Anna Wyszkoni fot. KAPIF

Anna Wyszkoni - Nie czas na łzy

Gdy odeszła z zespołu, wróżono jej koniec kariery. Tymczasem solowa płyta Anny Wyszkoni podbiła serca fanów. Tylko w „Party” gwiazda zdradza, kto stoi za zmianami w jej życiu.
/ 03.03.2011 07:59
Anna Wyszkoni fot. KAPIF
Drobna, delikatna, skromna i nieco wycofana. Taka jest, kiedy spotykamy się w kawiarni. Aż trudno uwierzyć, że ta sama Anna Wyszkoni (31), stojąc na scenie, potrafi porwać tłumy. Mówi się, że gdyby nie ona, zespół Łzy nie odniósłby tak spektakularnego sukcesu. Dowód? Gdy wybrała karierę solową, poradziła sobie świetnie. Jej album „Pan i Pani” zyskał już status platynowej płyty. Niegdyś złośliwie nazywana królową Polski B, dziś zachwyca nowym image i coraz śmielej wkracza na salony. A dawni koledzy z zespołu, z którymi rozstała się po 14 latach, najwyraźniej nie mogą tego przeboleć…

– Twoje rozstanie z Łzami było bardzo eleganckie. Nie minęło jednak pół roku, a lider tego zespołu wyznał prasie: „Szukaliśmy wokalistki z lepszym głosem niż Ania”. Co ty na to?
Anna Wyszkoni:
Z tego, co ja pamiętam, to kilka miesięcy temu uznaliśmy z chłopakami, że nasza współpraca w zespole przestała się układać. Oni woleli stare brzmienie Łez, ja podążałam już w innym kierunku, szczególnie po nagraniu solowej płyty. Wspólnie doszliśmy do wniosku, że pora się rozstać. I zrobiliśmy to w zgodzie.

– Tym bardziej musiało Cię zaboleć to, co powiedział Adam Konkol.
Anna Wyszkoni:
Nie. Ta wypowiedź świadczy przecież o nim. Ja idę do przodu. Po co oglądać się za siebie? Nie szukam awantur, taniej sensacji. Nigdy nie chciałam być na pierwszych stronach gazet. A już na pewno nie chcę, aby włożono mnie do koszyka z napisem: „skandalistka”.

– To jak chcesz utrzymać się dziś w show-bizesie?
Anna Wyszkoni:
Tak jak do tej pory. Gram koncerty, na które przychodzą tysiące ludzi. Stojąc na scenie, doceniam, że ta publiczność jest tam dla mnie. Takie spotkania z fanami dają mi siłę i  wiarę w sens tego, co robię. I nie ma znaczenia, czy występuję w małej, czy
w dużej miejscowości.

– Masz poczucie, że jako solistka zaczynasz od nowa?
Anna Wyszkoni:
Na pewno zaczynam nowy etap i rzeczywiście czuję się trochę jak debiutantka. Ale ja lubię wyzwania. Zawsze byłam ambitna i konsekwentnie dążyłam do wyznaczonego sobie celu. Gdy miałam 15 lat, kategorycznie stwierdziłam, że zrywam z tańcem, bo chcę śpiewać. Teraz po 14 latach odeszłam z zespołu, by spróbować czegoś nowego.

– Długo dojrzewałaś do tej decyzji?
Anna Wyszkoni:
Trzy lata. Rozstanie z zespołem przyszło nagle, ale dojrzałam do tego, aby sama wziąć odpowiedzialność za to, co robię.

– Boisz się?
Anna Wyszkoni:
Nie można się bać marzyć. Otuchy dodało mi to, że fani tak entuzjastycznie przyjęli moją solową płytę. Cieszy mnie, kiedy po koncercie słyszę: „Nie byłem wcześniej do Ciebie przekonany, ale od dziś jestem twoim fanem”.

– Jaki masz pomysł na siebie?
Anna Wyszkoni:
Moją strategią jest bycie sobą. Zmieniam się z roku na rok. Dziś wiem, że na okładkę mojej płyty „Pan i Pani” nie wybrałabym zdjęcia zamyślonej, zapatrzonej w okno Ani. To było dwa lata temu. Na okładce nowej edycji płyty jestem już całkiem inna – krótkie włosy i odważne spojrzenie.

