Angelina Jolie fot. ONS

Rodzinne tajemnice Angeliny Jolie

Rodzice Angeliny, Jon Voight i Marcheline Bertrand mogli być najpiękniejszą i najpopularniejszą parą lat 70. Taką jak dziś Angelina Jolie i Brad Pitt...
/ 02.03.2009 15:59
Angelina Jolie fot. ONS
Wyglądają jak zakochani. Wpatrzeni w siebie, tulą dwójkę swoich ślicznych malutkich dzieci. On – jeden z najzdolniejszych aktorów swojego pokolenia, już znany na całym świecie dzięki roli w filmie „Nocny kowboj”. Ona – modelka i początkująca aktorka, zatrzymana na początku drogi przez domowe obowiązki młodej żony i matki. Jest 11 maja 1977 roku. Słoneczne popołudnie. Czwarte urodziny ich pierwszego syna, Jamesa. Na przyjęcie urządzone w apartamencie ojca w Los Angeles Marcheline zaprosiła kilkunastu najbliższych przyjaciół. Oczywiście z dziećmi. Chciała, żeby wszystko wyglądało idealnie, żeby dzieci czuły się dopieszczone i kochane. Obowiązkowy tort z czterema świeczkami, „Happy Birthday” zaśpiewane przez mamę i tatę, dwuletnia siostrzyczka Angelina szczerząca w uśmiechu pierwsze ząbki. Marcheline tygodniami przygotowywała się do roli szczęśliwej żony i matki. Na zdjęciach zrobionych przez przyjaciela rodziny, filmowca Charlesa Eastmana wygląda, jakby udało jej się oszukać samą siebie. W rzeczywistości jej małżeństwo z Jonem przechodzi kryzys. Poważny. Jon opuścił rodzinę, kiedy Angelina miała zaledwie sześć miesięcy. Marcheline mówiła przyjaciołom, że chwilowo nie potrafią się dogadać, ale wszystko w końcu jakoś się ułoży. Ale tak się nie stało. Zaledwie rok po urodzinach Jamesa Marcheline i Jon byli już po rozwodzie.

Gdzie są moje korzenie
Urodzony 29 grudnia 1938 roku Jon nigdy nie podejrzewał, że zostanie aktorem. Ten świat był mu całkowicie obcy. Jego rodzice przybyli do Nowego Jorku z Czechosłowacji w połowie lat 30. Byli Niemcami, ale woleli trzymać się jak najdalej od Hitlera. Ojciec Jona, mistrz gry w golfa, szybko znalazł sobie pracę jako trener. Mama, nauczycielka w szkole średniej i, jak mówił potem Jon, jego pierwszy reżyser i wielbicielka, postawiła sobie za cel wypchnąć wszystkich trzech synów na drogę kariery. I trzeba przyznać, że się jej udało. Jeden został wybitnym profesorem wulkanologii na Penn State University, drugi pod pseudonimem „Chip Taylor” napisał dziesiątki rockowych przebojów (na czele z „Wild Thing”). A Jon? Jon został aktorem. Z dziesiątkami świetnych ról, nagród, a nawet Oscarem.

Marcheline przyszła na świat 9 maja 1950 roku, kiedy 12-letni Jon stawiał pierwsze aktorskie kroki w szkolnym teatrzyku. Dorastała w kręgielni w Chicago, której właścicielami byli jej dziadkowie. I chociaż utarło się mówić o niej, że jest francuską aktorką, to nie do końca prawda. Wprawdzie od strony ojca w jej żyłach płynie odrobina francuskiej krwi, to jednak z pochodzenia więcej ma wspólnego z Indianami z plemienia Irokezów niż Francuzami. Jako 17-latka rzuciła Chicago dla Nowego Jorku. Aktorstwo studiowała u słynnego Lee Strasberga, w którego studiu wiele lat później uczyła się jej córka, będąc do dziś najmłodszą uczennicą szkoły. W poszukiwaniu pracy przeprowadziła się w 1970 roku do Los Angeles. I tam spotkała Jona.


Fatalne zauroczenie
To była gwałtowna i niespodziewana miłość. Dla obydwojga. Po roli w filmie „Nocny kowboj” i nieoczekiwanej nominacji do Oscara za rolę męskiej prostytutki Jon nie mógł narzekać na brak powodzenia. Wysoki, przystojny blondyn o niebieskich oczach zwracał uwagę kobiet i potrafił to zainteresowanie wykorzystać. Kiedy jednak kolega przedstawił mu młodziutką modelkę aspirującą do roli aktorki, nie potrafił o niej zapomnieć. Nie wiedział, co tak przykuło jego uwagę. Czy niespotykana u Amerykanek dyskretna elegancja ą la paryżanka, czy trochę egzotyczna uroda, którą Marcheline odziedziczyła po indiańskich przodkach. Wydatne usta, długie, proste, ciemne włosy, które natychmiast chciał owinąć sobie wokół palców, regularne rysy twarzy. I ten niezwykły melancholijny spokój, który emanował z jej oczu. Ten sam, którym dziś wabi i uwodzi mężczyzn jej córka Angelina Jolie. To wszystko sprawiło, że natychmiast umówił się na kolejną randkę. W modnym i ekskluzywnym Beverly Hills Hotel przy Rodeo Drive. Czy chciał zaimponować początkującej aktorce, czy miał poważniejsze zamiary? Podobno już wtedy nad truskawkami z bitą śmietaną wyrwało mu się, że Marcheline jest kobietą, z którą mógłby mieć dzieci. Ona nic nie odpowiedziała. Nie mrugnęła nawet okiem. Tylko uśmiechnęła się leciutko. I najwyraźniej spodobał jej się ten pomysł, bo rok później, 12 grudnia 1971 roku, Marcheline Bertrand i Jon Voight byli już po ślubie.

