Historia Yves Saint Laurent fot. ONS

Yves Saint Laurent: „Potrafię zaprojektować sukienkę z zamkniętymi oczami, tak dobrze znam tkaniny”

Odwiedziłyśmy paryską pracownię projektanta, w której dziś znajduje się muzeum. Czasowa wystawa „Behind the scenes of haute couture in Lyon” to ukłon w stronę legendarnych domów tkackich, ale i nowe spojrzenie na kreatywny geniusz Saint Laurenta.
/ 26.09.2021 10:45
Historia Yves Saint Laurent fot. ONS

Studio, w którym Yves Saint Laurent pracował i przyjmował klientki znajduje się przy Avenue Marceau w Paryżu. Hall wejściowy to pełne przepychu, barokowe wnętrze ozdobione zabytkowym, kryształowym żyrandolem i… tropikalnymi palmami. To symbol wielkiej miłości projektanta do egzotyki. Chociaż na co dzień mieszkał i pracował w Paryżu, największe muzeum jego twórczości znajduje się dziś w jego ukochanym Marrakeszu, gdzie czerpał inspiracje i odnajdował spokój.

W budynku przy Avenue Marceau powierzchnia ekspozycyjna jest mniejsza, ale to tutaj fani projektanta mogą stanąć w perfekcyjnie zachowanej pracowni pełnej osobistych bibelotów takich jak odręczne szkice, kultowe okulary o grubych oprawkach czy laska Christiana Diora, którą Yves otrzymał po dawnym mistrzu zaraz po przejęciu funkcji głównego projektanta jego domu mody w 1957. Studio po brzegi wypełnione jest albumami sztuki, z której kreator wielokrotnie czerpał np. przy kultowej „sukience Mondriana”.

 

fot. Pracownia w Muzeum YSL w Paryżu, fot. Aleksandra Zaborowska

„Tkanina dla projektanta jest jak glina dla rzeźbiarza”

Od 17 czerwca do 5 grudnia 2021 paryski oddział muzeum oferuje dostęp do wyjątkowej wystawy, która rzuca zupełnie nowe światło na Yves'a Saint Laurenta jako projektanta. Jej motywem przewodnim jest 40-letnia współpraca artysty z najbardziej prestiżowymi domami tkackimi, których ośrodkiem był francuski Lyon - miasto, które przez lata uchodziło za europejską stolicę jedwabiu, ale szybko weszło także w rolę pioniera w zakresie tworzenia nowych, syntetycznych tkanin takich jak mieszanki wiskozy, rayonu czy poliestru z włóknami jedwabiu.

Źródłem najwyższej jakości jedwabiu były domy takie jak Bianchini-Férier, Bouton-Renaud, Brochier i Sfate et Combier, ale YSL współpracował także z profesjonalnymi pośrednikami takimi jak Bucol, Abraham i Beaux-Valette, którzy zlecali produkcję tkanin w regionie między Rodanem i Saoną.

Tkaniny determinują ideę, linię. Jeśli użyję ich w niewłaściwy sposób, mój projekt jest porażką i muszę go porzucić. Wybór tkaniny to jeden z najważniejszych kroków w procesie twórczym, rzecz, która wymaga największej koncentracji, a jednocześnie daje największą radość – powiedział Yves Saint Laurent.

Tkaniny, ich struktury i zachowanie w danym stroju studiował już w wieku nastoletnim, wertując magazyny o modzie. Uważał, że do stworzenia danego projektu inspiruje go często sam materiał. W tkaninach kochał to, że układane na sylwetce sprawiały wrażenie, jakby „rzeźbiło się w świetle”.

Kiedy przybył do Paryża, posiadał tak znakomitą znajomość materiału, że mógł projektować z zamkniętymi oczami. Doskonale wiedział, jak surowiec zachowa się w danym upięciu i na danej sylwetce.

fot. Muzeum YSL w Paryżu, fot. Aleksandra Zaborowska

Niezwykłe zdolności rzemieślnicze sprawiły, że młody Saint Laurent szybko osiągnął spektakularny sukces: już w wieku nastoletnim projektował ramię w ramię z Christianem Diorem, na czele jego marki stanął zaledwie w wieku 21 lat, a swoją własną otworzył niespełna 4 lata później.

Materiał, z którego szył, jego jakość i rzemiosło, stawiał na równi ze swoim wkładem w proces projektowania. Na reklamach prasowych, które ukazywały się w czołowych magazynach kobiecych, kazał umieszczać nazwę producenta tkaniny obok swojego nazwiska.

fot. Yves Saint Laurent i Bucol, reklamy w magazynie L'Officiel, 1991/1993, fot. Aleksandra Zaborowska

Przed każdą nową kolekcją, do atelier YSL trafiało nawet 20 różnych portfolio z próbkami od rzemieślników tkanin. Materiały zamawiano w tysiącach metrów i ubezpieczano na horrendalne kwoty. Same w sobie były warte fortunę, a po skrojeniu w projekty autorstwa uzdolnionego projektanta, osiągały ceny, które do dziś dostępne są jedynie dla wybranych.

