Paweł Korzeniowski i Katarzyna Drzyżdżyk

On to najlepszy polski pływak. Ona, wygrywając „Wyprawę Robinson”, udowodniła, że jest silniejsza od wielu mężczyzn.
/ 07.06.2006 15:59
korzeniowski-copy.jpgIza Bartosz: Kasia wygrała „Wyprawę Robinson”. Udowodniła, że jest silna, twarda i nie cofnie się przed niczym. Mężczyźni zwykle boją się takich kobiet. Ty się nie wystraszyłeś?
Paweł Korzeniowski: Nie. Oglądałem tylko jeden odcinek. Pamiętam, że kiedy zobaczyłem Kasię na ekranie, to od razu pomyślałem, że to fajna dziewczyna. Doszedłem jednak do wniosku, że na pewno nigdy jej nie poznam i przełączyłem kanał. Potem, gdy spotkaliśmy się po raz pierwszy, nie skojarzyłem, że to ta sama osoba, którą widziałem w telewizji.

– A kiedy się poznaliście?
Kasia Drzyżdżyk: W listopadzie. Nasi wspólni znajomi zorganizowali imprezę, na którą oboje byliśmy zaproszeni.
P. K.: Zaczęliśmy rozmawiać, trochę tańczyliśmy, ale to wszystko było spokojne, delikatne. Wymieniliśmy się telefonami, bo Kasia chciała, żebym napisał jej, czy po imprezie bezpiecznie dotarłem do domu. Już następnego dnia rano znowu do niej napisałem. I do wieczora nie dostałem odpowiedzi. Pomyślałem sobie, że pewnie nie chce mieć ze mną kontaktu. Wieczorem zadzwonił mój telefon. Patrzę, a to Kasia. Byłem w szoku.

– I zaprosiłeś ją na randkę?
P. K.: Tak. Poszliśmy do kina. Tylko film wybrałem nie najlepiej.

– Co oglądaliście?
P. K.: No właśnie, „Egzorcyzmy Emily Rose”. Ale ten wybór to nie do końca moja wina, bo wcześniej się pytałem Kasi, jakie filmy lubi oglądać, a ona powiedziała, że horrory. No to poszliśmy na horror.
K. D.: To chyba nawet nie była wina filmu. Po prostu w tym kinie jakoś dziwnie się czułam. Potem, kiedy wieczorem wróciłam do domu, to doszłam do wniosku, że chyba nic z tego nie będzie. I gdy Paweł następnego dnia zaprosił mnie na obiad, powiedziałam mu, że nie mam czasu. Spotkaliśmy się dopiero kilka tygodni później, kiedy on wrócił ze zgrupowania, a ja od mamy z Żywca.

– No i jak było z tym Waszym drugim spotkaniem? Było bardziej udane?
P. K.: Tak, bo poszliśmy na bajkę.
K. D.: To był „Kurczak Mały”. No i po tym „Kurczaku” to już między nami tak iskrzyło, jak nie wiem. Teraz, jak dwa dni się nie widzimy, to już nie możemy bez siebie wytrzymać. Ale ja najbardziej cieszę się z tego, że u nas wszystko przebiegało tak spokojnie, bez pośpiechu.

– Dlaczego tak Ci na tym zależało?
K. D.: Bo mam za sobą poważny związek. Nie chcę o tym opowiadać, bo to już przeszłość. Ale wtedy od razu się zaangażowałam. Kiedy rozstaliśmy się, postanowiłam sobie, że następnym razem będę bardziej ostrożna. No i byłam.

– A Ty, Paweł, też masz za sobą poważne związki?
P. K.: U mnie było inaczej. Nie miałem czasu się angażować, a więc moje kontakty z kobietami były raczej krótkotrwałe. To Kasia jest moją pierwszą poważną miłością.

