Kasia Adamik i Olga Chajdas w "Vivie!"

Kasia Adamik i Olga Chajdas w "Vivie!"

Córka Agnieszki Holland i jej partnerka tylko "Vive!" opowiedziały o swoim związku
/ 07.08.2013 00:00
Kasia Adamik i Olga Chajdas w "Vivie!"
Co kobietę pociąga w drugiej kobiecie?

Kasia: To trudne pytanie. Gdyby ktoś umiał odpowiedzieć, dlaczego i kiedy się zakochujemy, to uniknęlibyśmy związków skazanych na niepowodzenie. Ale tego nie wiemy. Nie ma na to formuły.

Olga: W każdym razie to było bezwiedne i nieświadome. Myślę, że o uczuciu nie decyduje żadna konkretna cecha, tylko całokształt.

Kasia: My widzimy raczej urok i charakter niż cechy fizyczne, ale znów uważam, że nie ma reguły.

Olga: Ja tam zobaczyłam wszystko, cały pakiet.

Kasia: Mogę tylko powiedzieć, że to stało się szybko. Nie chcę używać banalnych określeń, jak „miłość od pierwszego wejrzenia”, ale coś takiego między nami się zdarzyło. Myślę, że zakochałam się w Oli, zanim jeszcze ją dobrze poznałam. Kładę to na karb chemii, ale na czym ona polega? W każdym razie Ola jest śliczna.

Śliczna, ostra i zdecydowana.

Kasia: Na pewno ma charakter, ale o tym dowiedziałam się później.

Olga: A ty z kolei jesteś ciepła, mądra i zabawna.

Kasia: Jestem słodka (śmiech).

Czasy się zmieniły, jeszcze dwa, trzy lata temu nie mogłybyśmy sobie tak na luzie rozmawiać o Waszej miłości.

Kasia: Chodzi ci o Polskę? To pytanie do Olgi, bo ona przeżyła tutaj całe życie. Ja przyjechałam dopiero sześć lat temu, chociaż nawet przez tych sześć lat widzę zmiany.



Przyjechałaś i od razu poznałaś Olgę?

Kasia: W pracy przy serialu „Ekipa”.

Olga: Skończyłam studia producenckie w Łodzi i reżyserię w Akademii Filmu i Telewizji w Warszawie. Magda Łazarkiewicz podjęła ryzyko i za namową Maćka Kowalewskiego, naszego wspólnego przyjaciela, zatrudniła mnie przy tym serialu.

Kasia: W naszym zawodzie trudno spotkać kogoś poza planem filmowym, ponieważ pracuje się 16 godzin dziennie, bardzo intensywnie. To ekstremalne warunki, w których od razu widać lepsze i gorsze strony człowieka. Ekipa filmowa to więcej niż rodzina, więcej się przebywa z nią niż z mężami, dziećmi.

Olga: Nie da rady ukryć swoich wad.

Kasia: Jesteśmy ze sobą sześć i pół roku. Kiedy spotkałam Olgę, postanowiłam się przenieść do Polski. Myślę jednak, że tak naprawdę
mówiąc o zmianach w obyczajowości Polaków, trzeba by pożyć na prowincji, a ja mieszkam w Warszawie, która jest bardziej otwarta na ludzi o różnych orientacjach.

Olga: Obracamy się w środowisku artystyczno-filmowym, gdzie ludzie w większości nie mają strachu przed innością.

Kasia: Artysta jest ciekawy meandrów ludzkiej duszy. One go inspirują, dostarczają wiedzy o człowieku. A ja, mieszkając tyle lat na Zachodzie, przywykłam do większej otwartości związków homoseksualnych. Żyłam w jawności i nikt mnie nie potępiał.

Olga: Ja też nigdy nie bałam się ujawnienia moich preferencji. Od 17. roku życia współpracowałam z KPH (Kampania Przeciw Homofobii) i ILGCN (International Lesbian and Gay Cultural Network). Do tej pory zresztą jestem ambasadorem kulturalnym tej organizacji. Zaczęłam działać przy okazji ustawy o związkach partnerskich zaproponowanej przez profesor Marię Szyszkowską. Niestety, upadła.  

Wiedziałaś już o swojej orientacji?

Olga: Nie działałabym społecznie, gdybym nie czuła osobistej potrzeby. Nie musiałam się ukrywać. Moja rodzina wiedziała, że jestem lesbijką.

