Anna Korcz fot. ONS

Anna Korcz: Na miłość warto czekać

Trudne chwile związane z rozpadem pierwszego małżeństwa już dawno za nią. Teraz znów jest szczęśliwa, a jej rodzina niedawno się powiększyła.
/ 07.02.2011 06:42
Anna Korcz fot. ONS
Gra w serialu „Na Wspólnej”, występuje w teatrach, podróżuje… Rozpiera ją energia. Temperament (i smagłą karnację) zawdzięcza włoskim przodkom, którzy do Polski przybyli z królową Boną.

- Niecały rok temu, w wieku 41 lat, po raz trzeci została pani mamą. W tym wieku ciąża to spore ryzyko…
Anna Korcz:
Miałam duże obawy. Zdrowy rozsądek podpowiadał, że w tym wieku nie powinnam mieć dzieci, że to kuszenie losu. Ale Bozia dała – trzeba brać. Zrobiłam badania prenatalne. Wyniki były bardzo dobre. Jednak ten lęk gdzieś tam drzemał. W tym okresie dużo pracowałam. Byłam ze spektaklami w Stanach i w Kanadzie, miałam premierę w Białymstoku, w Warszawie występowałam w teatrze i w serialu „Na Wspólnej”. W 7. miesiącu wyremontowałam mieszkanie. Robiłam wszystko, żeby nie myśleć o ryzyku. Potem się dowiedziałam, że również wiek mężczyzny ma znaczenie dla potencjalnych chorób genetycznych przyszłego dziecka. Paweł jest młodszy ode mnie o 5 lat, nigdy nie pił i nie palił, jest okazem zdrowia – więc to mnie podbudowało psychicznie.

- Czy jako dojrzała kobieta będzie pani inaczej wychowywać synka niż kiedyś córki?
Anna Korcz:
Myślę, że nie ma żadnych różnic. Czas pokaże, czy tak jest w istocie. Na pewno synek jest bardzo kochany. Córki straciły głowę dla Jasia i go rozpieszczają, tata go rozpieszcza, ja go rozpieszczam, ciocia go rozpieszcza, moja matka go rozpieszcza. Trudno się oprzeć, bo to mój ukochany baleronik i w ogóle słodki brzdąc. Niezwykle miłe dziecko, uśmiechnięte, pogodne. A dla mnie jest po prostu najpiękniejszym bobasem na świecie. Mały chce na ręce, uśmiecha się i nie można mu odmówić. Pokrzykuję: ty mały rozbójniku, uwielbiam cię, i mocno przytulam, a dziewczynki szepczą Jasiowi na ucho: mama na pewno będzie ci pozwalać na więcej niż nam.

- Łatwiej wychować syna czy córki?
Anna Korcz:
Chyba córki. Wpajałam im poczucie własnej wartości, kulturę, dbanie o ciało, o duszę, a mężczyźnie trzeba jeszcze zaszczepić poczucie odpowiedzialności za przyszłą żonę i dzieci. No, bardzo bym chciała, żeby był innym mężczyzną niż ci, których widzę wokół, np. żeby miał jedną żonę przez całe życie, a nie skakał z kwiatka na kwiatek.

- Córki są zazdrosne o Jasia?
Anna Korcz:
Pytam je o to. Śmieją się i puszczają do mnie oczko. Starsza, Anna, to już dorosła młoda kobieta. Kasia, nastolatka, miałaby prawo czuć się zagrożona. Powtarzam im jednak: też was tak rozpieszczałam, szczypałam, gryzłam, tuliłam. Każde swoje dziecko kocham bezgranicznie i oddałabym za nie życie. Mam wrażenie, że córki wobec Jasia czują się bardziej jak młode mamy niż siostry.

- Myślicie o przyszłości dzieci?
Anna Korcz:
Niedawno stałam się z mężem właścicielką 5,5-hektarowego terenu nad Wkrą w podwarszawskim Pomiechówku. Otworzymy tam ośrodek z wielką salą bankietowo-konferencyjną, boiskami do siatkówki, amfiteatrami, domkami letniskowymi. Duże przedsięwzięcie z myślą o dzieciach. Wspólnie mamy ich pięcioro, bo jeszcze dwójka pociech męża z pierwszego małżeństwa. Chcemy im coś po sobie zostawić.

- Powiedziała pani w jednym z wywiadów: przewartościowałam życie. Co to znaczy?
Anna Korcz:
Dojrzałam, zrozumiałam, co tak naprawdę ważne jest w życiu. Jak pomyślę, że miliony ludzi na świecie cierpią biedę, i spoglądam do szafy: leży 10 par dżinsów, pięć marynarek, sto T-shirtów – to myślę sobie: po co mi to wszystko? Z maksymalistki stałam się minimalistką. Pamiętam, żeby gasić światło, zamykać krany, segreguję śmieci… Mam trójkę dzieci, więc staram się żyć tak, aby zostawić im lepszy świat.

- Znalazła pani drugą połówkę, ale po drodze nie było łatwo.
Anna Korcz:
Byłam mamą samodzielnie wychowującą dwie córki i nie szukałam ani blondyna, ani bruneta, ani wysokiego, ani niskiego, w ogóle nikogo nie szukałam. Mężczyźni, których spotykałam po rozwodzie z pierwszym mężem, zawsze mnie zawodzili. Spotkałam Pawła i los się odmienił. Zakochałam się po uszy za to, że jest taki dobry. Teraz wiem, że warto było czekać.

- Jak się właściwie poznaliście?
Anna Korcz:
To przypadek. On wypożyczał do serialu „Na Wspólnej” luksusowy samochód, którym jeździł mój ówczesny serialowy partner Krzysio Wakuliński. Trwało to ze dwa lata i któregoś dnia spytałam w żartach, gdzie jest prawdziwy właściciel tego wozu. Wtedy poznałam Pawła. Jego małżeństwo było w rozkładzie, po moim dawno pozamiatano. Dwoje ludzi po przejściach. Zaiskrzyło. Jesteśmy ze sobą ponad cztery lata.

Anna Bogdanowicz / Pani domu

Porozmawiajmy o gwiazdach - forum >>