Penélope Cruz

Jest piękna, bo kocha życie i to, kim jest. Za to kochają ją mężczyźni. A co myślą o niej kobiety...
/ 16.03.2006 16:57
Zagrała w 26 filmach europejskich i 14 amerykańskich. Wszyscy, którzy znają Penélopę, twierdzą, że jest niezwykłą kobietą. „Ma cudowne poczucie humoru” – opowiada jej przyjaciółka Salma Hayek. „To najbardziej szczodra i uczciwa osoba pod słońcem” – dodaje Halle Berry. Rzeczywiście, pierwszą dużą gażę filmową Penélope oddała fundacji Matki Teresy z Kalkuty, którą wciąż wspomaga. Hollywood zdobyła rolą w filmie „Wszystko o mojej matce” Pedro Almodóvara. Zagrała m.in. w „Blow” z Johnnym Deppem i „Vanilla Sky” z Tomem Cruise’em oraz wielu innych. Ostatnio Penélope często spotyka się z Almodóvarem – pracują już nad kolejnym filmem.
Przejmuje się znakami losu bardziej niż opiniami innych ludzi. Na prawej kostce u nogi ma wytatuowane tajemnicze cyfry: 883. „To kombinacja moich szczęśliwych liczb – zdradza w jednym z wywiadów. – Ósemka to symbol pieniędzy, trójka – kreatywności”.

Krew, pot i… uśmiech
Najstarsza córka mechanika samochodowego i fryzjerki zrobiła zawrotną karierę i ma już niezłą fortunę. Czy zawdzięcza to tylko numerologii? Raczej ciężkiej pracy i żelaznemu charakterowi. Nie lubiła się uczyć, za to miała niespożyte pokłady energii i słuch absolutny. Porzuciła szkołę na długo przed maturą, by uczęszczać do klasy baletu madryckiego konserwatorium i szkoły tańca Cristiny Roty. Taniec nauczył ją dyscypliny i wytrzymałości na ból. „Ćwiczyłam po 14 godz. na dobę. Czasami byłam wykończona, miałam pokrwawione stopy, ale musiałam tańczyć dalej i uśmiechać się – wspomina. Ten perfekcjonizm nadal ją wyróżnia. Koledzy z planu filmowego często dziwią się, dlaczego nigdy nie narzeka, nie użala się nad sobą, nie domaga się przywilejów. „Wychowałam się w świecie baletu, tam nie ma taryfy ulgowej” – tłumaczy Penélope.

W pełnej gali
„Jak każda dziewczyna kocham kupować ubrania” – wyznaje Penélope. – Czasem aż się trzęsę z podniecenia, wchodząc do sklepu”. Jej ulubione butiki znajdują się przy Avenue Georges V w Paryżu. Zwykle zagląda do sklepu Giorgio Armaniego, potem spędza godzinę na przymierzaniu męskich kapeluszy u Hermesa. Obowiązkowo wchodzi do sklepu Louisa Vuittona. „Nie jestem zakupoholiczką, ale niewiele mi do tego brakuje” – śmieje się Penélope. Aktorka chętnie robi sobie prezenty, jednak podkreśla, że docenia wartość każdej rzeczy i potrafi cieszyć się tym, co ma. „Nigdy nie byłam rozpieszczonym dzieckiem – wspomina. – Rodzice kupowali mi nowe ubranie dwa razy do roku, miałam też po dwie pary butów: jedną na co dzień, drugą na niedzielę. Jako dziewczynka często zaglądałam do szuflady, żeby sprawdzić, czy moje wyjściowe buty nie zniknęły – opowiada. I dodaje: – Teraz też zdarza mi się wyjmować z szafy jakieś rzeczy, żeby chwilę na nie popatrzeć”.

Lubi klasykę, a jednocześnie odważnie ją interpretuje. Potrafi na przykład na białą jedwabną sukienkę wieczorową narzucić czarną skórzaną kurtkę. Jej pojawienie się na wielkich filmowych galach zawsze budzi wiele emocji. Gdy na premierze filmu „Fanfan Tulipan” w Cannes wysiadła z limuzyny, skupiła na sobie uwagę wszystkich fotoreporterów. Wyglądała zjawiskowo w czarnej sukni ozdobionej imponującym naszyjnikiem. Ten zestaw specjalnie dla niej zaprojektował John Galliano. O pochodzeniu Penélope przypominają najczęściej czarne suknie, koronki, mantylki, długie treny mające w sobie coś z atmosfery flamenco. Na wieczór Penélope zawsze wkłada buty na wysokich obcasach. Twierdzi: „Buty decydują o wszystkim. Ich fason wcale nie jest najważniejszy, tylko to, jak się w nich czuję. Od tego zależy, jak chodzę, siadam, wstaję”. Wielka gala to również okazja, by podkreślić urodę. Makijażystka aktorki Whitney James zdradza sekrety swojego warsztatu i podpowiada, jak malować się „na Penélopę”: „Twarz rozjaśniam podkładem nawilżającym, np. Stila Sheer Colour Tinted Moisturizer. Chroni przed słońcem i zanieczyszczeniami, daje efekt czystej, lśniącej skóry. Ciemne oczy Penélope błyszczą jak klejnoty. Podkreślam je kredką Artist’s Eye Pencil Estée Lauder w kolorze czarnego węgla. Rzęsy pokrywam maskarą. Przy tak wyrazistym makijażu oczu, usta pozostają zaledwie lekko zaznaczone. Używam Artist’s Lip Pencil Estée Lauder w odcieniu pastelowego różu (Rose Writer), następnie pokrywam je błyszczykiem Double Impact Lipstick in Baby Avonu. Policzki lekko dotykam różem w kremie Mac Cheek Paint. Poza oficjalnymi wyjściami i planem filmowym Penélope Cruz prawie wcale się nie maluje. „Siedzenie godzinami na fotelu charakteryzatora to dla mnie wystarczająca mordęga” – mówi z przekonaniem.

