dzieci całują mamę fot. Fotolia

Najpierw nie mogą doczekać się czasu bez dzieci, a potem za nimi tęsknią. Typowe dla matek?

Jutro po raz pierwszy wyjeżdżam gdzieś bez młodszej – z którą nigdy dotąd nie rozstałam się na dłużej niż parę godzin. Teraz zostanie 4 dni z tatą, a mną targają sprzeczne uczucia. Z jednej strony – ekscytacja: całkowicie dorosły wyjazd! Tylko dorosłe towarzystwo, sprawy służbowe i kulturalne, to lubię. Z drugiej – przeczuwam, że będę się czuła jak wydrążona tykwa.
dzieci całują mamę fot. Fotolia

Kochana P.!
Wakacje to czas odpoczynku i rozprężenia, czego właśnie doświadczam. W weekend wróciłam z fantastycznego pobytu nad oceanem, ale tak naprawdę to w pełni relaksuję się właśnie teraz, gdy dwójka starszaków jest na wyjeździe z tatą, najmłodsza w przedszkolu, a ja mam tylko pracę. Tylko pracę, rozumiesz, prawda? Nie muszę wytężać wzroku, wypatrując, czy trzy głowy wystają ponad powierzchnię fal lub taflę wody w basenie, nie muszę co chwilę sprawdzać stanu skóry, czy aby znowu nie potrzebuje kolejnej aplikacji kremu do opalania, nie muszę przypominać o noszeniu czapek, bo słońce pali, nie muszę donosić kolejnych kubków z wodą i kanapek. Słowem – nie muszę być czujnym żołnierzem na posterunku.

Ratunku, ktoś podmienił mi dziecko! Jak przeżyć bunt dorastającego syna lub córki?

Niewyobrażalnie kocham swoje dzieci, ale przecież obie wiemy, że bycie matką to nie tylko przyjemność, ale i gigantyczny obowiązek.
W takich chwilach jak ta zawsze się zastanawiam, czym tak naprawdę jest egoizm, czy istnieje jego zdrowa odmiana i gdzie są kolejne granice między całkowitym poświęceniem a skrajnym samolubstwem.
Nie mówię o takich ekstrawagancjach jak wyjazd dokądś bez dzieci – ja z mężem na romantyczny wypad, a one na obóz lub kolonie. Nigdy nie zorganizowałam sobie takiego wypoczynku, bo czułabym się nie fair wobec dzieci. A może głupio myślę, może nic w tym złego? Może gdybym miała rodziców, a dzieci dziadków, to taką decyzję łatwiej by mi było podjąć?
Przez wiele lat wzbraniałam się przed opuszczaniem potomstwa w celu zrobienia sobie przyjemności, a jeśli już do niej dochodziło (teatr, kino, kolacja), to była ona okupiona wyrzutami sumienia. Lekkimi, lecz jednak odczuwalnymi.

Czy wakacje, gdy ma się dzieci, to rzeczywiście wypoczynek?

Teraz to się ciut zmienia – zapewne z powodu zmęczenia i organicznej wręcz potrzeby odpoczynku, ale także dlatego, że dzieci dorastają. Najstarsza córka – gimnazjalistka – coraz częściej wybiera towarzystwo przyjaciółek. Syn jest już na tyle samodzielny, że spędza czas z kolegami na rowerze lub na boisku. Stopień zapotrzebowania na matkę się zmniejsza.
Czy z tego korzystam? Bardziej niż kiedykolwiek, co nie znaczy, że intensywnie.
A z drugiej strony, patrząc na to stopniowe oddalanie się dzieci, czasem nachodzą mnie myśli, że za czas jakiś będą już całkiem oddzielnymi bytami, więc może jednak łapać każdą chwilę z nimi?... Skoro jeszcze mam w domu przedszkolaka?...
I jak sobie odpowiedzieć na te pytania o egoizm, skoro sama nie potrafię się w tej kwestii połapać?

Całuję
A.

System kontra człowiek, czyli perypetie przyszłej mamy u lekarza

Oddana A.!
Gdy moja najstarsza szła do przedszkola, przez wiele dni miałam koszmary o odrąbanych rękach mojej mamy leżących na makabrycznym talerzu. Chyba nigdy wcześniej ani potem nie miałam równie okropnych snów.
Na jawie rozgrywały się sceny równie przejmujące: z kolorowego budynku przedszkola na całą okolicę wydobywało się chóralne wycie dzieci, a w zaparkowanych pod przedszkolem samochodach chlipały rzęsiście matki. Od tamtej pory minęło wiele lat, wiele rozstań, pierwsze kolonie, coraz późniejsze powroty wieczorem, coraz więcej nocowań u koleżanek, coraz dłuższe osobne wakacje.
A ja ciągle tęsknię. Ukrywam to trochę, żeby z kolei nie wzbudzać poczucia winy w córce i nie ograniczać jej naturalnych potrzeb – ale zdarza mi się z nostalgią wracać myślami do czasów, gdy byłam taka niezbędna, niekwestionowana, uwielbiana.
Na szczęście rosną moje następne córki – i myślę, że z każdą kolejną będzie jednak trochę łatwiej, dla obu stron.

Od dzieci uwielbiam odpoczywać – lecz wyłącznie krótkodystansowo. Moje życie jest proste: najszczęśliwsza jestem, gdy mówią, że idą na plac zabaw, a ja mogę sobie wtedy zaparzyć kawę i usiąść na leżaku z książką.
Na kwadrans – pół godziny. Gdy wybywają na dłużej – do sali zabaw, na basen – to już nie jest dla mnie odpoczynek, bo przecież tak długi kęs czasu muszę spożytkować na rzecz dobra rodziny; inaczej, tak jak i Ciebie, zeżre mnie sumienie.
Jak widzisz, beznadziejne z nas przypadki. Za to, wyznam Ci, lubię sobie snuć wizje, jak to będzie, gdy będę stara, a one wszystkie – odchowane. Zaraz pospieszysz powiedzieć mi coś kąśliwego o bawieniu wnuków, ale na razie nie psuj mi zabawy.

Jutro po raz pierwszy wyjeżdżam gdzieś bez młodszej – z którą nigdy dotąd nie rozstałam się na dłużej niż parę godzin. Teraz zostanie 4 dni z tatą, a mną targają sprzeczne uczucia. Z jednej strony – ekscytacja: całkowicie dorosły wyjazd! Tylko dorosłe towarzystwo, sprawy służbowe i kulturalne, to lubię. Z drugiej – przeczuwam, że będę się czuła jak wydrążona tykwa.
A wiesz dlaczego to wszystko, Moja Droga? Otóż dlatego, że tak naprawdę uwielbiamy być mamami i przyjmujemy to z całym dobrodziejstwem inwentarza, zwanego też potomstwem.
Nie walczmy więc z tym – na miłość nie ma rady, jak pisały zastępy poetów. Na macierzyńską, jak widać, także.
Do zobaczenia na placu zabaw.
Paulina

Polecamy cykl felietonów... w formie listów. Dwie autorki poczytnych książek - Paulina Płatkowska i Agnieszka Jeż - wymieniają ze sobą listy - o życiu, rodzinie, miłości, o wszystkim, co dla polskich kobiet, matek, żon, singielek, szczęśliwych i tych szczęścia szukających jest ważne. A my je publikujemy na Polki.pl.

Najnowsza książka Pauliny Płatkowskiej i Agnieszki Jeż „Marzena M.”  już do kupienia w Empiku. Zapraszamy też na funpage pisarek!