Geniusz okupiony cierpieniem

Yves Saint Laurent był wizjonerem stale przekraczającym granice, a więc krytykę wzbudzał tak samo często jak zachwyt. Chciał podarować kobietom wolność i seksapil, dlatego zdjął z nich sztywne garsonki i ubrał je w garnitury i prześwitujące tkaniny eksponujące biust.

Chociaż po przejęciu sterów w Diorze, uratował legendarny dom mody od bankructwa, jego projekty szybko zaczęły być zbyt odważne dla konserwatywnych klientek jego mistrza.

Ustąpił więc miejsca kolejnym i zainwestował we własny dom mody, ale zanim do tego doszło, nadszedł najbardziej traumatyczny epizod jego życia: projektant został powołany do wojska, w którym padł ofiarą przemocy i stałego poniżania, głównie ze względu na swoją orientację seksualną. Z wojska trafił do szpitala psychiatrycznego, gdzie, zamiast wsparcia i pomocy, został poddany jeszcze gorszym torturom: terapii farmakologicznej i elektrowstrząsowej, która miała „przywrócić w nim heteroseksualizm”.

Traumatyczne przeżycia przypłacił stanami depresyjnymi i uzależnieniem od leków oraz narkotyków, które nie opuszczały go przez wiele lat. Największym wsparciem po wyjściu ze szpitala stał się jego partner Pierre Bergé, który zachęcał go do otwarcia własnego domu mody, a jednocześnie osłonił go „ochronnym kokonem” przed światem zewnętrznym.

Nieśmiały i zmagający się ze swoimi demonami Yves odpowiedzialny był jedynie za proces twórczy. To Bergé zajmował się wszystkimi „przyziemnymi” aspektami biznesu: finansami, sponsorami czy kontaktami z prasą, aby uchronić ukochanego przed wszystkim, co mogłoby go przytłoczyć czy rozproszyć. Chociaż oficjalnie rozstali się po kilkunastu latach, Bergé do końca życia stał na czele fundacji podtrzymującej dziedzictwo utalentowanego projektanta.

W atmosferze skandalu

Wszystkie przełomowe pomysły Saint Laurenta, którymi dzisiaj zachwyca się świat, dawniej zderzały się z krytyką, która, choć bolała, nie sprawiała, że wątpił w kierunek, który obrał. Lwicom salonowym, które nosiły jego damskie garnitury, zdarzało się być wyproszonym za „niestosowny dla kobiety strój”. Jego autorskie zapachy, a raczej ich kampanie reklamowe, wywoływały burzę w prasie i w towarzystwie.

Pierwsze męskie perfumy „YSL Pour Homme” reklamowane były nagimi zdjęciami samego projektanta. Damskie i kultowe „Opium” wywołało wielki sprzeciw środowisk antynarkotykowych, zwłaszcza, że o problemach artysty z używkami wiedziano już od dawna.

Był jednym z pierwszych, którzy zdecydowali się na otwarcie tańszej sub-marki. Linia Rive Gauche została nazwana od ulicy, przy której znajdował się jego główny butik. Chociaż koledzy z branży krytykowali go za obniżanie standardów, Yves Saint Laurent twierdził, że moda byłaby wyjątkowo smutna, gdyby miała na celu jedynie ubieranie bogatych kobiet. Sklep szturmowały setki klientek, a marka notowała zyski, choć przysparzała projektantowi pracy, której i tak miał już w nadmiarze.

Dziedzictwo

Stale rosnąca presja i goniące terminy sprawiły, że wrażliwy kreator mody coraz częściej sięgał po narkotyki i zatapiał się w mrocznych częściach swojej osobowości. Paradoksalnie, rozrywki, które miały zmniejszyć napięcie i umożliwić mu dalszą pracę, odbierały mu kreatywność, co odbijało się na recenzjach następnych kolekcji.

Pomimo krytyki, nadal nie zapominano jednak o wkładzie, jaki miał w rozwój historii mody. Został pierwszym żyjącym projektantem, któremu The Metropolitan Museum of Art (współorganizator Met Gali) poświęciło w całości swoją wystawę. Nadal pozostaje jednym z zaledwie kilku (obok m.in. Diora, Chanel, Balenciagi czy McQueena), których twórczość posłużyła za wyłączny motyw najbardziej prestiżowej gali w świecie mody.

Swoją ostatnią autorską kolekcję zaprezentował w 2002 roku. Zmarł w 2008. Dziś, jego marka, mimo krytyki niektórych, goni za nowoczesnością wchodząc w świat streetwearu i odświeżając wizerunek. Na nowych projektach nie ma już śladu po splecionych, kultowych literach YSL autorstwa grafika Cassandre. Stare logo zachowane zostało jedynie dla linii kosmetycznej. Butiki zdobią dziś proste, nowoczesne napisy „Saint Laurent Paris”.

Ale chociaż „Yves” został usunięty z własnego logo, na zawsze pozostanie w pamięci dzisiejszych i kolejnych pokoleń miłośników mody i projektantów czerpiących z jego dziedzictwa.

Czytaj też:
Pogrzeb Yves Saint Laurenta
Stefano Pilati śladami Yves Saint Laurenta
Yves Saint Laurent - film i ciekawostki z planu