„Wróciłam ze studniówki z niespodzianką. Nikomu nie powiem, czyje oczy będzie miało moje dziecko”
„– Julia, spójrz mi w oczy. Czy ty przypadkiem nie jesteś w ciąży? Zamarłam. Na chwilę naprawdę pomyślałam, że przytaknę, ale skłamałam. – Nie. Skąd w ogóle ten pomysł?”.

Jeszcze niedawno wierzyłam, że wiem, czego chcę od życia. Matura, studia, wyprowadzka z domu, niezależność. W planie wszystko wyglądało przejrzyście. Dopóki nie przyszła noc, która wszystko rozmyła.
Studniówka. Miałam wyglądać perfekcyjnie – makijaż zrobiony przez Olę, sukienka wybrana miesiącami wcześniej, mama zadowolona, tata jak zwykle milczący. Paweł – mój chłopak – odebrał mnie z różami. Patrzył na mnie jakby widział księżniczkę. Pomyślałam wtedy: tak, właśnie tak ma być.
Ale tej nocy wydarzyło się coś, czego nie potrafię wymazać z głowy. Coś, o czym nikomu nie powiedziałam. Czasami zamykam oczy i próbuję poukładać obrazy, jak urwane kadry filmu. Są światła, są dłonie, usta, zapach, ale nie Pawła. Wspominam jego brata Wiktora.
Od tamtej nocy minęło kilka tygodni, a ja nadal nie potrafię oddychać spokojnie. Coś się zmieniło. We mnie. Między nami. I wiem, że to dopiero początek.
To nie miało się wydarzyć
– Coś się dzieje, prawda? – Ola spojrzała na mnie uważnie, jakby próbowała zajrzeć mi do głowy.
– Nic się nie dzieje – rzuciłam, bawiąc się zamkiem od bluzy. – Po prostu... jestem zmęczona. I chyba wszystko zaczyna mnie przerastać.
Siedziałyśmy na szkolnym korytarzu, tuż przy oknie. Przerwa między lekcjami. Gwar rozmów, śmiechy, a ja czułam się, jakby siedziała we mnie cisza, która nie chce puścić.
– Julia, ja cię znam. Ty tak nie wyglądasz, jak jesteś tylko zmęczona. Co się wydarzyło na studniówce?
Zerknęłam na nią. Chciałam powiedzieć „nic”, chciałam skłamać, że po prostu za dużo wypiłam, że Paweł był cudowny i że wszystko było idealnie. Ale coś we mnie pękło.
– To nie powinno się wydarzyć – szepnęłam, nie patrząc jej w oczy. – Wiem, jak to brzmi. Ale wtedy... nie byłam sobą. To był jeden moment. Taki, którego nie planujesz.
Ola nie dopytywała. Poczekała, aż sama powiem więcej.
– Był taniec, potem rozmowa z Wiktorem. Przyszedł jako osoba towarzysząca Alicji, ale cały wieczór był bliżej mniej. Paweł się bawił i nic nie widział – dodałam, ciszej. – Wiktor zawsze był trochę... inny. Taki bardziej uważny. I tego wieczoru jakoś tak... po prostu się stało. Zdradziłam Pawła.
– Paweł coś wie? – zapytała.
– Nie. I nie może się dowiedzieć.
Zamilkła na chwilę.
– Może powinnaś...
– Nie, Ola. Nie ma czego wyjaśniać. Nic się nie stało. To tylko chwila słabości. Po prostu... muszę o tym zapomnieć.
Tylko że nie potrafiłam. Co noc ten obraz wracał. I nie był już taki niewinny.
Spotkaliśmy się przypadkiem
Spotkałam go przypadkiem. A może nie. Może właśnie na mnie czekał. Było chłodne popołudnie, śnieg topniał pod butami, a ja wracałam z korepetycji. Wychodząc z osiedlowego sklepu, niemal na niego wpadłam. Stał oparty o samochód, z kubkiem kawy w ręku i tym swoim półuśmiechem, który zawsze brzmiał jak wyzwanie.
