Maria Kaczyńska

Maria Kaczyńska fot. ONS
Jaka była prezydentowa Maria Kaczyńska? Oto pierwszy wywiad prasowy z Pierwszą Damą.
/ 16.04.2010 12:26
Maria Kaczyńska fot. ONS
Krystyna Pytlakowska: Jeden ze specjalistów od budowania wizerunku powiedział, że kandydat na prezydenta powinien mieć urodę Jolanty Kwaśniewskiej, łatwość komunikacji Jacka Kuronia, zawziętość Lecha Kaczyńskiego i prezencję Andrzeja Olechowskiego. Jak to jest z tą zawziętością?
Maria Kaczyńska:
Wcale nie jest zawzięty. Przy całym szacunku dla ekspertów, ten specjalista nie zna mojego męża, opiera się tylko na przekazie mediów, wyrywkowym i zależnym od sytuacji.

– Ten przekaz jest nieobiektywny?
Maria Kaczyńska: Niestety, często tak i czasami bardzo niesympatyczny. Można mojego męża pokazać w sposób życzliwy, a można też w krzywym zwierciadle. Każdy miewa różne miny i zależy, na której się go uchwyci i którą chce się pokazać.

– Której miny Pani nie lubi?
Maria Kaczyńska: Wolę, kiedy się uśmiecha. A miny zawziętej chyba u niego nie znam. Nie jest też ani mściwy, ani pamiętliwy. Chyba ci, którzy go nie lubią, wkładają mu maskę zawziętego szeryfa – innego człowieka, niż jest w rzeczywistości. To było z pewnością powodem naszej decyzji o wsparciu męża w kampanii. Pokazania go na billboardach, jaki jest naprawdę – ciepły i rodzinny.

– To Pani wpadła na ten pomysł?
Maria Kaczyńska: Niezupełnie. Pokazałam nasze rodzinne zdjęcie wykonane przez zaprzyjaźnionego fotografika. Zdjęcie to tak się wszystkim podobało, że sztab wyborczy męża zaproponował zrobienie z tego zdjęcia billboardu. Początkowo, delikatnie mówiąc, nie byłam zachwycona tym pomysłem. Bałam się utraty anonimowości naszej rodziny, ale chciałam też zmienić obraz męża. Mimo że wcześniej zastrzegałam, iż nie wezmę udziału w kampanii, zmieniłam zdanie i wyraziłam zgodę na użycie tego zdjęcia w wyborach.

– Musiała Pani się z tym liczyć, godząc się, by mąż kandydował.
Maria Kaczyńska: O tym, że mąż będzie kandydował, mówiło się już od dawna – jeszcze zanim został Prezydentem Warszawy. Mimo że wówczas sam o tym jeszcze nie myślał. Sondaże utwierdzały PiS w przekonaniu, że powinien kandydować. Tak więc nie musiałam się na nic godzić, bo sprawa była oczywista. Wolałabym jednak, by nie deklarował się tak wcześnie.

– Powiedziałaby Pani: „Nie”?
Maria Kaczyńska: Powiedziałabym „nie”, gdybym była całkowicie przekonana, że nie warto. Nie ukrywam, że mam własne zdanie w wielu sprawach i że mąż moje sugestie bierze pod uwagę, ale dotyczą one spraw mniejszego kalibru. Jestem przecież spod znaku Lwa, który jest kojarzony z dość silną osobowością. Mąż nie chciał, abyśmy pokazali się na billboardzie, ale został przegłosowany. Później inni kandydaci zaczęli fotografować się z rodzinami.

– Pani bardzo chciała zmienić wizerunek męża?
Maria Kaczyńska: Chciałam mieć wpływ na jego odbiór. A sama pani wie, że można zrobić zdjęcie i bardzo ładne, i okropne... Jak fotografują go z dołu, albo gdy opada mu kosmyk włosów.

– Jaki jest Pani mąż?
Maria Kaczyńska: Kochający, troskliwy, dbający o rodzinę, uczciwy, wrażliwy na krzywdę. Nie zależy mu na sprawach materialnych. Mnie jednak zawsze zachęca do kupna tego, co mi się podoba.

– Czego na przykład?
Maria Kaczyńska: Biżuterii, kostiumu. Ja natomiast jestem realistką i nie zawsze ulegam pokusom.

– I podobno to Pani trzyma domową kasę?
Maria Kaczyńska: Mąż nie ma czasu na zajmowanie się sprawami domowymi, więc to ja zarządzam budżetem i pozostałymi sprawami.

