Salma Hayek fot. ONS

Salma Hayek: "Nic już nie muszę"

Wystarczyło słowo i Salma Hayek stała się jedną z najbogatszych kobiet świata. Aktorstwo może już traktować jako hobby. Nie musi na nim zarabiać.
/ 29.04.2009 08:40
Salma Hayek fot. ONS
Salma Hayek od zarabiania pieniędzy ma teraz bogatego męża, francuskiego milionera Francois-Henriego Pinaulta. I to jemu powiedziała magiczne słowo „tak”, które ustawiło ją do końca życia.

Nie mogło być bardziej romantycznie. Ślub wzięli  w Paryżu, 14 lutego. W Dniu Zakochanych. Uroczystość była skromna. Salma ubrana w klasyczną, białą sukienkę trzymała bukiet czerwonych róż. Informacje dotyczące uroczystości do ostatniej chwili zachowane były w ścisłej tajemnicy. Salma nie chciała zapeszyć. Już raz ogłosiła światu, że bierze ślub z Francois i... nic z tego nie wyszło. Miał się odbyć w lipcu ubiegłego roku na Lazurowym Wybrzeżu. Było o nim tak głośno, jakby to dziennikarzom i fanom Salmy bardziej na tym zależało niż jej samej. Media przez wiele miesięcy ekscytowały się niedoszłym weselem. Wszystko było zaplanowane w najdrobniejszych szczegółach. Uroczystość miała trwać pięć dni. Suknia ślubna kosztowała pół miliona dolarów. Pierwszą druhną Salmy Hayekmiała być jej najlepsza przyjaciółka, Penelope Cruz. Tort miał być wysoki na siedem pięter i kosztować sto tysięcy dolarów. I kiedy wszystko było już zapięte na ostatni guzik, Francois-Henri postarał się, żeby do ślubu nie doszło. W tych staraniach pomogła mu przyjaciółka, Virginia Couperie.

Francuskie tabloidy opublikowały zdjęcia, na których milioner czule przytula i całuje piękną blondynkę. Salma Hayek wpadła w szał. Dał o sobie znać jej meksykański temperament. Zabroniła narzeczonemu zbliżać się do siebie, zerwała zaręczyny i groziła, że już nigdy nie zobaczy ich córki Valentiny. Henri przez kilka miesięcy błagał, by mu wybaczyła. Kiedy nie odbierała telefonów, wysyłał dramatyczne e-maile z prośbą o spotkanie. W końcu się zgodziła. I na przekór wszystkiemu i wszystkim – zdecydowała na ślub. Tym razem miał być kameralny. I był. W paryskim ratuszu znalazła się tylko para młoda i najbliżsi przyjaciele.

Kocham cię, Henri
Obydwoje twierdzą, że są w sobie śmiertelnie zakochani. Wydaje się, że Salma Hayek świata poza mężem nie widzi. Publicznie rzadko okazują sobie uczucia, ale kiedy już uda się ich przyłapać, wyglądają na naprawdę szczęśliwych. Spacery w paryskim parku, Valentina w wózku, oni czule objęci. A ostatnio paparazzi sfotografowali ich na paryskim lotnisku. Poważny biznesmen Henri, szef spółki Pinault-Printemps-Redoute zajmującej się dystrybucją dóbr luksusowych, jeden z najbogatszych ludzi na świecie, gdy tylko zobaczył Salmę, rzucił się w jej stronę szalonym pędem i z szeroko rozpostartymi ramionami. Wyglądali jak bardzo zakochana w sobie para, która nie widziała się dobrych kilka lat.

To dla Francois Salma Hayek złamała swoje zasady. W Hollywood była znana nie tylko jako piękna i zdolna aktorka, ale również kobieta, która wielokrotnie powtarzała zdanie: „małżeństwo mnie nie interesuje”. Z Henrim poznali się w kwietniu 2006 roku na wystawie sztuki współczesnej w Wenecji. Milioner przecinał wstęgę, a Salma miała być gościem honorowym i główną „atrakcją wieczoru”. I była. Ale nie dla wszystkich. Ona i Henri cały wieczór nie mogli oderwać od siebie wzroku. Na drugi dzień milioner zaprosił Salmę na romantyczną kolację. Od tego czasu spędzali razem każdą wolną chwilę. Henri był częstym gościem w Hollywood, a aktorka, kiedy tylko mogła, przyjeżdżała do Paryża. W marcu 2007 roku przyznała się, że jest w ciąży. Valentina Paloma przyszła na świat pół roku później. Dzięki małżeństwu z Henrim aktorstwo jest teraz dla Salmy Hayek tylko dodatkiem do tego, co naprawdę ją interesuje. A ona zawsze chciała być silną, niezależną i wpływową kobietą.


Silniejsza niż mężczyźni
Henri jest pierwszym mężczyzną w jej życiu, o którym Salma Hayek pomyślała, że mógłby być jej mężem. „Do tej pory  spotykałam tylko słabszych od siebie facetów. Zawsze miałam wrażenie, że się mnie boją. A może po prostu nie mogli wytrzymać z kobietą, która uwielbia cygara?”, wyznała kiedyś w wywiadzie. 

