Monika Jaruzelska

Nosi kontrowersyjne nazwisko. Przez lata odcinała się od polityki, dystansowała od stanu wojennego wprowadzonego przez jej ojca.
Alina Mrowińska: Pierwsza myśl, kiedy zobaczyła Pani swojego synka...
Monika Jaruzelska: Usłyszałam: "Ma pani pięknego, zdrowego synka". To, że jest zdrowy, było najważniejsze, więc poczułam nieprawdopodobną radość. I na pewno oszołomienie. Coś, co było dotąd niewidoczne, było częścią mnie, nagle jest tak wyraźne. Zobaczyłam malutkiego człowieka. Od pierwszej chwili miałam poczucie niesamowitej odrębności dziecka, tego, że to jest zupełnie nowy człowiek.

- Jaki jest Gustaw?
Ma już półtora roku. Na pewno jest bardzo komunikatywny, ciekawy świata. Raczej spokojny, ale w sprawach dyskusyjnych potrafi być bardzo stanowczy, ma też sporo do powiedzenia w swoim języku.

- Powiedział już "mama"?
Ja się zawsze śmieję, że takie są konsekwencje późnego macierzyństwa, że do mnie mówi "baba".

- Lubi muzykę, jak Pani?
Zawsze rano po przebudzeniu włączamy Radio Classic. Wieczorem, kiedy jest już po kąpieli i kolacji, kładziemy się razem obok siebie na dywanie, słuchamy muzyki i tak usypia. Jak zaśnie, jest przenoszony do łóżeczka. Ale nad ranem od razu żąda, żebym go wzięła do siebie.

- Wcześniej nie myślała Pani o macierzyństwie.
Wydawało mi się, że nie będę miała dzieci i była to świadoma decyzja. Ale w pewnym momencie poczułam lęk, że za chwilę może być za późno i kiedyś mogę żałować. Powiedziałam sobie, że jeżeli zajdę w ciążę, to urodzę dziecko.

- A jeżeli nie?
To nie będzie to żaden dramat. Ale po miesiącu byłam już w ciąży.


- Lubiła Pani samotność. Mówiła Pani: "Wyłączyć telefon, usiąść z książką na kanapie, puścić Bacha, wtedy czuję się najlepiej". Takie chwile to teraz chyba rzadkość?
Samotność jest dla mnie czymś regenerującym, taką terapią na wszystko. Kiedy mam stresy, kiedy jest mi źle, muszę pobyć sama. Zresztą kiedy jest dobrze, też rozkoszuję się samotnością. Teraz jest to niemal niemożliwe. Na szczęście Gucio jest dzieckiem, które potrafi się sobą zająć, bawić się, układać klocki. Na pewno nie mogę czytać przy nim Dostojewskiego, ale mogę przejrzeć gazety.

- Synek zmienił Pani życie?
W pewnym sensie tak. Przestałam w jakiś sposób być wolnym człowiekiem, nie mogę już myśleć tylko o sobie. Na pewno muszę go brać pod uwagę przy podejmowaniu każdej życiowej decyzji. I tej najdrobniejszej - jak spędzać wakacje, ale też tych najważniejszych - czym mam się w życiu zajmować, jaką mieć pracę.

- Wiele amerykańskich aktorek lubi ostatnio podkreślać, że dzieci są dla nich znacznie ważniejsze niż kariera i zdobyty Oscar. Gdy zostaje się matką, inne sprawy stają się mniej ważne?
Trudno się porównywać z gwiazdami Hollywood, które mogą już do końca życia nie pracować. Ja muszę, choćby po to, żeby dziecko utrzymać, zapewnić mu edukację. Nie walczę już jednak o swoją pozycję. Ale nie z powodu dziecka, tylko dlatego, że już ją osiągnęłam. Dziecko jest jednym z aspektów mojego życia, bardzo ważnym, ale wszystko inne nadal też jest ważne. Oczywiście w skrajnych sytuacjach, ostatecznych wyborach zawsze poświęciłabym się dziecku i nie miałabym wątpliwości, że Gustaw jest najważniejszy.