Świat wokół może zniknąć
Na początku lat 70. Ameryka przeżywała klęskę swoich wojsk w Wietnamie, bała się wielkiego kryzysu naftowego i podniecała zakłamanym prezydentem Nixonem i aferą Watergate. Ale Jon i Marcheline zachwycali się i żyli wyłącznie sobą. Zupełnie jak Brad Pitt i Angelina Jolie dzisiaj, tak i oni byli wtedy jedną z najbardziej pożądanych par w świecie show-biznesu. Piękni i młodzi dostawali zaproszenia na wszystkie ważniejsze przyjęcia w Hollywood i chętnie korzystali z przywilejów Fabryki Snów. Pojawiali się zawsze razem, czule objęci, tylko w siebie wpatrzeni. On ciągle mówił o niej w wywiadach, ona na każdym zdjęciu wpatruje się w niego jak zaczarowana. Różnica wieku, 12 lat, nie jest żadną przeszkodą. Ani ona, ani reputacja playboya, ani fakt, że Jon jest już rozwodnikiem. Jego pierwsze, trwające pięć lat małżeństwo z aktorką Lauri Peters obydwoje potraktowali jako młodzieńczy wybryk. Było tylko jedno małe „ale”. Jon rozkręcał się jako aktor, przebierał w propozycjach, a Marcheline... Dopieszczała i wspierała jego karierę. O sobie zapominając. W 1973 roku przyszedł na świat James. Dwa lata później Angelina. Jon w domu pojawiał się coraz rzadziej. Usprawiedliwiał to pracą. Marcheline, która ze swoją egzotyczną, wyjątkową urodą mogła stać się największą gwiazdą swoich czasów, odrzucała kolejne propozycje, poświęcając się wyłącznie roli matki. Kiedy ona rodziła dzieci, wyrastały nowe gwiazdy. Jane Fonda, Farah Fawcett, Faye Dunaway. To o nich, a nie o niej mówił cały świat. To o nich, a nie o niej zaczął marzyć Jon. I nagle wielka miłość zamieniła się w gigantyczne nieporozumienie.


Ojciec czy potwór?
Angelina  Jolie zżymała się po latach, że jej ojciec zachowywał się jak „cholerny, wiecznie niedojrzały artysta, który nigdy nie powinien się żenić”. Ale ani ona, ani James, ani nawet Marcheline długo publicznie nie zwierzali się z tego, co poszło nie tak. To Jon przyznał się w jednym z późniejszych wywiadów, że „był romans, zdarzył się więc i rozwód”. „Zakochałem się. Co miałem więc robić? Oszukiwać Marcheline, oszukiwać siebie?”,  powiedział w wywiadzie dla „Vanity Fair”. Wiele lat później jedna z matek, której córka „przyjaźniła się” z Angeliną, przyznała, że Jon bardzo szybko zaczął zdradzać Marcheline. Wiele razy widziała ją zapłakaną i kompletnie załamaną. Jon miał się psychicznie znęcać nad żoną. Kiedy Marcheline była z Angeliną w ciąży, potrafił całować się ze swoimi młodymi koleżankami po fachu nawet w domu, w czasie pracy nad scenariuszem! Po jednej z takich „akcji” Marcheline bała się, że poroni z nerwów.  Na szczęście wezwany przez nią ambulans przyjechał na czas. Ale ze zdradami męża była w stanie sobie jakoś poradzić. Nie wytrzymała ponoć dopiero, kiedy Jon zaczął nosić emblematy dziwnej sekty, do której wciągnęła go jedna z licznych kochanek. Wtedy ogarnął ją strach. Nie o siebie. O dzieci. To one były powodem, dla którego tak długo trwała w tym toksycznym związku. Nie wiadomo, czy Jon ostatecznie opuścił rodzinę z własnej woli, czy to Marcheline wystawiła mu walizki za drzwi, gdy na jaw wyszedł jego coraz bardziej poważny romans z aktoreczką Stacey Pickren. W każdym razie w 1978 roku było już po rozwodzie, a Jon dostał Oscara za rolę u boku Jane Fondy w filmie „Powrót do domu”. Czy jednak był szczęśliwy? Dziękując Akademii za statuetkę, powiedział: „Nie wiem, czy będę w stanie jeszcze cokolwiek zagrać. W ogóle nie wiem, co robię ze swoim życiem”. Ale to nie było w stanie zatrzymać Marcheline. Spakowała rzeczy i razem z Jamesem i Angeliną przeniosła się do Nowego Jorku. Oficjalnie opowiadała, że ma alergię na smog w Los Angeles. Tak naprawdę chciała być jak najdalej od eks-męża i całego tego świata, który okazał się dla niej niełaskawy.