– To chyba męczące. Bo każda kobieta chciałaby mieć w domu mężczyznę, który zmieni uszczelkę, coś przykręci?
Maria Kaczyńska: Mąż ma inne zalety. A wracając do mnie. Ktoś powie: przecież ona nie pracuje, ma dużo czasu. Nic bardziej mylnego. Mój dzień jest również pełen obowiązków. Często w imieniu męża uczestniczę w oficjalnych imprezach kulturalnych i charytatywnych. Poza tym mam telefony, które często dotyczą ważnych spraw i nie sposób ich nie odbierać. Ile ich odebrałam, odkąd rozmawiamy?

– Pewnie z dziesięć. Nie może Pani wyłączyć komórki?
Maria Kaczyńska: Teraz, kiedy tak ważne sprawy toczą się w kraju i w naszej rodzinie? A poza tym może to być mąż. Telefonuje do mnie kilka razy w ciągu dnia.

– Czuje Pani, że się poświęca dla męża?
Maria Kaczyńska: Nigdy nie odbieram tego jako poświęcenie. Jesteśmy małżeństwem partnerskim. Uzupełniamy się.

– Kiedyś pracowała Pani naukowo w Instytucie Morskim.
Maria Kaczyńska: Ale nie byłam naukowcem z krwi i kości. Tak się złożyło, że był etat w Instytucie i tam pracowałam. Zajmowałam się rynkami azjatyckimi. Badałam perspektywy rozwoju rynków frachtowych na Dalekim Wschodzie. Miałam i inne marzenia, chociażby o podróżach. Kiedy urodziła się Marta – 22 czerwca 1980 roku – poszłam na urlop macierzyński. Potem zaczął się Sierpień, mąż zniknął w stoczni, zostałam sama z dzieckiem. Potem powstała NSZZ „Solidarność” i Leszek był od rana do nocy zajęty organizacją związku, negocjacjami, spotkaniami – słowem nie było go w domu.

– Żona marynarza?
Maria Kaczyńska: Może trochę tak. Później rok 81 – został internowany prawie na rok. Wówczas pomagali mi przyjaciele. Pierwsze tygodnie przepłakałam, lecz później wzięłam się w garść. To był bardzo trudny okres, chyba najtrudniejszy w naszym życiu. Ale i bogaty w doświadczenia. I ta radość, kiedy wreszcie dowiedziałam się, gdzie przebywa i że mogę go odwiedzić..

– Co Pani sobie pomyślała, kiedy zobaczyła go Pani pierwszy raz?
Maria Kaczyńska: Miałam wrażenie, że znam go od dawna, ale ani przez chwilę nie pomyślałam, że właśnie spotkałam swego przyszłego męża. Miał coś dobrego w spojrzeniu, gęste, czarne, rozwichrzone włosy i był bardzo miły.

– A Pani wyjęła grzebień?
Maria Kaczyńska: Nie pamiętam. Może. Nie bawię się w ceremonie, jak mi się coś nie podoba.

– Teraz, podczas wieczoru po ogłoszeniu wyników wyborów, stała Pani za nim i podpowiadała nazwiska do podziękowań.
Maria Kaczyńska: Podpowiadałam, bo nie chciałam, żeby kogoś pominął. Byłoby mu przykro, gdyby o kimś zapomniał, kogoś nie docenił. On wie, że robiłam to z nadtroskliwości.

– Znosi to?
Maria Kaczyńska: Nie zawsze, ale wziął sobie Lwicę za żonę, a ten znak zodiaku podobno miewa takie cechy. Jeśli chodzi o męża, to od początku wiedziałam, że jest szczery, nie udaje.

– A czym są obietnice wyborcze?
Maria Kaczyńska: U męża nie pozostaną tylko obietnicami. On będzie się starał z nich wywiązać. Jest bardzo konsekwentny.

– Nawet z tych mieszkań, które obiecywał? Pamięta Pani, jak ludzie domagali się od Wałęsy 100 milionów, które im miał dać?
Maria Kaczyńska: Pamiętam. Wiem, że mąż sobie wszystko przeliczał i że to nie jest nierealne. On nie rzuca słów na wiatr. To jego główna cecha.

– A druga? Pani jest osobą bardzo towarzyską. Mąż, jak sądzę, woli jednak samotność?
Maria Kaczyńska: Nieprawda. Mąż również lubi być wśród ludzi. Mamy wielu przyjaciół. Jednak na co dzień, gdy niemal przez 16 godzin na dobę jest zajęty ważnymi sprawami, lubi pobyć trochę sam. Pomyśleć, skupić się. Kiedy jesteśmy w naszym mieszkaniu w Sopocie, często odpręża się, słuchając muzyki.

– Jakiej?
Maria Kaczyńska: To zależy od jego nastroju. Czasami słucha Jacka Kaczmarskiego, czasami Maryli Rodowicz z tekstami Agnieszki Osieckiej. Lubi Okudżawę, Cohena, Aznavoura. Ja natomiast zawsze lubiłam muzykę klasyczną i poetycką piosenkę francuską: Adamo, Edith Piaf, Brela. Mąż też lubi nucić „Nathalie” Gilberta Bécaud.

