Magdalena Walach fot. ONS

Wspólne tango Magdaleny Walach i Pawła Okraski

Magdalena i Paweł opowiadają co robić, by przetrwać, nie zazdrościć sobie ról i jak ułożyć życie, by ktoś mógł wychować dziecko.
/ 09.04.2014 15:00
Magdalena Walach fot. ONS
– Co niedziela zasiada Pan na widowni, żeby zobaczyć, jak tańczy Pana żona?
Paweł Okraska:
Dopiero byłem raz, ale mam nadzieję, że wszystko jeszcze przed mną.

– Jednak wsparcie by się przydało.
Paweł Okraska:
? Wsparcie ma we mnie na co dzień, a wśród nowych znajomych chętnych do zobaczenia programu na żywo jest tak wielu, że odstępuję im moje miejsce. Myślę, że przed Madzią jeszcze sporo odcinków, więc nieraz będę miał okazję ją podziwiać.
Magdalena Walach: Stałym gościem na widowni jest mój młodszy brat Wojtek, który stara się towarzyszyć mi i wspierać mnie gorącym dopingiem w każdą niedzielę.

– Mąż w tym czasie zasiada z synkiem przed telewizorem?
Magdalena Walach:
Oczywiście jak tylko nie jest zajęty. Obowiązki zawodowe, przez to, że mieszkamy właściwie w dwóch miastach, często musi wyjeżdżać. Jednak staramy się zorganizować nasze życie tak, żeby nasz syn Piotruś jak najczęściej był z którymś z nas. Najlepiej by było, gdybyśmy przez cały czas byli we trójkę, ale to nie zawsze jest możliwe.
Paweł Okraska: Piotruś jest dość absorbujący. Udało mu się już nieźle dać nam w kość. Przez pierwszy rok nie przespaliśmy ani jednej nocy. Nauczyliśmy się sobie wzajemnie pomagać, żeby nie paść ze zmęczenia. Pomimo całego zamieszania związanego z pojawieniem się nowego członka rodziny w domu, troska o dziecko jest czymś wyjątkowym. Cieszę się, że jest mi dane w tym współuczestniczyć.
Magdalena Walach: Piotruś skończył 22 miesiące. Rozpiera go energia, dzięki niemu nasze życie jest bardzo kolorowe i dość intensywne. Nieodzowna staje się pomoc opiekunki, która – jeśli jest taka potrzeba – przyjeżdża do nas z Krakowa.

– Z Krakowa ściągacie nianię do dziecka?
Magdalena Walach:
Tak, Piotruś jest do niej przywiązany. Ona go dobrze zna, wie, co lubi. Teraz więcej czasu spędzamy w Warszawie, bo tu koncentruje się nasze życie zawodowe.

– Wasz dom jest w Krakowie?
Magdalena Walach:
Teraz nasz dom jest tam, gdzie my. Z Krakowem też łączy nas praca. Gram w teatrze Bagatela w Krakowie, Paweł również ma zobowiązania teatralne w tym mieście. W Warszawie biorę udział w „Tańcu z gwiazdami”, Paweł gra w „M jak miłość”. Żyjemy w rozjazdach. Pociągi, samochód to właściwie jest nasza codzienność. Ale wybierając ten zawód, zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że tak może być.
Paweł Okraska: Choć od początku staraliśmy się być jak najwięcej razem.
Magdalena Walach: Zaraz po ukończeniu szkoły, mając możliwość pracy w innych teatrach w innych miastach, wybrałam Kraków, bo Paweł został przyjęty do Teatru Słowackiego w Krakowie. Podejmując jakąś decyzję, zawsze mamy na względzie to, żeby być blisko siebie.
Paweł Okraska: Najważniejsze jest dla nas, żeby rodzina była razem. A to nie zawsze bywa łatwe. Kiedy obowiązki Madzi nasiliły się na tyle, że jazda między Krakowem a Warszawą byłaby zbyt męcząca, wręcz niemożliwa, zadzwoniłem do pani Ilony Łepkowskiej, współproducentki i scenarzystki „M jak miłość”, z prośbą o przywrócenie mojej postaci do serialu, właśnie ze względu na rodzinę. To miłe i rzadkie w tym środowisku, że w ogóle kogoś takie prywatne okoliczności jeszcze interesują. Pani Ilona zgodziła się, za co jestem jej wdzięczny.