– A przedstawiłeś już Kasię rodzicom?
P. K.: No jasne! Była u mnie po raz pierwszy podczas świąt Bożego Narodzenia. My mamy superukład, bo moi rodzice mieszkają w Oświęcimiu, a rodzina Kasi w Żywcu, a więc mamy do siebie 20 minut samochodem. No i w święta zaprosiłem Kasię do siebie.
K. D.: Miałam straszną tremę. Pamiętam, że trzy razy się przebierałam. No, ale na szczęście wszystko poszło dobrze. Oglądaliśmy wszyscy razem start Pawła na mistrzostwach świata wtedy, gdy wygrał. Było super.
P. K.: Najbardziej ciekawa Kasi była moja 13-letnia siostra, która oglądała całą „Wyprawę Robinson” i przed przyjazdem Kasi ciągle pytała: „Ale powiedz, jaka ona jest, jak wygląda na żywo”.

– Ale Ty też byłeś u Kasi w domu?
P. K.: Byłem i było super.
K. D.: Moja mama od razu go polubiła.

– Od „Wyprawy Robinson” minął już ponad rok. Co teraz dzieje się w Twoim życiu, Kasiu?
K. D.: Pracuję jako modelka i studiuję. Skończyłam już rehabilitację i teraz uczę się kosmetologii.

– Nie marzysz o pracy w telewizji?
K. D.: Myślę o tym często i być może niebawem coś z tego wyjdzie. Na razie jednak nie chcę zapeszać. Poza tym, od kiedy poznałam Pawła, czuję się tak, jakbym odnalazła się na nowo. Najszczęśliwsza jestem wtedy, kiedy mogę czekać na niego z obiadem, jak wraca z treningu.

– Z obiadem?
K. D.: No, Paweł pochwal mnie trochę.
P. K.: Kasia jest niesamowita. Wyobraź sobie, że ona codziennie coś mi gotuje. I to nie są jakieś łatwe dania, tylko prawdziwe domowe obiady.
K. D.: I to wszystko robię w jego akademiku, gdzie warunki są polowe, ale ja sobie wszędzie poradzę. A ostatnio, jak Paweł zażyczył sobie szarlotkę, to od razu zabrałam się do roboty, a potem to ciasto wiozłam mu na obóz.
P. K.: Bo mi w Kasi najbardziej imponuje to, że ona ma takie dobre serce i że jest taka troskliwa.
K. D.: Tak?! Teraz tak mówisz, ale jak dzwonię na obóz i pytam, czy wziąłeś wszystkie ubrania i witaminy, to się na mnie złościsz.
P. K.: No co ty! Nie złoszczę się.

– A co o Waszym związku mówią koledzy z reprezentacji, trener?
P. K.: Słyszę czasem, że nie jestem wypoczęty, że za mało się staram, że mi tylko Kasia w głowie.
K. D.: To niesprawiedliwe. Bo ja dbam o niego jak nie wiem. Niedawno wyładowała mu się komórka i ja o czwartej rano obudziłam się i pilnowałam, żeby nie spóźnił się na poranny trening. Widzisz, sama wolałam nie spać, żeby tylko on nie zawalił swoich obowiązków. To się nazywa poświęcenie.

– A jak sobie radzicie z tymi wyjazdami Pawła? No bo przecież Ty jesteś ciągle na zgrupowaniach?
K. D.: Bywa, że jest nam ciężko, ale kiedy tylko mogę, staram się do niego dojeżdżać.
P. K.: A ja to naprawdę doceniam.

– A jesteś zazdrosny o Kasię?
P. K.: No pewnie, że jestem.
K. D.: I to jak! Ostatnio postanowiłam ubrać się trochę inaczej niż zwykle i założyłam bluzkę z dekoltem. Kiedy Paweł to zobaczył, oznajmił, że nie zgadza się, żebym była tak ubrana. Ja mu tłumaczę, że włożę korale i dekoltu nie będzie tak bardzo widać. A on swoje. I w końcu zdjęłam tę bluzkę, nie będę go przecież taką głupotą denerwować.
P. K.: No i wiedziałaś, że gdybyś nie zdjęła, to ja bym z tobą wcale nie poszedł, bo nie zniósłbym tego, gdyby każdy facet na imprezie wpatrywał się w twój dekolt.
K. D.: Ale ja też jestem zazdrosna. Bo kiedy jest się z kimś tak blisko, to zawsze jest strach, że się utraci tę osobę.