Najdłużej, bo aż cztery lata, trwał jej związek z kolegą po fachu, Edwardem Nortonem. Potem spotykała się z przystojnym, błękitnookim Joshem Lucasem. Po rozstaniu z nim mówiła: „Jestem rozczarowana, ale wolę być sama, niż z jakimś kretynem”. Salma zawsze mówiła to, co myśli, i nie przejmowała się opinią innych. Kiedy w swoim programie Oprah Winfrey nazwała ją maleństwem, Salma krzyczała: „Tylko nie mów do mnie mała! Jestem niska, ale nie mała, okay?”.

Żaden mężczyzna nie potrafił sprostać jej wymaganiom. „Czekam na faceta, który będzie większym twardzielem niż ja”, powtarzała dziennikarzom. Jej wcześniejszym partnerom imponowało, że była piękną i znaną aktorką. Salma przyzwyczaiła się, że od lat znajdowała się na szczytach list najbardziej pożądanych i seksownych kobiet świata, ale ta rola nigdy jej nie wystarczała. Tym bardziej że reżyserzy mieli jej ciągle to samo do zaproponowania – każdy widział w niej seksowną latynoskę, która skąpo ubrana, owinięta olbrzymim wężem tańczy w filmie Roberta Rodrigueza „Od zmierzchu do świtu”. Dopiero we „Fridzie” Salma udowodniła światu, że jest nie tylko piękna, ale także zdolna. Dla roli kontrowersyjnej artystki Hayek przytyła i przestała golić nogi. „Chciałam zrobić wszystko, żeby być jak najbardziej wiarygodna jako Frida”, powtarzała. Udało się. Dostała nominację do Oscara.

Wszystko sama
To właśnie po tej roli postanowiła, że sama chce decydować o swojej karierze. „Nie chciałam być zależna od kilku zakompleksionych producentów, którzy z łaską zatrudniali mnie w swoich kiepskich filmach”. Salma sama zajęła się produkcją. To ona sprowadziła do Stanów meksykański serial „Brzydula Betty”. Okazał się sukcesem, na jego temat dyskutowali w Kongresie USA amerykańscy politycy. Reprezentantka Demokratów Hilda Solis mówiła, że ten serial ma pozytywny wpływ na społeczność latynoską. Pokazuje, że dzięki wytrwałości i pracowitości można dużo w życiu osiągnąć.


Dzisiaj angażuje się w akcje charytatywne. Zajmuje się problemami ekologicznymi. Jeździ jako ambasadorka UNICEF-u do Afryki. Promuje kosmetyki. Nadal otrzymuje  propozycje ról seksownych kobiet, ale teraz komentuje to tak: „Jak byłam młodsza, wkurzało mnie, że dostaję tylko role, w których muszę seksownie się prezentować. Dziś traktuję to jako komplement. W końcu mam już swoje 43 lata”.

Lubię kury
Twierdzi, że zawsze dostaje w życiu to, co chce. „Od dzieciństwa przykuwałam uwagę ludzi. Po prostu musiałam zostać aktorką. Zawsze nią byłam”. Zanim stała się gwiazdą Hollywood, była najbardziej rozpoznawaną aktorką w Meksyku. Kiedy serial „Teresa”, w którym grała główną rolę, był emitowany w telewizji, ulice pustoszały. Salmę traktowano jak boginię. W Stanach na początku dostawała wyłącznie role rozbierane, ale nie miała z tym problemu. Pytana, czy nie wstydzi się, że dziewczyna z katolickiego Meksyku gra „takie” sceny, mówiła: „Przeczytałam Biblię od deski do deski i nie znalazłam ani jednego słowa, które świadczyłoby o tym, że trzeba się wstydzić swojego ciała”. Salma była pierwszą latynoską gwiazdą w Hollywood.

Dziś Hayek dostaje za role 15 milionów dolarów. Jennifer Lopez powiedziała, że to właśnie kariera Salmy była dla niej wzorem. Hayek nadal mówi z silnym akcentem i nie ma zamiaru się go pozbyć. Nie przejmuje się krytyką. W styczniu media ironicznie opisywały, jak Salma, będąc w Afryce, zaczęła piersią karmić obce dziecko. Aktorka komentowała: „To było silniejsze ode mnie. Przestałam już karmić Valentinę, a wciąż mam dużo pokarmu, a to maleństwo umierało z głodu. Dlaczego miałam tego nie zrobić?”. Kiedy ma dosyć szumu wokół siebie, wyjeżdża na farmę pod Los Angeles i zajmuje się zwierzętami. „Na stres najlepsze jest przyglądanie się kurom. Po prostu siadam i patrzę, jak grzebią w piasku”, mówi jedna z najbogat szych kobiet świata. I cieszy się, że dziś już nikt nie będzie w stanie nic na niej wymusić.

Leszek Żukowski / Viva