Reklama

Coraz częściej wydaje nam się, że silna i zmęczona kobieta to wygodny model dla świata. Pytanie tylko, jak długo jesteśmy w stanie to wytrzymać i w którym momencie lepiej powiedzieć dość. Na to i wiele innych pytań odpowiedziała nam Olga Kozierowska, pionierka działań na rzecz równości i różnorodności oraz założycielka Sukcesu Pisanego Szminką.

Kobiety nie troszczą się o siebie z poczucia winy

Katarzyna Racławska: Kiedy słyszysz, że kobiety powinny bardziej się o siebie troszczyć, co przychodzi ci do głowy? W czym ta troska powinna się objawiać?

Olga Kozierowska: Przede wszystkim przychodzi mi do głowy zdrowie, bo jak zdrowia nie ma, to nic nie ma. A jednocześnie wiele badań pokazuje, że Polki o to swoje zdrowie nie dbają. Na pierwszym miejscu dbają oczywiście o dzieci, partnerów, rodziców, a znalezienie przestrzeni na to, żeby pójść np. do ginekologa, zrobić regularne badania, jest za rzadkie. Jest to szczególnie ważne w czasach ogromnego stresu, presji, przebodźcowania, lęku – to wszystko się gdzieś łączy. To jest baza.

Kolejne rzeczy dotyczą naszego rozwoju, realizacji naszych marzeń, które często usypiamy – one do nas gdzieś szepczą, bo będą szeptać i będą próbowały o sobie przypomnieć. Z różnych przyczyn, czasem są to własne wybory, czasem jest to presja społeczna, czasem poczucie winy, stawiamy innych na pierwszym miejscu.

Często potem cierpimy… Mamy poczucie, że życie nam ucieka między palcami, mamy niskie poczucie własnej wartości, bo rezygnujemy w imię wyższej wartości z siebie, własnej kariery, własnej portmonetki. Potem okazuje się, że ktoś nas zostawia, odchodzi, a my, nie mając chociażby tej wolności finansowej, musimy pozostać w czymś, co jest złe.

Powiedziałaś, że często robimy to z poczucia winy… Dlaczego czujemy się winne?

Cały czas funkcjonujemy w zasadach patriarchalnych, które określają społecznie role, przypisują tym rolom odpowiedzialność, a wychylanie się z tego jest złe. Co ciekawe, badania pokazują, że nośnikami takich zasad patriarchalnych, ogromnej krytyki, wyjścia spoza ram, są kobiety dla kobiet.

Mamy coś takiego, co w psychologii i w korporacjach nazywa się „unconscious bias”, czyli ukryte, nieświadome uprzedzenia wobec kogoś. Jednym z takich uprzedzeń są uprzedzenia kobiet wobec kobiet. Nazywa się to wojną kobiet i polega na tym, że nie pozwalamy innym kobietom dokonać własnego wyboru bez dawania temu oceny.

Dla przykładu. Kobieta rodzi dziecko, siedzi w domu, aby to dziecko wychować, co często jest naprawdę ciężką pracą. I wtedy przez grupę kobiet, które wróciły już do pracy lub nawet nie mają dzieci, może być określana jako osoba bez ambicji. Z kolei grupa kobiet, która decyduje się zajmować domem, mówi o tej drugiej grupie: „złe matki”, „wyrodne”, „karierowiczki”, „zostawiły dziecko samo”. Sama spotykałam się po powrocie z urlopu macierzyńskiego z ostracyzmem ze strony koleżanek, innych kobiet. Żaden mężczyzna mnie nie krytykował za to, ale krytykowana byłam w swoim środowisku kobiecym.

Kiedyś w Sukcesie Pisanym Szminką robiłyśmy takie badania, z których wynikało, że kobieta jest w stanie usłyszeć na swój temat wiele negatywnych rzeczy. Ale jak usłyszy, że jest złą matką, to jest największy cios i najbardziej potęguje to poczucie winy. I właśnie to poczucie winy nas wstrzymuje przed wieloma rzeczami, które chcemy zrobić. Nawet przed zadbaniem o ten komfort psychofizyczny, np. pójście pobiegać, na masaż, zrobienie sobie kąpieli dla relaksu.

Kobiety balansują pomiędzy obowiązkami domowymi, a tym, co chciałyby zrobić dla siebie i co z tego wynika? Że stajemy się siłaczkami, bo robimy na 100% wszystko.

Dodałabym, że zmęczonymi siłaczkami. Zmęczonymi, sfrustrowanymi…

Bo jak jesteś zmęczona, to jesteś bardziej podatna na stres, twoja odporność psychiczna i fizyczna spada, nie masz ochoty na przyjemności, bo padasz – nawet na hobby, bo nie masz na to przestrzeni i czasu.