- Ale dziecko nie przesłania całego świata?
Nie jestem typem "mamuśki", która rozmawia tylko o swoim dziecku i tylko z innymi matkami. Tak samo lubię rozmawiać z kimś, kto ma na przykład psa. Wciąż interesuje mnie literatura, film i mnóstwo innych rzeczy. Dziecko wzbogaciło moje życie, ale niczego mnie nie pozbawiło intelektualnie. Urodziłam Gustawa, kiedy byłam już w pełni spełniona zawodowo. Myślę, że będzie mu przyjemnie, że ma matkę, która jest kimś szanowanym, lubianym, spełnionym.

- Synek wniósł radość, której wcześniej Pani nie znała?
Przyniósł miłość, coś, co jest najważniejsze. Ale samą mnie zaskoczyło, że nie pojawiło się u mnie coś takiego, jak typowy instynkt macierzyński. Tłumaczę to sobie tak, że zawsze kochałam zwierzęta, byłam dzieckiem, które zbierało dżdżownice z drogi, żeby nikt ich nie przejechał, przygarniało kotki, pieski, chore ptaki. Czyli uczucia opiekuńcze w stosunku do mniejszych i słabszych zawsze miałam. Urodzenie Gucia wiąże się dla mnie z tymi samymi uczuciami, tylko oczywiście w znacznie większym natężeniu. Wiele osób uważało, że po urodzeniu dziecka przejdzie mi miłość do zwierząt, że to niespełnione macierzyństwo. Nic takiego się nie stało, dalej zbieram bezdomne zwierzęta i pomagam im.

- W Pani domu jest jamnik Bolek i dwa koty.
Rano, kiedy biorę synka do łóżka, śpimy w nim razem z Bolkiem. Gucio bardzo lubi nie tylko swoje zwierzęta. Kiedy idziemy na spacer i widzi psa czy kota, to zaraz go pokazuje, podchodzi, chce się zaprzyjaźnić. Tylko pies rodziców nie wiadomo dlaczego boi się Gucia.

- Jakim dziadkiem jest generał Jaruzelski?
Na pewno bardzo kocha małego, bardzo się nim interesuje.

- Czyta wnukowi bajki, chodzi z nim sam na spacery?
Nie widujemy się aż tak często. Posiadanie wnuka połączyło się, zwłaszcza w ostatnich miesiącach, ze sprawami, które są dla ojca bardzo bolesne. Bieżąca polityka, to, co się wokół niego dzieje, na pewno nie pozwalają mu cieszyć się z bycia dziadkiem.

- Chce Pani, żeby synek nosił podwójne nazwisko Jaruzelski-Fedyniak. Nie boi się Pani, że noszenie nazwiska postaci kontrowersyjnej może być dla niego trudne?
Ostatnio rzeczywiście zaczęłam się tego bać.

- Pani udało się zbudować własny wizerunek. Nie jest Pani postrzegana jako córka generała, ale znana stylistka.
Zbudowanie siebie, a nie bycie tylko córką czy wnukiem znanej osoby wymaga dużej siły. Ja na swoje nazwisko pracowałam wiele lat. I gdyby mi się to nie udało, gdyby kojarzono mnie dziś tylko ze stanem wojennym, z
polityką, gdybym nie zbudowała własnej tożsamości, to byłabym osobą głęboko nieszczęśliwą.


- Ale nazwisko może też przytłoczyć.
To prawda. Może w przyszłości stanie się tak, że Gustaw będzie używał tylko nazwiska swojego taty, jeżeli noszenie nazwiska Jaruzelski będzie dla niego zbyt trudne. Mam tylko nadzieję, że w tych czasach, kiedy będzie dorastał, wokół jego dziadka nie będzie już tak gorących emocji. Myślę, że pewne rzeczy, które zrobił, typu Okrągły Stół, będą docenione, że przejdzie do historii jako osoba, która per saldo zrobiła dla Polski coś dobrego. Mimo że wiele spraw różnie widzieliśmy i widzimy, to ojciec jest mi bardzo bliski, bardzo go kocham. I kiedy widzę starego, schorowanego człowieka, który cierpi, to boli mnie, że nie mogę mu pomóc. Straszna jest bezsilność. I jeszcze wiem, jak on mocno przeżywa, że dla mnie to jest ciężarem, a w przyszłości może być ciężarem dla mojego syna. Bardzo to trudne.

