Kinga Rusin fot. STUDIO 69

Kinga Rusin: To nie zemsta!

W swojej książce Kinga rozprawia się z przeszłością. Jakie plany ma na przyszłość?
/ 17.11.2010 10:35
Kinga Rusin fot. STUDIO 69
Już wiadomo, że to będzie bestseller. Książka „Co z tym życiem?”, którą Kinga Rusin (39) napisała wspólnie z psycholog Małgorzatą Ohme, niecałe dwa tygodnie po wejściu na rynek trafiła na listę dwudziestu najlepiej sprzedających się pozycji w sieci Empik. Do końca roku są już zamówienia na 80 tysięcy egzemplarzy książki. – W tej chwili wydawnictwo Muza musi dodrukować już trzeci nakład – dowiedzieliśmy się u wydawcy. Mówi się też, że z czasem powstanie druga część książki. Czy sukces zdziwił autorkę? – Jestem zaskoczona tak ogromnym zainteresowaniem czytelników. Pracując nad książką, nie myślałam wyłącznie o tym, żeby wyprodukować coś, co się dobrze sprzeda. Gdybym miała taki zamysł, napisałabym swoją biografię, bo ludzie oczekiwali, że napiszę o rozwodzie i małżeństwie – mówi „Party” Rusin.

Jakiej mnie nie znacie
Ta książka z biografią ma niewiele wspólnego. Jeśli ktoś szuka w niej sensacyjnych informacji na temat związku z Tomaszem Lisem, to się rozczaruje. Ale jest kilka naprawdę mocnych momentów. Kinga przyznaje się do depresji poporodowej, wspomina początki małżeństwa. „Kiedy zostałam bardzo młodą żoną, byłam przekonana, że muszę wejść w rolę idealnej pani domu. Wszystkiego się dopiero uczyłam, a udawałam, że to dla mnie nie pierwszyzna. Nawet nie spróbowałam zagrać bezradnej kobietki. A wystarczyło być sobą…”. Nie bała się też napisać: „Wiesz, zastanawiam się, jakby wyglądało moje małżeństwo, gdybym w nie weszła jako w pełni świadoma i osobowościowo uformowana już kobieta? Myślę, że mogłoby być całkiem fajne i twórcze”. I przyznać do słabości: „Sto pięćdziesiąt krawatów, co najmniej kilka garniturów i kilkanaście koszul mojego byłego męża wisiało u mnie w szafie dobre dwa lata po rozwodzie! Nie zgłaszał się po nie, a ja nie miałam jakoś sumienia i odwagi, żeby wystawić je na aukcję na Allegro. Z naszego, niegdyś wspólnego, domu nie mogłam się wyprowadzić przez pięć lat, chociaż przez ostatnie dwa czekało na mnie i córki gotowe mieszkanie w Warszawie…”. Nie bała się tak otworzyć? – Moim zdaniem Kinga była cholernie odważna, dając tę książkę do druku – mówi „Party” znajoma dziennikarki. – Sugerowałam jej nawet, żeby się jeszcze nad tym zastanowiła. Bo tak naprawdę łatwo jest powiedzieć, z kim się spało czy co się je na śniadanie. Ale na odkrycie duszy nie każdy ma siłę. A ona w tej książce wychodzi z pancerza… Wbrew plotkom nie napisała jej wcale po to, by kogoś zranić czy rozliczać – dodaje.

Dlatego jeden z egzemplarzy  jeszcze przed publikacją trafił do Tomasza Lisa. – Kinga wysłała mu tak zwany egzemplarz autorski
– zdradza „Party” koleżanka Rusin. – Żeby nie musiał obawiać się tej publikacji. Ale jak na razie Tomasz się nie odezwał, więc nie wiadomo, czy to docenił.