– Julia. – Skinął głową. – Dobrze wyglądasz.
Zatrzymałam się. Na ułamek sekundy zamarłam, bo nie wiedziałam, co powiedzieć. Powinnam była odejść. Ale coś mnie trzymało.
– Co ty tu robisz?
– Mieszkam niedaleko. Czasem tu wpadam po coś słodkiego – uniósł papierową torbę. – A może czekałem na ciebie?
Przewróciłam oczami.
– Naprawdę musisz wszystko psuć?
– Nie psuję. Tylko pytam.
Zapadła cisza. Śnieg kapał z daszku sklepu. Nie patrzyłam mu w oczy, ale czułam, jak mnie obserwuje.
– Julia... – zaczął poważnie. – Komuś coś mówiłaś?
– Nie. I nie mam zamiaru. To był błąd.
– Jasne – odpowiedział, nagle jakby obojętnie. – Nie martw się. Ja też nie jestem idiotą.
Zabolało mnie to. Chciałam mu coś odpowiedzieć, coś, co zabrzmi dojrzale, stanowczo. Ale z moich ust nie wyszło nic.
– W porządku – rzuciłam w końcu. – Po prostu... zapomnijmy.
– Jasne. – Uśmiechnął się znów. Ale tym razem to był inny uśmiech. Pusty.
Odwróciłam się i odeszłam. Nie obejrzałam się. Ale czułam, że patrzy. Wieczorem próbowałam zasnąć, ale w głowie znów miałam tamtą noc. Jego dłonie. A potem odkryłam , że będziemy mieć dziecko, bo jestem w ciąży.
Paweł snuł plany
– Julia, nie zjesz ziemniaczków? – głos mamy zabrzmiał zbyt głośno, zbyt czujnie.
– Nie jestem głodna – mruknęłam, dłubiąc widelcem w marchewce.
Miałam mdłości od samego zapachu mięsa.
– Ostatnio nigdy nie jesteś. Coś się dzieje?
Spojrzałam na nią, potem na ojca – jak zwykle milczącego. Paweł siedział obok mnie. Spóźnił się, wbiegł w ostatniej chwili z kwiatkiem i pocałunkiem w czoło.
– Kochanie, myślałem o tym, co mówiłaś ostatnio – odezwał się nagle. – O tym mieszkaniu. Może po maturze zaczniemy coś planować? Moja mama zna kobietę, co wynajmuje kawalerkę na dobrych warunkach.
Zamarłam.
– Mieszkanie? – Mama odłożyła sztućce. – Co wy znowu wymyśliliście?
– Mamo... – zaczęłam ostrożnie, ale Paweł wtrącił się z zapałem:
– Chcemy się usamodzielnić. Julia ma dość dojeżdżania, ja też. Pomyśleliśmy, że skoro jesteśmy razem, to... może spróbujemy.
– Przecież wy jesteście jeszcze dziećmi! – syknęła mama. – Julia, ty naprawdę chcesz żyć na garnuszku jakiegoś chłopaka?
– To nie tak...
– A jak właśnie? – weszła mi w słowo. – Jesteś ostatnio rozkojarzona, blada, chodzisz z głową w chmurach. Może mi powiesz, co się dzieje?
Po kolacji weszła do mojego pokoju bez pukania.
– Julia, spójrz mi w oczy. Czy ty przypadkiem nie jesteś w ciąży?
Zamarłam. Na chwilę naprawdę pomyślałam, że przytaknę, ale skłamałam.
– Nie. Skąd w ogóle ten pomysł?
Patrzyła długo. A potem powiedziała coś, co przeszło mi przez ciało jak prąd:
– Kłamiesz.
I wyszła, zostawiając drzwi otwarte na oścież.