Jak tego uniknąć?

Pomyśleć o sobie. Zauważyć swoje potrzeby i odpowiedzieć na nie. By nie było za późno. Co do naszych partnerów to mawiam - jeśli kochasz, to dziel się obowiązkami. Dzisiaj naprawdę niewiele jest osób, które są w stanie utrzymać rodzinę na wysokim poziomie samemu. Zatem pracuje i ona i on. Czy sprawiedliwym jest to, że jedna osoba wraca z pracy, dokłada się do tego domowego budżetu, a potem idzie do kolejnej pracy (w domu)? To nie jest sprawiedliwe – tak po ludzku.

Zmęczona siłaczka - wizerunek współczesnej kobiety

Coraz częściej młodsze pokolenie odchodzi od tego klasycznego podziału w domu i podkreśla właśnie to partnerstwo. Jesteśmy partnerami, więc razem powinniśmy zajmować się domem…

Uważam, że powinniśmy podzielić obowiązki wedle predyspozycji, bo jednemu coś przychodzi z łatwością, a drugiemu nie. Nigdy nie będzie podziału 50/50.

Wśród młodych kobiet wielkim problemem jest to, że zakładają „życie w związku partnerskim”. A potem okazuje się, że partnerstwo kończy się w momencie, kiedy ona rodzi dziecko. I nagle, choć wcześniej było inaczej, wszystkie obowiązki spadają na nią. A wcześniej on gotował, robił zakupy, sprzątał z nią na spółkę. Tak jakby dziecko było hasłem: „Oddajesz to jej, bo to jej odpowiedzialność”. Ten patriarchalny wzorzec bywa aż tak silny.

To ma też drugą stronę medalu. Mężczyźni również nie radzą sobie z presją i emocjami, bo ten patriarchat zabrania im przyznać się do słabości, zabrania im opowiedzieć o tym, że sobie nie radzą.

I też wstydzą się przyznać do tego, że pomagają w domu. Czy takie myślenie to tylko domena mężczyzn?

Bywa, że kobiety też mają patriarchalne oczekiwania choć nazywamy to “równością”. Chcemy „mieć ciastko i zjeść ciastko”. Oczekujemy, że nasz partner będzie wrażliwy, będzie się zajmował dzieckiem, domem, będzie dyspozycyjny i dostępny emocjonalnie, ale jednocześnie ”będzie dowoził” super kasę, super furę, robił karierę, będzie silny, nie będzie narzekał. A czy się tak da?

Wciąż żyjemy w starym schemacie a potrzebujemy nowej definicji związku i potrzebujemy wprowadzić ją w życie. Bo inaczej żyjemy w karykaturze, która nie pasuje do dzisiejszych czasów – do tej presji, warunków, tego, jak funkcjonujemy.

Myślę, że tu warto nawiązać do badań przeprowadzonych w ramach Sukcesu Pisanego Szminką, z których wynikało, że kobiety poświęcają na obowiązki domowe średnio 40 procent dnia. 40 procent – przecież to jest prawie połowa. A gdzie w tym wszystkim miejsce na pracę, pasję i troskę o siebie?

Praca jeszcze się wciśnie bo w wielu przypadkach musi, gorzej z czasem dla siebie. I po prostu w czasami niewiele można zrobić. Bo co doradzisz kobiecie, która pracuje, ma dziecko, żyje w patriarchalnym związku, z mężczyzną, który o partnerstwie nawet nie chce słyszeć?

Oczywiście, można próbować rozmawiać z drugą stroną, można zaangażować dzieci - bo dzieci nie święte krowy i też mogą coś w domu zrobić. Można spróbować dzielić się opieką z koleżankami. Czyli ja zostanę z twoim dzieckiem w ten wtorek a ty zajmiesz się moim w kolejny. W ten sposoļ zyskamy jedno popołudnie dla siebie. Można też szukać odpoczynku dla siebie z dziećmi – np. pójść z dziećmi poćwiczyć, popływać…

Z radami trzeba jednak uważać. Bo mówi się kobietom: „Możesz wszystko”. Ale one wtedy często słyszą: „Musisz wszystko”. Ona już czuła się siłaczką, bo po pracy musiała zrobić zakupy, odebrać dziecko, wrócić z dzieckiem do domu, wstawić pranie, położyć dziecko spać, jej dzień skończył się o 23 – to jakie wszystko? jeszcze ma do tego dołożyć pasję??