Porozmawiajmy o gwiazdach - forum >>


Znów na językach
Są i tacy, którzy książki nie przeczytali, a już zdążyli ją ocenić. „To jest wydarzenie towarzysko-medialne ostatnich dni. Dziennikarka, literat oraz kremotwórczyni Kinga Rusin spotyka się z tajemniczym szatynem. Znając życie, tajemniczy szatyn wkrótce osiwieje. Jak tylko powstanie o nim książka”, naśmiewał się Kuba Wojewódzki w „Polityce”. A w radiu ESKA Rock dodał: „Marek Kondrat ma depresję. Już wiemy dlaczego. Przeczytał książkę Kingi Rusin”. – Kuba przyczepił się do niej, nie wiadomo dlaczego. W każdym swoim programie poświęca Kindze 10 minut – mówi „Party” osoba z TVN. – Niektórzy sugerują, że może on jest po prostu... w niej zakochany!

Ale Kindze nie jest do śmiechu. Raz, ale dosadnie, skomentowała uwagi Kuby. „On ma obsesję na moim punkcie. Tym chyba powinien zająć się psychiatra...”, powiedziała w programie „Między kuchnią a salonem”.

Ale to nie wszystko. Także Dorota Wellman nie dała Kindze spokoju. Dziennikarka nazwała jej książkę „pieprzeniem o niczym”. – Kinga jest przyzwyczajona, że jedni ją lubią, inni nie. Ale Dorota, nie wiadomo z jakich przyczyn, postanowiła być pierwszym krytykiem książki, której wcześniej chyba nie czytała. Bo gdyby tak było, to wiedziałaby, że sama w niej występuje. Ale jako wzór! – mówi kolega Rusin. I dodaje: – W książce Wellman jest opisana jako przykład fantastycznej dziennikarki, która ma tak niezwykłą osobowość, że niczym innym nie musi już nadrabiać. Dziewczyny zresztą nie miały nigdy między sobą konfliktów, więc ta sytuacja tym bardziej mnie dziwi. Kinga zresztą wciąż czeka na telefon od Doroty, ale czy się w końcu doczeka...

Gdy „Party” pyta Wojewódzkiego i Wellman o Rusin, oboje mówią to samo: „To nie jest sprawa, która wymaga komentarza”.

Nowa ona
Jest jednak sprawa, której w przypadku Kingi nie sposób nie skomentować. To jej wygląd. „Zawsze sobie myślę, że gdybym kierowała się tym, co mówią o moim wyglądzie niektórzy ludzie, to już od dawna musiałabym, za przykładem kobiet afgańskich, chodzić w burce. Czytałam, że mam twarz jak pekińczyk czy też mops – i są to, w porównaniu z innymi, określenia doprawdy urocze – że mam małe mongolskie oczy, że rżę jak koń i że jestem już za stara, żeby pokazywać się na ekranie”, napisała w książce. I choć nie przejmowała się tym specjalnie, to jednak ciągłe komentarze typu: „znów fatalnie wygląda” zaczęły ją złościć. Dlatego postanowiła skorzystać z pomocy stylistki Joanny Horodyńskiej. – Kiedy poznałam Kingę, nie bardzo umiała się odnaleźć w modowym świecie. Ale kiedy przejrzałyśmy jej szafę i stworzyłyśmy bazę ubrań, zaczęła bawić się modą. Kinga jest pilną uczennicą, a jak jej coś nie wychodzi, obraca to w żart. Teraz dobrze się czuje, bo wie, że świetnie wygląda. I ma swój styl. To nowoczesna elegancja, trochę minimalizm, lata 90. – mówi „Party” Horodyńska. Nie da się ukryć, że Rusin wygląda ostatnio naprawdę wspaniale. To zadowolenie czuć i w książce: „Zbliżam się teraz do czterdziestki, ciekawe, czy znowu dopadnie mnie kryzys »rozwojowy«. Tym bardziej że przeżywam teraz doskonały okres. Mam poczucie, że mogę góry przenosić, że chcieć to móc. Wiesz, odnoszę nawet wrażenie, że wyglądam lepiej niż dziesięć lat temu”.