Musiałam mu powiedzieć
– Ale dlaczego płaczesz? – Paweł zatrzymał się na środku chodnika i złapał mnie za rękę. – Co się stało?
Pokręciłam głową. Nie chciałam płakać. Naprawdę nie. Ale słowa same wypłynęły z ust.
– Jestem w ciąży. I to nie jest żart.
Zamarł. Przez sekundę wyglądał, jakby nie usłyszał. Albo jakby jego mózg odmówił przyjęcia tej informacji.
– Co... co powiedziałaś?
– Paweł... Ja... Nie wiem, co mam robić. – Łzy kapały mi po policzkach, a w gardle czułam gorzki skurcz. – Nie planowałam tego. Przysięgam.
Złapał mnie za ramiona, lekko, ale mocno.
– To moje? – zapytał cicho.
Nie odpowiedziałam. Spojrzał mi w oczy. Długo. Zbyt długo.
– Julia? – zapytał znów.
A ja stałam, patrząc w ziemię. I milczałam. Odsunął się ode mnie, jakby go poparzyło.
– Chyba rozumiem... – powiedział i odwrócił się.
I po prostu odszedł. Zostałam sama. Po raz pierwszy tak naprawdę sama. Usiadłam na ławce, wytarłam oczy. Obok przeszła starsza pani z pieskiem, spojrzała na mnie z troską. I wtedy, po raz pierwszy, pomyślałam, że nikomu nie powiem, kto jest ojcem mojego dziecka.
Wróciłam do domu późno. Mama była w kuchni. Nawet nie spojrzała w moją stronę. Ojciec zapytał tylko:
– Wszystko w porządku?
Skinęłam głową. Nie. Nic nie jest w porządku. I chyba nigdy już nie będzie.
Wiktor mi nie współczuł
Drzwi otworzyły się po dłuższej chwili. Stał w progu w dresie, z wilgotnymi włosami, jakby dopiero co wyszedł spod prysznica. I jakby wcale nie był zaskoczony, że mnie widzi.
– Julia – powiedział tylko. – Wchodź.
Pachniało kawą i papierosami. Z kuchni grało cicho radio. Usiadłam przy stole, nie zdejmując kurtki. Trzęsły mi się ręce.
– Jestem w ciąży – powiedziałam wprost. Nie chciałam owijać w bawełnę.
Wiktor nie drgnął. Tylko pokiwał lekko głową.
– Domyśliłem się – odpowiedział, jakby to była rozmowa o pogodzie.
Milczeliśmy przez długą chwilę. Potem spojrzał na mnie i dodał:
– Paweł wie?
– Pytał, czy to jego. Nie odpowiedziałam.
– I słusznie – wzruszył ramionami. – Im mniej ludzie wiedzą, tym lepiej śpią.
– Nie tak to miało wyglądać – powiedziałam cicho. – Ja naprawdę nie jestem taka.
– A jaka jesteś?
Nie odpowiedziałam. Bo sama już nie wiedziałam. Wiktor wstał, dolał mi herbaty, jakby wszystko było normalne.
– Nie chcę się w to mieszać – powiedział nagle. – Nie dlatego, że mnie nie obchodzi. Tylko... boję się, że zniszczę wszystko do końca.
– Już jest zniszczone – szepnęłam.
W domu spojrzałam w lustro. Dotknęłam brzucha. I nagle przyszło mi do głowy jedno pytanie: co jeśli ktoś spojrzy w oczy mojego dziecka i zobaczy w nich Wiktora?
Julia, 19 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Mam za złe dzieciom, że zabrały mnie ze wsi do miasta. Wolę swój mały domek pod lasem niż ich zimne pałace”
- „Ostatni raz pojechałam na ferie razem ze szwagierką. Ma ego większe niż Tatry i ciągle nas upokarza”
- „Mój mąż buja w obłokach, a wydatki się piętrzą. Gdybym nie zareagowała, poszlibyśmy z torbami”

