opuszczone osiedle w Warszawie fot. Adobe Stock, lukszczepanski

W Warszawie 180 mieszkań stoi pustych i… niszczeje. Co się stało z osiedlem Ogrody Ochoty?

Budynek w bardzo dobrej lokalizacji stolicy od kilku lat jest odwiedzany jedynie przez grafficiarzy i miłośników zwiedzania opuszczonych miejsc. O co chodzi?
Urszula Wilczkowska / 17.06.2021 08:49
opuszczone osiedle w Warszawie fot. Adobe Stock, lukszczepanski

W Warszawie o niedrogie mieszkanie w dobrej lokalizacji nie jest łatwo. Tymczasem na warszawskiej Ochocie, tuż przy Alei Krakowskiej stoi budynek, który od kilku lat jedynie straszy przechodniów i niszczeje. Inwestycja nazywa się Ogrody Ochoty. Podczas budowy II etapu osiedla prace jednak zostały wstrzymane na końcowym etapie.

Opuszczone Ogrody Ochoty

Co stoi za taką decyzją dewelopera? Budynek był już prawie gotowy do oddania. Położono w nim elektrykę, zagipsowano ściany, a z ulicy nawet już widać, że wstawione były także okna. Dziś prawie cała powierzchnia ścian przy balkonach pokryta jest graffiti. 

Wbrew pozorom za tą sprawą nie stoi żadna mrożąca krew w żyłach historia, a budynek nie dołączył do grona najbardziej nawiedzonych domów w Polsce.

Budowa stanęła w 2016 roku, tuż po głośnym bankructwie dewelopera. Szkody afery finansowej, którą prokuratura odkryła, badając tę sprawę, wyceniono na około 1,6 miliona złotych. Niedoszli mieszkańcy musieli dochodzić swoich praw w sądzie.

Dziś budynek straszy mieszkańców Ochoty pomalowanymi ścianami oraz powybijanymi szybami i rozkradzionymi przewodami. Co więcej, krążą plotki, że spotykają się tam naprawdę nieciekawe grona osób, na które lepiej nie wpaść samotnie w tak odizolowanym miejscu.

Nie zniechęca to jednak osób zajmujących się urban exploration, które często obierają sobie Ogrody Ochoty za cel swoich wypraw.

Czytaj także:
 Dom o powierzchni 2,8 mkw. za 1300 zł miesięcznie. Jak wyglądają nanomieszkania w Hongkongu?
Zrobiła metamorfozę kuchni i… spadł na nią ogromny hejt. Przekonaj się, dlaczego
Ten dom jest węższy niż autobus, a kosztuje prawie 4 miliony złotych. Wart swojej ceny?