Lady Gaga fot. <a href=http://www.ons.pl target=_blank>ONS</a>

Lady GaGa: Urodziłam się, by bawić

Jej wizerunek szokuje, piosenki szturmem zdobywają listy przebojów. W show-biznesie dawno nie było tak brawurowej kariery. Kim naprawdę jest dziewczyna, o której mówi dziś cały świat, i właściwie dlaczego, u licha, tak dziwnie wygląda?
/ 03.12.2009 12:51
Lady Gaga fot. <a href=http://www.ons.pl target=_blank>ONS</a>
Jest ledwie parę stopni powyżej zera. Zimny listopadowy zmierzch rozświetlają nagle flesze paparazzich. Te parę metrów od restauracji do samochodu idzie, zasłaniając twarz dłońmi. Nie, nie chowa się. Lady GaGa nie wstydzi się i nie ma nic do ukrycia. Po prostu oślepiło ją światło. „Naprawdę była naga?”, pytali gorączkowo fani, którzy ponad głowami innych nie zdołali zobaczyć gwiazdy. Prawie. Czarna bielizna przeświecała przez ażurowe koronki sukienki „nic” od Dolce & Gabbana.

W Londynie wokalistka była tylko przejazdem. Trudno tam szokować wyglądem. Jej się udało.

Powiedzieć o niej „indywidualistka” – to mało. Ci, którzy jeszcze niedawno nie dostrzegali Stefani Joanne Germanotty, dziś nie mogą oderwać spojrzeń od jej scenicznego wcielenia – Lady GaGi. Z wielką kokardą z blond włosów, w staniku własnoręcznie wyklejonym kwadracikami lusterek, zawinięta po czubek głowy w koronki. Jej ekstrawagancki, często wyzywający styl to idealna maska. Tylko maska?

Nieustraszona panna
O tym, że nie boi się wyróżniać z tłumu, wiedziała już od dziecka. Choć rodzice, Włosi z pochodzenia, posłali ją do katolickiej szkoły  na Manhattanie (tej, którą kończyły także dziedziczki Hilton), nie udało im się stłumić temperamentu córki. Stefani ani myślała o modlitwie. „Urodziłam się, żeby zabawiać ludzi”, przyznaje dziś. A wtedy? Przekrzykując trzeszczący magnetofon kasetowy, wyśpiewywała przeboje Cyndi Lauper, Madonny i Michaela Jacksona. Zaraz po lekcjach biegła do jednego z tych klubów, gdzie każdy mógł zaprezentować przed publicznością, co potrafi. Na fortepianie grała ze słuchu, odkąd skończyła cztery lata. Gdy była nastolatką, zaśpiewała pierwszą skomponowaną przez siebie balladę. Na pytanie, czy scena jej nie onieśmiela, wzruszała ramionami. Uwielbiała startować w konkursach. I wygrywała. Bo cokolwiek można dziś przeczytać o tej ambitnej 23-latce, jak wielkim jest dziwadłem… ma talent.

„Moja rodzina jest cool. Tata pochodzi z New Jersey, sam grał w zespołach, chciał iść w ślady Bruce’a Springsteena”, śmieje się. „Pociąg do występów, jak widzisz, mam we krwi. A rodzina zaszczepiła mi do tego etos ciężkiej pracy. Jestem całkiem nieustraszoną panną. Nie ma znaczenia, ile razy zostanę odrzucona – i tak wrócę”.

Sukces jak narkotyk
Siedemnastoletnia Germanotta znalazła się w ekskluzywnym gronie 20 młodych muzyków z całego świata zaproszonych do programu w Tisch School of Arts na New York University, firmowanego nazwiskiem samego Clive’a Davisa. Od lat związany z branżą, miał pod swoimi skrzydłami takich artystów, jak Janice Joplin, Carlos Santana, Aretha Franklin, Alicia Keys czy zespół Aerosmith.