Kasia: To ważne, wielu ludzi boryka się z tym problemem, a nawet jeśli nie ukrywają się wśród przyjaciół, nie chcą publicznie się przyznać właśnie z powodów rodzinnych czy zawodowych. I ja to rozumiem. Ale na szczęście sama tego nie doświadczyłam, ponieważ moja rodzina zawsze występowała przeciwko nietolerancji: homofobii, rasizmowi, antysemityzmowi. Walczyła przeciwko jakiejkolwiek dyskryminacji. A mnie całe życie uczono tolerancji. W każdym razie moja mama, Agnieszka, na moją inność zareagowała normalnie. Powiedziała: „Mam nadzieję, że będziesz szczęśliwa”, po czym dodała, że mnie kocha i uszanuje każdy mój wybór. Użyła słów, które trzeba powiedzieć w takich sytuacjach, i zawsze bardzo mnie wspierała.

Olga: Wspierała i wspiera. To dla nas ma duże znaczenie.

Kasia: Nie chcę mówić tu o moich eks-związkach, ale nigdy nie musiałam ich ukrywać.  



Nie chcesz mówić, bo jesteście o siebie zazdrosne?

Olga: Nie, ale byłe miłości Kasi i tak mieszkają głównie w Stanach Zjednoczonych (uśmiech).

Kasia: Ja też nie spotykam tłumu twoich byłych. Ale myślę, że jakoś bym się z tym pogodziła.

Olga, rodzice nie protestowali, gdy zaczęłaś być aktywistką ruchu lesbijskiego? Urodziłaś się przecież w Poznaniu, a poznaniacy są konserwatywni.

Olga: Moja rodzina jest wyjątkowa. Tata – lekarz, mama – historyk sztuki. Stereotypy się nas nie trzymają.

Kasia: Mimo że część rodziny Olgi to praktykujący katolicy, a katolicyzm w Polsce kojarzy się często z homofobią, wszyscy są bardzo mili, kochani.

Olga: A przecież chrześcijaństwo polega na tym, żeby kochać bliźniego i przez miłość dążyć do wieczności. W każdym razie moje siostrzenice mówią do Kasi „ciociu” i akceptują ją bez cienia fałszu. 

Kasia: Dla mnie najbardziej bolesne zetknięcie z homofobią to czytanie komentarzy w Internecie. Są bardzo brutalne.

Olga: Komentarze i to, co się dzieje w polityce. Dzisiaj czytałam, co pani Krystyna Pawłowicz powiedziała znowu o Robercie Biedroniu. Obrzydliwe i żenujące.

Kasia: Jak można mówić takie rzeczy publicznie, i to w Sejmie? Poniżać i obrażać w ten sposób część społeczeństwa, kolegę posła, i to bezkarnie? To mi się w głowie nie mieści.

Olga: Ale i tak mamy super Sejm – parlamentarzystę geja i transseksualistkę. To zderzenie władzy świeckiej i kościelnej, ich dualizm, jest bardzo ciekawe.

A jednak długo ukrywałyście Waszą inność. Kasiu, zrobiłaś coming out dopiero w naszym wywiadzie sprzed roku.

Kasia: Niechcący tak wyszło.

Olga: Głupio jest o kimś mówić: „ta osoba”. Zresztą nigdy się nie ukrywałyśmy. Na premiery, bankiety chodziłyśmy razem. Pełno jest naszych wspólnych zdjęć. Nie było to więc tajemnicą, tyle że nigdy wcześniej nie zostało nazwane w prasie.

Kasia: I nasze milczenie nie wynikało ze strachu przed nazwaniem, było próbą zachowania prywatności. Jestem introwertyczką, nie mam ochoty być fotografowana i udzielać wywiadów osobistych. Rozmowa o moich głębokich uczuciach zawsze mnie krępuje. Unikam tych tematów. Sama wiesz, jak długo musiałaś nas do tej rozmowy przekonywać.

Olga: Zresztą zawsze poruszenie takiego tematu uchodzi za próbę promowania siebie. Spotkałyśmy się z takimi komentarzami, że poprzez nasz związek promowałyśmy sztukę, którą razem wyreżyserowałyśmy.

Kasia: A przecież sztuka „Zrób sobie raj” według książki Mariusza Szczygła nie miała nic wspólnego z naszym życiem prywatnym. A jej tematyka nie dotyczyła orientacji seksualnych. Kiedy potem zostałyśmy zaproszone do telewizji, by o sztuce opowiedzieć, padały pytania dotyczące głównie naszego związku i to jest bardzo irytujące.

Olga: A komentarze po naszym wystąpieniu w „Pytaniu na śniadanie” brzmiały: „Kasia Adamik przyszła zaprezentować swoją partnerkę”.

