Ewa Kasprzyk w Vivie - sesja z Ewą Kasprzyk

Występują razem na parkiecie. Jak wypadli przed obiektywem aparatu?
Edyta Liebert / 06.04.2015 20:50

Jest kobietą spełnioną, pełną gracji i namiętną, co udowadnia w show Polsatu "Dancing with the Stars. Taniec z gwiazdami". Za nic ma złośliwe komentarze na temat jej wieku. Pokazuje zgrabne nogi, zakłada minispódniczke i maluje usta na czerwono. Operacje plastyczne? Skądże znowu. Woli oddawać się pasji podróżowania.

Odważna babka. Najstarsza gwiazda. Ciekawe, jak długo da radę". To komentarze o Pani występie w "Tańcu z gwiazdami". Łyka Pani jakieś witaminki?

Ewa Kasprzyk: Tak. Popijam preparat dla koni. Na ścięgna. Rehabilitant mi polecił.

Rehabilitant czy weterynarz...? Nie wierzę. Na pewno mnie Pani wkręca...

(Ewa Kasprzyk z rozbawioną miną wstaje od stołu, przy którym rozmawiamy, i wyciąga z lodówki szklaną butelkę).
Ewa Kasprzyk: Proszę przeczytać etykietę, popłacze się pani ze śmiechu.

Czytam głośno: "Konie 500 kg. Przez pierwsze 8 dni – 300 ml dziennie, następnie 150 ml dziennie z paszą lub bezpośrednio do pyska. Pozostałe konie adekwatnie do wagi...".

Ewa Kasprzyk: Mówiłam, że się pani będzie śmiać. Widzi pani, ile już wypiłam? Pół butelki. I dzięki Bogu jestem bezkontuzyjna. Już nawet ćwiczę do szpagatu... Pani się dalej śmieje, więc tylko dodam, że tam jest czysty kwas hialuronowy. A w tych ampułkach, które tu leżą na stole, mam jeszcze kolagen, ale to już są ludzkie dawki. W moim wieku muszę sobie zdawać sprawę z tego, że w każdej chwili może mi coś chrupnąć. Choć dbam o siebie, więc nie sądzę. Oni w tym "Tańcu..." już wszyscy mają jakieś kontuzje, a ja, odpukać, jeszcze nie. Ależ panią rozbawiłam, tu są chusteczki...

Dziękuję. Oto kolejny dowód na to, że życie pisze najśmieszniejsze scenariusze...

Ewa Kasprzyk: Niedawno, przy tym samym stole, zdarzyła mi się taka filmowa
sytuacja. Chociaż gdyby była w filmie, powiedzielibyśmy, że nieprawdziwa. Mamy próbę, bo ja teraz będę pracować nad monodramem o Michalinie Wisłockiej, na co cholernie się cieszę, jest nas chyba z pięć osób: reżyser, scenarzysta, koledzy i nagle dzwonek do drzwi. Ja mówię: "Nikogo nie zapraszałam, to może być tylko kominiarz albo ksiądz". I jest ksiądz, po kolędzie.

Zaprosiliście go do stołu?

Ewa Kasprzyk: Serdecznie. Były pytania, czy mam ślub – mam, i czy chodzę do kościoła, ale z tego ładnie wybrnęłam. W ogóle było bardzo przyjemnie. Poza tym zyskałam w oczach pani Renatki, która powiedziała: "W tym waszym apartamentowcu księdza to już mało kto wpuszcza". Pani Renatka wie wszystko, bo tu sprząta. Oczywiście nie wspomnieliśmy, że właśnie pracujemy nad sztuką o największej grzesznicy wśród lekarzy, pionierce seksuologii i skandalistce, która żyła w trójkącie. Wie pani, że ona miała jakiegoś fioła na punkcie facetów. W wieku 75 lat, bardzo chora, leżała na łóżku szpitalnym i uwodziła lekarza. Ba, ona była przekonana, że podoba się temu lekarzowi bardziej niż jego młodziutka pielęgniarka.
Beata Nowicka/ Viva!
Zdjęcia Bartek Wieczorek/LAF AM
Stylizacja Marta Kalinowska
Asystentka stylistki Anna Zagończyk
Makijaż Patrycja Dobrzeniecka
Fryzury Łukasz Pycior
Scenografia Anna Tyślerowicz
Produkcja sesji Piotr Wojtasik

Za pomoc w realizacji sesji i gościnę redakcja dziękuje Domowi Zabawy i Kultury DZIK, ul. Belwederska 44A, Warszawa.
Na zdjęciach wystąpił zespół muzyczny CzessBand.

Zobacz inne sesje: