Annie Leibovitz w opałach

Annie Leibovitz fot. FOTOLINK
Znana fotografka gwiazd stoi na skraju bankructwa. Ma problem ze spłatą 24 milionów dolarów długu. Amerykański show-biznes panikuje: jak to się stało, że taka sława jak Annie Leibovitz tonie?
/ 05.10.2009 14:41
Annie Leibovitz fot. FOTOLINK
Nikt nie wie, jak do tego doszło. Annie Leibovitz milczy. Równie dyskretni są jej agenci, zaprzyjaźnione gwiazdy i zamożni przyjaciele. Tylko Art Capital Group, nazywany złośliwie lombardem z wyższej półki, dba o rozgłos w tej sprawie. W zeszłym roku udzielił fotografce ogromnej pożyczki, której ta nie jest w stanie spłacić. Dzisiaj zadłużenie 60-letniej Leibovitz wynosi 24 miliony dolarów! Wszelkie próby dojścia, na co jej były potrzebne pieniądze, kończą się fiaskiem. Jedni sądzą, że Annie od dawna ma problem z rozliczaniem się ze współpracownikami. Inni podejrzewają, że Annie zgubiła hojność wobec bliskich. Zawsze lubiła spełniać najbardziej wymyślne zachcianki rodziny i przyjaciół, by okazać im w ten sposób swoją miłość.

Jako zabezpieczenie pożyczki wziętej od Art Capital Group Annie położyła na szali swoje nieruchomości i, co gorsza, prawa do zdjęć, które zbudowały jej legendę. Lada chwila może stać się bankrutem i stracić prawa do dorobku całego życia.

Kiedy w maju tego roku obchodziła jubileusz 40-lecia pracy artystycznej, bliska płaczu dziękowała za wręczoną jej przez Międzynarodowe Centrum Fotografii okolicznościową statuetkę: „To znaczy dla mnie bardzo dużo, szczególnie teraz, kiedy przeżywam ciężkie chwile”. Siedmiuset świadków tej sceny dobrze wiedziało, co Annie ma na myśli. „New York Times” ujawnił kilka dni wcześniej, że Leibovitz została pozwana do sądu za niepłacenie rachunków na łączną kwotę miliona dolarów. Choć już wtedy wszyscy jej współczuli, był to zaledwie początek kłopotów Annie, a ten milion okazał się drobną sumką w porównaniu z długiem, o jaki wkrótce miał się upomnieć Art Capital Group.

Cuda niewidy
Świat zawdzięcza Annie Leibovitz erę gwiazd. Wyniosła je na piedestał, fotografując w taki sposób, w jaki nie robił tego dotąd nikt inny. Catherine Deneuve potrafiła przylecieć z Paryża do Nowego Jorku tylko na jeden dzień, by stanąć przed obiektywem Annie. Leibovitz miała na planie wszystko, o czym zamarzyła. Ogień, deszcz, samochody, samoloty, nawet zwierzęta cyrkowe. Koszt jednej sesji zdjęciowej porównywalny był z budżetem krótkiego filmu. Jej nazwisko brzmiało dla gwiazd jak zaklęcie: „Sezamie, otwórz się”. „Jeśli zadzwonisz do Nicole Kidman, mówiąc, że zdjęcia będzie robił Iksiński, usłyszysz ziewnięcie. Jeśli powiesz, że fotografować będzie Leibovitz, aktorka pojawi się jeszcze tego samego wieczoru”, mówi Anna Wintour, redaktor naczelna amerykańskiego „Vogue’a”.


Porozmawiajmy o gwiazdach - forum >>


Annie Leibovitz wygrywała zawsze tym, że potrafiła nakłonić znane osoby do rzeczy, jakich nie zrobiłyby dla kogoś innego. Zdjęcie, które wyniosło ją na szczyt, powstało w 1991 roku i przedstawiało nagą Demi Moore w zaawansowanej ciąży. Nikt na to wcześniej nie wpadł. To zdjęcie na okładce „Vanity Fair” sprzedało się w rekordowej liczbie egzemplarzy. Dzięki odwadze Demi Moore i pomysłowi Leibovitz zmieniło się podejście społeczne do ciała kobiety w ciąży. Przyszłe mamy przestały maskować ubraniami swoje okrągłe brzuchy, a zaczęły je podkreślać. „To Annie pchała mnie ku temu, co robiłyśmy. Równie dużo emocji wzbudzały filmy ze mną, co zdjęcia, które mi robiła”, przyznaje Demi. W latach 90. ludzie czekali na zdjęcia Leibovitz. Zadawali sobie pytanie, na jaki pomysł wpadnie tym razem. „Wsadzę cię do wanny z mlekiem. Chcę pokazać, jak wyłaniasz się z bieli”, wspomina pierwszą sesję z Leibovitz Whoopi Goldberg. Kąpiel w mleku bardzo przysłużyła się jej aktorskiej karierze. „W ciągu jednej nocy wszystko się zmieniło. W piątek szłam ulicą nierozpoznawana, a w sobotę, gdy zdjęcie ukazało się w gazecie, ludzie wykrzykiwali już moje nazwisko – mówi Whoopi. – A koty chodziły za mną jeszcze tygodniami”, żartuje aktorka. Arnoldowi Schwarzeneggerowi Annie kazała rozebrać się do podkoszulka przy 30-stopniowym mrozie. „Zamarzałem, a ona krzyczała: »Ból i zimno miną, a zdjęcie zostanie na zawsze«”, wspomina dzisiejszy gubernator Kalifornii.