Ujawniając się, liczyłaś się z reakcją?

Kasia: Nie, miałam nadzieję, że media podejdą do tego bez manipulacji.

Olga: Jeszcze długa droga przed Polakami. Ostatnio słuchałam wywiadu z aktorką Portią de Rossi, żoną znanej w Stanach showmanki Ellen DeGeneres. Zanim się ujawniły, były ze sobą już parę lat. Portia mówi, że nie chciała być uważana za dziewczynę najbardziej znanej lesbijki w Ameryce. Trochę się przy tym krygowała i kokietowała słuchaczy.

Kasia: W każdym razie ja nie żałuję, że powiedziałam o tym w wywiadzie z tobą. Byłyśmy tylko zniesmaczone tym wścibskim zaciekawieniem.



Weszłaś na barykady, chociaż się przed tym broniłaś?

Kasia: Bo walka na barykadach nie leży w moim charakterze. To moja mama podejmuje trudne tematy. Ja więcej mam tu z ojca, który nie jest takim aktywistą. Ale zdaję sobie sprawę z tego, że rozmawiać trzeba. W ten sposób można przybliżyć problemy, z którymi boryka się dwa do trzech procent polskiego społeczeństwa.

A jak zareagowało Wasze środowisko?

Kasia: Wszyscy chyba wiedzieli o mnie i o Oldze. Tylko na początku się ukrywałyśmy podczas pracy przy serialu „Ekipa”. Nie ukrywałyśmy się z powodu fałszywego wstydu, tylko dlatego, że relacje w pracy powinny być zawodowe, a nie osobiste. Nie będziemy przecież robić show i całować się pośrodku planu filmowego.

Olga: Gdzie przewija się zawsze kilkadziesiąt osób.

Kasia: Zachowujemy się więc powściągliwie i profesjonalnie.

Na czym polega związek partnerski?

Olga: Na niczym, bo go na razie nie ma. Walka toczy się od lat, chodzi o prawa, które ma większość społeczeństwa, a nie o jakieś ekstrawagancje. Ja cały czas mam lęk, co by było, gdyby którejś z nas coś się stało.  

Kasia: Przeżyłyśmy już sytuację po moim wypadku, gdy Olgi nie chciano w szpitalu do mnie wpuścić. Dopiero jej ojciec, lekarz, to załatwił. Ale nie wszyscy mają teścia lekarza.

Olga: Prawnie wygląda to tak, że gdy idziesz do szpitala, możesz wskazać osobę, której udzieli się informacji o twoim zdrowiu. Ale gdy jesteś nieprzytomna, szpital nie dopuszcza nikogo spoza kręgu rodziny.

Kasia: Ja na szczęście byłam przytomna.



To był niebezpieczny wypadek?

Kasia: Samochód potrącił mnie, gdy jechałam na rowerze. Wywróciłam się. Pogotowie, szpital. A tam przez dłuższy czas nie miał się kto mną zająć. 

Olga: I o to właśnie tata zrobił aferę.

Kasia: Dopiero po jego interwencji wykonano mi wszystkie testy, prześwietlenia głowy, brzucha. Okazało się, że mam tylko bardzo stłuczoną nogę, ale nie złamaną. Nie mogłam wstać, leżałam na desce i czekałam na zmiłowanie.

Olga: A ja bezczelnie wchodziłam na oddział mimo zakazu. Przyniosłam jej jedzenie, bo przez kilkanaście godzin nic nie dostała. Pielęgniarki nie wiedziały, kim jestem, a ja nie miałam zamiaru się tłumaczyć.

Kasia: Umówmy się, że był bałagan. I wszystko tak naprawdę zależy od dobrego humoru czy empatii personelu. A działania powinny być automatyczne.

Olga: To podobny problem, co z wydawaniem w USC zaświadczeń dla obywateli polskich, że mogą wziąć ślub z kimś za granicą. Prawnie nie mogą takiego zaświadczenia nie wydać, natomiast jeśli zobaczą, że wpisałaś imię osoby tej samej płci, zaświadczenia nie dostaniesz.

Myślałyście o ślubie?

Kasia: Tak, ale okazało się, że ja, jako Francuzka, nie mogę zawrzeć homoseksualnego ślubu z partnerką z Polski. Polska to jeden z jedenastu krajów, z którymi Francja zawarła umowę zabraniającą Polakom wstępować w homoseksualne związki małżeńskie z obywatelami ich kraju. To było duże rozczarowanie.

Starałyście się o taki ślub?