– Myślicie już o zaręczynach?
P. K.: Nie mamy jeszcze takich planów. Jesteśmy jeszcze bardzo młodzi. Ja mam 21 lat, Kasia 23. Najpierw musimy skończyć studia, potem będziemy zastanawiać się, co dalej.
K. D.: Musimy też jeszcze wiele się o sobie dowiedzieć.

– Potraficie ze sobą rozmawiać o wszystkim?
P. K.: Tak. Nie mamy przed sobą żadnych tajemnic.
K. D.: Przy Pawle czuję się bardzo bezpiecznie. Zwierzam mu się ze wszystkiego i wiem, że on mnie świetnie rozumie. I mam na to dowód. Dwa lata temu straciłam ojca. Bardzo go kochałam i jego śmierć była dla mnie ogromnym ciosem. Teraz często Pawłowi o nim opowiadam i niedawno żaliłam się, że tata mi się wcale nie śni. Następnego dnia Paweł zadzwonił i mówi: „Kasiu, nic się nie martw. Śniło mi się, że tata ci się przyśnił”. No i widzisz, że nie sposób nie kochać takiego chłopaka.

– A szybko wyznaliście sobie miłość?
P. K.: To było na walentynki.
K. D.: Siedzieliśmy w pokoju i nagle rozległo się pukanie. Kurier przyniósł mi jedną różę. Za 15 minut znowu ktoś zapukał. Otwieram, a tam stoi następny kurier i trzyma 100 róż. To był najpiękniejszy prezent, jaki kiedykolwiek dostałam. I właśnie wtedy Paweł powiedział mi, że mnie kocha.

– A Ty od razu odwzajemniłaś wyznanie?
K. D.: Nie. Postanowiłam zrobić to później. Któregoś dnia pojechałam do Pawła na zgrupowanie. Obudziłam się w środku nocy i poczułam, że muszę mu to powiedzieć. Zaczęłam go budzić, a on mówi do mnie: „Kasia, śpij”. Nawet nie pamiętam, kiedy znowu zasnęłam. Potem rano pomyślałam sobie, że nie ma przypadków i że na pewno to nie był odpowiedni moment. A potem razem poszliśmy na Bal Mistrzów Sportu. Wcześniej trochę się pokłóciliśmy, ale na balu Paweł mnie tak mocno do siebie przytulił. Pomyślałam sobie wtedy, że muszę mu powiedzieć, jak bardzo mi na nim zależy. I zrobiłam to. Teraz coraz częściej sobie myślę, że nie wiem, co bym zrobiła, gdyby Pawła nie było w moim życiu.

Rozmawiała Iza Bartosz/ Viva!
Zdjęcia Piotr Porębski/Metaluna
Stylizacja Bartek Michalec/Metaluna
Makijaż Agnieszka Jańczyk
Fryzury Sylwia Habdaś-Zardoni
Scenografia Michał Zommer, Grzegorz Stępniak
Produkcja sesji Elżbieta Czaja
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (18)
/02.02.2009 23:20
pamiętam jak wczoraj... miała wszystko ... wystarczyło, że ubrała mini spódniczkę w siateczkę i pan dyrektor jej maturkę załatwił
/02.02.2009 23:19
pamiętam jak wczoraj... miała wszystko ... wystarczyło, że ubrała mini spódniczkę w siateczkę i pan dyrektor jej maturkę załatwił
/02.02.2009 23:18
pamiętam jak wczoraj... miała wszystko ... wystarczyło, że ubrała mini spódniczkę w siateczkę i pan dyrektor jej maturkę załatwił
POKAŻ KOMENTARZE (15)