Stefani Germanotta muzyczne studia rzuciła po dwóch latach. Zwyczajnie doszła do wniosku, że wie już wszystko, by nie zginąć w show-biznesie. I choć jej pierwszy kontrakt wytwórnia Def Jem rozwiązała po zaledwie trzech miesiącach, nie załamała się. Przeciwnie. Szalała. Spała w dzień, by nocami występować w nowojorskich klubach. Była wokalistką wielu rockowych kapel. Ale dopiero kiedy poznała didżejkę, tancerkę go-go Lady Starlight, zaczęła wypracowywać swój sceniczny image. Mocny makijaż i prawie gołe ciało. Na scenie przytulały się, obejmowały, na widowni wrzało. Pokochało je środowisko homoseksualne. A one odwzajemniały te emocje. Starlight układała choreografię. GaGa śpiewała. Dogadywały się świetnie.

Porozmawiajmy o gwiazdach - forum >>


Coraz trudniej było za to Stefani znaleźć wspólny język z rodzicami. „Występowałam w skórzanych stringach, dla taty to było trudne. Nie potrafił mnie zrozumieć”, wspomina.

A przecież to takie proste. „Zespół Queen i David Bowie są do mnie kluczem”, tłumaczy GaGa. „Gdy grałam w klubach, dużo ludzi z branży mówiło, że jestem zbyt teatralna; kiedy zaczęłam eksperymentować z muzyką, słyszałam: to takie popowe. Zupełnie nie wiedziałam, co zrobić, dopóki nie odkryłam utworów Bowiego i Queen. Byli idealną kombinacją popu i teatru. I to był punkt wyjścia”. To właśnie fascynacja piosenką Freddiego Mercury’ego „Radio Ga Ga”, którą do znudzenia nuciła pod nosem, sprawiła, że przylgnął do niej artystyczny przydomek. Narodziła się Lady GaGa.

Ale ten czas w jej życiu naznaczony jest też innymi eksperymentami. Zaczęło się niewinnie, od paru jointów wypalonych w trakcie długiego wieczoru na scenie, skończyło na uzależnieniu. Na szczęście potrafiła powiedzieć stop. „Mogłam umrzeć. Ale otrzeźwiałam. To, co za mną, pozwoliło mi stać się tym, kim dziś jestem”.

To chyba najmroczniejsza twarz Lady GaGi. Stara się o niej zapomnieć. Niedawno publicznie podziękowała ojcu za pomoc w walce z uzależnieniem. Na szczęście rozpędzająca się kariera daje jej wystarczający „speed” do pracy. Narkotykiem stał się sukces.

To idzie sława

Od chwili, gdy spotkała na swojej drodze producenta Vincenta Herberta, minęły prawie dwa lata.  Od stycznia 2008 roku jest artystką słynnej Interscope. Wytwórni, która w swojej stajni ma między innymi Sheryl Crow, Nelly Furtado, U2 czy Stinga. To zaowocowało zupełnie niespodziewanie. GaGa ma dar do komponowania piosenek, które z miejsca wpadają w ucho, o takich mówi się „hity”. Zaczęła pisać dla innych. Najpierw dla gwiazdy R&B – Akona, a potem Britney Spears, Pussycat Dolls, Fergie, New Kids on the Block. Równocześnie pracowała nad materiałem na własną płytę. Wpadła w sam środek artystycznego tygla, ale to wcale nie znaczy, że zapragnęła bratać się ze wszystkimi i stała się maskotką hollywoodzkich przyjęć. „Jestem outsiderką, zawsze nią byłam”, tłumaczy. „Nie przepadam za towarzystwem znanych ludzi i nie potrafię wpasować się w ich świat. Jestem dla nich zbyt dziwaczna. W ogóle mi to nie przeszkadza, wręcz przeciwnie, lubię być inna niż wszyscy”.

Na parę miesięcy przeniosła się z Nowego Jorku do Los Angeles i tam miksowała swoje retro dance’owe bity z popem i szczyptą rock’n’rolla. Debiutancki krążek rzuciła w świat latem 2008 roku, nazywając go „Fame”, czyli sława. Nie pomyliła się. Single „Just Dance” i „Poker Face” odniosły oszałamiający sukces, otrzymując nominacje do Grammy i zajmując pierwsze miejsca na liście „Billboardu”. GaGa, odpowiadając na pytanie dziennikarza o sławę, mówi z dystansem: „Nie myślę tak, jak niektórzy dorobkiewicze z Hollywood, którym wystarcza, że nagrają jedną piosenkę, wystąpią w filmie i mają cały świat u swoich stóp. Ktoś musi docenić to, czym się zajmujesz, uznać, że masz talent i osobowość. Jeśli takie głosy słyszysz wokół siebie nie raz i nie dwa, wtedy możesz uznać, że jesteś sławny”.


