"Tygrys" rozpoczyna nowe życie

Dariusz Michalczewski postanowił zakończyć karierę i... ożenić się z Patrycją, swoją partnerką i wiernym kibicem.
/ 16.03.2006 16:57
Czekaliśmy na mistrza z Patrycją, która była w Gdańsku na wakacjach. W należącym do Darka "Tiger Pubie", którego ściany zdobią setki zdjęć z walk bokserskich, czekali też jego fani. Kiedy wszedł, rozpoznali go
bez trudu. Nieśmiało prosili o wspólne zdjęcie. Darek nie protestował.

- Czy przeszkadza mi popularność? - bokser potrząsa głową. - Ja od małego chciałem być popularny. Poza tym... kocham ludzi. Oni zawsze byli ze mną, kibicowali mi, a w trudnych chwilach podtrzymywali na duchu. Nie mogę im teraz odmawiać.
- Randka z nim to jak lizanie cukierka przez szybę - żali się Patrycja. - Jestem z mężczyzną, którego kocham, chcę się przytulić, a jego wielbiciele nie dają mu spokoju. W Niemczech mamy więcej swobody, ale w Polsce wszyscy chcą sobie zrobić z nim zdjęcie. A Darek na to się zgadza.

Podrywał ją w dyskotece
To zdarzyło się prawie sześć lat temu w dyskotece w Hamburgu, gdzie zwykle spotykają się Polacy. Darek przyszedł z kolegami. - Podrywał mnie - mówi Patrycja. - Zatańczyłam z nim, ale wtedy wcale mi się nie spodobał. Był zbyt głośny. Widać było, że lubi być w centrum zainteresowania. A ja na boksie się nie znałam, nie wiedziałam nawet, że jest mistrzem. Dlaczego zwrócił uwagę właśnie na mnie? To wie tylko on. Proszę sobie wyobrazić, ile tysięcy dziewczyn za nim szalało, robiło wszystko, żeby je zauważył. Ja byłam sobą, no i... to widocznie go wzięło.
- Rzeczywiście, spodobała mi się od razu - przyznaje Darek. - Spędziłem z nią cały wieczór. Rozmawialiśmy i mieliśmy o czym. To bardzo ważne, bo sama piękna buzia szybko się znudzi.
Kiedy po miesiącu spotkali się w tej samej dyskotece, Darek był sam.
- To był zupełnie inny facet - mówi Patrycja. - Skromny, grzeczny, szarmancki, sprawiał wrażenie nieśmiałego. Zostawiłam mu swój numer telefonu. Zadzwonił, kiedy byłam z mamą na zakupach. Zobaczył mnie, jadąc samochodem. Potem powiedział, że to był znak.


Dziewczyna boksera
Zaczęli się spotykać. Zabierał ją do swoich ulubionych włoskich knajpek, na koncerty, przyjęcia. - Był
cudowny - wyznaje Patrycja. - W lipcu 2004 roku zaprosił mnie do Zakopanego, gdzie trenował przed
kolejną walką. Kiedy przyjechałam, czekał na mnie. Podbiegłam i rzuciłam mu się na szyję. Zobaczyłam w jego oczach radość. I zakochałam się.
Kiedy pierwszy raz zaprosił ją na swoją walkę, była przerażona. Wcześniej, gdy trafiała w telewizji na boks, zmieniała kanał. - Myślałam, że skoro dwóch mężczyzn okłada się po twarzach, muszą być agresywni i brutalni - przyznaje Patrycja. - Nie zdawałam sobie sprawy, że w ringu ważniejsza jest inteligencja, odwaga, refleks.
Poszła, żeby to zobaczyć na własne oczy. Darek był rozbity. Jedno oko miał zapuchnięte. Przegrywał... Wtedy dojrzał ją siedzącą przy ringu. - Dziewczyna jest pierwszy raz na mojej walce, a ja mam przegrać - pomyślałem sobie. - Przecież to się w głowie nie mieści. I... wygrał.
Patrycja zawsze bardzo przeżywała jego walki. Bardziej niż on.
- Próbowałam różnych sposobów - mówi. - Zamykałam się w pokoju i chowałam głowę pod poduszkę, oglądałam w telewizji. W końcu zrozumiałam, że najlepiej czuję się, kiedy siedzę przy ringu, tam gdzie jestem mu potrzebna.
Od tamtej pory była z nim prawie wszędzie. Po walce zwykle czekała w szatni. Przychodził często bardzo poobijany. - Żal mi go było - przyznaje. - Ale z czasem przyzwyczaiłam się. Przecież boks to był jego zawód i wielka pasja.
Darek Michalczewski długo zastanawiał się nad zakończeniem kariery. Wreszcie w czerwcu podjął decyzję - koniec z zawodowym boksem. I rzucił się w wir interesów. W Hamburgu założył firmę zajmującą się wyławianiem bokserskich talentów. W przyszłości chce opiekować się młodymi bokserami jako menadżer. Zna się na boksie, ma mnóstwo znajomości i wszędzie w Europie czuje się jak w domu. Ciągle jest w podróży. Śmieje się, że w głowie wciąż turkoczą mu rolki, na których ciągnie swoją podróżną torbę. Ale odpowiada mu takie życie.

Jeszcze raz chcę być ojcem
Darek nie jest domatorem. Chociaż Patrycja specjalnie dla niego nauczyła się przyrządzać makaron z krewetkami, on od domowych obiadków woli restauracje, towarzystwo. Lubi, kiedy dużo się wokół niego dzieje. Patrycję kiedyś fascynowało takie życie. - Teraz coraz częściej chciałabym posiedzieć w domu i poczuć jego ciepło. Ale co mam zrobić? Kocham i chcę być z nim! A kiedy nie mogę... Na to też znalazłam sposób - śmieje się, wyjmując komórkowy telefon z ich wspólnym zdjęciem na ekraniku.
- Wiem, że mnie kocha - wyznaje Darek. - Czuję to, gdy mnie obejmuje, jak się przytula. Czasem nawet zastanawiam się, jak taki trochę zwariowany facet mógł znaleźć taką niezwykłą kobietę.
Stara się okazywać jej swą miłość. Zdarza mu się przysyłać kwiaty albo zamówić u jubilera piękny pierścionek. Sam nie znosi chodzenia po sklepach. - Patrycja idzie do butiku i wybiera to, co się jej podoba. Ja po nią przyjeżdżam i płacę rachunek - mówi Darek. - Czy jestem bogaty? Jestem... finansowo niezależny. Pieniądze ułatwiają życie i lepiej je mieć, ale nigdy nie były dla mnie najważniejsze. Domy, samochody... Dla mnie ważniejsi są życzliwi ludzie i dobra atmosfera.
- Czy jestem szczęśliwy? - Dariusz Michalczewski zamyśla się.
- No pewnie. Chociaż... czasami brakuje mi dzieci. Starszy, Michał, ma już 18 lat, studiuje w Bostonie. Nicolas się uczy. Kocham ich, ale moja była żona wciąż nie potrafi mi wybaczyć rozstania i utrudnia kontakty z synami. Myślę, że chciałbym jeszcze raz być ojcem, świadomie doświadczyć tego, jak dziecko rośnie, bawić się z nim, chodzić na spacery. Coraz częściej o tym rozmawiamy. Patrycja jest za.

Tomasz Brunner
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)