– Gdzie się poznaliście?
Paweł Okraska:
W Krakowie, studiowaliśmy na jednym roku w szkole teatralnej.
Magdalena Walach: Wprawdzie w dwóch różnych grupach.
Paweł Okraska: Dlatego chodziłem po szkole z nadzieją, że cię gdzieś spotkam na korytarzu. Szukałem jej, jak jakiś małolat zaglądałem przez dziurkę od klucza do sal, w których miała zajęcia. To tak naprawdę ja byłem jej pierwszym jurorem, podglądając ją na zajęciach z tańca.

– Długo Pan tak podglądał żonę na szkolnych korytarzach?
Paweł Okraska:
Jak sięgnę pamięcią, to zawsze. Przez cztery lata szkoły.

– A Pani zdawała sobie sprawę z tego, że jest obserwowana?
Magdalena Walach:
Nie od początku. Uzmysłowiłam sobie to nieco później. Na początku wydawało mi się, że nasze korytarzowe spotkania były zupełnie przypadkowe. Dopiero potem okazało się, że wszystkie są dokładnie przemyślane i zaplanowane na podstawie mojego harmonogramu zajęć.

– I Pan tak z tym harmonogramem przez cztery lata ganiał?
Paweł Okraska:
Miałem go w głowie. Szczególnie lubiłem czas sesji egzaminacyjnych, bo wtedy nasze spotkania się nasilały. Chwila przerwy w próbach i zaraz byliśmy razem. Wtedy też Madzia wypłakiwała mi się na ramieniu, że coś jej nie wychodzi, nie daje rady na jakichś zajęciach, po czym w efekcie kończyło się to dobrą notą w jej indeksie. Teraz jest podobnie. Madzia przygotowuje się do „Tańca z gwiazdami” i ciągle od niej słyszę, że coś jest nie tak, jak powinno, po czym jury i telewidzowie są innego zdania. Może dlatego, że program, w którym występuje, jest bardzo męczący i wymagający ogromnego wysiłku, łatwo o chwile zwątpienia. Codzienna praca niewiele ma wspólnego z lekkością i radością, którą możemy zobaczyć na parkiecie w niedzielny wieczór. Wracając do czasu studiów, szkoła teatralna to dla nas nie tylko zajęcia, ale też to, co pomiędzy: szukanie siebie, radość ze wspólnych zajęć, pisanie tajemniczych karteczek, długie spojrzenia, ciągłe szukanie siebie nawzajem.
Magdalena Walach: Na początku byliśmy tylko znajomymi z roku. Uczucie się w nas rozwijało.

– To nie była miłość od pierwszego wejrzenia?
Paweł Okraska:
Nie wiem, od którego. Lubiłem z Madzią spędzać czas, świetnie się razem czuliśmy, każde spotkanie z nią napełniało mnie pozytywną energią.
Magdalena Walach: Niestety, nie potrafię dokładnie powiedzieć, kiedy zrozumiałam, że to właśnie z Pawłem chcę spędzić resztę życia.
Paweł Okraska: Mówią o nas, że jesteśmy klasyczną parą. Pewnie dlatego, że u nas wszystko działo się po kolei. Był czas podchodów, flirtu, randki, spacery, zauroczenie, zakochanie, narzeczeństwo, a potem ślub i wspólne życie. Wszystko miało swój czas i urok.

– Pamięta Pan, jak zobaczył Magdę pierwszy raz?
Paweł Okraska:
Oczywiście. Była bardzo radosna, spontaniczna, pełna energii i niezwykle kobieca.
Magdalena Walach: Spotkaliśmy się na obozie adaptacyjnym. Paweł się wyróżniał, przystojny, elegancki, wysportowany i z taką iskrą w oku.

– Skoro tacy jesteście klasyczni, to po siedmiu latach powinniście przechodzić kryzys.
Magdalena Walach:
Zdarzają się drobne różnice zdań, w końcu mamy różne charaktery, ale to nigdy nie trwa długo.
Paweł Okraska: Jesteśmy całkiem różnymi osobami. Zawsze mi się to w Madzi podobało, że jest inna ode mnie, że nie jest taka, jaką mógłbym sobie wymyślić. Mamy różne reakcje, zachowania, może właśnie dlatego się uzupełniamy. Kryzys to sekunda, mgnienie oka, którym nie warto sobie zawracać głowy, w małżeństwie i życiu rodzinnym jest wiele innych ciekawszych zadań do wykonania niż kumulowanie w sobie złej energii. Trzeba pielęgnować to, co się ma. Miłość i mądrość szybko rozwiązują problemy. Rodzina daje dużą siłę.