Porozmawiajmy o gwiazdach - forum >>


– Co zatem myślisz, gdy oglądasz siebie na zdjęciach sprzed dziesięciu lat?
Anna Wyszkoni:
Łapię się za głowę. Ale trzeba szczerze przyznać, że taka właśnie byłam. Gdyby wtedy ktoś włożył mnie w szpilki, obciął włosy i zafarbował na rudo, to czułabym się sztucznie. Ten image pasuje do mnie takiej, jaka jestem dzisiaj.

– Czyli jakiej?
Anna Wyszkoni:
Odważniejszej, pewniejszej siebie, otwartej. Czerpię z życia pełnymi garściami. Nie widzę już świata tylko w ciemnych kolorach. Kiedy nosiłam czarny podkoszulek i glany, byłam obrażona na wszystko. I to wcale nie dlatego, że czułam się lepsza.

– Co Cię zmieniło?
Anna Wyszkoni:
To, że zostałam mamą, gdy miałam 21 lat. Dziś się z tego cieszę, bo mam już dziewięcioletniego syna, ale wiem, że byłam za młoda na macierzyństwo. Po urodzeniu Tobiasza spadł na mnie sukces piosenki „Agnieszka”. Zaraz potem rozwiodłam się i to było trudne doświadczenie. Później przyszła nowa miłość – Maciek – i to otworzyło mnie bardziej na świat.

– Czy to twój partner, Maciej Durczak, który jest też twoim menedżerem, doradził Ci, żebyś spróbowała sił jako solowa wokalistka?
Anna Wyszkoni:
Przede wszystkim przekonały mnie pytania fanów i dziennikarzy: „Aniu, kiedy nagrasz solową płytę?”. Potem dostałam konkretną propozycję od świetnego producenta Bogdana Kondrackiego. Maciej wspierał mnie w tej decyzji. Im dalej postępowały prace nad albumem, tym bardziej nakręcaliśmy się nawzajem. Jestem spełniona w miłości. Bo mam w Maćku oparcie, ale i czuję się wolna w związku.

– Maciej ma też rękę do gwiazd. Kierował przecież karierą Dody, Virgin, Ich Troje czy Mandaryny…
Anna Wyszkoni:
Ale nigdy nie przyszło mi do głowy, że skoro jest fajnym menedżerem, to będzie też fajnym partnerem (śmiech). Gdy zaczęliśmy z nim pracować jako Łzy, byliśmy pewni, że potrzebujemy kogoś z dużym doświadczeniem, kto pokaże nam nową drogę.

– Jakim ojczymem jest dla twojego syna Tobiasza?
Anna Wyszkoni:
Ojczym? Co za okropne słowo. Cieszę się, że przede wszystkim są dobrymi kumplami. Maciej pomaga mi, ale odpowiedzialność za wychowanie Tobiasza spoczywa na mnie. Nowy partner boi się zawsze momentu, kiedy usłyszy od dziecka: „Ty nie jesteś moim tatą”. Ale ja zawsze byłam szczera wobec syna. Mówiłam mu, że potrzebuję dorosłego partnera, który da mi wsparcie, ale to nie znaczy, że między nami coś się zmienia. Tobiasz wiedział, że jest dla mnie najważniejszy. Mimo iż jesteśmy z Maćkiem już kilka lat, nie zamieszkaliśmy jeszcze w trójkę. Ten rok będzie przełomowy, bo szukamy wspólnego domu.

– Dlaczego chcecie zostać we Wrocławiu?
Anna Wyszkoni:
Bo uwielbiamy to miasto. I cenimy sobie prywatność. Bycie z dala od Warszawy, centrum machiny show-biznesu, pozwala nam zachować dystans. Dosłownie i… w przenośni!

– Myślisz o ślubie?
Anna Wyszkoni:
Może kiedyś...

– A o rodzeństwie dla Tobiasza?
Anna Wyszkoni:
Mam to w planach.

Sylwia Borowska / Party
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)