Ryan Gosling fot. ONS

Ryan Gosling - Hollywood u stóp

Kiedy rok temu Clooney zaproponował Goslingowi rolę w „Idach marcowych”, nie przypuszczał zapewne, że zatrudnia swojego następcę!
/ 16.03.2012 06:11
Ryan Gosling fot. ONS
Nie tak dawno amerykański magazyn „People” ogłosił coroczną listę najseksowniejszych żyjących mężczyzn. Na jej czele umieścił Bradleya Coopera. Nie zdążył minąć dzień od ukazania się gazety w kioskach, a do redakcji napłynęło kilkanaście (!) tysięcy maili z protestami przeciw tej decyzji. Ich autorkami były fanki Ryana Goslinga. Najbardziej rozgoryczone z nich zorganizowały nawet pikietę pod siedzibą magazynu i założyły na Facebooku specjalną stronę piętnującą „People”. W ciągu kilku dni zameldowało się na niej kilkaset tysięcy wielbicielek aktora. Jeśli myślicie, że Gosling uwielbiany jest tylko za oceanem, to nie, nie macie racji. Gdy jeden z naszych kolegów napisał kiedyś w „Party”, że Ryan wszystkie filmy gra „na jednej minie”, nasza redakcja też nie mogła nadążyć z odpisywaniem na maile od oburzonych wielbicielek aktora. Cóż takiego ma w sobie Gosling, że aż tak zahipnotyzował płeć piękną?

Jak Timberlake
Ten 32-letni Kanadyjczyk karierę rozpoczął od… śpiewania. Zresztą w doborowym towarzystwie przyszłych gwiazd estrady – Britney Spears, Christiny Aguilery i Justina Timberlake’a. Wszyscy oni byli gwiazdami bijącego rekordy popularności w połowie lat 90. dziecięcego programu „Klub Myszki Miki”. W przeciwieństwie do swoich przyjaciół Ryan od początku wiedział, że jego celem nie jest estrada, ale film. Acz umiejętności wokalne nabyte w tamtych latach wykorzystuje po dziś dzień jako gitarzysta i wokalista folkowo-rockowej grupy Dead Man’s Bones, którą założył ze szwagrem swojej byłej narzeczonej, aktorki Rachel McAdams. Ta ostatnia jest zresztą wciąż wielką fanką – i Ryana, i zespołu. Zdziwieni? Cóż, Gosling jest jednym z tych uroczych mężczyzn, którzy lubią zostawać w przyjacielskich relacjach ze swoimi byłymi. A (przelotne) damy ich serca nie mają nic przeciwko temu! Rachel nie jest bowiem jedyną eksdziewczyną aktora, która nadal deklaruje się jako jego wielbicielka.

Romansem do sławy
W Hollywood Ryan zadebiutował w 2000 roku w dramacie „Tytani”. Wtedy został zauważony tylko przez kolegów po fachu. Głośniej zrobiło się o nim rok później dzięki roli amerykańskiego nazisty w „Fanatyku”. Mimo deszczu nagród, jaki wtedy na niego spłynął, Ryan nadal cieszył się większą popularnością w branży filmowej niż wśród widzów. Sytuacja zmieniła się, gdy zagrał obok Sandry Bullock w thrillerze „Śmiertelna wyliczanka”. Choć film zaliczył klapę, to romans Goslinga ze starszą o 16 lat gwiazdą dostarczył pożywki tabloidom. Niestety, na dość krótko, bo para rozstała się zaledwie po czterech miesiącach bycia razem. I w tym przypadku byli kochankowie zostali przyjaciółmi, a dwa lata temu także w ramionach Ryana Sandra wylewała żale po bolesnym końcu małżeństwa ze zdradzającym ją „bad boyem” Jessem Jamesem. Na ironię zakrawa przy tym to, że ponoć z Ryanem aktorka rozstała się dlatego, że ten… oglądał się za innymi kobietami!

Nie taki aniołek
Fanki Goslinga twierdzą, że uwielbiają go za role (zwłaszcza te ostatnie – w thrillerze „Drive”, „Idach marcowych” i komedii „Kocha, lubi, szanuje”), nieziemski wręcz seksapil (wypracowany starannie na siłowni, w czasie treningów boksu i jogi oraz doprawiony przez hollywoodzkich stylistów i wizażystów) oraz to, że… nie udaje takiego świętoszka jak inni panowie w Hollywood. Nie sposób nie przyznać im racji, bo Gosling faktycznie nie należy do osób bez skazy. W 2005 roku skazano go nawet na dwa lata w zawieszeniu oraz grzywnę za jazdę ze zbyt dużą prędkością. Tylko dobrym adwokatom aktor zawdzięcza to, że prokurator odstąpił wtedy od zarzutu kierowania autem pod wpływem alkoholu i narkotyków. I to dlatego wielbicielki Goslinga z niepokojem obserwują teraz jego nowy romans z – jak wiadomo, także mającą słabość do używek – aktorką Evą Mendes. Na ich miejscu spalibyśmy jednak spokojnie, bo na razie Ryan twierdzi, że to nie związki, ale kariera jest dla niego życiowym priorytetem i chce wykorzystać swoje pięć minut sławy tak, jak tylko się da. Wziąwszy pod uwagę, że już doczekał się opinii „faceta, który zdetronizował George’a Clooneya”, idzie mu to całkiem sprawnie.

Alek Rogoziński / Party