– Czyli trafiłeś na kobietę klasyczną?
Paweł Okraska:
Jeśli ma się szczęście spotkać osobę, przy której można być normalnym, należy się z tego cieszyć. Gdybym trafił na inną, pewnie byłbym innym człowiekiem, zapewne jakimś pokręconym...
Magdalena Walach: Często życie rodzinne kojarzy się z czymś mało interesującym. Jak to się mówi? Jest mało medialne. Ale mnie to nie uwiera. Dobrze mi z tym.

– Zawsze chcieliście być aktorami?
Paweł Okraska:
Ja raczej nie. Moja mama polonistka zabierała mnie często do teatru, potem wysyłała na spektakle dyplomowe, ale chyba przez myśl jej nie przeszło, że będę chciał studiować w szkole teatralnej. W pewnym momencie zaczął mi się podobać świat kreowany na scenie, był jakiś... bardziej doskonały niż to, co znałem ze szkoły czy z podwórka. Zbieg okoliczności sprawił, że spotkałem osobę, która zachęciła mnie, bym spróbował zdawać do szkoły. Byłem na innych studiach, nie miałem „ciśnienia”, że muszę się dostać. W Madzi przypadku też nie było oczywiste, że zostanie aktorką. Mówi, że gdyby nie zdała do szkoły za pierwszym razem, już by nie próbowała, a wtedy pewnie nigdy byśmy się nie spotkali.
Magdalena Walach: Długo nie wiedziałam, jakie studia wybrać, może dlatego, że miałam sto pomysłów na swoje życie i zbyt dużo zainteresowań. Nigdy mi jednak przez myśl nie przeszło, że zostanę aktorką. Dopiero moja polonistka z liceum ekonomicznego w Raciborzu namówiła mnie, żebym spróbowała swoich sił i przystąpiła do egzaminów. Dostałam się. Byłam zaskoczona, bo kandydatów było bardzo dużo, a miejsc tylko kilkanaście. Musiałam zapomnieć między innymi o zawodzie tłumaczki, a zawsze lubiłam języki obce. Na szczęście aktorstwo jest o tyle cudowne, że zawsze mam szansę ją zagrać i choć w pewnym stopniu zrealizować swoje marzenia.

– Zdarzyło się Wam już razem pracować?
Paweł Okraska:
Kilka razy.
Magdalena Walach: Spędziliśmy razem z Pawłem pół roku w Niemczech, grając w niemieckim teatrze. Ciekawe doświadczenie, ponieważ graliśmy rodzeństwo. Spotkaliśmy się też na planie filmów „Życie jako śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową” i „Suplement” Krzysztofa Zanussiego. Ostatnio udało nam się stanąć „twarzą w twarz” w jednym z odcinków serialu Patryka Vegi.

– Teraz rozpoczęła się Pani przygoda z tańcem. To mąż namawiał Panią na udział w „Tańcu z gwiazdami”?
Magdalena Walach:
Tak. Dla mnie to nie była łatwa decyzja, ponieważ dotyczy nie tylko mnie, ale i mojej rodziny. Jest to program bardzo absorbujący. Codzienne próby, ćwiczenia, tydzień w tydzień. I z góry trzeba założyć, że potrwa to kilkanaście tygodni. Na razie cieszę się, że udało mi się przebrnąć przez pięć odcinków i jestem z siebie naprawdę dumna.
Paweł Okraska: Przebrnąć? To chyba trochę za skromnie powiedziane. Takiego tanga jeszcze nigdy nie widziałem.

– A Pan umie tańczyć tango?
Paweł Okraska:
Gram w spektaklu „Tango” według Mrożka i myślę, że żona mogłaby coś podpatrzeć, bo nasze tango jest dość zabawne...
Magdalena Walach: (śmiech) Muszę się wybrać na najbliższy spektakl.

– To jak jest z tym tańcem u Pana?
Paweł Okraska:
Wolne tańce, kiedy człowiek się lekko kołysze, przestępuje z nogi na nogę, to owszem, lubię.
Magdalena Walach: Taki właśnie był nasz pierwszy taniec.

– A jak żona zażąda od Pana, żeby poznał Pan tajniki pozostałych tańców?
Paweł Okraska:
Chętnie je poznam, chociaż obawiam się, że ma teraz tańca w nadmiarze, więc raczej mi to nie grozi.

Rozmawiała Katarzyna Zwolińska
Zdjęcia Iza Grzybowska/MAKATA
Stylizacja Małgorzata Walasek
Makijaż Paweł Bik/Artdeco
Fryzury Łukasz Pycior/DIVISION ART
Produkcja Ewa Kwiatkowska
Podziękowania dla restauracji Belvedere za pomoc w realizacji sesji