Kochana A.!

WIDEO

player placeholder

Czasy mamy futbolowe, ale tego tematu Ci oszczędzę, znając Twoją piłkarską nieczułość. Pomówmy o zakończeniu szkoły i wakacjach.
W poprzedni piątek Facebook zakwitł świadectwami. Mamy zamieszczały zdjęcia czerwonych pasków swych pociech z hasztagami „duma” i „radość”. Natychmiast potem, w myśl zasady: akcja – reakcja, ze strony innych mam podniosła się fala zgorszenia i ostracyzmu. Że jak można, że ja bym nigdy, że dobre oceny w szkole świadczą wyłącznie o wpasowaniu się dziecka w system, w żadnym zaś razie nie o jego (dziecka) wartości czy inteligencji.

Przegrali mundial, zyskają miliony! Jakie premie dostaną polscy piłkarze?

Zobacz także:

Nie trafiłam na taki komentarz, ale możliwie, że ktoś także podniósł larum na temat RODO czy zwykłego ludzkiego – w tym także dziecięcego – prawa do prywatności. Świadectwa bowiem często wrzucane były niefrasobliwie, ze wszystkimi danymi dziecka, na pewno w dobrej wierze, czy zaś rozsądnie – nie mnie oceniać.
Co do mnie – mam do szkoły stosunek „odległy”. Cieszę się, że żyjemy w takim kraju i w takich czasach, że dzieci mogą się uczyć bez przeszkód, bez lęku, bez narażania się na niebezpieczeństwo. Niestety widzę, że często także uczą się bez sensu i bez pasji – i to zarówno własnej, jak i nauczycieli. Oraz jestem dość sceptycznie nastawiona i do systemu, i do treści, i do ocen, i do kadry.
By nie być gołosłownym, podam jeden tylko przykład. Raz moja córka miała zadaną charakterystykę postaci z lektury. Napisała ją bardzo fajnie: używając wielu niesztampowych słów, zawierając w podsumowaniu element humorystyczny oraz odciskając na pracy własny indywidualizm. Dostała – już nie pamiętam – 3 albo 4, ponieważ praca nie została napisana zgodnie ze schematem: np. najpierw zawarła w niej cechy charakteru, potem wyglądu, a wedle punktów zamieszczonych w podręczniku winna była odwrotnie itp. Następną pracę tego typu – opis przedmiotu – córka napisała jota w jotę tak, jak chciał podręcznik (i nauczycielka). W zasadzie był to opis zerżnięty z opisu w podręczniku, z niewielkimi, koniecznymi zmianami (w podręczniku opisywany był kubek, ona opisała zegarek). I za tę pracę dostała piątkę. Gdyż był to idealnie odtwórczy schemat.
Ta piątka smakowała mi gorzko i na pewno nie pochwaliłabym się nią na fejsie. Szkoda, że w moim dziecku w szkole wspierana jest nie kreatywność, tylko odtwórczość.

Kiedyś pokutowało przekonanie, że posada nauczyciela to świetna robota, zwłaszcza dla kobiety: godzin do wyrobienia mało, to i ugotować się zdąży, wolne w ferie, w wakacje i wokół wszystkich świąt – tak że z łatwością zdąży sobie taka nauczycielka i posprzątać, i odpocząć. Nikt nie zaprzątał sobie głowy takimi detalami, czy dana osoba dryg do nauczycielstwa ma – czy nie. Jak jest dzisiaj? Pewnie różnie. Choć nauczycieli pasjonatów, z zawołania, takich, którzy naprawdę poruszają w uczniu czułą strunę i prowokują do myślenia, znam niezbyt wielu.

Robert Kiyosaki pisał, że w dorosłym życiu uczniowie piątkowi pracują u trójkowych, bo ci trójkowi mieli tróje dlatego, że w czasie wolnym od zakuwania rozwijali swoje pasje i kreatywność. Ja miałam piątki – lecz przypuszczam, że niejeden z moich prezesów jechał na trójach. I – proszę, zajechał!

Wesołych wakacji życzę Tobie, sobie i naszym dzieciom,
Twoja P.

