Wywiad z Liamem Hemsworthem

Utalentowany i bardzo obiecujący australijski aktor Liam Hemsworth partneruje Miley Cyrus w filmie „THE LAST SONG”. To jego pierwsza ważna rola w hollywoodzkiej produkcji.
/ 14.10.2010 06:02

Utalentowany i bardzo obiecujący australijski aktor Liam Hemsworth partneruje Miley Cyrus w filmie „THE LAST SONG”. To jego pierwsza ważna rola w hollywoodzkiej produkcji.

Liam Hemsworth urodził się i wychował w Australii, gdzie występował w serialach „SĄSIEDZI”, „HOME AND AWAY” oraz „CÓRKI McLEODA”. Podkładał głos pod Markusa w programie młodzieżowym „KSIĘŻNICZKA Z KRAINY SŁONI”. Zagrał też jedną z głównych ról w filmie „TRIANGLE” i pojawił się u boku Nicolasa Cage’a w filmie „ZAPOWIEDŹ”. Wysoki, niebieskooki blondyn, niezwykle czarujący i charyzmatyczny, podczas wywiadu przeprowadzanego w Los Angeles ubrany był niezobowiązująco, w dżinsy i czarny sweter.

Jak opisałbyś tę historię?

To inspirująca opowieść o dorastaniu i pierwszej miłości.

Czy było ci ciężko grać postać z amerykańskim akcentem?

Musiałem mówić z amerykańskim akcentem już w filmie „TRIANGLE”, więc dużo ćwiczyłem w Australii. Podczas kręcenia tego filmu trener dialektu był obecny na planie codziennie. Przećwiczyliśmy też cały scenariusz jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć. Przerobiliśmy go dokładnie scena po scenie, by upewnić się, że wszystko brzmi dobrze. Zdarzały mi się wpadki, ale staram się o tym nie myśleć.

Między tobą a Miley niesamowicie iskrzyło. Czy ta chemia pojawiła się między wami naturalnie?

Jasne, ona jest wspaniała, to piękna dziewczyna. Od pierwszego dnia świetnie się dogadywaliśmy, bardzo łatwo nam to przyszło. Zdarza się, że aktorzy muszą się starać o tę iskrę, ale my po prostu świetnie się do siebie dopasowaliśmy. To zabawne, bo znam osoby, które prywatnie się nienawidzą, ale na ekranie niesamowicie między nimi iskrzy. Nie chodzi o to, że my się z Miley nienawidzimy (śmiech). Świetnie się dogadywaliśmy i to widać na ekranie –  prywatnie też bardzo dobrze się rozumiemy.

W filmie znalazło się kilka bardzo zabawnych momentów. Jak wyglądało ich kręcenie?

Odgrywanie niektórych scen z dziewczyną bywa niezręczne. Na przykład kiedy miałem ją popchnąć, chciałem, żeby wyglądało to wiarygodnie, ale jednocześnie nie chciałem zrobić jej krzywdy. Kręciliśmy na plaży i miałem wepchnąć Miley do wody. Reżyser, Julie Anne, powtarzała, żebym popchnął ją mocniej, podobnie jak w scenie, w której rzucamy błotem. Powiedziała wtedy: „naprawdę rzuć w nią błotem”. Udało się, ale nie było łatwo, bo z jednej strony chciałem, żeby wyszło zabawnie, a z drugiej bałem się, że zrobię jej krzywdę.

Wszyscy twierdzą, że odgrywanie scen miłosnych jest trudne. Jak to było z tobą?

Najtrudniej jest pokazać odpowiednie emocje, tak żeby wyszło wiarygodnie. Dla mnie właśnie to było najtrudniejsze – wywołanie odpowiednich emocji.

Czy sądzisz, że to byłoby trudne dla faceta w Twoim wieku w prawdziwym życiu?

Oczywiście, bardzo trudno jest rozmawiać z dziewczyną o sprawach osobistych i emocjonalnych. Sądzę, że właśnie dlatego między Willem a Ronnie powstała tak głęboka więź. On zrozumiał, że z tą dziewczyną może rozmawiać o wszystkim.

Czy przypominasz sobie jakieś zabawne momenty z planu?

Było mnóstwo zabawnych momentów. Mój śpiew na pewno się do nich zalicza. Tego nawet nie było w scenariuszu. Po prostu zacząłem sobie śpiewać i wtedy powiedzieli „dawaj dalej”, a ja na to „o nie”, a oni twierdzili, że to było bardzo zabawne. Śmiałem się przez całą tę scenę, ponieważ myślałem o tym, że to zniszczy moją karierę. Było też zabawnie w scenie z bójką, gdy ciągle przewracałem się w nieodpowiednim momencie. Chociaż to było również frustrujące. I w scenie ze ślubem, gdy ciągle się potykałem. Wywracałem się i musiałem strzepywać z siebie ziemię – ale to nie było dla mnie śmieszne, to było irytujące. Mocno uderzyłem się w kolano i kulałem przez jakiś czas. Ciągle się wywracałem, zdarzyło się to trzy czy cztery razy. Jakby ciążyła nade mną jakaś klątwa.

W filmie jesteś bardzo wysportowany i grasz w siatkówkę. Czy musiałeś intensywnie ćwiczyć przed rozpoczęciem zdjęć?

Tak. Wcześniej nie potrafiłem grać w siatkówkę. Byłem fatalny i okazało się to bardzo trudne. Grałem z moim kumplem, Hallockiem Bealsem (który gra mojego kumpla w filmie) dwa lub trzy razy w tygodniu po dwie godziny dziennie i to było naprawdę wyczerpujące. Pierwszego dnia pomyślałem sobie, że mi się nie uda. To najtrudniejszy sport, jaki w życiu uprawiałem. Był jeden dzień na planie, kiedy graliśmy z profesjonalnymi siatkarzami i oglądało nas ze 300 statystów. To było bardzo krępujące. Sądziliśmy, że jesteśmy nieźli, a oni zrobili z nas pośmiewisko. Myśleliśmy, że dobrze sobie radzimy, a tu pojawili się ci niesamowici faceci, to był absurd! Spytałem ich, czy mogą sprawić, żebyśmy wypadli w miarę dobrze, skoro tyle osób nas ogląda. Potem poszło już lepiej i udało się nakręcić kilka fajnych ujęć.

Fot. Filmweb.pl