Namawiam raczej do tego, żeby każdy indywidualnie poszukał możliwości zrobienia czegoś dla siebie. Można zrobić coś z dzieckiem, poprosić kogoś o pomoc, kupić sobie czas, np. wynająć opiekunkę, jeśli możemy sobie na to pozwolić. Nie żałujmy tych pieniędzy, bo to daje nam odpoczynek, a odpoczynek to lepsza odporność fizyczna i psychiczna, a to się równa możliwościom lepszego życia.

Mam wrażenie, że kobiety wciąż uznają troskę o siebie jako wyraz słabości… W którym momencie powinno nam się zapalić czerwone światło, że to już za dużo?

Tym sygnałem może być złość. Złość jest efektem długotrwałego poczucia bezsilności, stresu, poczucia winy, lęku. Kiedy ciągle podnosimy głos, krzyczymy na “chomika”, psa, a może i na dziecko, to jest to sygnał dla nas by zatrzymać się, zrobić coś, bo inaczej zniszczymy siebie, ale też relacje ze swoim dzieckiem, partnerem, przyjaciółmi. Inny mocny sygnał to zalanie się zdrowia fizycznego i lub psychicznego.

Czy silna i zmęczona to wygodny model dla świata?

Nie masz takiego poczucia, że świat wymusza na nas to, żebyśmy były silne i zmęczone?

Pytanie, kto to jest ten “świat”… To, żebyśmy były silne, jest wygodnym modelem dla każdego. W pracy posiadanie silnych pracowników jest wygodne. Jeżeli ktoś nie zgłasza, że jest przemęczony, to ciśniesz na wyniki. W rodzinie posiadanie silnej osoby też jest wygodne. Ciągnie ktoś “wózek” ze wszystkim i daje radę, to nie ciągnie. Jeżeli nie powiemy stop, nie postawimy granic, to nikt ich nie uszanuje. Bo dlaczego miałby?

Jak postawić te granice?

Granice zaczynają się od decyzji, że twoje „nie” jest równie ważne jak twoje „tak”. Świat nie jest abstrakcją. To konkretni ludzie, którzy reagują na to, na co im pozwalamy. Jeśli zawsze jesteś dostępna, zawsze dowozisz, zawsze bierzesz więcej - uczysz innych, że to jest norma.

Postawienie granicy to nie jest bunt. To jest komunikat. „Jestem na urlopie, wrócę do tego po powrocie.” „Nie wezmę tego projektu, mam pełne zasoby.” „Potrzebuję wsparcia.” Granice nie działają wtedy, gdy je ogłaszamy. Działają wtedy, gdy ich pilnujemy. To my uczymy ludzi, jak mają nas traktować, poprzez to, na co się zgadzamy, a na co już nie.

Da się odpuścić i jednocześnie osiągnąć sukces?

Tak, o ile odpuścimy to co nam nie służy i to co stanowi priorytet dla innych ludzi a nie dla nas. Porzucimy mikromanagement. Nauczymy się odróżniać rzeczy “pilne” od “ważnych”. Odmówimy wykonywania pracy za innych, a skupimy się na realizacji własnych celów.

Ludzie sukcesu wiedzą, co chcą osiągnąć i w jaki sposób mogą to osiągnąć najszybciej. A potem swój sukces uznać.

Jak komunikować w relacji: „Mam dość”?

Najpierw musimy wiedzieć, czego nie chcemy i przemyśleć co ma się zmienić. Bo kiedy „mamy dość”, zwykle wybuchamy. Potem pojawiają się wyrzuty sumienia, przepraszamy za emocje i nic się nie zmienia. Nie rozmawiamy potem spokojnie. To model, który utrwala problem. Do ważnej rozmowy trzeba się przygotować, tak samo jak do negocjacji w biznesie. W domu jest oczywiście trudniej, bo wchodzą emocje i nawyki drugiej strony, która przyzwyczaiła się, że ją wyręczamy.

Co może pomóc? Zapisanie na kartce, a nastepnie przedyskutowanie z domownikami:

  • czego nie chcesz,
  • gdzie są twoje granice,
  • czego oczekujesz,
  • jaki efekt chcesz osiągnąć, np jakie obowiązki mają przejąć inni.

I weź odpowiedzialność za to, że będziesz tego pilnować.

A jak wyłączyć emocje i podejść do rozmowy spokojnie?

Im lepiej się przygotujesz, tym mniej będzie emocji. Komunikacja to umiejętność, nie improwizacja. Warto parafrazować to, co mówi druga osoba, żeby upewnić się, że naprawdę się rozumiecie. Trzeba też być gotową na opór. Osoby przyzwyczajone do dotychczasowego układu mogą próbować wyprowadzić nas z równowagi. Dlatego warto przewidzieć różne scenariusze.

