolała. Teraz miałem plan. Nie zrobię awantury. Nie będę jej błagał o prawdę. Pozwolę jej myśleć, że wszystko jest tak, jak było.
A potem odejdę pierwszy
Następnego dnia rano byłem już innym człowiekiem. Magda tego nie zauważyła. Przyzwyczaiła się do mojego spokoju, do tego, że nigdy nie robię scen. Nie wiedziała, że teraz ten spokój był tylko maską, za którą ukrywałem coś zupełnie nowego – precyzyjny plan.
Z pracy wyszedłem wcześniej, niby przypadkiem. W rzeczywistości miałem spotkanie z prawnikiem. Był to starszy, opanowany mężczyzna, który patrzył na mnie uważnie, jakby już widział setki takich jak ja – ludzi, którzy przyszli zamknąć pewien rozdział w swoim życiu.
– Chce pan rozwodu z orzeczeniem o winie? – zapytał rzeczowo.
Zawahałem się tylko na chwilę. Ostatecznie pokręciłem głową.
– Nie. Chcę, żeby wszystko poszło szybko i bez zbędnych emocji.
– Czy żona wie o pańskiej decyzji?
– Jeszcze nie. I wolę, żeby dowiedziała się ostatnia.
Prawnik skinął głową, nie zadając więcej pytań. Po chwili wysunął z teczki kilka dokumentów.
– Potrzebujemy jeszcze paru rzeczy. Najlepiej, jeśli uda się panu zdobyć wyciągi z jej konta, historię połączeń, ewentualne dowody na zdradę. Nie są konieczne, ale mogą pomóc w negocjacjach podziału majątku.
Słuchałem go w milczeniu, po czym odebrałem dokumenty i wyszedłem. Czułem dziwną satysfakcję, choć nie była to radość. Bardziej świadomość, że już przejąłem kontrolę nad sytuacją.
Od tamtej chwili zacząłem się zmieniać. Stopniowo, powoli. Nie angażowałem się w nasze rozmowy. Gdy Magda opowiadała o swoim dniu, kiwałem głową, ale nie zadawałem pytań. Przestałem inicjować dotyk, nie przytulałem jej, nie całowałem na dobranoc. Byłem, ale tak naprawdę już mnie nie było.
Ona zauważyła to po kilku dniach.
– Paweł, wszystko w porządku? – zapytała, gdy jedliśmy kolację.
Podniosłem na nią wzrok i lekko się uśmiechnąłem.
– Jasne. Trochę więcej pracy, to wszystko.
Nie wyglądała na do końca przekonaną, ale nie drążyła. Może uznała, że rzeczywiście jestem zmęczony. A może miała wyrzuty sumienia i nie chciała ryzykować konfrontacji.
Wiedziałem jedno. Wciąż nie miała pojęcia, że już przegrała.
Magda wyszła z łazienki, poprawiając kolczyk w uchu. Ubrana lepiej niż zwykle, delikatny makijaż, starannie ułożone włosy.
– Idę na spotkanie z Anią, nie czekaj na mnie – rzuciła, sięgając po płaszcz.
– Jasne – odpowiedziałem, nie odrywając wzroku od gazety.
Nie dopytywałem, nie udawałem zainteresowania. To sprawiło, że spojrzała na mnie nieco dłużej, jakby czegoś oczekiwała. Może wyrzutów? A może chciała sprawdzić, czy cokolwiek mnie to obchodzi.
W końcu wyszła.
Odczekałem kilka minut, po czym sięgnąłem po jej drugi telefon.
Kontakt „K.”. Jeden przycisk. Jeden moment.
Telefon zaczął dzwonić.
– Kochanie, czemu dzwonisz? Coś się stało? – usłyszałem po drugiej stronie męski głos.
Nie odpowiedziałem od razu. Czekałem, delektując się tą chwilą, ciszą, która po kilku sekundach zaczęła go niepokoić.
– Magda? – ponaglił, tym razem mniej pewnie.
– Możesz ją mieć – powiedziałem spokojnie. – Już spakowałem jej rzeczy.
Po drugiej stronie zapadła cisza. Wstrzymał oddech.
– Kim ty jesteś? – wydusił w końcu.
– Kimś, kogo Magda miała zostawić. Ale już nie musi. Sam jej w tym pomogłem.
Nie czekałem na więcej. Rozłączyłem się i odłożyłem telefon na stół.
Wieczór zapowiadał się spokojnie
Siedziałem na kanapie, popijając whisky. Walizki stały w przedpokoju, idealnie ułożone. Nie zostawiłem jej bałaganu.
Drzwi otworzyły się gwałtownie. Magda weszła i natychmiast się zatrzymała. Zmarszczyła brwi, spojrzała na walizki, potem na mnie.
– Co to ma być?! – jej głos zabrzmiał nerwowo, ale nie zaskoczenie mnie bawiło.
Podniosłem wzrok, spokojnie odstawiłem szklankę na stolik.
– Wiadomości do K. przeczytałem do końca. Oszczędzę ci kłopotu z wyborem momentu, żeby mi powiedzieć.
Otworzyła usta, ale nie pozwoliłem jej mówić.
– Już podjąłem decyzję. Możesz jechać do niego.
Wskazałem ręką na drzwi. Stała przez chwilę nieruchomo. Może czekała na kłótnię, może na emocje. Nie dostała żadnego z tych elementów.
W końcu chwyciła walizki i wyszła.
Drzwi zamknęły się cicho. Siedziałem jeszcze długo, patrząc w pustą przestrzeń. Nie czułem ulgi. Tylko spokój. Może i pustkę. Ale to już nie było ważne.
Paweł, 40 lat
Czytaj także:
„Oddałam synowi mieszkanie za darmo, a on żałował mi 1000 zł na nową pralkę. Poczułam się jak śmieć”
„W moim domu byłam baronem i parobkiem jednocześnie. Ostatni raz dałam się mężowi i dzieciom zapędzić do garów”