Kasia: Nie, bo dowiedziałyśmy się wcześniej, że nie uda się tego przeprowadzić. Ale przecież mieszkamy razem, mamy wspólny samochód, wspólne konta.

Olga: I wspólny kredyt. A mimo wszystko w świetle prawa jesteśmy dla siebie obce.

Kasia: Nie możemy dziedziczyć po sobie ani wspólnie się rozliczać z podatku.

Olga: A w przypadku śmierci jednej z nas znajdziemy się w ostatniej grupie podatkowej i zapłacimy fortunę. Całe szczęście mamy dobre rodziny, więc jeśli coś się wydarzy, nikt żadnej z nas z naszego mieszkania nie wyrzuci. Ale znamy takie sytuacje, kiedy ludzie po śmierci wieloletniego partnera zostawali bez niczego.

Kasia: Podobnie byłoby z dziećmi.  

Rozważałyście in vitro albo adopcję?

Kasia: Adopcja w Polsce jest niemożliwa, chyba że ja sama adoptowałabym dziecko. Ale samotnym kobietom zazwyczaj się odmawia.

Olga: Prowadzimy takie rozmowy, bo to naturalne że w którymś momencie przychodzi pytanie: co dalej?

Kasia: Trzeba będzie stoczyć o dziecko walkę, bo los go nie przyniesie.

Olga: W rodzinach homoseksualnych dzieci są tak wyczekiwane, tak zaplanowane i tak chciane, że nic lepszego nie może się im przytrafić.



Tylko że dziecko musi mieć jasno określone, kto jest ojcem, a kto matką?

Kasia: Nie, nie wydaje mi się.

Olga: Kiedy dwie kobiety żyją ze sobą w związku, nie ma podziału na role: Ty jesteś mężem, a ty żoną.

Kasia: Sądzę, że u mężczyzn jest podobnie. To nie tak, że jeden jest tatusiem, a drugi mamusią.

Ale jest podział na partnerkę silniejszą i słabszą?

Kasia: Tak jak w heteroseksualnych małżeństwach ludzie się różnią temperamentem.

Jest rola mężczyzny i rola kobiety.

Kasia: Ale to się bardzo zaciera, bo gdzie powiedziano, że mężczyzna musi być silniejszy, a kobieta słabsza.

Olga: Kobiety pracują, często utrzymują dom.

Kasia: I są bardziej przebojowe od facetów. Nie ma podziału, że tata przywali paskiem, a mama zrobi pierogi. To stereotypowe granice, które zacierają się od dawna. Bardziej już role w związku dotyczą charakterów, ktoś jest bardziej delikatny, bardziej wrażliwy, bardziej opiekuńczy. Ale to nie musi być scharakteryzowane tylko płcią. Na Zachodzie zresztą te granice już dawno się zatarły.

A w Waszym związku jest jakiś podział?

Olga: Kasia pierze, ja zmywam.

Kasia: A kotami zajmujemy się obie.

I pracujecie razem?

Olga: W tej chwili nie. Ostatnio pracowałyśmy we Wrocławiu przy serialu „Głęboka woda”. Ale mamy projekty wspólne.

Kasia: Mamy też dużo projektów osobnych. I tym sobie bardzo pomagamy. A ja zawsze kibicuję Oldze.

Olga: Nie we wszystkim się jednak zgadzamy, chociaż bardzo liczę się ze zdaniem Kasi. Niewielu reżyserów, jakich znam, ma taki instynkt filmowy, jak ona. Ma to we krwi. Działa instynktownie – nic wyuczonego.

Kasia: Tak, tak, nie jestem aż taką intelektualistką (śmiech).

Olga: Chodzi o to, że ja tego zawodu musiałam się nauczyć. Nie pochodzę ze środowiska filmowego. Musiałam przejść każdy szczebel na planie i przeszłam.

Kasia: A ja jestem szóstym reżyserem w rodzinie, a już się szykuje siódmy i ósmy.  



Uczycie się od siebie wzajemnie?

Kasia: Mamy inne podejście do wielu spraw i inny punkt widzenia.

Olga: To widać po naszych zdjęciach z wakacji.

Kasia: Ja fotografuję budynki i ludzi, a Olga jakieś odbicia w szklance, błysk słońca, takie emocjonalne detale.

Olga: Kasia to konkret, przy wspólnej pracy bardzo pomaga takie drugie spojrzenie. Nie możemy jednak cały czas razem pracować, bo mamy swoje plany zawodowe. Ja na przykład w tej chwili reżyseruję „Barwy szczęścia” i pracuję nad scenariuszem lesbijskiego romansu wspólnie z Martą Konarzewską.