Życie na haju

Swoją karierę Annie właściwie zawdzięcza rodzicom. Jej ojciec był pilotem i ciągle musieli się przeprowadzać z jednej bazy lotniczej do drugiej. Jej matka była gospodynią domową, której pasją była fotografia. Wychowywała szóstkę dzieci i zawsze miała przy sobie aparat fotograficzny. Annie nauczyła się patrzeć na świat przez okno samochodu jak przez ramkę zdjęcia. Jej pierwsze fotografie powstały w bazie wojskowej na Filipinach, do której rodzina Leibovitzów trafiła w czasie wojny z Wietnamem.

Annie szybko stamtąd uciekła. Przeniosla się do San Francisco, by studiować na akademii sztuk pięknych. W 1970 roku dostała pracę w magazynie „Rolling Stone” i tam zaczęła fotografować sławne osoby. „Jest jedną z pierwszych kobiet zajmujących się zawodowo fotografią, jakie pamiętam. Gdy ją poznałem, pomyślałem: »Ciekawe, ile z nami wytrzyma«”, tak Keith Richards, gitarzysta The Rolling Stones, wspomina trasę koncertową zespołu w 1975 roku, na którą pojechała z nimi Annie. Powstał wtedy niezwykły album zdjęciowy: narkotyki, alkohol, seks. Sama fotografka przyznała, że robiła wtedy z muzykami „wszystko, co się robi w trasie”. Dla magazynu „Rolling Stone” zrobiła w 1980 roku ostatnie wspólnie zdjęcie Johna Lennona i Yoko Ono. Eks-Beatles przytula się nagi do żony, zwinięty jak dziecko w łonie matki. „John nie bał się pokazania wrażliwości. Przy Annie osiągnęliśmy wielki stopień intymności”, wspomina Yoko Ono. Zaledwie cztery godziny po tej sesji Lennon został zastrzelony przez psychofana.

Podczas pracy dla magazynu  „Rolling Stone” Annie zetknęła się z narkotykami. Pod koniec lat 70. brała ich najwięcej. W końcu rodzice umieścili ją w ośrodku odwykowym. Po wyjściu stamtąd Annie rozstała się nie tylko z narkotykami, ale też z magazynem muzycznym. Przeniosła się do sprzedającego luksusowe marzenia „Vanity Fair”. Tutaj zajęła się fotografią pozowaną, która przyniosła jej sławę.


Tajemnica poliszynela
Kiedy pojawiły się pogłoski o jej długach, nikt nie mógł zrozumieć, na co Annie, która nigdy nie żyła rozrzutnie, potrzebne było ponad 20 milionów dolarów pożyczki od Art Capital Group. Prywatnie Leibovitz jest zaprzeczeniem rozmachu, z jakiego korzystała na sesjach zdjęciowych. Chodziła zawsze w tych samych czarnych drelichowych spodniach, koszuli i ciężkich sportowych butach. Nic nie wiadomo o jej kosztownych kaprysach. Sama Leibovitz wyznała kiedyś: „Życie innych wydawało mi się tak fascynujące i pełne przygód, że zapomniałam zaplanować własne”, wyznała w filmie dokumentalnym „Annie Leibovitz. Życie w obiektywie”.

Swoje pierwsze dziecko urodziła dopiero w wieku 51 lat dzięki zapłodnieniu in vitro. Dawcą nasienia był podobno dorosły już syn jej życiowej partnerki Susan Sontag. Ich homoseksualny związek przez 16 lat był „jawną tajemnicą”. Dopiero po śmierci Susan w 2004 roku Annie przyznała się: „Tak, byłyśmy kochankami”. Leibovitz wspomagała finansowo swoją partnerkę, aby ta zajmowała się tylko pisaniem. Kupiła jej nawet apartament w Paryżu, bo to było marzenie Sontag.

Leibovitz na T-shircie
Córeczka Annie, Sarah, miała cztery lata, kiedy do ich rodziny dołączyły bliźniaczki Susan i Samuelle, urodzone przez matkę zastępczą. Annie utrzymywała wtedy kochankę, trójkę dzieci i schorowanych rodziców. „Jest pełną entuzjazmu matką. Nie wiem, jak się jej udaje łączyć pracę z wychowaniem trójki dzieci. Musi żyć pod ciągłą presją”, zastanawiał się znany tancerz Mikhail Baryshnikov. Być może znalazł już odpowiedź. Problemy finansowe Annie to znak, że fotografka straciła panowanie nad swoim życiem. Być może długi Annie to suma nieuregulowanych  rachunków z byłymi współpracownikami. Jedna ze stylistek podała ją do sądu, bo fotografka jest jej winna pół miliona. Zapewne takich wierzycieli Annie ma znacznie więcej. Dziennikarskie śledztwa ujawniły, że Leibovitz miewa problemy z fiskusem. Dwa lata temu była winna urzędowi skarbowemu 1,5 miliona dolarów. Wiadomo też, że Leibovitz przeinwestowała w nieruchomości, również za granicą, które dziś trudno sprzedać. Ich wartość wyceniono na 40 milionów dolarów. Z kolei archiwum jej zdjęć warte jest 50 milionów. Teoretycznie dysponuje dużym majątkiem, pod warunkiem że da się go spieniężyć. Jej problemy ze spłatą długu pokazują, że nie jest to łatwe. Czy wartość gwiazd spada, a Annie jest pierwszą ofiarą kryzysu? Najgorsze, co mogłoby ją spotkać, to przejęcie jej artystycznego dorobku za półdarmo. Chętni już zacierają ręce. Słynne zdjęcie Demi Moore na T-shircie kupionym za 3 dolary na straganie? Czemu nie. Przecież tak kończą klasycy.

Sylwia Borowska / Party

Redakcja poleca

REKLAMA