POLECAMY

"Przebudzenie" - We-Dwoje.pl recenzuje

Pewnej nocy Zuzannę nawiedza przerażający sen. Kobieta widzi trawioną przez ogień wyspę, jezioro pełne krwi i martwych ciał. Wkrótce potem otrzymuje spadek po nieznanym krewnym - malowniczą posiadłość na Mazurach, dokładniej nad jeziorem Dobskim, niedaleko Gilmy, wyspy, na której dwieście lat temu doszło do tej tragedii. Zbieg okoliczności? Niekoniecznie...

Pewnej nocy Zuzannę nawiedza przerażający sen. Kobieta widzi trawioną przez ogień wyspę, jezioro pełne krwi i martwych ciał. Wkrótce potem otrzymuje spadek po nieznanym krewnym - malowniczą posiadłość na Mazurach, dokładniej nad jeziorem Dobskim, niedaleko Gilmy, wyspy, na której dwieście lat temu doszło do tej tragedii. Zbieg okoliczności? Niekoniecznie...

Katarzyna Zyskowska-Ignaciak tym razem podążyła w zupełnie innym kierunku. Odbyła lekcję historii, a dokładniej rzecz ujmując, zapoznała się z przeszłością Gilmy. Na wyspie tej w średniowieczu znajdowało się nie tylko grodzisko podbitych przez Krzyżaków Galindów, ale też święty gaj, w którym przez dłuższy czas praktykowano pogańskie obrzędy. W XIX w. wzniesiono tam kaplicę, której ruiny możemy podziwiać do dziś i która również jak mniemam zainspirowała autorkę do stworzenia tej powieści. Bo wszystkie elementy tej układanki łączą się w całość. Galindowie, święty gaj i zbudowana na wyspie kaplica, w książce określana mianem świątyni dumania, dały początek intrygującej historii, w której przeszłość miesza się z teraźniejszością, dzięki której Zuzanna zrozumie, że jej życie nie jest czystą kartką papieru, a raczej jedną ze stron książki, która ma już wiele rozdziałów.

"Przebudzenie" to taka powieść detektywistyczna z romansem w tle. Lekka i przyjemna, lecz także... pozostawiająca niedosyt. W centrum zainteresowania jest oczywiście Zuzanna, główna bohaterka, spadkobierczyni mazurskiej ziemi, kobieta tkwiąca w związku bez przyszłości i marnująca swoje dziennikarskie powołanie w redakcji plotkarskiego magazynu. Z chwilą, gdy dowiaduje się o spadku i gdy wokół niej zaczynają się dziać dziwne rzeczy, postanawia zgłębić historię swojej rodziny, nie podejrzewając nawet jaką rolę przyjdzie jej w tym wszystkim odegrać. I to właśnie jedyny zarzut, jaki mogłabym postawić autorce, ponieważ zakończenie tej powieści jest dość oklepane. Połowa książek i filmów o podobnej tematyce znajduje swój finał w pogańskich obrzędach, zatem myślałam, że "Przebudzenie" skończy się inaczej. Przeliczyłam się. Nie zmienia to jednak faktu, że książkę czyta się dobrze, bo przez cały czas, aż do momentu rozwiązania tej historii, towarzyszy taki miły dreszczyk emocji, bo prawie do końca nie wiadomo, kto z najbliższego otoczenia dziewczyny jest jej przyjacielem, a kto śmiertelnym wrogiem.

„Hej, Mazury, jak wy cudne! Gdzie jest taki drugi kraj! Tu zapomnisz chwile trudne, tu przeżyjesz życia maj”. Czytając "Przebudzenie" co rusz dźwięczała mi w uszach piosenka znana chyba wszystkim Mazurom, a i części turystom, którzy co roku żeglują po bezkresnych taflach mazurskich jezior. Osadzenie akcji nad mazurskimi jeziorami i wplecenie w to wszystko detektywistycznego wątku okraszonego romantycznymi uniesieniami sprawia, że "Przebudzenie" mimo wszystko jest idealną lekturą na lato!

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/7 lat temu
Hm... no, nie powiem, czytało mi sie dobrze, lekuchno, ale nie sięgnę drugi raz. To taka książeczka na podróż pociągiem. A to co nasunęło mi sie po lekturze, to ogromne podobieństwo do opowiadań Margit Sandemo. Bohaterka uwikłana w niezrozumiałą dla siebie afere, siły nadprzyrodzone, nieznajomy cudowny wybawiciel. Tyle że zamiast w Norwegii mamy nasze Mazury.