Grażyna Szapołowska fot. ONS

Grażyna Szapołowska - Ryzykantka

Z powodu „Bitwy na głosy” straciła etat w teatrze i ściągnęła na siebie lawinę krytyki. Niedługo może też stracić pracę w telewizji. Czy to koniec jej kariery? Niekoniecznie!
/ 10.05.2011 14:30
Grażyna Szapołowska fot. ONS
Kiedy media podały, że Grażyna Szapołowska (58) będzie jurorką w programie „Bitwa na głosy”, jej fani nie kryli zdziwienia. Ona, wielka gwiazda kina, aktorka Wajdy, w rozrywkowym show? Po co jej to? Złośliwi komentowali, że Szapołowska nie jest już najgorętszym nazwiskiem show-biznesu i musi dbać o promocję. Zresztą aktorka słynie z tego, że lubi, kiedy się o niej mówi. I nie zmarnuje żadnej okazji, by zrobić wokół siebie szum. Podczas festiwalu filmowego w Gdyni potrafiła pytać ze sceny, czy panowie reżyserzy ją widzą, bo czeka na role… Jeśli także dzięki udziałowi w „Bitwie…” chciała zyskać rozgłos, to efekt przeszedł jej najśmielsze oczekiwania. Z powodu tego show aktorka popadła w konflikt z Janem Englertem, dyrektorem Teatru Narodowego, i została przez niego wyrzucona z pracy. Ale na tym się nie skończyło, bo sprawa zwolnienia Szapołowskiej stała się tematem numer jeden we wszystkich mediach. Plotkarskie portale opisywały pikantne szczegóły jej awantury z Englertem, a znani publicyści uczynili z niej pretekst do debaty o stanie polskiego aktorstwa.

Bitwa na słowa
O co właściwie poszło? Pewne jest tylko to, że Szapołowska – kiedy zorientowała się, że terminy nagrań odcinków „Bitwy…” kolidują z terminami spektaklu „Tango” w Narodowym – poprosiła dyrektora teatru o to, by pozwolił jej opuścić dwa przedstawienia. Englert się jednak na to nie zgodził. 2 kwietnia aktorka zagrała w spektaklu, a w show zastąpiła ją Kasia Zielińska. Ale już tydzień później Szapołowska wybrała program, więc w teatrze wzięła urlop na żądanie. Tu jednak pojawiają się rozbieżności.

Englert twierdzi, że Szapołowska o swojej nieobecności poinformowała go w ostatniej chwili, przez co musiał odwoływać spektakl w momencie, gdy na widowni siedziała już publiczność. I właśnie dlatego zwolnił ją dyscyplinarnie. Aktorka zaprzecza tym oskarżeniom i zapewnia, że zespół dużo wcześniej wiedział o tym, że ona nie pojawi się na spektaklu. „Inni koledzy nie przebrali się w kostiumy, ale dyrektor Englert przygotował się tak, jakby za chwilę miał występować i w teatralnym stroju odegrał scenę odwoływania spektaklu przed publicznością. Wykonano na mnie publiczny wyrok na oczach widzów. On chciał linczu”, powiedziała w jednym z wywiadów. Aktorka przypomniała też, że gdy kilka lat temu żona dyrektora, Beata Ścibakówna, brała udział w programie „Gwiazdy tańczą na lodzie”, Englert zawsze zwalniał ją z przedstawień, a nawet pojawił się na nagraniu jednego z odcinków show, by jej kibicować. Kto ma rację? To będzie musiał rozstrzygnąć sąd, bo Szapołowska, która nie może się pogodzić z tym, jak została potraktowana po sześciu latach pracy w Narodowym, wytoczyła Englertowi proces.