Kasia: A ja siedzę w domu i myślę nad projektem, o którym jeszcze nie chcę mówić. Jestem przesądna. Tyle już było tych projektów, z których nic nie wyszło. Ten jednak jest bardzo podniecający, pracuję właśnie nad scenariuszem. A we wrześniu będę reżyserować trzy odcinki „Bez tajemnic” dla HBO.

Rzadko bywacie razem w domu?

Kasia: Ostatnio bardzo rzadko.

Olga: Dlatego kiedy razem pracujemy, jesteśmy szczęśliwe, bo spędzamy ze sobą dużo czasu. I w pracy, i w domu.

A w domu co robicie?

Olga: Oglądamy seriale.

Kasia: Ale i filmy pełnometrażowe, czytamy sporo.

Olga: I w każdej książce widzimy film. To jakieś zboczenie. Nawet kiedy jedna z nas wyjeżdża, codziennie do siebie dzwonimy. W naszym życiu nie ma fajerwerków, jest praca i dom. Nie wywołujemy skandali.

Kasia: Jesteśmy nudną parą, nie upijamy się, nie zdradzamy, nie bierzemy amfy.



Powszechnie uważa się związki jednopłciowe za mniej trwałe i to też służy za argument przeciw ich prawnemu uznaniu.

Olga: Jednak my jesteśmy dowodem na trwałość takich związków.

Kasia: Znamy pary, które się rozstają, mimo że są hetero.

Olga: Warto by podliczyć odsetek rozstań. Pozornie rozejście się bez więzów prawnych jest łatwiejsze. Więc to dobry argument na uregulowanie takich związków.

Kasia: Ale my mamy wspólny kredyt.

Olga: On bardziej łączy niż obrączki. Będziemy go spłacać jeszcze 30 lat. Więc tyle czasu musimy być ze sobą (śmiech).

Często widujecie się z mamą Kasi – Agnieszką Holland?

Kasia: Z Agnieszką trudno się często widywać. To bardzo zajęta, rozchwytywana przez media osoba. Ale próbujemy spotykać się jak najczęściej.

Olga, masz z Agnieszką wspólny język?

Olga: Pracujemy w tym samym zawodzie, Agnieszka już kilka razy pokazała, że ma do mnie zaufanie na planie, a i prywatnie mamy o czym rozmawiać. To szczera i piekielnie inteligentna osoba.

Kasia: Z Agnieszką rozmawiamy na różne tematy. Nie tylko osobiste. Nasza rodzina jest sobie bliska. Wspieramy się. Tym bardziej nie rozumiem ludzi, którzy tak boją się opinii znajomych i sąsiadów. Myślą więcej o tym, jak oni będą przeżywali homoseksualizm ich dziecka, niż o tym, jak dziecko będzie to przeżywało.

Udawane współczucie: „Biedna kobieta, jej córka jest lesbijką”.

Kasia: No i co z tego, że jest? Przecież to nikomu nie zagraża. To nie jest atak na czyjś styl życia. Dopóki nie zabierasz niczego innym, to tych innych w ogóle nie powinno obchodzić, jak żyjesz. Rozumiem to, ten strach przed nieznanym, obarczanie tego „obcego” tym wszystkim, co złe w naszym życiu. Ale mam nadzieję, że dzięki rozmowie i edukacji ten strach zniknie.

Jednak mówiłaś niedawno, że myślisz o wyjeździe z Polski?

Kasia: Byłam zdenerwowana, ale to trudna decyzja. W Polsce jest mnóstwo rzeczy, które bardzo lubię. Mieszkanie na poddaszu, bliscy ludzie, przyjaciele. Ale mieszkałam już w Paryżu, w Brukseli, w Stanach. Nie wykluczam więc, że gdzieś wyjadę, jeżeli tutaj nic się nie zmieni.

Olga wyjechałaby z Tobą?

Kasia: Myślę, że tak. Jeżeli chcemy założyć rodzinę, nie będziemy wychowywać dziecka w kraju, gdzie nie mamy prawa legalnie się nim zajmować.

Olga: Nie dałabym ci samej wyjechać, chociaż taki wyjazd dużo by mnie kosztował. Ty już pracowałaś za granicą, a ja nie. Ale myślę, że bym się
jakoś tego nauczyła. Tak, Kasiu, wyjechałabym z tobą.

Kasia: Pamiętaj, że powiedziałaś to przy świadku.
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/29.05.2018 11:26
A kim ja jestem, aby komentować i oceniać. Szanuję ludzkie wybory, a ocenianie pozostawiam panu Bogu.