Filmy z "weselem" w tytule

Któraż z nas, zatwardziałych singielek, któregoś pięknego dnia, siedząc z kieliszkiem wina w ręce i sztucznym uśmiechem na twarzy, nie „zachwyciła się” ślubem koleżanki? Nasze myśli odpływały od pięknych plenerów utrwalonych w kadrze – „jak to? dlaczego ona, a nie ja?” przemykało nam po głowie.
/ 15.03.2008 09:12
Któraż z nas, zatwardziałych singielek, któregoś pięknego dnia, siedząc z kieliszkiem wina w ręce i sztucznym uśmiechem na twarzy, nie „zachwyciła się” ślubem koleżanki? Nasze myśli odpływały od pięknych plenerów utrwalonych w kadrze – „jak to? dlaczego ona, a nie ja?” przemykało nam po głowie. Filmy z

Zasypiałyśmy z mocnym postanowieniem poprawy (tj. znalezieniem tego jedynego, wymarzonego i wyśnionego), a oczami wyobraźni widziałyśmy się w bieli. Budząc się rano albo mijał nam kac (i ochota na ślub), albo też siadałyśmy z kartką papieru, by opracować ambitny plan A (tj. 3 razy zet: znaleźć, zaklepać, zatrzymać).
Często jednak, im dłużej rozglądamy się po najbliższym otoczeniu, tym bardziej prorocze wydają nam się słowa koleżanek sprzed lat: „jak nie znajdzie się męża na studiach, potem to już tylko rynek wtórny”.

Hmmm… sama zaczynam czuć się niczym Bridget Jones – z jakiś sobie tylko znanych powodów, rodzina widząc mnie wciąż zerka na zegarek. Tik tak, tik tak… a ja staram się jak mogę! Chodzę OD WESELA DO WESELA czekając, aż napotkam tego, co z nadzieją w głosie poprosi: POWIEDZ: TAK. W sumie zaliczyłam już CZTERY WESELA I POGRZEB wierząc naiwnie, że nie tylko ja pojawię się z plakietką: „do wzięcia” (nie mylić: „do wynajęcia”). Nic! Kryzys nastąpił, gdy usłyszałam, że MÓJ CHŁOPAK SIĘ ŻENI, więc WESELE MURIEL sobie odpuściłam. Przestaję chyba żyć złudzeniem, że jakaś UCIEKAJĄCA PANNA MŁODA zostawi swego KAWALERA przed ołtarzem – dziś nie „za mundurem panny sznurem”, ale za osobnikami stanu wolnego z dużą ilością TESTOSTERONU.

Cóż, MONSUNOWE WESELE nie jest mi pisane. MOJE WIELKIE, GRECKIE WESELE najwyraźniej też. Zresztą… o jakim WESELU mówię?!

*****
Czasem warto jednak z przymrużeniem oka popatrzeć na przedślubne zmagania innych.
Proponowany maraton filmów weselnych:

  1. „Od wesela do wesela” reż. Frank Coraci (więc i jest nadzieja, że w końcu trafi się na własny ślub)
  2. „Powiedz tak” reż. Adam Shankman (…bo drugi raz nie spytam)
  3. „Cztery wesela i pogrzeb” reż. (wbrew zasadom, że do trzech razy sztuka)
  4. „Mój chłopak się żeni” reż. P.J. Hogan (a ja nie… nie mogę więc życzyć szczęścia młodej parze)
  5. „Wesele Muriel” reż. P.J. Hogan (wszak „każda zmora znajdzie swego amatora”)
  6. „Uciekająca panna młoda” reż. Garry Marshall (w stylu: złap mnie, jeśli potrafisz… a jak nie potrafisz, to zwolnię)
  7. „Kawaler” reż. Gary Sinyor (o miłości i pieniądzach… i o miłości do pieniędzy)
  8. „Testosteron” reż. Tomasz Konecki, Andrzej Saramonowicz (kobiet brak, więc hormony szaleją)
  9. „Monsunowe wesele” reż. Mira Nair (choć tu też i z wiatrem, i pod wiatr)
  10. „Moje wielkie, greckie wesele” reż. Joel Wick (…z moją wielką, hałaśliwą rodzinką)
  11. „Wesele” reż. Andrzej Wajda (wypisz, wymaluj, ówczesna inteligencja się bawi)
  12. „Wesele” reż. Wojciech Smarzowski (o tym, jak łatwo wpaść, choć trudniej dobrze wypaść)
Anna Curyło
Tagi: Ślub, film, wesele
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)