Na razie jednak to Szapołowską osądzają koledzy po fachu. I nie są dla niej łaskawi. „Nie wolno nie przyjść do pracy. To jest prawo pracy i prawo honorowe”, grzmiał Emilian Kamiński. „Nie przyjść do teatru… Ja sobie tego nie wyobrażam!”, oburzył się Jacek Borkowski. „Takich rzeczy się nie robi”, komentował Jan Nowicki. Sąd nad aktorką odbył się nawet w programie „Tomasz Lis na żywo”. Choć rozmowa dotyczyła etyki zawodu aktora, to nie zabrakło też przytyków pod adresem Szapołowskiej. Najostrzej potraktowała ją Joanna Szczepkowska, która powiedziała: „Ona nie jest rasową aktorką teatralną. Rasowy aktor teatralny nie wytrzyma sytuacji, w której czeka na niego publiczność. Pracownik nie przyszedł na swoją zmianę, tylko rozwinął dywanik ze swoimi świecidełkami”. 

Porozmawiajmy o gwiazdach - forum >>


Ciąg dalszy nastąpi?
Utrata pracy i krytyka ze strony środowiska aktorskiego to niejedyny problem Szapołowskiej. Okazuje się, że aktorka może też stracić fotel jurora „Bitwy na głosy”.  Jak nieoficjalnie dowiedziało się „Party”, TVP planuje drugą edycję show, ale dopiero za rok. Co więcej, jest wielce prawdopodobne, że aktorka nie zostanie do niego zaproszona. – Produkcja chce ożywić formułę programu – zdradza pracownik stacji. – Pani Grażyna jest raczej elegancką damą niż wulkanem pozytywnej energii, a tego trochę brakuje w show. Początkowo liczyliśmy na dojrzalszą grupę wiekową widzów „Bitwy na głosy”. Tymczasem okazało się, że program coraz chętniej oglądają młodsi. Trzeba zatem będzie „odmłodzić” jury – dodaje. Zaznacza, że nie chodzi o Wojciecha Jagielskiego, który od ubiegłej jesieni jest twarzą Dwójki, ani o Alicję Węgorzewską, bo jej udział w show uznawany jest za „strzał w dziesiątkę”.

Z za kamery
Jeśli Szapołowska nie wystąpi w drugiej edycji „Bitwy…”, pozostaną jej jedynie filmy fabularne, w których grywa jednak coraz mniejsze role. Ostatnio pojawiła się w epizodzie w „Wojnie żeńsko-męskiej”, gdzie podobno kłóciła się z operatorem o to, jak oświetla jej zmarszczki. Skończyła też zdjęcia do „Bitwy warszawskiej” Jerzego Hoffmana, gdzie zagrała niewielką rolę. Wkrótce stanie na planie nowego filmu Kasi Adamik „Układ warszawski”. Szapołowska zagra kobietę zakochaną w… Englercie. „Jestem profesjonalistką, zagram to”, śmieje się. Aktorka nie przejmuje się głośną aferą wokół siebie. Czemu? Od pewnego czasu w branży filmowej mówi się, że gwiazda ma zupełnie nowy pomysł na życie.

Gdy wybuchła afera z Englertem, Szapołowska właśnie kończyła przygotowania do premiery filmu „Popatrz na mnie”. Obraz to debiut reżyserski Katarzyny Jungowskiej – córki Szapołowskiej, a ona sama jest jego producentką. – Kasia od lat marzyła o reżyserii – zdradza „Party” znajoma Szapołowskiej. – Teraz realizuje to marzenie, a Grażyna jej pomaga, finansując film. Pomysł wydaje się rozsądny, zwłaszcza że doświadczenie w roli producenta ma partner aktorki, biznesmen Eryk Stępniewski. Co ciekawe, jego córka, Romy Stępniewska, także chce robić filmy, właśnie przygotowuje swój debiut reżyserski. Nic zatem dziwnego, że Szapołowska, mając przed sobą nowe wyzwania, nie płacze po utraconym etacie w Narodowym, tylko bierze się do pracy. Ciekawe, czy zatrudni kiedyś Jana Englerta. I czy on stawi się na zdjęciach…

Agnieszka Prokopowicz / Party