Ale to nie koniec zmian w jej życiu. „Pięć lat po rozstaniu, cztery po rozwodzie jest mój początek. Odcięłam przeszłość, zrzucam ciężary”, powiedziała ostatnio w wywiadzie dla „Twojego Stylu”. Tym początkiem jest… przeprowadzka. Niecały miesiąc temu Kinga zamieszkała w nowym apartamencie. Wyprowadziła się z domu w Konstancinie, gdzie mieszkała przez 14 lat i gdzie wciąż czuła atmosferę poprzedniego związku. „Wyprowadzka to była dla mnie trudna decyzja, ale w nowym mieszkaniu czuję się wspaniale”, mówiła w jednym z wywiadów. A jeszcze nie tak dawno, jak przyznała szczerze w wywiadzie, czuła się „niewystarczająco dobrą matką, żoną, kochanką...” i płakała, gdy mąż odszedł do innej. Dziś jest silniejsza: „Dałam sobie prawo cieszenia się życiem, robienia rzeczy niepotrzebnych, które sprawiają mi przyjemność”, deklaruje. Wygląda na to, że do pełni szczęścia Kindze brakuje już tylko jednego – miłości. Ale z nią akurat może być problem. Dlaczego? „Mam wrażenie, że mężczyźni się mnie boją”, mówi Kinga w „Twoim Stylu”.

Ten jedyny
Nie jest łatwo jej zaimponować. Małgorzata Ohme mówi do Rusin w książce: „Do ciebie to na pewno strach startować. Słyszałam o kilku, którzy chcieli, tylko się bali…”. A Kinga w wywiadzie dla „Twojego Stylu” odpowiada: „Duże auto i złota karta kredytowa to słaby wabik – mam i jedno, i drugie”. Jest niezależna finansowo od lat. Oprócz pracy w telewizji (już w grudniu ruszają pierwsze castingi do nowej edycji „You Can Dance”) poświęca się pracy w swojej firmie kosmetycznej Pat & Rub. Jak dowiedziało się „Party”, Kinga pracuje też nad nowym projektem. – To będzie przedsięwzięcie internetowe, które ma związek z książką. Ruszy już w lutym – mówi nasz informator. Ale nie tylko sukces zawodowy odstrasza mężczyzn. Jest jeszcze… popularność. „Mężczyźni boją się tego szumu, który jest wokół mnie”, mówi Rusin w „Twoim Stylu”. Trudno się też przyzwyczaić do paparazzich, którzy śledzą niemal każdy jej krok. Ostatnio na przykład zrobiono jej zdjęcia z bratem koleżanki, który wrócił niedawno z USA. Spotkali się, bo przywiózł Kindze upominek od siostry. Po spotkaniu pocałował ją w policzek, a na drugi dzień media grzmiały: „Nowa miłość Kingi!”. Czy rzeczywiście jest teraz zakochana? – Na razie tylko w córkach – śmieje się Rusin.

„Jestem otwarta na kontakty, lubię poznawać ludzi, ale to wcale nie oznacza, że jest mi łatwiej ułożyć sobie prywatne życie, dopuścić kogoś naprawdę blisko”, pisze w książce Rusin. Dlaczego? Nie wiem… – zastanawia się Kinga.
– Są mężczyźni, którzy się mnie nie boją. Ale ja nie chcę, żeby facet imponował mi tylko materialnie. Mężczyzna ma być dla mnie opoką. Musi być gotowy, by dzielić się ze mną swoim czasem, uwagą… – tłumaczy „Party”. Trudno znaleźć mężczyznę dla kobiety, która odniosła sukces, ma urodę i klasę, jest niezależna finansowo. Pokusiliśmy się o stworzenie takiego ideału... „Ten jedyny” dla Kingi powinien być rodzinny jak Piotr Kraśko, mieć doświadczenie życiowe Marka Kondrata, władzę Edwarda Miszczaka, humor
Michała Piroga i twarz Brada Pitta. I mamy nadzieję, że taki ideał się znajdzie…

Marta Tabiś-Szymanek / Party
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)