zimowe szpilki fot. Fotolia

Niewymuszona elegancja a'la Kasia Tusk jest wymuszona i nieżyciowa!

„Niewymuszona elegancja” w wydaniu Kasi Tusk i innych blogerek modowych w rzeczywistości jest bardzo pracochłonna. A gdyby tak to olać i nie katować się co rano prostownicą i mascarą, tylko wyjść na miasto w prawdziwym no make-up? Ile czasu i pieniędzy byśmy zyskały!
/ 08.10.2017 10:05
zimowe szpilki fot. Fotolia

Ja wiem, że łatwo sobie wycierać gębę Kasią Tusk. Chłopaki z Makelifeharder zrobiły niezłą karierę na wytykaniu jej zakupoholizmu, naiwności i marnej polszczyzny, a portale plotkarskie lubią od czasu do czasu podliczyć, jak kosztowne są jej kolejne stylizacje. Ale wszystkim tym krytykom jakoś umknęło to, co zwykłe dziewczyny może uwierać najbardziej. Z całym szacunkiem do jej biznesowej żyłki, Kasia i jej koleżanki robią pozostałym dziewczynom niezłe kuku. 

Tak naprawdę "niewymuszona elegancja", którą promuje na swoim blogu Kasia Tusk, to kupa roboty!

Choćby za każdym razem zapewniała, że to w zasadzie się robi samo i że „wystarczy 5 minut, żeby schludnie wyglądać”, wiadomo, że nie wystarczy.

Ułożenie włosów, choćby pobieżny makijaż, wyprasowanie jedwabnej bluzki, znalezienie niedziurawych rajstop (najpierw obowiązkowo golimy nogi, choćby nawet był zimny listopad) itd. i to wszystko przed zjedzeniem ekologicznego śniadania!

Od miesięcy zbierasz na wymarzoną torebkę? Po co?

Chcemy dobrze wyglądać, ale na litość boską! Czy blogerki przypadkiem nie miały być odpowiedzią prawdziwych dziewczyn na nierealne wymagania magazynów o modzie? Wygląda na to, że jeśli były, to już dawno przestały.

To przypominamy: prawdziwa dziewczyna nie jest bezdzietną modelką (rozmiar ciuchów 34), której praca składa się z odbywania eleganckich spotkań i pozowania do zdjęć. 
Prawdziwa dziewczyna jedzie na ósmą do pracy i często musi się tam dostać autobusem (w szpilkach ciężko). Zdarza się, że ma dzieci, starego psa, który słabo wypada na instagramie albo tak marnie płatną robotę, że na szminkę Chanel musi zbierać dwa lata.

Dziurawy sweter za kilka tysięcy złotych. I to jest przecena...

No właśnie, czy musi? Niemki, Hiszpanki czy Dunki już dawno odkryły, że można się w ogóle nie malować, nie farbować włosów i nosić wyłącznie płaskie buty, bo na obcasach trudno się jeździ na rowerze. A my wciąż się upieramy przy elegancji. Nawet „sportowy look” w polskim wydaniu jest bardziej wyjściowy i dopracowany niż bluza, którą narzuca na siebie dziewczyna z Hamburga czy Barcelony. Bo my do sportowej bluzy mamy umalowane rzęsy i zrobione paznokcie. Czy to źle? Niekoniecznie, wiele dziewczyn lubi w ten sposób o siebie dbać. Te parę minut, które rano poświęcamy na zrobienie makijażu to dla niektórych luksus, moment wytchnienia. I okej.

Gorzej, gdy przyjemność zamienia się w jakąś obłędną presję - że lakier na paznokciach poodpryskiwał, że odrosty, że tusz się rozmazał, że spódnica pognieciona…

Dbanie o te sprawy pochłania masę czasu i pieniędzy. Sytuacja robi się już całkiem postawiona na głowie, kiedy pokazanie swojej własnej, choć nieumalowanej, twarzy jest aktem „odwagi” i wymaga specjalnego hasztagu.

Kobiety plus-size odtwarzają topowe kampanie reklamowe. Piękno nie ma rozmiaru XS?

Popatrzcie na facetów - oni chodzą sobie wolni jak ptaki, całkowicie no make-up i nic sobie nie robią z nierówności cery czy okazjonalnego pryszcza. Takie rzeczy się zdarzają i są normalne! Tylko że nie dla kobiet. My musimy starać się bardziej, wydać swoje pieniądze na kosmetyki, poświęcić godziny na utrzymanie nienagannej sylwetki. I gdzie tu równość?

Nawet mróz nie jest usprawiedliwieniem, żeby dziewczyny mogły sobie trochę odpuścić. Wystarczy krótki przejazd metrem, żeby zebrać kilkanaście przykładów takiej zimowej wersji „kobiecości” - jeśli kozaki, to na obcasie, ciepła czapka, ale ozdobiona cekinami, gruba kurtka, ale pod spodem cienkie rajstopy, pojemna torba na laptopa, ale z kwiatuszkiem, spodnie, ale koniecznie obcisłe itd.

Pracujemy tak samo ciężko jak mężczyźni, a wszystkich obowiązków mamy więcej niż oni, ale w kwestii wyglądu wciąż mamy pod górkę. W zasadzie nikt nam nie kazał chodzić w ciasnych rurkach ani doczepiać sztucznych rzęs, ale jak już naoglądałyśmy się zdjęć Kasi, to chciałybyśmy wyglądać chociaż w połowie tak ślicznie jak ona.

No więc się staramy, nakładamy prześwitujące bluzki pod zimową kurtkę, kupujemy rozświetlacze do cery, jesteśmy dziewczęce cały rok... Tylko że przy obecnym tempie życia i liczbie obowiązków pamiętanie o nienagannym manikiurze staje się wymaganiem z kosmosu. Ja to chrzanię! Zasługuję na taką samą wolność jak mój facet. Na swoją listę postanowień noworocznych wpisuję tylko jeden punkt: „starać się mniej”.

Kasia, bądź koleżanką! Zrzuć szpilki i pokaż się w dresie.