GaGa – ikona stylu
„Moda uratowała mi życie”, przyznaje GaGa. „Dzięki niej poczułam się absolutnie wolna, silna i odporna na krytykę. Jennifer Aniston, na przykład, jest piękna. Ale ja wolę być interesująca niż tylko ładna”. Na okładce „Rolling Stone” pokazała się ubrana jedynie w bańki mydlane.

Przezroczyste bąbelki, które wyglądają, jakby mogły ulecieć z najlżejszym podmuchem wiatru. GaGa bawi się swoim wizerunkiem i wiele chce nim przekazać. „Kiedy komponuję piosenkę, od razu zastanawiam się, w czym do niej wystąpię”, mówi. „To dla mnie bardzo ważne, to działa tylko razem”. Często odstraszała swoim ekscentrycznym wyglądem, ale po sukcesie płyty to się zmieniło. „Rok temu ubierałam się tak samo i wydaje mi się, że to onieśmielało mężczyzn. Niedawno udzielałam wywiadu w radiu. Miałam na głowie fryzurę w kształcie stożka. Didżej powiedział mi poza anteną, że jestem bardzo seksowna”, śmieje się. „Nie mogę uwierzyć, że nareszcie kogoś kręci mój stożek. Jeszcze całkiem niedawno byłam uważana za dziwadło, a dziś podobam się mężczyznom”.

I nie tylko. Artystka została właśnie uznana za ikonę stylu. „Gdy wydaje się, że widzieliśmy już wszystko w kwestii oryginalności, znowu pojawia się Lady GaGa. Ludzie starają się przewidzieć, co na siebie włoży. Ekscytujące jest oglądanie kogoś, kto w tak przemyślany sposób włączył dodatki do swojej garderoby”, uzasadniała werdykt jury Accessories Council Excellence Karen Giberson.

Lady GaGa jest piosenkarką, pianistką, tekściarką, fashionistką.
Czy będzie wielką gwiazdą na miarę Madonny, do której z racji włoskich korzeni i fascynacji modą lubi się porównywać? Madonna ma swoje zdanie w tej sprawie: „Gdy zobaczyłam ją po raz pierwszy, jej show był niedopracowany, pewnie przez brak pieniędzy. Miała dziurawe kabaretki, wszędzie aż roiło się od błędów. Ale już wtedy wiedziałam, że ona ma w sobie to »coś«. Cieszę się, że miałam okazję zobaczyć Lady GaGę w stanie »surowym«”. Te słowa królowej popu były jak namaszczenie. Już wiadomo, że GaGa może i będzie szokować. Kiedy we wrześniu podczas ceremonii MTV Video Music Awards, śpiewając swój hit „Paparazzi”, odegrała własną śmierć, przybierając teatralne  pozy i rozmazując czerwoną farbę na ciele, pełno było oburzenia i krytyki. „Takie występy nie powinny się zdarzać!”, obruszyła się część widzów. „Poprawność nie jest w jej stylu. Dopóki będzie występować, musicie być przygotowani na szok” – odpowiedź była natychmiastowa.

„Fascynuje mnie Andy Warhol, chciał sprawić, by sztuka komercyjna była traktowana tak samo poważnie, jak sztuki piękne. Dobra popowa piosenka może być grana w każdym miejscu na świecie i, do diabła, sprawi, że ludzie będą chcieli tańczyć”, mówi GaGa. I ciężko pracuje. Właśnie ukazuje się reedycja jej debiutanckiej płyty, „The Fame Monster”. Możemy być pewni – ta dziewczyna nie da o sobie zapomnieć. Czy kiedyś zdejmie maskę? A może to naprawdę jej twarz?

Monika Kotowska / Viva!
Tagi: Lady Gaga