– Ooo, jest więc romantykiem?
Maria Kaczyńska: Jest. Często mi mówi, że mnie kocha. Jestem już tak do tego przyzwyczajona, że byłabym zdziwiona, gdybym raz na jakiś czas tego nie usłyszała...

– Nie obraża się?
Maria Kaczyńska: Skądże. Ma poczucie humoru.

– Nawet gdy ktoś powie, że ma syndrom Napoleona?
Maria Kaczyńska: Jeśli chodzi o wzrost, to zapewne chciałby być wyższy, ale przecież nie mamy na to wpływu. Ma 168 centymetrów, a nie 160, jak mówią złośliwi. Ja mam 157 centymetrów. Mogę więc włożyć nawet dziesięciocentymetrowe szpilki.

– Lecz pewnie Pani nie lubi?
Maria Kaczyńska: Przeciwnie, bardzo lubię. Jak każdej kobiecie ładne ubranie sprawia mi przyjemność. Jak każda kobieta chodzę po sklepach. Teraz będzie to jednak dla mnie nieco trudniejsze.

– To cena za bycie Pierwszą Damą. Który moment kampanii był dla Pani najtrudniejszy?
Maria Kaczyńska: Najbardziej nieprzyjemna była kampania przed drugą turą wyborów, kiedy pod adresem męża padały nieprawdziwe oskarżenia – sprawa hospicjum, inwestycji w Warszawie i inne.

– Chodziło o Kurskiego?
Maria Kaczyńska: Również. Mąż jest przeciwny posługiwaniu się „czarnym” PR-em. Obce jest mu poszukiwanie haków na przeciwników. A Kurski to pistolet, niepohamowany. Zrobił to na własną rękę. Zarówno mąż, jak i ja uważamy to za obrzydliwe. Nie należy dotykać rodzin, przodków.

– Tak się złożyło, że Pani teściowa była w Szarych Szeregach, a to jest powód do dumy.
Maria Kaczyńska: A teść brał udział w powstaniu warszawskim, stryj zginął w Katyniu. Mój ojciec walczył w partyzantce wileńskiej. Ale czy to nasza zasługa?

– Bała się Pani tej kampanii?
Maria Kaczyńska: Trudno powiedzieć, ale przyznaję, że trochę się obawiałam. Wszystko toczyło się tak szybko. Wewnętrznie jednak czułam, że mąż wygra.

– A gdyby przegrał?
Maria Kaczyńska: Mąż jest silnym człowiekiem. Wiele razy w życiu przegrywał, był niesłusznie oskarżany. W wyborach zakłada się też porażkę, choć wiadomo, że ona boli. Ale trzeba być przygotowanym na każdą ewentualność. I myśmy byli. Trzeba umieć zarówno wygrywać, jak i przegrywać. Zawsze z godnością.

– Porażka osłabia?
Maria Kaczyńska: Osłabia. Trochę się bałam, że może podciąć mu skrzydła. Ale z drugiej strony wiem też, że mąż jest zahartowany.

– Ile Pani zna języków?
Maria Kaczyńska: Dwa dobrze, a trzeci i czwarty trochę. Najlepiej znam francuski i angielski.

– A mąż?
Maria Kaczyńska: Zna biernie angielski. Wszystko rozumie, poprawia tłumaczy, ale mówi niechętnie. Rosyjski zna natomiast dość dobrze, ale ma „płochoje udarenje” (zły akcent – red.). Nie ma specjalnego talentu do obcych języków. Ale za to ma talent do przemówień, potrafi powiedzieć pięknie, z marszu, bez kartki. Tak było w zeszłym roku pod pomnikiem Powstańców Warszawy. Osobiście lubię jego wystąpienia, bo wie, czego chce i potrafi to wyrazić.

– Jak zmieni się teraz Wasze życie?
Maria Kaczyńska: Na pewno się zmieni, jednak ciągle zakładam, że uda mi się pewnych rzeczy uniknąć.

– Obowiązków?
Maria Kaczyńska: Absolutnie nie. Obowiązki Pierwszej Damy nie są mi zupełnie obce, ponieważ, jak już wspomniałam, jako żona Prezydenta Warszawy wielokrotnie reprezentowałam męża w trakcie różnych oficjalnych uroczystości, wspierałam też inicjatywy charytatywne. Posiadam więc pewne doświadczenie, które mam nadzieję pomoże mi odpowiednio odnaleźć się w nowej roli. Chciałabym jednak być czasem panią swojego czasu. Pobyć z rodziną, spotkać się z przyjaciółmi, poczytać.