Bogini seksu
Jest bardzo drobna, wręcz filigranowa. Jej wymiary to: 91–60–88 cm, ma 168 cm wzrostu, a waży zaledwie 48 kg. W szkole baletowej jako nastolatka wpadła w anoreksję. „Byłam chuda jak kościotrup, bardzo nie lubiłam swojego ciała, ale wykonałam gigantyczną pracę nad sobą i w końcu zaakceptowałam swój wygląd” – wspomina. – Dziś lubię nawet moje stopy zdeformowane przez lata tańczenia”.
Trudno uwierzyć, że mówi to aktorka uważana za symbol seksu. Stała się nim już w wieku 17 lat, gdy zagrała gwiazdkę porno w przesyconym erotyzmem hiszpańskim filmie „Jamon, jamon”. Hiszpanie oszaleli na jej punkcie, ale dla jej katolickiej rodziny to był szok. Penélope nie chciała być kojarzona z rozpustą i wyuzdaniem. Obiecała rodzinie, że będzie przyjmować tylko przyzwoite role. Obcięła włosy na krótko i odmawiała grania w scenach miłosnych. Dziś twierdzi, że to był dobry pomysł, bo udowodniła, że potrafi grać. „Pięknej aktorki nikt nie uważa za dobrą aktorkę” – śmieje się. Jej przepustką do Hollywood stał się film Pedro Almodóvara „Wszystko o mojej matce”, w którym zagrała skromną zakonnicę, bez śladu makijażu i podtekstów erotycznych. Po paru latach złamała embargo na zmysłowość i zaczęła pojawiać się na ekranie w śmiałych scenach. Choć prywatnie próbowała ukryć swój ognisty temperament, w mediach huczało od plotek. Nazywano ją „modliszką” albo „hiszpańską dżumą”. Mówiono, że uwodzi nie tylko kinową publiczność, ale i swoich partnerów z planu filmowego – Matta Damona i Nicolasa Cage’a. Sile jej uroku nie był w stanie oprzeć się nawet Tom Cruise, a ostatnio w jej sidła wpadł jeden z największych hollywoodzkich przystojniaków Matthew McConaughey, którego poznała na planie filmu „Sahara”. „Nazywają mnie złodziejką mężów, ale to nieprawda” – broni się. – Nie jestem rozwiązła, żyłam do tej pory tylko w pięciu związkach”. Jednak wszędzie, gdzie się pojawi, magnetyzuje mężczyzn. Mówią, że działa na ich wyobraźnię sposobem, w jaki się porusza. „Dzięki tańcowi nauczyłam się wyrażać uczucia bez pomocy słów. A mężczyźni z reguły wolą patrzeć, niż rozmawiać” – wyjawia swój sekret Penélope.

Po godzinach
Równie dobrze jak w kreacjach wielkich projektantów Penélope wygląda w zwykłych dżinsach. Przyznaje, że ma ich całą szafę i ciągle kupuje kolejne. Jej ulubiona marka to Blue Cult. Do dżinsów lubi nosić żakiety Calvina Kleina, zwykłe topy i okulary przeciwsłoneczne Chanel. Brak makijażu nadaje jej twarzy niewinny, dziewczęcy wyraz. Gdy idzie ulicą, aż trudno uwierzyć, że jej podobizna stoi w gabinecie figur woskowych Madame Tussaud. Pytana o sekret swojej urody aktorka odpowiada bez wahania: „Sen”. Przyznaje, że śpi co najmniej 8 godzin, a kiedy może, to nawet 12. Jej rekord w spaniu wynosi 17 godzin. Nie stosuje jakichś specjalnych diet, ale jest wegetarianką. Dla zachowania równowagi wewnętrznej regularnie medytuje, tańczy i uprawia jogę. Wciąż uważa się za dziewczynę z Madrytu kochającą swoją rodzinę. Potrafi przelecieć samolotem pół świata, żeby choć na parę godzin spotkać się z bratem Eduardo, który jest muzykiem, i siostrą Monicą – tancerką flamenco. Penélope nie sprowadza swojego życia do zarabiania pieniędzy. W każdej rzeczy szuka magii, pociąga ją wszystko, co nieracjonalne. Tropi tajemnice. Od 6 lat zajmuje się fotografowaniem… fotografów. To przed nią wielcy artyści, tacy jak: Annie Leibovitz, Bruce Weber, Herb Ritts czy Mario Testino, odsłaniają swe najbardziej intymne emocje. Stało się już tradycją, że po każdej sesji, podczas której fotografuje ją światowej sławy artysta, Penélope osobiście robi mu zdjęcia. Ale najbardziej fascynują ją stare kobiety. Sama ma 31 lat i zapewnia, że nie boi się zestarzeć. „Piękno można znaleźć w ludziach zadowolonych ze swojego życia” – tłumaczy Penélope Cruz.

Ewa Gutkowska/Uroda
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)