- Patrząc na Gustawa, zastanawia się Pani, jaki będzie za 10, 15 lat, w jakim świecie będzie żył?
Tego nigdy się nie wie i wyobrażenia na ogół nie sprawdzają się. Pamiętam, kiedy chodziłam do szkoły, zastanawiałam się, jaka będę w 2000 roku. Kompletnie inaczej to wygląda niż w moich wyobrażeniach. Poczucie kontroli nad swoim życiem jest złudne. To chyba Iwaszkiewicz napisał: "Kontrolujemy tylko drobiazgi, a to, co najważniejsze, dzieje się poza naszymi decyzjami". A jaki będzie świat? Mam takie wrażenie, że świat tak naprawdę się nie zmienia, zmieniają się tylko dekoracje i rekwizyty. W pewnym sensie wciąż jesteśmy barbarzyńcami, tyle że w nowoczesnych pojazdach.


- Co chciałaby Pani przekazać synkowi, przed czym go uchronić?
Mam nadzieję, że przekażę mu wrażliwość, ale bez skłonności do nadwrażliwości. Chciałabym, żeby miał w życiu jakąś pasję, żeby umiał się przyjaźnić. Żeby potrafił cieszyć się chwilą, bo to bardzo cenna umiejętność i wcale nie taka powszechna. Zazdroszczę ludziom, którzy mają w sobie autentyczną pogodę ducha i potrafią ją zachować w każdej sytuacji. Mnie nie zawsze to wychodzi.

- Dużo ostatnio o Pani plotek. Jedni mówią, że z ojcem Gustawa wzięliście cichy ślub, drudzy, że się rozstaliście.
Nie będę tego komentować. Zresztą cokolwiek stałoby się w moim związku, na zawsze łączy nas wspólne i kochane przez nas dziecko. A Gustaw ze swoim tatą ma bardzo bliską relację. Naśladuje go i stara się być przy nim bardzo "męski".

- Porozmawiajmy więc o zmianach w Pani życiu zawodowym. Została Pani stylistką Henryki Bochniarz w kampanii prezydenckiej.
Nigdy wcześniej nie działałam zawodowo w obszarze polityki. Henryka Bochniarz ma swój własny, zdecydowany styl i, na szczęście, bardzo dobry gust. Powiedziałabym, że jej styl jest adekwatny do osobowości. I tak jak ona sama jest osobą racjonalną, również w bardzo rozsądny sposób ma skompletowaną szafę. I dlatego nie są potrzebne jakieś specjalne zmiany w jej wizerunku. Mogę tylko ten styl podtrzymywać.

- Czy jako feministka cieszy się Pani, że będzie kandydować kobieta? Będzie Pani na nią głosować?
Cieszę się, że będzie kandydować mądry człowiek. A na kogo będę głosować? Konsekwentnie od lat głosowałam najpierw na Unię Demokratyczną, potem na Unię Wolności, a teraz na Partię Demokratyczną.

- W jakim momencie życia jest Pani teraz?
Mam wrażenie, że to jest okres przejściowy, z różnych względów. I dlatego nie chciałabym go jeszcze podsumowywać. Zobaczymy, co będzie. Z wieloma sprawami muszę się jeszcze zmierzyć.

Sierpień, 2005
Rozmawiała Alina Mrowińska
Zdjęcie Piotr Porębski/Metaluna
Stylizacja Marek Adamski/Metaluna
Makijaż Gonia Wielocha/helena rubinstein
Fryzury Paweł Kaleta
Produkcja sesji Joanna Guzowska
Redakcja Vivy! dziękuje za pomoc w realizacji sesji Cafe Imperial w Hotelu Sheraton, ul. B. Prusa 2, Warszawa
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (4)
/6 lat temu
Zbierała dzdzownice z drogi, zeby samochod ich nie przejechał ,do kogo te opowieści ??? Pa,pa i jeszcze uwaga ,prawie każdego zawodu(takich jak lekarz,stylista,prwnik,ekonomista,stolarz,piekarz) mozna się nauczyć ,oczywiście jeśli sie chce. Trudniej jest byc kompozytorem czy pisarzem,do tego trzeba miec inne umiejętnosci
/10 lat temu
ale sielanka, a ja słuchałem w stanie wojennym Wolnej Europy, i patrzyłem jakze odmienni, i ciekawi swiata byli górnicy którzy zgineli w Wujku, przez pani kochanego tatusia
/10 lat temu
ale sielanka, a ja słuchałem w stanie wojennym Wolnej Europy, i patrzyłem jakze odmienni, i ciekawi swiata byli górnicy którzy zgineli w Wujku, przez pani kochanego tatusia
POKAŻ KOMENTARZE (1)