To koniec mundialu dla biało-czerwonych! Internauci bezlitośni. Oto najsmutniejsze MEMY!

Kochana P.!

Jestem nieczuła nie tylko wobec futbolu, ale i wobec wielu innych spraw – jak na przykład oceny w szkole. Skoro jednak od piłki zaczęłaś, to idźmy tym śladem: jak Ci się wydaje, czy któryś z piłkarzy – polskiej lub innej reprezentacji – przynosił do domu świadectwa z czerwonym paskiem? Z bardzo dużą dozą prawdopodobieństwa możemy przyjąć, że nie. I jaki efekt? Po murawie uganiają się za piłką milionerzy.
Czy to argument za tym, by się nie uczyć? Jasne, że nie. Ale za tym, by podążać w życiu za swoimi pasjami – już tak.

Oczywiście, do pewnego momentu dziecko powinno się uczyć wszystkiego – żeby zdobyć narzędzia do samodzielnego poznawania świata. Nauczyć się pisania, czytania, liczenia, tego, skąd czerpać wiedzę i jak ją przyswajać. Potem jednak, u nastolatków, zainteresowania zaczynają się krystalizować – jakaś dziedzina zaczyna ich interesować bardziej od innych. A skoro tak, to zaczyna brakować czasu na to, by ze wszystkiego w szkole być dobrze przygotowanym. I wcale nie wydaje mi się, że to jest źle. Wszystko zależy od podejścia i od tego, jak dobrze znasz swoje dziecko. Załóżmy, że przynosi Ci ono świadectwo, gdzie są czwórki i trójki i, szóstka, powiedzmy z chemii. Możesz wytknąć dziecku te przeciętne stopnie lub pochwalić tę wybitnie dobrą ocenę. I ja bym pochwaliła za tę dobrą.

Sama miałam w szkole – aż do końca studiów – bardzo dobre oceny. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć – być może niepedagogicznie – że właściwie nie miało to większego znaczenia. Owszem, nauczyło mnie jednego – odpowiedzialności i systematyczności.

Teraz, kiedy sama jestem mamą, zwracam uwagę na coś innego niż stopnie, zwłaszcza że często bywają one nieadekwatne do rzeczywistych umiejętności dziecka. Szkoła premiuje wypełnianie schematów i dusi w zarodku indywidualizm. Czy testy sprawdzają inteligencję, umiejętność analizy i syntezy, samodzielność myślenia i niezależność intelektualną? Nie – sprawdzają mechanicznie wykutą wiedzę, odtwórcze umiejętności. Czyli premiują zupełnie inne umiejętności niż życie.

Tak długo zatem, jak moje dzieci mają swoje pasje, czytają książki, kulturalnie odnoszą się do innych i są dobrymi ludźmi, pozostanę niewzruszona, jeśli idzie o ich oceny.

Całuję,
Twoja antysystemowa A.

Polecamy także:Wyglądają jak aniołki, ale pozory mylą! Dlaczego dziewczynki są dla siebie takie wredne?„Ty Żydzie!”, „Nie daj się ożydzić” – ile razy to słyszałaś? A ile razy słyszało to twoje dziecko? Dorośli się kłócą, dzieci słuchają. A złu wystarczy iskierka

Polecamy cykl felietonów... w formie listów. Paulina Płatkowska i Agnieszka Jeż, autorki powieści dla kobiet „Ciasteczko z wróżbą”, „Nie oddam szczęścia walkowerem" i „Szczęściary" piszą dla Was felietony w formie maili do przyjaciółki. O życiu, rodzinie, miłości, o wszystkim, co dla polskich kobiet, matek, żon, singielek, szczęśliwych i tych szczęścia szukających jest ważne.

Najnowsza książka Pauliny Płatkowskiej i Agnieszki Jeż „Ciasteczko z wróżbą” już do kupienia w Empiku. Zapraszamy też na blog pisarek - www.platkowskaijez.pl oraz na ich fanpage na Facebooku.

ciasteczko-z-wrozba-2403067-14b365d