– Widziała już Pani Pałac Prezydencki w środku? Jak to będzie wprowadzić się tam z psami i kotami?
Maria Kaczyńska: Nie widziałam. Nie sądzę, by zwierzęta mogły stanowić utrudnienie. Z tego, co wiem, obecnie w Pałacu Prezydenckim mieszkają dwa psy. Nie wyobrażam sobie naszego domu bez czworonogów. One także są częścią naszej rodziny.

– Kłóci się Pani z mężem?
Maria Kaczyńska: A które małżeństwo się nie kłóci? Sprzeczamy się, ale nigdy nie zdarzyło się, żebyśmy poróżnili się do tego stopnia, żeby się do siebie nie odzywać dłużej niż dwie godziny.

– Dziwne małżeństwo. Bez kryzysów?
Maria Kaczyńska: Bez kryzysów.

– Co Pani zmieni w sobie jako Pierwsza Dama? Obawia się Pani ocen? Porównań?
Maria Kaczyńska: Nie obawiam się. Zdaję sobie sprawę, że nie wszystkim się podobam, a podleganie nie zawsze sympatycznym ocenom jest jedną z konsekwencji bycia osobą publiczną. Nie zamierzam się jednak zmieniać.

– Co sądzi o tym mąż?
Maria Kaczyńska: Akceptuje mnie taką, jaka jestem. Zatem niczego więcej do szczęścia mi nie potrzeba. Nie ukrywam jednak, że jako żonie Prezydenta RP zależy mi na sympatii innych ludzi.

– Ciekawe, jak Pani urządzi prezydencki apartament? Wstawi Pani własne meble?
Maria Kaczyńska: Wezmę trochę bibelotów, które lubię. Naszych mebli w Warszawie właściwie nie ma, są w Sopocie – to jedyne nasze własne mieszkanie. A mąż i tak nie przywiązuje się do przedmiotów. Nie ma jakiegoś ulubionego fotela czy biurka. Musi mieć tylko warunki do pracy. Mamy natomiast mnóstwo książek i oczywiście je zabierzemy. No i kaczki. Wszyscy wiedzą, że lubimy kaczki. Zawsze kupuję jakąś w prezencie i takie też dostaję. Kaczka oznacza dobrobyt.

– Wierzy Pani w przesądy?
Maria Kaczyńska: Nie bardzo, ale nigdy nie stawiam torebki na podłodze, bo pieniądze uciekną. A jak Leszek ma jakieś ważne wystąpienie, wkładam mu do kieszeni słonika – na szczęście. Nie mogę więc o tym słoniu zapomnieć. On za to ma świetną pamięć. Powie mu pani datę urodzenia i już będzie ją pamiętał.

– Niebezpieczne.
Maria Kaczyńska: Jest dyskretny. Dżentelmen. Nigdy nikomu wieku nie wypomni. Miał babcię – nikt z rodziny nie wiedział, ile ona ma lat. Dziadek zabrał tę tajemnicę do grobu, a reszta rodziny mogła się tylko domyślać.

– Rozumiem, że nie dostaje Pani kwiatów na urodziny?
Maria Kaczyńska: Kwiaty od męża dostaję często bez okazji. Urodzin nie obchodzę. W przeciwieństwie do męża jestem przyzwyczajona do imienin.

– Pani gotuje?
Maria Kaczyńska: Staram się, żeby gotowanie zajmowało mi jak najmniej czasu. Jednocześnie dbam o to, by jedzenie było zdrowe. Kulinarne umiejętności męża ograniczają się do usmażenia jajecznicy. Nie ma też specjalnie wyrafinowanego gustu. Lubi tradycyjną polską kuchnię.

– Teraz po wyborach nastąpi wyciszenie?
Maria Kaczyńska: Była walka i napięcie, które się skończyły. W domu, poza telefonami, jest ciszej, bo córka z wnuczką i zięciem już wyjechali. Teraz chcielibyśmy chwilę odpocząć. Może wreszcie uda nam się pojechać na krótkie wakacje?

Rozmawiała Krystyna Pytlakowska
Zdjęcia Krzysztof Opaliński/Melon
Stylizacja Anna Jurgaś
Makijaż Gonia Wielocha/Helena Rubinstein; współpraca Magdalena Jarętowska
Fryzury Robert Kupisz
Zdjęcia zrealizowane zostały w Muzeum Pałacu w Wilanowie w Apartamencie Reprezentacyjnym z XVIII i XIX wieku oraz w Sali Białej z pierwszej połowy XVIII wieku. Redakcja dziękuje Dyrekcji Muzeum Pałacu w Wilanowie za pomoc w realizacji sesji.

Redakcja poleca

REKLAMA