Tylko razem z matką

„Moja matka uczyła się, żeby zostać aktorką, ale, niestety, poślubiła mojego ojca i w wieku 28 lat była już rozwódką z dwójką dzieci na karku. To dla nas zrezygnowała ze swoich marzeń, bo to my byliśmy dla niej najważniejsi”, mówiła Angelina w wywiadach. Chociaż Marcheline nigdy już nie udało się zbudować aktorskiej kariery – zagrała zaledwie w dwóch filmach, „The Man Who Loved Women” i „Looking to Get Out” – to właśnie o niej James i Angelina mówią, że stała się dla nich inspiracją aktorstwa. „To nieprawda, że nienawidzę ojca. Ja po prostu nie pamiętam, żeby kiedykolwiek się nami zajmował. I, szczerze mówiąc, nie chcę już poświęcić mu ani jednej łzy. Nie chcę też patrzeć, jak moja mama przez niego płacze”, mówiła Angelina.


Brak ojca Angelina Jolie wynagradzała sobie na rozmaite sposoby. Ponieważ nie potrafiła nawiązać kontaktu z rówieśnikami, postanowiła być inna. Farbowała włosy na czerwono, słuchała ostrego punka, piła. Cięła się, poprzez ból rozładowując skumulowane emocje. Przez wiele lat balansowała na krawędzi. Chodziła na terapię dla trudnej młodzieży, ale nie potrafiła się dogadać z terapeutką. Kiedy wreszcie zdecydowała się spróbować sił jako aktorka, natychmiast zrezygnowała z nazwiska Voight, chociaż to u boku ojca jako kilkuletnia dziewczynka stawiała pierwsze kroki na filmowym planie. Na kilka sekund pojawiła się w filmie „Looking to Get Out”. Nie chciała mu nic zawdzięczać, podobnie zresztą jak jej brat James Haven. Jako 12-latka zaczęła studia w Lee Strasberg Studio w Nowym Jorku, bo tak poradziła jej matka. To ona była jej pierwszą agentką i to ona zaszczepiła w Angelinie potrzebę pracy charytatywnej. Razem z córką założyły fundację, która miała wspierać amerykańskich Indian. Nie czuła się samotna. Po rozstaniu z Jonem Marcheline związała się z dokumentalistą Billym Daye’em, założyli razem firmę producencką Woods Road Productions. Spędzili razem 12 lat, ale nie udało im się wspólnie mieć dzieci. Kiedy Angie zaadoptowała Maddoksa, Marcheline nie mogła się nacieszyć, że została babcią. Kolejnym dzieciom szydełkiem dziergała kocyki, wyszywała inicjały na ubrankach. To ona wymyśliła imię Pax dla chłopca adoptowanego w Wietnamie. To wreszcie dla uczczenia jej pamięci Angelina i dzieci uczą się francuskiego, a jedno z bliźniąt, Vivienne Marcheline, nosi jej imię. Ale narodzin tej dwójki nie udało się już Marcheline doczekać. Zmarła 27 stycznia 2007 roku. Miała 56 lat. Przegrała z rakiem. Jej ostatnim życzeniem było, żeby Agelina pogodziła się ze swoim ojcem.

Ojciec potępiony
„Między nami wszystko układa się dobrze”, twierdzi Angelina i... unika kontaktu z Jonem. Kiedy ostatnio spotkali się na rozdaniu Złotych Globów, nie potrafiła nawet wymienić z nim kilku grzecznych zdań. Zabrania mu spotykać się z dziećmi, nie odpowiada na jego SMS-y i telefony. Nie interesuje jej, że 70-letni Jon tęskni za rodziną. Ona też za nim tęskniła. Kiedy w 2001 roku zagrali razem w „Tomb Rider”, wydawało się, że Angelinie uda się pokonać złe emocje. Wspólnie pozowali do zdjęć, Angie cieszyła się, że odzyskała ojca. Niestety, rok później Jon zdradził, że Angelina zamierza adoptować chłopca, potem stwierdził w wywiadzie, że boi się o zdrowie psychiczne córki. Angelina znów przestała z nim rozmawiać. Tak naprawdę ani ona, ani James nigdy nie wybaczyli mu porzucenia. I na razie nikomu nie udało się tego zmienić.

Anna Rączkowska