I najważniejsze - konsekwencja. Jeśli mówisz: „Nie będę tego robić”, to naprawdę przestań to robić. Bo jeśli powiesz 12 razy „posprzątaj po sobie”, a potem zrobisz to sama - uczysz, że Twoje granice są negocjowalne. Granice działają tylko wtedy, gdy są spójne z działaniem.

Jak szminka może zmienić twoje życie?

Troska o siebie w kontekście kobiet jest też związana z wyglądem. Czy ta przysłowiowa szminka może coś zmienić?

Tak. Może. Widzimy to choćby w programach z metamorfozami - moment, w którym ktoś staje przed lustrem, widzi siebie inaczej i nagle zmienia się jego postawa, spojrzenie, energia. To nie chodzi o próżność. To chodzi o poczucie sprawczości. Nie oszukujmy się, dobrze dobrany strój, fryzura czy makijaż potrafią dodać nam pewności siebie. Nie po to, żeby wyglądać jak z Instagrama. Bo Instagram to wycinek rzeczywistości, efekt końcowy bez pokazanej drogi. Nie porównujmy się do czyjegoś „efektu”, skoro nie znamy procesu. Ale dbajmy o siebie. Dla siebie. Każda z nas ma coś, co w sobie lubi. U mnie to są włosy. Kiedy mam gorszy dzień, wstaję, biorę prysznic i układam je najlepiej, jak potrafię. I od razu czuję się inaczej, bardziej „w sobie”.

Jeśli lubisz swoje oczy - podkreśl oczy. Jeśli lubisz usta - nałóż szminkę. To nie jest powierzchowność. To jest mały gest, który mówi: „Jestem dla siebie ważna”. A od tego często zaczyna się większa zmiana.

Czy kobiety, które o siebie dbają są mniej podatne na manipulacje?

Podatność na manipulację wynika przede wszystkim z cech osobowości i poziomu świadomości. Sam fakt, że jesteśmy wypoczęte czy zadbane, nie chroni nas automatycznie przed manipulacją. Kluczowe jest rozumienie mechanizmów, im lepiej je znamy, tym trudniej nami sterować. Natomiast dbałość o siebie ma ogromne znaczenie w codziennym funkcjonowaniu. Kiedy jesteśmy wypoczęte i potrafimy regulować emocje, podejmujemy lepsze decyzje. Mamy więcej jasności, większą odporność na stres i silniejszą wolę. A to sprawia, że wybieramy świadomie, zamiast reagować impulsywnie.

Dbanie o siebie to nie luksus. To inwestycja w zdrowie psychiczne i fizyczne, w odporność i sprawczość. A to wszystko przekłada się na większą niezależność, również w relacjach i w pracy.

Czyli silna i zmęczona nie muszą iść ze sobą w parze?

Zdecydowanie nie. Myślę, że problem zaczyna się od samej definicji „silnej kobiety”. W polskim języku to często kojarzy się z siłaczką, kimś, kto wszystko zniesie, wszystko ogarnie i nikogo nie obciąży sobą. A ja widzę to inaczej. Siła nie powinna oznaczać dźwigania wszystkiego w pojedynkę. Nie chodzi o twardość ani o udowadnianie, że dam radę bez wsparcia. Może zamiast „silna” warto powiedzieć „spełniona”. Albo „świadoma”. Kobieta, która zna swoje granice, potrafi prosić o pomoc i nie musi nikomu niczego udowadniać.

To ja życzę nam wszystkim, żebyśmy były spełnione i cieszyły się życiem na co dzień.

I ja też.


Olga Kozierowska – pionierka działań na rzecz równości i różnorodności, twórczyni kampanii, które zmieniają sposób, w jaki Polacy myślą o sobie i swoim kraju. Ekspertka w obszarze Diversity, Equity & Inclusion, przedsiębiorczyni społeczna, dziennikarka i twórczyni inicjatyw społecznych. Od lat działa na rzecz równego dostępu do szans, wspierania kobiet i budowania inkluzywnego przywództwa.

Założyła Sukces Pisany Szminką (2008), pierwszą w Polsce organizację wspierającą przedsiębiorczość kobiet i równość płci. Jako prezeska Fundacji WłączeniPlus oraz inicjatorka Klubu DEI Champions łączy biznes z działaniami na rzecz różnorodności i systemowej zmiany.

Jest pomysłodawczynią kampanii We Did It In Poland, promującej polską innowacyjność, kreatywność i osiągnięcia. Kampania zdobyła szerokie uznanie podczas polskiej prezydencji w Radzie UE, inspirując do budowania dumy narodowej i pozytywnego myślenia o Polsce.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama